sobota, 17 lutego 2018

W czym problem?

Nieporozumienie nr 1:

Nauka jest samokorygująca.

Odpowiedź:

Na to pytanie prawidłowe są obie odpowiedzi: tak i nie.

Nie ma znaczenia, jak żarliwie naukowcy opisywaliby wirtuozerię metody naukowej, pozostaje ona i na zawsze pozostanie systemem ludzkim, zarządzanym przez ludzi. To, czy nauka w praktyce jest samokorygująca, zależy od nieuniknionego czynnika ludzkiego i może powieść się tylko wtedy, gdy pozwoli na to umysł osoby z niej korzystającej. Metoda naukowa jest ideałem, celem i nie popełnia błędów. Jest czymś bardzo dobrym. Idealna metoda zawiera sprawdzenia i równoważenia, wykluczające stronniczość i kumulację błędów, czy jednak zostało to osiągnięte?

Każdy problem, jaki rozwiązałem, staje się zasadą, którą rozwiązuję inne problemy.
~Rene Descartes

Doświadczenie Kartezjusza. Prawa: Wikimedia Commons

Obecny stan nauk fizycznych sugeruje, że nauka nie jest ani samonaprawialna, ani też nie przyznaje się chętnie do pomyłek, jakie z pewnością się pojawiają, gdy zadajemy pewne z najtrudniejszych pytań, jakie można zadać. Faktem jest, że subiektywne interferencje w podobno obiektywnym procesie naukowym osiągnęły proporcje skandaliczne. Ostatnie sto lat pełne jest przykładów niepowodzenia metody naukowej w daniu realistycznych odpowiedzi.

W 1915 roku, Albert Einstein opublikował swoje wybitne dzieło, Ogólną Teorię Względności. Następnie brytyjski astronom, Arthur Eddington, poprowadził ekspedycję w celu sfotografowania zaćmienia Słońca i zarejestrowania zakrzywienia światła gwiazd przez grawitację. Prawa Newtona również przewidują odchylenie promieni światła przez masywne obiekty, co zwane jest pół-zakrzywieniem. Sam Eddington powiedział później, że "pomiary wskazywały na zbyt dobre dopasowanie do pół-zakrzywienia, czyli wartości Newtona, będącej połową tej wymaganej przez teorię Einsteina."

Innym przykładem jest problem słonecznych neutrin. Standardowy model słońca był znany z przewidywania strumienia neutrin z fuzji jądrowej w jądrze Słońca. Od lat 60-tych powstawały obserwatoria, mierzące strumień słonecznych neutrin. Wszystkie dawały taką samą odpowiedź: Strumień słonecznych neutrin był ułamkiem tego, co się spodziewano. Wyraźnie więc fuzja jądrowa nie mogła być jedynym źródłem energii słonecznej. Czy posłużono się metodą naukową i sfalsyfikowano hipotezę? Wprost przeciwnie. W 2002 roku Ray Davis i Masatoshi Koshiba otrzymali Nagrodę Nobla z Fizyki za ustalenie, że do Ziemi dociera jedynie jedna trzecia spodziewanej ilości neutrin. Z jakiegoś powodu uznano to za potwierdzenie standardowego modelu słońca.

Żadne ilości doświadczeń nie dowiodą, że mam rację. Wystarczy jedno, aby dowieść, że jej nie mam.
~Albert Einstein

Wiedza naukowa i rządzące nią zasady są nierozerwalnie związane z dowodami empirycznymi. Zawsze i na zawsze podlega on falsyfikacji, w miarę, jak baza wiedzy powiększa się niemal w tempie wykładniczym wraz z każdym odkryciem. Zatem żadna teoria nie może być traktowana jako pewnik, a co za tym idzie, nie ma mowy o świętych krowach w żadnym kształcie, rozmiarze czy formie. Metoda, wykorzystywana przez naukowców, w istocie ma właściwości samo naprawiające i w swej istocie przyznaje jakiekolwiek anomalie, jakie mogą powstać. Niestety, sami naukowcy nie są aż tak wspaniałomyślni ani skrupulatnie uczciwi.

Uwaga: Wyjątek ten został zaczerpnięty z nadchodzącej książki Hiltona Ratcliffe'a, Stephen Hawking palił moje skarpety, traktująca o podobnych nieporozumieniach w sposób kompleksowy.


Przetłumaczono z: common misconception 1 — where’s the problem?

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

wtorek, 30 stycznia 2018

Elektryczne światła

Zorze na Uranie. Prawa: ESA/Hubble & NASA, L. Lamy / Observatoire de Paris.

25 stycznia 2018

Jasne zorze znajdowane są w całym Układzie Słonecznym

Tak, jak układ Słońca, planet i komet jest wprawiony w ruch siłą grawitacji, a jego części składowe pozostają w ruchu, tak i mniejsze układy ciał zdają się być w ruchu dzięki innym siłom a ich cząstki poruszają się względem siebie, szczególnie dzięki sile elektrycznej.
– Izaak Newton

Ponieważ Uran potrzebuje na okrążenie Słońca 84,3 ziemskiego roku, teleskopy nie mają wiele czasu na zbadanie jego powierzchni oraz otoczenia. Teleskop Keck na Hawajach wszedł do służby w listopadzie 1990 roku a pierwsze użycie w nim optyki adaptacyjnej miało miejsce nie wcześniej niż w październiku 2003 roku, zatem dokładne obrazy z Ziemi nie były możliwe z powodu zniekształceń atmosfery.

Uran posiada średnicę 50 724 km w równiku, choć jego równik jest nachylony niemal pod kątem 90 stopni od poziomu w porównaniu do innych planet Układu Słonecznego. Większość z nich jest odchylona nie więcej, niż 24 stopnie od poziomu, co czyni Urana leżącym na boku. Kosmiczny Teleskop Hubble'a rozpoczął obserwacje Urana około 1998 roku, ujawniając w końcu istnienie na nim zórz – zaskoczenie dla planetologów. Ponieważ pole magnetyczne Urana jest przesunięte o 59 stopni względem osi obrotu, zorze te nie występują na biegunach.

Jowisz i Saturn są znane z erupcji jaskrawych zórz, le te na Uranie nie są dobrze przestudiowane ze względu na odległość. Teleskop Hubble'a jako pierwszy zrobił zdjęcie zórz Urana w 2012 roku a analizę ich ultrafioletu przy pomocy spektrografu w roku 2014. Ku zaskoczeniu wszystkich w jednomyślnej społeczności astronomów, wiatr słoneczny powodował intensywne zorze na biegunach magnetycznych gazowego olbrzyma. Niedawne oświadczenie prasowe potwierdza te obserwacje.

Na Uranie występują potężne burze elektryczne, wydające się pochodzić znikąd. Planetolodzy nie wiedzą, dlaczego występują, ale są podobne do burz na Jowiszu i Saturnie. Jak jego siostrzane olbrzymy, Uran emituje więcej energii, niż otrzymuje od Słońca, dokładniej 1,1 raza.

Tajemniczy smoczy sztorm na Saturnie okresowo obiega całą planetę. Wielka Czerwona Plama na Jowiszu jest cieplejsza od otoczenia i wiruje już przeszło 300 lat. W każdym przypadku, energia napędowa tych zjawisk pochodzi z elektryczności. Przy średnich temperaturach Urana rzędu -214 stopni Celsiusza, trudno posądzać ciepło o zasilanie jego wiatrów o prędkości do 585 km/h. Anomalne wiatry, zorze oraz delikatny system pierścieni są prawdopodobnie spowodowane elektrycznymi procesami w kosmosie.

Uran, podobnie jak Jowisz i Saturn, posiada warstwę ładunku Langmuira (plazmosferę), izolującą go od warstwy ładunku Słońca. Z kolei Słońce jest izolowane od naładowanego ośrodka międzyplanetarnego. Oddziaływania Słońca z przepływem ładunków elektrycznych w Układzie Słonecznym mogą wyjaśnić efekty odkryte przez astronomów na Uranie. Podobnie, jak w przypadku swoich sióstr, środowisko wokół Urana jest silnie naładowane. Czy przelatujące w jego pobliżu obiekty, jak jego większe księżyce, mogą inicjować znaczne oddziaływania elektryczne, jak w przypadku komet muskających Słońce?

Uran jest silnie naładowanym obiektem w stanie dynamicznej równowagi, zatem najprawdopodobniej jeden lub więcej jego księżyców jest z nim połączonych elektrycznie, tak jak Io z Jowiszem, przy pomocy potężnych lin przepływu. Połączenia te wzmacniają się, gdy wiatr słoneczny dodaje ładunku każdemu z ciał. Więcej długotrwałych obserwacji powinno potwierdzić model Elektrycznego Wszechświata w stosunku do Układu Słonecznego.


Autor: Stephen Smith

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Przetłumaczono z: Electric Lights

wtorek, 19 września 2017

Elektryczny wyraz

Sieć włókien w gwiazdozbiorze Małej Niedźwiedzicy w świetle podczerwonym na 250, 350 i 500 mikronach. Należy do: ESA and the SPIRE & PACS consortia, Ph. André (CEA Saclay) for the Gould’s Belt Survey Key Programme Consortium, and A. Abergel (IAS Orsay) for the Evolution of Interstellar Dust Key Programme Consortium. Kliknij, aby powiększyć.

13 stycznia 2017

Ładunki elektryczne płyną przez kosmos, definiując wiele zjawisk.

Plazma nie jest substancją, lecz stanem. Materię kategoryzuje się w cztery stany: stały, ciekły, gazowy i plazmę, zatem warunków tych nie można ująć w sposób prosty. Ciała stałe wykazują wiele aspektów, w tym wymiary, temperaturę, skład, etc. To samo odnosi się do plazmy. Jak już napisano, plazma jest manifestacją wielu zjawisk, które mogą się zmieniać. Ponieważ plazma jest zjonizowana (elektrony i protony są oddzielone), prędkości jonów w plazmie są determinowane głównie polem elektrycznym. Ogólne cechy plazmy determinuje również stopień jonizacji, czyniąc ją mniej lub bardziej podatną na wpływy elektromagnetyczne.

W kosmosie, włókna ładunków elektrycznych można zobaczyć dzięki wzbudzeniu plazmy. Na przykład lampy neonowe, świecą z powodu przepływu elektryczności przez neonową plazmę z domieszką rtęci. Różne mgławice są tłumaczone w teorii Elektrycznego Wszechświata w ten sam sposób, wzbudzeniem plazmy pod wpływem pola elektrycznego, czymś, czego astrofizycy głównego nurtu nie akceptują. W kółku jednomyślności, różnice w temperaturach i promieniowaniu tłumaczone są grawitacją i siłami kinetycznymi, jak fale uderzeniowe.

14 maja 2009 roku, Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), w połączeniu z NASA, wystrzeliła kosmiczne obserwatorium Herschela na orbitę wokół punktu Lagrange'a L2. Ponieważ Herschel używał detektorów podczerwieni chłodzonych ciekłym helem, których trwałość wynosi około 3 lat, jego misja zakończyła się 29 kwietnia 2013.

Według niedawnego ogłoszenia prasowego, astronomowie pracujący z danymi, dostarczonymi przez obserwatorium Herschela, znaleźli dowód na istnienie w kosmosie obwodów elektrycznych, choć oni nazwali je inaczej. Mają to być grawitacyjnie związane skręty gazu i pyłu, powstałe na skutek międzygwiezdnych fal uderzeniowych.

W przeciwieństwie do idei fal dźwiękowych, wiadomym jest, że w plazmie mogą płynąć włókna prądów elektrycznych. Owe obwody odróżniają teorię Elektrycznego Wszechświata od tych bardziej konwencjonalnych. Dowody obserwacyjne, takie, jak włókna Polaris, można połączyć z doświadczeniami w laboratorium z polami elektromagnetycznymi, podczas, gdy teorie oparte na grawitacji są niemożliwe do sprawdzenia w laboratorium.

(...)

Stephen Smith

Ukłony dla Williama Thompsona


Przetłumaczono z: Electrical Expressions

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Sondy Van Allen ujawniają długoterminowe zachowania ziemskiego prądu pierścieniowego

19 maja 2016

Nowe odkrycia, bazujące na rocznych pomiarach sond Van Allen, należących do NASA, ujawniły, że prąd pierścieniowy – prąd elektryczny, niesiony przez energetyczne jony, okalające planetę – zachowuje się o wiele inaczej, niż dotąd sądzono.

Przez długo czas uważano, że prąd pierścieniowy na przemian rośnie i słabnie, lecz nowe obserwacje pokazały, że dzieje się tak tylko dla niektórych cząstek, podczas gdy inne są obecne stale. Korzystając z danych, zebranych przez Radiation Belt Storm Probes Ion Composition Experiment (RBSICE) na jednej z sond, badacze ustalili, że protony o wysokich energiach w prądzie pierścieniowym zmieniają się zupełnie inaczej, niż protony o niskich energiach. Taka informacja może pomóc dostosować nasze zrozumienie i modele prądu pierścieniowego – który jest kluczową częścią kosmicznego środowiska wokół Ziemi, mającego wpływ na nasze satelity.

Odkrycie zostało opublikowane w Geophysical Research Letters.

W czasie, kiedy nie ma burz magnetycznych, nawiedzających obszar wokół Ziemi (z lewej), protony o dużych energiach (setek keV, pokazane na pomarańczowo) niosą znaczny prąd elektryczny otaczający planetę, znany jako prąd pierścieniowy. Podczas okresów, gdy Ziemię nawiedza burza geomagnetyczna, napływają nowe protony, o niskiej energii (dziesiątek keV), wzmacniając istniejący prąd pierścieniowy.

Prawa: Johns Hopkins APL

Studiujemy prąd pierścieniowy, ponieważ kieruje on globalnym systemem prądów elektrycznych, zarówno w kosmosie, jak i na powierzchni Ziemi, co podczas intensywnych burz geomagnetycznych może powodować uszkodzenia w naszych systemach technologicznych. powiedział główny autor badania, Matina Gkioulidou, fizyk kosmiczny na Uniwersytecie Fizyki Stosowanej Johns'a Hopkins'a w Laurel, Maryland. Zmienia on również pole magnetyczne w przestrzeni w pobliżu Ziemi, które z kolei kontroluje ruch cząstek pasów radiacyjnych, opasujących naszą planetę. Oznacza to, że zrozumienie dynamiki prądu pierścieniowego na prawdę również ma znaczenie w zrozumieniu ewolucji pasów radiacyjnych.

Prąd pierścieniowy leży w odległości około 6200 do 37 000 mil (10 000 do 60 000 km) od Ziemi. Na początku XX wieku był on hipotezą, mającą wyjaśnić globalne osłabianie pola magnetycznego przy powierzchni Ziemi, mierzone powierzchniowymi magnetometrami. Takie zmiany powierzchniowego pola magnetycznego opisuje tak zwany indeks Sym-H.

Poprzednio, stan prądu pierścieniowego wnioskowano z wariacji indeksu Sym-H, ale okazało się, że reprezentuje to dynamikę jedynie protonów o niskich energiach. powiedział Gkioulidou. Gdy spojrzymy na dane protonów o wysokich energiach z instrumentu RBSPICE, widzimy, że zachowują się zupełnie inaczej, i te dwie populacje mówią o prądzie pierścieniowym całkiem co innego.

Graficzny rendering obu sond Van Allen. Należy do: JHU/APL, NASA

Sondy Van Allen, wystrzelone w 2012 roku, dają naukowcom pierwszą w niedawnej historii szansę ciągłego monitorowania prądu pierścieniowego, robiąc to przy pomocy instrumentów obserwujących jony o bardzo szerokim spektrum energii. Instrument RBSPICE zebrał dokładne dane o wszystkich rodzajach tych energetycznych jonów na przestrzeni szeregu lat. Musimy mieć instrument, mierzący szerokie pasmo energii cząstek, tworzących prąd pierścieniowy, wewnątrz samego prądu, przez długi czas. powiedział Gkioulidou. Zespół badaczy posłużył się danymi z przedziału jednego roku.

Po przyjrzeniu się danym jonów z jednego roku stało się jasne, że wokół Ziemi istnieje znaczny, utrzymujący się prąd pierścieniowy, niosący protony o dużych energiach, nawet podczas okresów spokoju od burz. Podczas burz geomagnetycznych, pierścień wzmacniany jest nowymi protonami o niskich energiach, wkraczających w pobliże Ziemi. Zatem próby przewidzenia wzmocnienia pierścienia podczas burzy przy jednoczesnym ignorowaniu pierścienia już istniejącego, jest jak próba opisania słonia, widząc tylko jego stopy. powiedział Gkioulidou.

Johns Hopkins Applied Physics Laboratory w Laurel, Maryland, zbudowało i zarządza sondami Van Allen dla Naukowego Dyrektoriatu Misji NASA. RBSPICE zarządzany jest przez New Jersey Institute of Technology w Newark, New Jersey. Jest to drug misja w ramach programu NASA Żyjąc z Gwiazdą, zarządzanego przez Goddard Space Flight Center w Greenbelt, Maryland, NASA.

Geoffrey Brown

Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory, Laurel, Md.

Karen C. Fox

NASA's Goddard Space Flight Center, Greenbelt, Md.

Ostatnio uaktualniono 4 sierpnia 2017.

Redaktor: Rob Garner


Przetłumaczono z: NASA’s Van Allen Probes Reveal Long-term Behavior of Earth’s Ring Current

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

poniedziałek, 18 września 2017

Naturalne piramidy

Piramidalna góra, Wadi rum, w Jordanii. Kliknij, aby powiększyć.

6 stycznia 2017

Czy to erozja wyrzeźbiła te kształty?

Niektórzy naukowcy sądzą, że Egipcjanie skopiowali swoje piramidy z naturalnych formacji. Dowodów na to dostarcza między innymi Czarna Pustynia. Na zdjęciu powyżej widać duży, piramidalny monolit, w miejscu, zwanym Wadi Rum, znanym z filmu Lawrence z Arabii. Warstwy wewnątrz struktury (oraz wszędzie indziej), mogą być tym, skąd starożytni wzięli koncepcję stopniowania swoich konstrukcji, aby był← stabilne.

Piramidalne góry są na całym świecie. Od zamarzniętych pustyń Antarktydy, po najwyższe miejsca na Ziemi, wszystkie wykazują podobną morfologię. Co utworzyło trójkątne formacje w obszarach o tak różnym klimacie?

W Peru, Nevado Alpamayo, w obszarze Andów zwanym Cordillera Blanca, wznosi się n wysokość 6000 metrów ponad równinę. W indyjskich Himalajach Kinnaur, istnieje szczyt zwany po prostu Piramidą, choć można argumentować, że niemal każdy szczyt Himalajów ma kształt piramidy. W Montanie, niedaleko Parku Narodowego Yellowstone w górach Zęby Niedźwiedzia, istnieje szczyt trafnie nazwany Czarną Piramidą.

Analizując te kształty, należy pamiętać, że nie znajdują się tylko na Ziemi, lecz również na Marsie. Elysium Planitia, na przykład, składa się z popękanego terenu, pełnego kątowych form terenu, które planetologom trudno wyjaśnić. Widziane jako trójwymiarowy anaglif, wyraźnie wykazują istnienie wielu tarasów, schodkowych dołów ostrych kątów. Są ta kąty 120°, charakterystyczne dla piramid.

Jaki czynnik mógłby preferować takie kąty? Uważa się, że na Marsie, a także Księżycu i Merkurym, pochodzą one z wielokrotnych impaktów grupy obiektów. Na przykład, dublety kraterów wykazują takie kąty na wspólnych obwałowaniach. Sugeruje się, że duże obiekty przemierzają przestrzeń w towarzystwie, więc kiedy napotykają inne ciało, wybijają w nim podwójne, potrójne, a nawet poczwórne formacje kraterów. Łańcuchy kraterów są kolejnym przykładem kątów 120°, wyrzeźbionych w ich ścianach.

Sześciokątne formacje odnajduje się na niemal wszystkich planetach i księżycach. Co ważne, kąty pomiędzy ścianami sześciokątów mają 120°. Być może piramidy są częściowymi sześciokątami.

Łuki elektryczne są włókniste. Badacze odkryli, że wiązki elektryczności, płynące przez plazmę, tworzą centralną kolumnę, otoczoną koncentrycznymi cylindrami. Jak wspomniano w poprzednim Zdjęciu Dnia, cylindryczne wyładowania mogą tworzyć niestabilność diokotronową w wirze łuków. W miarę wirowania włókien, wewnątrz wewnętrznej kolumny powstaje w przekroju sześciokąt.

W przypadku maszynowej obróbki elektrycznej, wyładowania elektryczne na ułamek sekundy skupiają się w jednym punkcie, w miarę, jak główne wyładowanie obraca się w większym. Typowe płytkie, płaskie dna kraterów, razem z centralnym, sześciokątnym wybrzuszeniem, są cechą rozpoznawczą kraterów tworzonych przez fizyka plazmowego C. J. Ransona w jego laboratoriach podczas doświadczeń z łukami elektrycznymi.

Jeśli zmasowane wyładowania elektryczne, znane jako megapioruny, zostaną wygenerowane jakimś zjawiskiem w pobliżu skalistego ciała, mogą wciąć się w jego topografię. Ponieważ są one włóknami przepływu ładunku elektrycznego, uderzają razem, przemieszczając się po terenie, z mniejszą lub większą intensywnością, w zależności od przewodności terenu. Zamiast frontów uderzeniowych, po wybranym materiale pozostają częściowe sześciokąty.

Wyładowania elektryczne skupiają ładunki dodatnie w punkcie, gdzie łuk spotyka opadające lidery krokowe. Naładowane cząstki są wyszarpywane ze skał z ogromną siłą, porywając ze sobą neutralne molekuły. Owe siły elektromagnetyczne dezintegrują skałę, zmieniając ją w ultra drobny proszek, który podąża za polem elektrycznym do miejsca, gdzie schodzący lider spotyka uderzenie powrotne. Drugorzędny łuk skacze do góry, zamykając obwód. Obojętny pył unoszony jest przez naładowane cząstki do wiru wyładowania, pozostawiając niewiele, jeśli nie wcale, okruchów na powierzchni.

Podstawowa doktryna Elektrycznego Wszechświata głosi, że elektryczność rządzi w naukach. Czy chodzi o skamienienie, powstawanie kraterów, klimat czy obserwacje astronomiczne, elektromagnetyzm jest pierwszą siłą do rozpatrzenia. W kręgu głównego nurtu, jest ona ostatnią.

Stephen Smith


Przetłumaczono z: Natural Pyramids

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Gwiezdne magnesy, część 2

Elektryczna Burza, DsVortex, DeviantArt

5 stycznia 2017

Z badan wynika, że pola magnetyczne w gwiazdach nie należą do rzadkości.

Według niedawnego ogłoszenia prasowego, astronomowie z Uniwersytetu w Sydney, w Nowej Południowej Walii, w Australii, ... odkryli, że silne pola magnetyczne są w gwiazdach powszechne, a nie rzadkie, jak powszechnie sądzono.

W serii Zdjęcie Dnia często podkreśla się, iż astronomowie uważają pola magnetyczne za nieistotne w powstawaniu gwiazd. Stowarzyszony profesor, Dennis Stello, to potwierdza:

Obecne modele nie zawierają pola magnetycznego wśród podstawowych składników.

Pola magnetyczne wykryto wokół i wewnątrz galaktyk. Uważa się, że wywołują je wybuchy supernowych i rotacja samych galaktyk. Jednakże modele nie były w stanie przewidzieć pól, zaobserwowanych w szeregu galaktyk spiralnych.

George Helley Hale jako pierwszy wyznaczył słoneczne pole magnetyczne przy użyciu zmian w liniach Fraunhofera, widocznych w słonecznych spektrogramach. (...)

W obecności pola magnetycznego, linie widmowe rozdzielają się i przesuwają. Jest to tak zwany efekt Zeemana. Jednakże, mimo akceptacji pól magnetycznych jako ważnych w ewolucji galaktyk, pytania o ich pochodzenie, ewolucję i strukturę pozostają otwarte.

Nie zaskakuje, że kontur linii magnetycznych wokół galaktyk jest dla myślących standardowo osób niezrozumiały. W teoretycznej bazie wiedzy, z jakiej korzystają, tworząc swoje teorie, nie ma pojęcia elektryczności, mogącej być źródłem magnetyzmu. rozważanie pól magnetycznych bez pojęcia pola elektrycznego, to jak badać powódź nie znając pojęcia deszczu.

W Elektrycznym Wszechświecie, pola elektromagnetyczne w gwiazdach i galaktykach są łatwe do zrozumienia, gdyż nie istnieją w izolacji. Chociaż słowo plazma jest często wspominane w głównym nurcie, podstawowa teoria, którą się zgłębia, jest z natury mechaniczna. Powszechnym błędem jest odnoszenie się do plazmy jako do zjonizowanego gazu, który podlega grawitacji tak samo, jak materia obojętna.

Elektryczność we Wszechświecie jest trudna do wykrycia — jest skutki można pomylić z innymi emisjami — ale pola elektromagnetyczne można skartografować. Jednakże astronomowie przyjmują, iż pola te są pradawnymi pozostałościami po Wielkim Wybuchu.

Ponieważ poruszające się ładunki stanowią prąd elektryczny, mogą one generować pola magnetyczne. Prąd jest wówczas owinięty polem. Więcej naładowanych cząstek, przyspieszających w tym samym kierunku, wzmacnia pole. Jest to znane adwokatom Elektrycznego Wszechświata, ale gdy astronomowie odnajdą takie cząstki w kosmosie, są zbici z tropu i mówią o wiatrach bądź falach uderzeniowych.

Inną istotną sprawą konieczność tworzenia przez pędząc cząstki obwodu. Z tego powodu, teoria Elektrycznego Wszechświata podkreśla połączenie z kosmiczną siecią elektryczną.

Stephen Smith

(...)


Przetłumaczono z: Star Magnets Part Two

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Gwiezdne magnesy, część 1

Gateway Vortex, kyokizy, DeviantArt.

3 stycznia 2017

Co zapobiega rozpraszaniu się gwiazd?

Dzieci uczy się, że gwiazdy są płonącymi kulami wodoru. (...) Płomień fuzji uwalnia energetyczne cząstki z jąder, które są tak gęste, że mijają miliony lat, zanim się z nich wydostaną.

Miliardy lat, zanim powstała jakakolwiek gwiazda, były chmury pyłu i gazu tak rzadkie, że były praktycznie próżnią. Pytanie, nękające astronomów, brzmi: co spowodowało kondensację tych rozległych chmur?

Po pierwsze, chmura musi się schłodzić z cokolwiek wysokiej temperatury, jaką niegdyś posiadała, aby mogła się zapaść grawitacyjnie. Po drugie, supernowa może wywołać falę uderzeniową, nagarniającą cząstki na siebie. Następnie grawitacja ściąga chmurę w strukturę dosyć gęstą, aby rozpoczęła się fuzja.

Hipoteza mgławicowa została zaproponowana w XVIII wieku przez Kanta i Laplace'a, z modyfikacjami w wiekach XIX i XX, odzwierciedlającymi obiekcje. Grawitacja jest siłą względnie słabą, więc aby chmura gazu zapadła się pod własnym ciężarem, musi być chłodna i nie posiadać pola magnetycznego.

Niezależnie, czy chodzi o fale uderzeniowe, czy ciśnienie promieniowania, konwencjonalne teorie przedstawiają powstawanie gwiazd jako kinetyczne i indukowane mechanicznie. Uważa się, że początek temu daje spadek aktywności termicznej. Ponieważ gorący gaz się rozszerza, jak stwierdzają prawa fizyki, więc zapadnięcie się chmury gazu i pyłu powinno spowodować jest [ponowne] rozszerzenie i rozproszenie, i tu jest pies pogrzebany.

Proto gwiazdowy gaz i pył musi być niezmiernie zimny, w przeciwnym razie, jak wspomniano, tarcie przy zapadaniu się spowodowałoby rozproszenie chmury, zamiast ściśnięcia w gwiazdę. Jak owo zimno zapobiegłoby ogrzewaniu się, nie jest wiadome. Jeżeli coś zimnego jest ściskane do małej objętości, wówczas się nagrzewa, niezależnie od stanu wyjściowego. Wielu astronomów przyznaje, że ich teoriom czegoś brakuje, ale to najlepsze, co mają.

Pozostają pytania. Jak powstają masywne gwiazdy? Czy promieniowanie z wnętrza może zatrzymać akrecję? Co powoduje powstawanie gromad gwiazd? Skąd pochodzą chmury? Co powoduje powstawanie gwiazd na skalę galaktyczną?

NASA wystrzeliła teleskop misji Kepler 6 marca 2009 roku, mając niektóre z tych pytań na uwadze. Astronomowie korzystają z Keplera do pomiaru jasności różnych gwiazd oraz budowania katalogu zmian jasności, będących sugestywnymi w konwencjonalnym podejściu reakcji fuzyjnej. Technika ta znana jest jako astrosejsmologia, sposób zaglądania do wnętrz odległych gwiazd. Nazwa pochodzi od heliosejsmologii, będącej analizą rozchodzenia się fal uderzeniowych na Słońcu.

Obecnie, według naukowców, jedyną gwiazdą, której wiek znamy dokładnie, jest nasze Słońce, ponieważ materiał z Układu Słonecznego można dostarczyć na Ziemię celem analizy. Sądzi się jednomyślnie, że przy pomocy wiedzy o Słońcu można kalibrować odczyty z innych gwiazd.

Stephen Smith


Przetłumaczono z: Star Magnets Part One

Przetłumaczył: Łukasz Byczyński