poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Gdzie jest nauka?

Nieporozumienie nr 2:

Proponenci Elektrycznego Wszechświata odrzucają prawa fizyki.

Odpowiedź:

Nauka jest studiowaniem wzorców w naturze, aby odkryć zależności pomiędzy przyczyną i skutkiem. Gdy się one potwierdzą, owe zależności formułuje się w postaci użytecznych prawm rządzących światem naturalnym.

Musimy się nauczyć, że nauka bez kontaktu z doświadczeniem jest przedsięwzięciem zmierzającym najpewniej ku błądzeniu po wyimaginowanych przypuszczeniach.

~ Hannes Alfvén, laureat Nagrody Nobla w 1970 roku za wkład w fizykę plazmy.

Soczewkowa galaktyka radiowa Centaur A. Obserwacje w paśmie podczerwonym i radiowym ujawniają dżety materii, emanujące wzdłuż osi po obu stronach z prędkością około połowy świetlnej. Elektryczna natura takich zjawisk staje się jaśniejsza z roku na rok. Własność: ESO/WFI (optyczne); MPIfR/ESO/APEX/A.Weiss et al. (submilimetrowe); NASA/CXC/CfA/R.Kraft et al. (rentgenowskie).

Żaden z obrońców Elektrycznego Wszechświata nie odrzucił nigdy praw fizyki. Ale żadne prawo fizyki nie działa w naturze samo. Grawitacja nie zanika tylko dlatego, że naładowane cząstki silniej reagują na siłę elektryczną.

Wymaga się, abyśmy dostosowali swoje spojrzenie na kosmos. Mamy tendencję do przeoczania najważniejszych właściwości naszego gwiezdnego środowiska, bez których ma ono dużo mniejszy sens. Wszechświat to obejmujące wszystko pole elektromagnetyczne z dodatkami w środku. Jest to bardzo uproszczony sposób opisu ogromnej złożoności, jaka nas otacza i przytłacza, ale przynajmniej właściwie rozkłada priorytety.

~ Hilton Ratcliffe, The Virtue of Heresy – Confessions of a Dissident Astronomer

Jedno z największych wyzwań dla nauki to jak lepiej rozróżnić prawo od jego teoretycznej interpretacji. Założenie o neutralnym elektrycznie kosmosie jest interpretacją, a nie prawem. To samo można powiedzieć o idei, że w wielkiej skali kosmosem rządzi tylko grawitacja. Równanie grawitacji (prawo grawitacji) nie niweluje powszechnych dowodów na elektryczność w kosmosie.

Prezentowane jako fakty, teoretyczne zgadywanki i założenia mogą jedynie spowolnić postęp nauki. Niepoparte interpretacje zawężają wówczas pole widzenia. Szerszy horyzont danych falsyfikujących oraz innych możliwości może zostać ukryty przez całe dekady.

Podstawowy wymóg postępów w nauce to dążenie do poprawności. Nowe perspektywy, proponowane przez Elektryczny Wszechświat, zachęcają do ponownego rozpatrzenia trwających od dawna idei w naukach kosmicznych, biologii oraz studiach nad historią ludzkości. Z perspektywy postępu naukowego, każde odkrycie, wymagające zmian w teorii, jest dobrą wiadomością.


Przetłumaczono z: common misconception 2 — where’s the real science?

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

Radiowe plazmoidy

Obrazy radiowe dżetów i chmur w Cygnusie A. Własność: NRAO/AUI

26 kwietnia 2018

Zasilanie elektryczne włącza się i wyłącza.

Począwszy od promieni gamma, przez promienie rentgena po obłoki radiowe, konwencjonalne teorie opierają się na grawitacji i przypsieszeniu, generującemu promieniowanie. Gęstniejące, pyłowe chmury wodoru mają przenosić dosyć pędu, aby podnieść temperaturę do milionów stopni. Owe wysokie temperatury spowodują świecenie gazu i pyłu oraz emisji promieniowania.

Idea, że elektryczność może podróżować przez kosmos, spotyka się z oporem dzisiejszej powszechnej opinii, zatem jej wpływ i cechy są niedostrzegane. Jest stare powiedzenie, że “zobaczyć to uwierzyć”. Jednakże okazuje się, że bardziej adekwatne byłoby “uwierzyć to zobaczyć”. Bez wewnętrznego modelu, jakim jest np. teoria, zewnętrzne zjawiska pozostają niezauważone.

Ładunek elektryczny wypływa wzdłuż osi rotacji galaktyk, formując warstwę podwójną, która, jak w przypadku 3C 405 (Cygnus A), jest widoczna jako “obłoki radiowe”. Następnie rozprasza się wokół galaktyki, płynąc z powrotem do jej jądra wzdłuż ramion spiralnych. Ponieważ elementy galaktycznego obwodu promieniują, widać, że są zasilane przez większy obwód. Rozszerzenie tego obwodu można obserwować radioteleskopami poprzez spolaryzowany “szum” radiowy, jaki emitują.

Niedawno, astronomowie przy pomocy Very Large Array zaobserwowali “nowy, jasny obiekt” blisko centrum Cygnusa A. Wywnioskowano stąd, że jest to kolejna supermasywna czarna dziura”, orbitująca wokół głównego, aktywnego źródła energii w jądrze galaktyki.

Cygnus A jest jednym z pierwszych źródeł radiowych, w którym wykryto “dżety i obłoki” wystrzeiwane z jego jądra. Uważa się, że jest to na skutek opadania materii na małe, silne źródło grawitacji, gdzie jest rozrywana na strzępy. Pozostałe cząstki subatomowe mają być przyspieszane od jądra galaktyki przez mechanizm, który nie jest jeszcze rozumiany. Sugeruje się, że rolę odgrywają tu wirujące pola magnetyczne wokół czarnej dziury, jednak teorii tej nie da się sprawdzić.

Jednym z wielu problemów, z jakimi muszą mierzyć się astrofizycy głównego nurtu, jest jak pola magnetyczne mogą zrównoleglać i ściskać emisje cząstek w dżet, który zachowuje spójność. Dżety radiowe innych galaktyk osiągają długość przeszło miliona lat świetlnych, zanim “rozpadną się” w wielką chmurę promieniujących radiowo cząstek, większą, niż ich galaktyczne źródło.

Ważnym, przeoczanym czynnikiem jest okoliczność, że działające tu pola są elektromagnetyczne, a nie tylko magnetyczne. Jedynym sposobem na wytworzenie pola magnetyczego jest przepływ ładunku, czyli elektryczności. Jak napisano w poprzednim Zdjęciu Dnia, jasne radiowo obiekty nie powstają dzięki grawitacji, nieważne, jak potężnej. W doświadczeniach laboratoryjnych najłatwiej je wytworzyć przez przyspieszanie naładowanych cząstek w polu elektrycznym. Za dżety i obłoki radiowe odpowiadają raczej elektromagnetyczne plazmoidy, niż grawitacja.

Wykrycie kolejnego źródła radiowego w Cygnusue A wskazuje na zachowanie plazmy w obliczu przepływu ładunku. Skurcze Benneta (skurcze-z) we włuknach plazmy powodują powstawanie i zanikanie plazmoidów, w zalezności od zmian pola elektrycznego. Silne pole elektryczne w plazmoidzie działa jak akcelerator cząstek. Elektrony, przyspieszone do dużych prędkości, spiralują w polu elektromagnetycznym, emitując fale radiowe. Jeżeli natężenie prądu jest duże, utworzy się kolejny skurcz. Radioteleskopy potwierdzają istnienie istnienie plazmoidu w jadrze Drogi Mlecznej, nie powinno zatem dziwić, że inne galaktyki wykazują podobne struktury, które pojawiają się i zanikają.


Autor: Stephen Smith

Podziękowania dla: Tobias Peterka

Przetłumaczono z: Radio Plasmoids

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

niedziela, 29 kwietnia 2018

Syn Jowisza

Mapa topograficzna Merkurego. Wysokie tereny zaznaczone są na brązowo, żółto i czerwono, a niższe na niebiesko u purpurowo. Własność: USGS Astrogeology Science Center. Kliknij, aby powiększyć.

27 kwietnia 2018

Pojazd NASA wyrżnął w powierzchnię Merkurego 30 kwietnia 2015 roku.

NASA wystrzeliło próbnik doświadczalny MESSENGER (Mercury Surface, Space Environment, Geochemistry and Ranging) z przylądka Canaveral 30 sierpnia 2004 roku. Po przebyciu niemal 8 milionów kilometrów, ważący 485 kg pojazd wszedł na orbitę wokół Merkurego 17 marca 2011 roku i rozpoczął misję naukową 23 marca. MESSENGER był satelitą Merkurego przez ponad 4 lata, dopóki nie wyczerpał paliwa manewrowego i nie został intencjonalnie rozbity o powierzchnię planety 30 kwietnia 2015 roku.

Merkury jest małą planetą, mającą 4878 km średnicy. Księżyce Ganimedes i Tytan są większe. Merkury krąży w średniej odległości 57 910 000 km od Słońca, więc rok na nim trwa 88 dni. Ponieważ obraca się co każde 58,6 dnia, Merkury zalicza 3 obroty co 2 orbity.

Merkury posiada słabe pole magnetyczne, ale planetolodzy nie wiedzą, jak ono powstaje. Magnetometr na pokładzie MESSENGERa nie potrafił ustalić jego źródła. Teorie konwencjonalne sugerują istnienie obracającego się “dynama”, jednakże nikt nie rozumie, jak stopione jądro może istnieć wewnątrz widocznie zimnej i martwej planety. Jej jądro powinno wystygnąć eony lat temu.

Uważa się, że Merkury zawiera 75% żelaza, z cienką powłoką skał bogatych w krzem. Powszechnie przyjęte teorie nie mogą wyjaśnić tej obfitości żelaza: stosunek żelaza do krzemu jest odwrotny, niż u innych planet i księżyców.

Według niedawnego oświadczenia prasowego, skorupa Merkurego ma średnio 36 km głębokości. Jednakże, stowarzyszony z University of Arizona’s Lunar and Planetary Laboratory naukowiec, Michael Sori, uważa, iż ma ona tylko 26 km, ale jest gęstsza niż aluminium. Pytanie, dlaczego?

Rozmiar jądra Merkurego jest anomalią. Część ustaleń wskazuje, iż stanowi on 60% objętości planety. Jądro Ziemi stanowi tylko 15% jej objętości. Dlaczego jądro Merkurego jest tak duże? Michael Sori wyjaśnia:

Być może uformował się w kształcie bliższym normalnej planecie, ale sporo skorupy i płaszcza rozrzuciły ogromne impakty. Być może również, podczas formowania się tak blisko Słońca, wiatr słoneczny zdmuchnął sporo skał i bardzo wcześnie jądro urosło względem reszty. Nie ma jeszcze odpowiedzi, z którą wszyscy by się zgadzali.

Konwencjonalna teoria przywołuje wulkany jako czynnik formujący, jednak są z tym pewne teoretyczne problemy. Na Ziemi, wulkany potrafią wybuchać, ponieważ w magmie rozpuszczają się gazy, jak dwutlenek węgla, lub lotne składniki, jak para wodna. Powszechna teoria mówi, iż ciśnienie w magmie maleje, gdy przybliża się ona do powierzchni, więc rozpuszczone komponenty powodują wydymanie się skorupy ziemskiej, jak nadmuchiwanego balonu. Jednakże komponenty takie są na Merkurym jedynie domniemanie, gdyż nie ma bezpośrednich dowodów w materiale z powierzchni. Materiał piroklastyczny uważany jest za podobny do tego odnalezionego na Księżycu. Ponieważ uważa się, że Księżyc był kiedyś w stanie ciekłym i pokryty wulkanami, więc wnioskuje się, że to, co widać na Merkurym, musi być wynikiem tego samego procesu.

Okoliczność, że Merkury, jak i Księżyc, były najprawdopodobniej doświadczane przez niemal identyczne siły, nie jest podważane przez adwokatów Elektrycznego Wszechświata. Odrzucają oni natomiast wyciągane z tego wnioski. Księżyc ma 3475 km średnicy a Merkury 4880 km, jednak wydaje się, że w tym samym czasie doświadczyły katastrofy.

Otwory piroklastyczne są świadectwem aktywności elektrycznej. Wielu z nich towarzyszą kopułowate kratery. Wypalony i przedmuchany wygląd wynika z wyrzeźbienia przez łuk elektryczny, który pozostawił asymetryczne depresje, często z fulgurytami na zboczach. Fulguryty są złączonymi, czasem wyrysowanymi, “skamieniałościami” po uderzeniu pioruna w powierzchnię, będącymi skamieniałym obrazem kanału wyładowania.

Kiedy skaliste ciała, jak Księżyc czy Merkury, są wyrzucane z większych, mocno naładowanych obiektów, podlegają bombardowaniu tym, co można pisać tylko jako gigantyczne pioruny. Ładunki elektryczne pomiędzy świeżo powstałym ciałem a jego rodzicem nie są w równowadze, więc podczas gwałtownego oddalania się od siebie, dochodzi do iskrzenia. To dlatego wiele ciał w Układzie Słonecznym jest poważnie zmasakrowanych. Kratery, kaniony, stopione równiny, rozproszone połacie, wypalone odłamki lub skupione jonowo pagórki drobnego pyłu opowiadają historię gwałtownych spazmów poporodowych, jednocześnie świadcząc o pokrewieństwie.


Autor: Stephen Smith

Przetłumaczono z: Son of Jupiter

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

sobota, 28 kwietnia 2018

Patrząc przez brudne soczewki

Gromada galaktyk Abell 3827. Niebieska struktura ma być spowodowana “soczewkowaniem grawitacyjnym”. Własność: ESO.

13 kwietnia 2018

Grawitacja nie zakrzywia światła.

Elektryczny Wszechświat rysuje wątpliwy obraz ciemnej materii. Jest to teoria dodana ad-hoc, ponieważ kosmologia Wielkiego Wybuchu jest niekompletna i ciągle potrzebuje nowych podpórek. Uważa się, że Wielki Wybuch powołał do życia całą materię i energię, włącznie z grawitacją.

NASA wystrzeliła misję Planck 14 maja 2009 roku. Na pokładzie satelity znajdują się instrumenty zaprojektowane do pomiarów fluktuacji temperatury w obszarach Wszechświata o podobno niższej masie. Wielki Wybuch nie tłumaczy ich istnienia. Początkowe wydarzenie było jednolitym wystrzałem, a przynajmniej tak się zakłada.

Uważa się, że ciemna materia rozwiązuje “problem grawitacji” we Wszechświecie: wydaje się on mieć zbyt mało zwykłej, “barionowej” materii, aby wyjaśnić powstawanie galaktyk oraz ich gromad. Przyspieszenia gromad galaktyk nie powinny wykazywać tak ogromnych prędkości, przekraczających niekiedy 98% prędkości światła.

Innym problemem była struktura galaktyk. Astronomowie zaobserwowali gwiazdy na obrzeżach galaktyk spiralnych, mające tendencje do obiegania jądra z tą samą prędkością kątową, co położone bliżej centrum. Mechanika newtonowska wskazuje, że gwiazdy dalej od centrum powinny poruszać się wolniej, więc astronomowie założyli istnienie dodatkowej siły grawitacji wytwarzanej przez ciemną materię.

Jednakże, astrofizyk Hannes Alfvén wystąpił w 1981 roku z teorią “elektrycznych galaktyk”. Alfvén był laureatem Nagrody Nobla, który zauważył, że galaktyki przypominają silnik jednobiegunowy. Działa on dzięki temu, że przepływający prąd elektryczny powoduje pole magnetyczne, zmuszające metalowy dysk do wirowania z prędkością wprost proporcjonalną do podanego prądu.

Dyski galaktyczne działają jak przewodzące płytki w silniku jednobiegunowym, zwanym też silnikiem Faradaya, po jego wynalazcy, Michaelu Faradayu. Prądy Birkelanda, tak często wzmiankowane na tej stronie, płyną w galaktykach, zasilając ich gwiazdy. Z kolei galaktyki otrzymują energię z zewnętrznych prądów Birkelanda, widocznych jako włókniste struktury. Prądy Birkelanda przyciągają się nawzajem długozasięgowym oddziaływaniem, silniejszym do grawitacji, zatem gdy rozważy się ładunek elektryczny płynący przez plazmę, można odrzucić ciemną materię.

Astronomowie donieśli niedawno, że nie są pewni co do ciemnej materii. Ich obserwacji “soczewek grawitacyjnych” w odległych gromadach galaktyk zakwestionowały oddziaływania ciemnej materii. Oczywiście w Elektrycznym Wszechświecie nie ma zniekształceń przestrzeni (soczewkowania), ponieważ przestrzeń nie jest substancją, którą można kształtować. Jest sceną dla innych istnień, ale sama nie jest jednym z nich. Nie jest osnową. Nie można jej zginać, zwijać ani w inny sposób zmieniać. Nie ma tam przy czym manipulować.

Tak długo, jak astronomowie będą korzystać z teorii zawierających niedorzeczne koncepcje, jak czasoprzestrzeń, Wielki Wybuch, ciemną materię (i ciemną energię), czarne dziury, gwiazdy neutronowe, wirujące szybciej, niż kuchenny blender, oraz tym podobne, iluzoryczne obserwacje, bez szans na wyjaśnienie przy obecnym, “jednomyślnym” zrozumieniu Wszechświata.

Jak napisał Hannes Alfvén:

Nigdy nie uważałem, że można otrzymać niezmiernie toporny, różnorodny Wszechświat, jak mamy obecnie, silnie poddawany efektom plazmowym, z gładkiego, jednorodnego Wszechświata w Wielkim Wybuchu, zdominowanego grawitacją.

Autor: Stephen Smith

Przetłumaczono z: Seeing Through Dirty Lenses

Przełożył: Łukasz Buczyński

sobota, 17 lutego 2018

W czym problem?

Nieporozumienie nr 1:

Nauka jest samokorygująca.

Odpowiedź:

Na to pytanie prawidłowe są obie odpowiedzi: tak i nie.

Nie ma znaczenia, jak żarliwie naukowcy opisywaliby wirtuozerię metody naukowej, pozostaje ona i na zawsze pozostanie systemem ludzkim, zarządzanym przez ludzi. To, czy nauka w praktyce jest samokorygująca, zależy od nieuniknionego czynnika ludzkiego i może powieść się tylko wtedy, gdy pozwoli na to umysł osoby z niej korzystającej. Metoda naukowa jest ideałem, celem i nie popełnia błędów. Jest czymś bardzo dobrym. Idealna metoda zawiera sprawdzenia i równoważenia, wykluczające stronniczość i kumulację błędów, czy jednak zostało to osiągnięte?

Każdy problem, jaki rozwiązałem, staje się zasadą, którą rozwiązuję inne problemy.
~Rene Descartes

Doświadczenie Kartezjusza. Prawa: Wikimedia Commons

Obecny stan nauk fizycznych sugeruje, że nauka nie jest ani samonaprawialna, ani też nie przyznaje się chętnie do pomyłek, jakie z pewnością się pojawiają, gdy zadajemy pewne z najtrudniejszych pytań, jakie można zadać. Faktem jest, że subiektywne interferencje w podobno obiektywnym procesie naukowym osiągnęły proporcje skandaliczne. Ostatnie sto lat pełne jest przykładów niepowodzenia metody naukowej w daniu realistycznych odpowiedzi.

W 1915 roku, Albert Einstein opublikował swoje wybitne dzieło, Ogólną Teorię Względności. Następnie brytyjski astronom, Arthur Eddington, poprowadził ekspedycję w celu sfotografowania zaćmienia Słońca i zarejestrowania zakrzywienia światła gwiazd przez grawitację. Prawa Newtona również przewidują odchylenie promieni światła przez masywne obiekty, co zwane jest pół-zakrzywieniem. Sam Eddington powiedział później, że "pomiary wskazywały na zbyt dobre dopasowanie do pół-zakrzywienia, czyli wartości Newtona, będącej połową tej wymaganej przez teorię Einsteina."

Innym przykładem jest problem słonecznych neutrin. Standardowy model słońca był znany z przewidywania strumienia neutrin z fuzji jądrowej w jądrze Słońca. Od lat 60-tych powstawały obserwatoria, mierzące strumień słonecznych neutrin. Wszystkie dawały taką samą odpowiedź: Strumień słonecznych neutrin był ułamkiem tego, co się spodziewano. Wyraźnie więc fuzja jądrowa nie mogła być jedynym źródłem energii słonecznej. Czy posłużono się metodą naukową i sfalsyfikowano hipotezę? Wprost przeciwnie. W 2002 roku Ray Davis i Masatoshi Koshiba otrzymali Nagrodę Nobla z Fizyki za ustalenie, że do Ziemi dociera jedynie jedna trzecia spodziewanej ilości neutrin. Z jakiegoś powodu uznano to za potwierdzenie standardowego modelu słońca.

Żadne ilości doświadczeń nie dowiodą, że mam rację. Wystarczy jedno, aby dowieść, że jej nie mam.
~Albert Einstein

Wiedza naukowa i rządzące nią zasady są nierozerwalnie związane z dowodami empirycznymi. Zawsze i na zawsze podlega on falsyfikacji, w miarę, jak baza wiedzy powiększa się niemal w tempie wykładniczym wraz z każdym odkryciem. Zatem żadna teoria nie może być traktowana jako pewnik, a co za tym idzie, nie ma mowy o świętych krowach w żadnym kształcie, rozmiarze czy formie. Metoda, wykorzystywana przez naukowców, w istocie ma właściwości samo naprawiające i w swej istocie przyznaje jakiekolwiek anomalie, jakie mogą powstać. Niestety, sami naukowcy nie są aż tak wspaniałomyślni ani skrupulatnie uczciwi.

Uwaga: Wyjątek ten został zaczerpnięty z nadchodzącej książki Hiltona Ratcliffe'a, Stephen Hawking palił moje skarpety, traktująca o podobnych nieporozumieniach w sposób kompleksowy.


Przetłumaczono z: common misconception 1 — where’s the problem?

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

wtorek, 30 stycznia 2018

Elektryczne światła

Zorze na Uranie. Prawa: ESA/Hubble & NASA, L. Lamy / Observatoire de Paris.

25 stycznia 2018

Jasne zorze znajdowane są w całym Układzie Słonecznym

Tak, jak układ Słońca, planet i komet jest wprawiony w ruch siłą grawitacji, a jego części składowe pozostają w ruchu, tak i mniejsze układy ciał zdają się być w ruchu dzięki innym siłom a ich cząstki poruszają się względem siebie, szczególnie dzięki sile elektrycznej.
– Izaak Newton

Ponieważ Uran potrzebuje na okrążenie Słońca 84,3 ziemskiego roku, teleskopy nie mają wiele czasu na zbadanie jego powierzchni oraz otoczenia. Teleskop Keck na Hawajach wszedł do służby w listopadzie 1990 roku a pierwsze użycie w nim optyki adaptacyjnej miało miejsce nie wcześniej niż w październiku 2003 roku, zatem dokładne obrazy z Ziemi nie były możliwe z powodu zniekształceń atmosfery.

Uran posiada średnicę 50 724 km w równiku, choć jego równik jest nachylony niemal pod kątem 90 stopni od poziomu w porównaniu do innych planet Układu Słonecznego. Większość z nich jest odchylona nie więcej, niż 24 stopnie od poziomu, co czyni Urana leżącym na boku. Kosmiczny Teleskop Hubble'a rozpoczął obserwacje Urana około 1998 roku, ujawniając w końcu istnienie na nim zórz – zaskoczenie dla planetologów. Ponieważ pole magnetyczne Urana jest przesunięte o 59 stopni względem osi obrotu, zorze te nie występują na biegunach.

Jowisz i Saturn są znane z erupcji jaskrawych zórz, le te na Uranie nie są dobrze przestudiowane ze względu na odległość. Teleskop Hubble'a jako pierwszy zrobił zdjęcie zórz Urana w 2012 roku a analizę ich ultrafioletu przy pomocy spektrografu w roku 2014. Ku zaskoczeniu wszystkich w jednomyślnej społeczności astronomów, wiatr słoneczny powodował intensywne zorze na biegunach magnetycznych gazowego olbrzyma. Niedawne oświadczenie prasowe potwierdza te obserwacje.

Na Uranie występują potężne burze elektryczne, wydające się pochodzić znikąd. Planetolodzy nie wiedzą, dlaczego występują, ale są podobne do burz na Jowiszu i Saturnie. Jak jego siostrzane olbrzymy, Uran emituje więcej energii, niż otrzymuje od Słońca, dokładniej 1,1 raza.

Tajemniczy smoczy sztorm na Saturnie okresowo obiega całą planetę. Wielka Czerwona Plama na Jowiszu jest cieplejsza od otoczenia i wiruje już przeszło 300 lat. W każdym przypadku, energia napędowa tych zjawisk pochodzi z elektryczności. Przy średnich temperaturach Urana rzędu -214 stopni Celsiusza, trudno posądzać ciepło o zasilanie jego wiatrów o prędkości do 585 km/h. Anomalne wiatry, zorze oraz delikatny system pierścieni są prawdopodobnie spowodowane elektrycznymi procesami w kosmosie.

Uran, podobnie jak Jowisz i Saturn, posiada warstwę ładunku Langmuira (plazmosferę), izolującą go od warstwy ładunku Słońca. Z kolei Słońce jest izolowane od naładowanego ośrodka międzyplanetarnego. Oddziaływania Słońca z przepływem ładunków elektrycznych w Układzie Słonecznym mogą wyjaśnić efekty odkryte przez astronomów na Uranie. Podobnie, jak w przypadku swoich sióstr, środowisko wokół Urana jest silnie naładowane. Czy przelatujące w jego pobliżu obiekty, jak jego większe księżyce, mogą inicjować znaczne oddziaływania elektryczne, jak w przypadku komet muskających Słońce?

Uran jest silnie naładowanym obiektem w stanie dynamicznej równowagi, zatem najprawdopodobniej jeden lub więcej jego księżyców jest z nim połączonych elektrycznie, tak jak Io z Jowiszem, przy pomocy potężnych lin przepływu. Połączenia te wzmacniają się, gdy wiatr słoneczny dodaje ładunku każdemu z ciał. Więcej długotrwałych obserwacji powinno potwierdzić model Elektrycznego Wszechświata w stosunku do Układu Słonecznego.


Autor: Stephen Smith

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Przetłumaczono z: Electric Lights

wtorek, 19 września 2017

Elektryczny wyraz

Sieć włókien w gwiazdozbiorze Małej Niedźwiedzicy w świetle podczerwonym na 250, 350 i 500 mikronach. Należy do: ESA and the SPIRE & PACS consortia, Ph. André (CEA Saclay) for the Gould’s Belt Survey Key Programme Consortium, and A. Abergel (IAS Orsay) for the Evolution of Interstellar Dust Key Programme Consortium. Kliknij, aby powiększyć.

13 stycznia 2017

Ładunki elektryczne płyną przez kosmos, definiując wiele zjawisk.

Plazma nie jest substancją, lecz stanem. Materię kategoryzuje się w cztery stany: stały, ciekły, gazowy i plazmę, zatem warunków tych nie można ująć w sposób prosty. Ciała stałe wykazują wiele aspektów, w tym wymiary, temperaturę, skład, etc. To samo odnosi się do plazmy. Jak już napisano, plazma jest manifestacją wielu zjawisk, które mogą się zmieniać. Ponieważ plazma jest zjonizowana (elektrony i protony są oddzielone), prędkości jonów w plazmie są determinowane głównie polem elektrycznym. Ogólne cechy plazmy determinuje również stopień jonizacji, czyniąc ją mniej lub bardziej podatną na wpływy elektromagnetyczne.

W kosmosie, włókna ładunków elektrycznych można zobaczyć dzięki wzbudzeniu plazmy. Na przykład lampy neonowe, świecą z powodu przepływu elektryczności przez neonową plazmę z domieszką rtęci. Różne mgławice są tłumaczone w teorii Elektrycznego Wszechświata w ten sam sposób, wzbudzeniem plazmy pod wpływem pola elektrycznego, czymś, czego astrofizycy głównego nurtu nie akceptują. W kółku jednomyślności, różnice w temperaturach i promieniowaniu tłumaczone są grawitacją i siłami kinetycznymi, jak fale uderzeniowe.

14 maja 2009 roku, Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), w połączeniu z NASA, wystrzeliła kosmiczne obserwatorium Herschela na orbitę wokół punktu Lagrange'a L2. Ponieważ Herschel używał detektorów podczerwieni chłodzonych ciekłym helem, których trwałość wynosi około 3 lat, jego misja zakończyła się 29 kwietnia 2013.

Według niedawnego ogłoszenia prasowego, astronomowie pracujący z danymi, dostarczonymi przez obserwatorium Herschela, znaleźli dowód na istnienie w kosmosie obwodów elektrycznych, choć oni nazwali je inaczej. Mają to być grawitacyjnie związane skręty gazu i pyłu, powstałe na skutek międzygwiezdnych fal uderzeniowych.

W przeciwieństwie do idei fal dźwiękowych, wiadomym jest, że w plazmie mogą płynąć włókna prądów elektrycznych. Owe obwody odróżniają teorię Elektrycznego Wszechświata od tych bardziej konwencjonalnych. Dowody obserwacyjne, takie, jak włókna Polaris, można połączyć z doświadczeniami w laboratorium z polami elektromagnetycznymi, podczas, gdy teorie oparte na grawitacji są niemożliwe do sprawdzenia w laboratorium.

(...)

Stephen Smith

Ukłony dla Williama Thompsona


Przetłumaczono z: Electrical Expressions

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński