sobota, 28 grudnia 2013

Anomalie kraterów księżycowych


Krater Messier i Messier A, widok z Apollo 11. Prawa: Lunar and Planetary Institute.

18 grudnia 2013

O wydłużonych kraterach na Księżycu mówi się, że pochodzą o „muskających impaktorów”.

Na jednym z najwcześniejszych Obrazków Dnia Amy Acheson, zadano pytanie, jak stworzyć krater? Kiedy astronomowie zaczęli obserwować Księżyc, wieku temu, zakładano, że kratery są ujściami wulkanicznymi. Gdy zwiększyła się moc teleskopów, struktura kraterów księżycowych okazała się anomalna.

Znaczny procent kraterów księżycowych charakteryzuje się płaskim dnem i centralnym wzgórkiem. Większość pozostałych ma wyraźne stożkowe zagłębienia, i ani śladu okruchów wokół nich. Wyglądają raczej na stopione, czasami z ostrymi ścianami.

Na zdjęciu powyżej pokazano dwóch przedstawicieli z grupy kraterów na Mare Fecunditatis. Teoria konwencjonalna tłumaczy je uderzeniem asteroidy, który musnęła Księżyc, wydrążając krater Messier, odbiła się i wróciła, wydrążając Messier A, po czym wróciła w kosmos.

W pobliżu kraterów nie ma nigdzie śladów wyrzutu, gdzie więc są okruchy po zderzeniu? Zdolność obiektu do przetrwania energii zderzenia się z dużą prędkością, również jest problematyczna. Zwłaszcza, że oba kratery mają wymiary odpowiednio 15 × 8 oraz 16 × 11 kilometrów.

Istnieje szereg innych, wydłużonych kraterów na Księżycu oraz na Marsie. Mają one wspólne cechy: płaskie dna, strome ściany, brak wyrzuconego materiału, oraz świeży wygląd.

Hipoteza Elektrycznego Wszechświata daje inne spojrzenie na te obserwacje. Dochodzi do głosu szereg czynników, które są nieobecne w uznawanych powszechnie teoriach geofizycznych, ponieważ leksykon dostępnych wyjaśnień nie uwzględnia łuków elektrycznych, ani poruszających się po terenie wyładowań. Istnieje, oczywiście, wiele wytłumaczeń dla kraterów, ale gdy tylko dopuści się do głosu elektryczność, otwiera się świat całkiem nowych możliwości. Jeśli przewodząca powierzchnia przenosi ujemny ładunek elektryczny, pojawiać się będą wędrujące łuki elektryczne, rzeźbiące czasem wydłużone kratery, jak te, o których mowa.

Interpretacja elektryczna pozwala na wyjaśnienie natury topografii przeważającej ilości kraterów księżycowych. Siły elektromagnetyczne pomiędzy pomiędzy prądami Birkelanda przyciśniętymi do powierzchni zmuszają je do przylegania do siebie. Wiatr jonowy może unosić materiał i przenosić go wzdłuż kierunku wiania, co wyjaśnia "promienie" powiązane z kraterami Messier.

Interesujący jest fakt, że na Księżycu nie ma magnetosfery, ale niektóre miejsca posiadają imponujące pole magnetyczne. Ponieważ elektryczność i magnetyzm są wzajemnie powiązane, dlaczego jest to takie dziwne dla naukowców planetarnych, że widzą sygnatury anomalii magnetycznych? Czy bezzasadne jest twierdzenie, że z obiektami tymi zderza się pole magnetyczne, pozostawiając za sobą permanentną strefę magnetyczną? Jeśli tak, jest to dowód na "elektryczne kratery".

Stephen Smith

Tłumaczenie w toku

Link do oryginału: http://www.thunderbolts.info/wp/2013/11/17/lunar-crater-anomalies/

38 komentarzy:

  1. Idiotyczne wytłumaczenie wręcz absurdalne i niewyobrażalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no to elektryczne, że to jakieś wyładowania elektryczne wyrzeźbiły takie kratery. No chyba, że kiedyś na księżycu była atmosfera i takie wyładowania mogły ewentualnie powodować spiekanie powierzchni nawet w postaci takich kraterów. Inaczej nie mogły powstać za pomocą wyładowań elektrycznych.

      Usuń
    2. Mój drogi, musisz się jeszcze dużo nauczyć :) Tak się składa, że atmosfera nie jest niezbędna do powstawania wyładowań. Nawet przeciwnie - do największych dochodzi bez jej udziału.

      Usuń
    3. Z całą pewnością muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale jedno jest pewne, że hipoteza iż tego typu kratery oraz wszelkie inne mogły powstać w wyniku wirowych prądów elektrycznych, które notabene spiekały/stapiały wnętrza tych kraterów jest do obalenia dla każdego bystrego obserwatora. Gdyby te kratery miały wnętrze stopione i spieczone wysokimi temperaturami czyli gdyby ich wnętrze posiadało jakąkolwiek skorupę stała to wszelkie ślady małych meteorytów czy innych kamyków spadających na Księżyc w te kratery nie wyglądały by tak jak wyglądają tylko musiały by przypominać taflę lodu udeżona wielkim kamieniem, a więc było by widac wokół mniejszych kraterów rozpryski twardej tafi i warstwy stopiennej. Wszystko raczej wskazuje, że to co robiło te kratery wcale nie udeżało w księżyc z jakąś wielką siłą i prędkością.
      Zakładam, że na przykład Księżyc we wczesnym etapie tworzenia się znajdował się w pasie kosmicznego gruzu, który mógł lekko odbijać się od niego, ale i to nie do końca mnie samego przekonuje.
      Wyjaśnienie z Twojego tłumaczenia Smitha jest tak samo dobre jak moje, a jeszcze lepsze jest takie i co więcej bardziej pasuje do rzeczywistego obrazu kraterów, że kusmici przeprowadzali próby ze swoją tajną bronią próżniową czy falową. I co ? Która teza jest prawdą? Żadna bo żadna nie ma realnego potwierdzenia w prostym doświadczeniu.
      Faktem jednak jest, że doświadczenia laboratoryjne z wyładowaniami elektrycznymi dają nieco podobny efekt, ale jednak dali od tego by nim tłumaczyć wszystkie powstałe w dziwny sposób kratery. Tak więc stoimy w miejscu, a na siłę szukanie wyjaśnienia mija się z celem. Chociaż każda opcja powinna być rozważana do chili całkowitej nie lub pewności.

      Usuń
    4. Zakładasz oczywiście, że mniejsze kratery powstały przez uderzenia meteorytów. Gdyby tak było, to te rozpryski byłyby, niezależnie od stanu podłoża. Skoro ich nie widać, to wniosek jest jeden - one też powstały na skutek wyładowań.
      Na temat roli elektryczności we Wszechświecie czeka cie jeszcze wiele nauki, zanim się zorientujesz, ze to na prawdę jest najprawdopodobniejsze wytłumaczenie, a nie "tak samo dobre". Jako wstęp do zagadnienia polecam ci to: https://krzysztof-michalik.com/blog/media-ntv-television-on-plasma-cosmology-electric-universe-part-3/

      Usuń
    5. Nie przekonuje teoria, że za kratery na księżycu odpowiedzialne są jakieś wirowe piorunujące wyładowania elektryczne. Wystarczy zapoznać się z efektami jakie powodują uderzenia piorunów w Ziemię by wiedzieć, że nigdy żaden piorun nie stworzył na Ziemi żadnego choćby najmniejszego krateru.
      Ta teoria upada w konfrontacji z realiami jakie obserwujemy. Co więcej na księżycu co widać gołym okiem masa kraterów posiada ślady odprysków po uderzeniowych co przeczy, że mogły powstać w wyniku jakiś wyładowań.
      Kolejna sprawa to, że wiele kraterów nie posiadająca takich rozprysków jest zastanawiająca. I jeśli się nad tym głębiej zastanowić należy dokładnie się im przyjrzeć jak na przykład temu:
      https://www.google.pl/search?q=księżyc&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=gD66VKz8IMPDPOnfgKAM&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1346&bih=922#imgdii=_&imgrc=G-Jk5HFcSJ9HxM%253A%3B_ag_0M_-kmqe7M%3Bhttp%253A%252F%252Fstatic.polskieradio.pl%252F36d50d9c-4fc6-4ea8-b975-44e915369a6e.file%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.polskieradio.pl%252F10%252F484%252FArtykul%252F373245%252CDlaczego-Ksiezyc-krazy-wokol-Ziemi%3B510%3B280

      Widać w nim dwie konkretne rzeczy. 1 to jakieś bąble w środku jakby górki. 2 to warstwowo obłupane czy jak kto woli warstwowo zbudowane brzegi tego krateru-lewa strona. Jakby schodki. Jaki wniosek najbardziej racjonalny się nasuwa? Czy to zasługa uderzeń piorunów w środek krateru? Bynajmniej. Bable/górki wskazują na uwalnianie się gazów z pod skorupy Księżyca, które w wyniku dotarcia do jego powierzchni eksplodowały tworząc krater w formie warstwowych schodków na jego brzegach. Gazy uwalniając się stopniowo, również stopniowo mogły stworzyć te stopnie na brzegach. Dla tego nie ma widocznych śladów po odpryskach uderzeniowych. Kto bełtał w cemencie lub gipsie mieszadłem i przyglądał się uwalniającym bąblom powietrza z tej półpłynnej masy widział, że taki bąbel po wydostaniu się własnie tworzy podobne rozdarcia półpłynnej masy. Gdyby to przełożyć na suchy grunt w dodatku bez atmosfery i takiej grawitacji jak na Ziemi mieli byśmy prawdopodobnie wyjaśnienie powstawania takich kraterów.

      Co do struktur na Marsie z podanego przez Ciebie linka. Zaiste większość przypomina oddziaływania elektryczne, ale bynajmniej nie takie pochodzące z zewnątrz planety, ale wytwarzające się w jej wnętrzu. Niektóre zdjęcia pokazują pajęczyny jakby rzek przypominające wyglądem błyskawice na niebie. To widać gołym okiem, ale to nie oznacza, że stworzyły je zewnętrzne wyładowania. Proponuję zastanowić się nad wyładowaniami w samej zewnętrznej skorupie Marsa lub nad wyładowaniami powierzchniowymi.

      I jeszcze jedno. Pioruny o charakterze wirowym nie mogły by nie pozostawić śladów odpowiadającym ich wirowemu charakterowi. Czy gdziekolwiek na Księżycu widać cokolwiek co miało by choćby cień jakiegoś wirowego oddziaływania?

      Usuń
    6. "Wystarczy zapoznać się z efektami jakie powodują uderzenia piorunów w Ziemię by wiedzieć, że nigdy żaden piorun nie stworzył na Ziemi żadnego choćby najmniejszego krateru."

      Moment moment - porównujesz wyładowania w ziemskiej atmosferze w wilgotnym środowisku, do wyładowań miedzy planetarnych, w suchym środowisku? A toś mi poprawił humor :) W dodatku zapomniałeś o eksperymentach laboratoryjnych.

      "Widać w nim dwie konkretne rzeczy. 1 to jakieś bąble w środku jakby górki. 2 to warstwowo obłupane czy jak kto woli warstwowo zbudowane brzegi tego krateru-lewa strona. Jakby schodki. Jaki wniosek najbardziej racjonalny się nasuwa? Czy to zasługa uderzeń piorunów w środek krateru?"

      Nie, to zasługa jednego solidnego uderzenia, które wytopiło środek, umożliwiając być może podejście gazów, o których wspominałeś, przez co powstały te pagórki. A tarasowe ściany to wynik późniejszego żłobienia elektrostatycznego, które właśnie takie ślady zostawia.

      "Co do struktur na Marsie z podanego przez Ciebie linka. Zaiste większość przypomina oddziaływania elektryczne, ale bynajmniej nie takie pochodzące z zewnątrz planety, ale wytwarzające się w jej wnętrzu."

      Rozumiem że zbadałeś tą sprawę i porównałeś zjawiska elektryczne powstające we wnetrzu planety ze skutkami uderzeń z zewnątrz? Z tego, co mi wiadomo, we wnętrzu planety nie może dojść do powstania takich potencjałów.

      "Pioruny o charakterze wirowym nie mogły by nie pozostawić śladów odpowiadającym ich wirowemu charakterowi."

      A co wiesz o wyładowaniach "o charakterze wirowym"? Znasz się na ich? Skąd wiesz w ogól, co miał na mysli autor, pisząc o wirowych prądach? Bo ja wiem, i nie widzę żadnego powodu, żeby ślad po wyładowaniu musiał mieć cokolwiek wspólnego z wirem. Proponuję zainteresować się koncepcją prądów Birkelanda. Podpowiem: wielkość wiru jest tak duża, że jego krzywizna nie daje żadnych śladów na krótkim odcinku wyładowania w grunt planety. Wiry natomiast widać na większych skalach - chociażby na przykładzie galaktyk spiralnych.

      Usuń
    7. 1
      Tak oczywiście, że do pewnego stopnia można porównywać uderzenia piorunów w Ziemskiej wilgotnej atmosferze do ewentualnych uderzeń piorunów w suchej międzyplanetarnej przestrzeni bo mechanika ich skutków musiała by być BARDZO podobna z pewnymi różnicami wynikającymi z właściwości środowiskowych w jakich dokonują dzieła zniszczenia. Tu jeśli za powstawanie kraterów odpowiadały by pioruny to mechanicznie bez względu na rodzaj środowiska musiały by istnieć jakieś przynajmniej podobieństwa, a jak widać ich nie ma co własnie napisałem, że efekty uderzeń piorunów w Ziemię nijak nie przypominają efektów kraterów.

      A ni Ty, ani ja nie dasz głowy czy płaskie kratery powstały w wyniku wydostania się pęcherzy gazów z pod powierzchni Księżyca i ich nagłego rozprzestrzeniania się czy w wyniku jakiegoś uderzenia czegoś na wzór pioruna. To po pierwsze. Po drugie jak wyżej napisałem uderzenie pioruna nie jest w stanie wykonać krateru z jeszcze drugiej oczywistej przyczyny. Bo w przestrzeni bez atmosfery nie zdołał by wytworzyć fali uderzeniowej, która musiała by stworzyć taki płaski szeroki krater. Piorun jeśli by w ogóle uderzył w księżych dokonał by spieku punktowego nie wytwarzając fali uderzeniowej bez, której taki krater by nie miał prawa powstać. Tak więc skoro kratery przypominają płaskie zagłębienie ze ścianami w formie schodkowej to znaczy, że musiała istnieć jakaś fala uderzeniowa, a zatem podejrzenie wydobywających się z wnętrza gazów i ich nagłego rozprzestrzenienia bardziej fizycznie pasuje do wyglądów tych kraterów niż uderzenia jakiegoś pioruna, który ani chybił stworzył by w punkcie uderzenia całkiem inne struktury, a nie górki.
      Ale krakowskim targiem niech Ci będzie, że w księżyc wali jakiś piorun. Po jego walnięciu dochodzi do uwolnienia gazów co w konsekwencji prowadzi do powstania takich kraterów. Zadowolony?

      Twierdzisz, że powierzchownych warstwach jakiejś planety nie może dojść do wyładowań na wzór tych jakie obserwujemy wewnątrz chmur czyli tych piorunów, które przemieszczają się poziomo?
      Tego nie wiadomo. Struktury na Marsie/te dziwne porozgałęziane rzeki/ maja ewidentnie kształt rozczapierzonego pioruna jak słusznie zauważyłeś to wcześniej. Są jednak na powierzchni Marsa i przypominają rzeki. Sa więc dwie możliwości. Pierwsza to taka jaka podsunąłem wcześniej, że nagłe wyładowania elektryczne na powierzchni gruntu Marsa po, którym być może płynęła woda lub grunt był wtedy podmokłym bagnem mogły ściąć grunt w takiej formie. Druga możliwość to długotrwałe elektryczne oddziaływanie w danym obszarze płynące z wnętrza planety, które wyrzeźbiło tak dziwaczny kształt.
      Niemniej hipoteza jakoby piorun z zewnątrz uderzający w powierzchnię Marsa mógł wytworzyć tak skomplikowaną i płaska strukturę wydaje się raczej mało możliwy chociaż.... prąd mógł faktycznie się rozprzestrzenić po powierzchni w taki sposób, a nie wnikając w głąb gruntu. Mars musiał zatem niegdyś mieć gęstą atmosferę.

      O wyładowaniach wirowych nic nie wiem z prostej przyczyny. Bo takowe nie istnieją. Prąd nie wiruje w błyskawicach bo to przeczy prawom fizyki i nigdy czegoś takiego nie zaobserwowano.
      A przykład galaktyk spiralnych nie ma nic wspólnego z prądami wirowymi w takim sensie w jakim to sugerujesz.
      Wytłumaczę Ci to z mojego punktu widzenia.

      Usuń
    8. 2
      Po prostu materia w trakcie skupiania się dzięki dowolnym siłom ma tendencję do samoistnego wirowania i ruch wirowy galaktyki jest wynikiem całej masy sił. To tak jak woda w zlewie gdy spływa wiruje w czysto fizyczny sposób. Tutaj materia skupiająca się z małych drobinek zawsze będzie wirowac względem innych mas tworząc coraz większe struktury przybierające kształt jakby wiru. W centrum galaktyki masy wirują z coraz większą prędkościa i dzieje się identycznie jak w spływającej wodzie w zlewie. Część z tych mas tworzy jedną większa centralnie, która po przekroczeniu masy krytycznej odrzuca nagromadzoną materię również na zewnątrz. Teoria o czarnych masywnych dziurach jest z gruntu idiotyczna tak na marginesie. A więc skupiająca się materia tworząca planety, słońca i całe galaktyki wiruje w wyniku oddziaływań faktycznie elektrycznych-elektrostatycznych.
      Niemniej są to jakby nie było wiry elektryczne i fakt, że maja - mogą mieć duże krzywizny, ale to tym bardziej nie ma prawa fizycznie tworzyć tak małych struktur jak te kraterki na Księżycu.
      To tak z grubsza choć jak zaczniesz ten temat ciągnąć to zbiorę się i obrazowo napiszę jak naprawdę powstały galaktyki i opiszę Ci dokładniej mechanizm powstawania układów gwiazdowych i planetarnych wirujących wokół siebie wraz z całą galaktyką.

      Usuń
    9. "jeśli za powstawanie kraterów odpowiadały by pioruny to mechanicznie bez względu na rodzaj środowiska musiały by istnieć jakieś przynajmniej podobieństwa, a jak widać ich nie ma co własnie napisałem, że efekty uderzeń piorunów w Ziemię nijak nie przypominają efektów kraterów."

      Masz niestety przeciwko sobie eksperymenty laboratoryjne, a one pokazują, że wyładowaniem jak najbardziej można zrobić krater, właśnei taki, jakie występują na planetach i naszym księżycu. A jak mam do wyboru wyniki eksperymentów, a czyjeś abstrakcyjne rozumowanie (choćby to był sam Stephen Hawking, nomen omen - "ojciec" czarnych dziur), to wolę wynik eksperymentu. Z nim dyskutować nie można. I nie zapominaj, że wyładowanie to przepływ materii, więc mamy miejscowy ekwiwalent atmosfery. Niemniej jednak fala uderzeniowa nie jest potrzebna, temperatura powstaje na skutek gwałtownej wymiany jonów. dodatkowo, fala uderzeniowa nie utworzyłaby schodków, tylko gładkie ściany. Rzuć sobie kamieniem w piach albo inny materiał, i zobacz, jakiego kształtu krater powstanie.

      Jeżeli masz zaś watpliwości co do tego, czy zewnętrzne wyładowanie zrobiłoby na powierzchni struktury, jakie obserwujemy na Marsie, to zainteresuj się terminem "figury Lichtenberga". Powstają również w ziemskich warunkach, po uderzeniach piorunów.

      "O wyładowaniach wirowych nic nie wiem z prostej przyczyny. Bo takowe nie istnieją. Prąd nie wiruje w błyskawicach bo to przeczy prawom fizyki i nigdy czegoś takiego nie zaobserwowano. "

      Od razu widac, że nie wiesz nic na temat wyładowań elektrycznych. A wyładowanie to nie tylko ziemski piorun. Skoro zaś powołujesz sie na prawa fizyki, to może przy ich pomocy udowodnij swoją tezę, bo ja mam dowody na coś zupełnie przeciwnego. Prąd w plazmie rzadko kiedy nie wiruje. Wymusza to na nim pole magnetyczne. Jeszcze raz proszę - zainteresuj się hasłem "prądy Birkelanda". Albo przyjrzyj się dobrze kuli plazmowej. Ale żebyś się nie męczył, to podpowiem jeszcze raz: najprawdopodobniej nie zrozumiałeś, o autor miał na myśli pisząc o wyładowaniu wirowym. Nawet podejrzewam, że nie padło takie sformułowanie. Zapewne chodziło o wirowy prąd Birkelanda. Oprócz uzupełnienia wiedzy potrzebujesz jeszcze potrenować uważne czytanie.

      "W centrum galaktyki masy wirują z coraz większą prędkościa i dzieje się identycznie jak w spływającej wodzie w zlewie."

      A tutaj z kolei dobrze widać, że nic nie wiesz o galaktykach (poza tym, że wirują, oczywiście). Zapoznaj się z terminem "płaska krzywa rotacji galaktyk", bo to właśnei ze względu m inn na to zjawisko, zakąłdając jednocześnie czysto grawitacyjny charakter galaktyki, astrofizycy głowią się nad kwestią "ciemnej materii". Tymczasem parametry obrotowe galaktyki, jak również struktura ramion, poprzeczki i zgrubienia centralnego, a także dżetów biegunowych (czego nijak ani twoja ani oficjalna koncepcja nie tłumaczy) są naturalną konsekwencją modelu elektrycznego, w którym galaktyka tworzy się ze skurczy magnetycznego na prądzie Birkelanda. Jednak bynajmniej nie jest ot, jak piszesz, elektryka-elektrostatyka. To w 100% elektrodynamika. A krzywizna prądu zależy od jego wielkości. Wyobraź sobie, że pisząc o prądzie uderzającym w planetę, nie miałem na myśli całego prądu galaktycznego, tylko lokalny, międzyplanetarny :p

      Usuń
    10. 1
      Wiesz co w laboratorium to i można zrobić podobny krater i na 10 różnych sposobów. Nie tylko za pomocą wyładowania elektrycznego.

      Mówisz, że fala uderzeniowa nie wytworzy schodków w ścianach krateru? A co jeśli uwalniające się gazy o czym juz pisałem/czytaj z uwagą/ wydobywają się stopniowo słabnąc za każdym razem i powodując mniejsze fale uderzeniowe? Radzę uruchomić wyobraźnię, a nie tylko opierać się o doświadczenia laboratoryjne, które mogą pozornie tylko odwzorowywać to co powstać mogło w całkiem inny sposób.

      Dalej się upierasz, że kratery na Księżycu powstały w wyniku oddziaływania prądów. W takim razie wyjaśnij czemu te kratery wokół, których widać efekty rozprysku są niemal identyczne z tymi wewnątrz, które ich nie posiadają?

      Zapoznałem się z doświadczeniami Birkelanda i wiem o co w nich chodziło. I jeśli chodzi o te doświadczenia z kulami plazmowymi to sam żeś to tłumaczył i nie pamiętasz, że:

      /// Po przeprowadzeniu wyładowań, Birkeland wyjmował terrellę i badał ją pod
      mikroskopem. Zauważył małe kratery w miejscach plam wyładowań. Ta
      obserwacja doprowadziła go do wniosku, że masa słoneczna jest wyrzucana w
      przestrzeń podczas rozbłysków słonecznych. Część pyłu atomowego opadała z
      powrotem na Słońce, część przepadała w przestrzeni, a część pozostawała na
      orbicie, powoli się zlepiając i tworząc planety. Rozważał pas asteroid jako masę
      wpół drogi pomiędzy byciem pyłem a planetami.
      Przy zwiększonym ciśnieniu gazu, snopy promieni nie były już dłużej emitowane
      radialnie z powierzchni globu, lecz przyjmowały gwiazdkowate kształty lub wiry
      wokół wybuchowych plam. Uznał to zjawisko za bardzo ważne i próbował je sfotografować.///

      To był fragment z przez Ciebie tłumaczonej pracy Birkelanda. Masz jak wół napisane, że co rusz Birkeland obserwował plazmowe wiry. A w całym tym blogu podobnych stwierdzeń sugerujących wiry elektryczne jest bardzo dużo. Tylko jakoś żeby to wyłowić trzeba czytać między wierszami bo, albo Ty źle to wszystko żeś przetłumaczył, albo Birkelandowi nie wszystko się dodawało jak to mówi Kolonko i pewne niedodające mu się do kupy wyniki doświadczeń pomijał w szczegółowych opisach. Bo z jednej strony wykazuje na wirowy charakter różnych wyładowań i zjawisk elektrycznych, a z drugiej strony gdy mu wygodnie twierdzi, że wyładowania elektryczne powodowały powstawanie kraterów na Księżycu, ale już niby nie o wirowym charakterze?
      Nie chce mi się ślęczeć nad tym całym blogiem bo czytam go stopniowo, ale jedno widzę, że wiele z tez Birkelanda gryzie się z praktyką, która niestety nie potwierdza jakbyś chciał w 100% tych tez.
      I jeszcze trzy linki do Twojego bloga w, których klepiesz o prądach wirowych:
      http://piorunybogow.blogspot.com/2013_11_01_archive.html
      http://piorunybogow.blogspot.com/2013/10/niezbedny-przewodnik-po-elektrycznym.html
      http://piorunybogow.blogspot.com/2013/10/niezbedny-przewodnik-po-elektrycznym_16.html

      Usuń
    11. 2
      Poza tym o czym tu mowa? Żadne doświadczenie w żaden sposób nie odwzorowało ze 100% dokładnością powstawania kraterów odpowiadającym tym na Księżycu za pomocą wyładowań elektrycznych. Pokaż mi te doświadczenia bo co prawda wcześniej coś czytałem, ale to co widziałem to namiastka tego co jest w naturze.
      No i najważniejsze. Birkeland twierdzi, że kratery na księżycu powstawały w wyniku wędrujących łuków elektrycznych, a może i stałych?
      W takim razie kratery te musiały by występować parami w pewnych odległościach od siebie i musiały by mieś te same wielkości i głębokości. Znajdź mi chociaż jedną podobna parę kraterów mogących być początkiem i końcem takiego choć jednego łuku elektrycznego. Wszystkie kratery mają niepowtarzalne wielkości i formy, a zatem teoria całkiem upada.
      No i te dwa zdjęcia na samej górze tej notki. Gdzie są dubeltowe odpowiedniki tych wydłużonych rzekomo wytworzonych przez łuki elektrycznie kratery?

      No i ostatnia kwestia /ciekawe ile jeszcze wpleciesz tych kwestii w nasza rozmowę?/ dotycząca tej płaskiej krzywej rotacji galaktyk.
      To chyba zrozumiałe dla czego gwiazdy na obrzeżach galaktyk nie poruszają się z prędkością jaką poruszają się te bliżej centrum galaktyki. I nie jest to wcale związane z istnieniem jakiejś ciemnej tfu materii będącej czczym wymysłem.
      Nie jest to również wynik jak Ty twierdzisz jakiejś krzywizny elektrycznej czy jakiś wyimaginowanych kurczy czy skurczy magnetycznych. Kolejna absurdalna teza. Teza ta jest tak durna i ubrana w taka masę innych tez, że szkoda mi czasu na jej obalanie. Każdy logicznie myślący człowiek nie będzie tymi tezami przekonany choć w niektórych , ale tylko w niektórych punktach można się z pewnymi kwestiami zgodzić.
      Jedni wymyślają ciemną materię, inni skurcze magnetyczne i krzywe elektryczne i wiesz co? Galaktyka jak się kręciła tak się kręci.
      Chętnie bym przedyskutował każda kwestię pod jednym warunkiem, że skupisz się wyłącznie na danej kwestii bez wplatania innych do, których nie chce mi się już odnosić bo to doprowadza do gmatwaniny pojęć i rozmydlania danej najważniejszej kwestii od której wyszedłem w tej dyskusji.

      Usuń
    12. Podsumowując - skoro swoją wyobraźnię cenisz wyżej niż rzetelne obserwacje naukowe, a na poznawanie dodatkowych szczegółów szkoda ci czasu, to mnie też absolutnie szkoda czasu i nerwów na dyskusję z kimś tak ignoranckim i zadufanym w sobie. Na tym kończę dyskusję, dalej baw się sam w odkrywanie swojej wizji świata. Nie będę ci w tym absolutnie przeszkadzał żadnymi rzetelnymi informacjami. Przecież i tak wszystko wiesz najlepiej.

      Usuń
    13. No widzisz po raz kolejny gdy chcę ściśle trzymać się jednego tematu w, którym Ci udowadniam absurdy elektrycznych oddziaływań ty kwitujesz to w taki właśnie sposób i nie podejmujesz dyskusji bo co widać nie masz argumentów na to co powyżej napisałem.
      Dorwałeś te materiały Stephena Smitha i przetłumaczyłeś je bez zastanowienia się czy aby wszystko się ze sobą nie gryzie i bez zrozumienia. A gryzie się tak jak gryzie kłos za koszulą, co pokazałem dając prosty przykład na przykładzie nie występujących dubeltowych kraterów na księżycu, które musiały by widnieć gdyby za ich powstanie odpowiadał jakiś łuk elektryczny.
      Nawet się do tego nie odniosłeś bo sam widzisz, że nie masz na to argumentu. Podejrzewam, że po prostu złapałeś temat na bloga tłumacząc prace Stephena Smitha bez zrozumienia i co więcej nawet nie znając angielskiego widziałem wiele błędów przeczących poprzednim treściom. Czyli wstawiałeś własne interpretacje do tych tłumaczeń lub własne dziwolągi myślowe.
      Nie potrafisz skupić się na jednej kwestii tylko zasypujesz dyskusję odwołaniami i linkami zamiast użyć prostych argumentów. To typowe dla ludzi, którzy z jakiejś wiedzy chcą zrobić narzędzie do własnych interpretacji wplecionych w oryginalny tekst.
      Wybacz, ale już sam fakt, że współpracujesz ze stroną http://davidicke.pl/ stawia Cię w szeregu ludzi o skłonnościach do naginania faktów i nie rozumienia rzeczywistości.
      Myślałem, że będzie można z Tobą porozmawiać na poziomie i nawet czegoś się dowiedzieć, ale widzę, że nie tylko brak Ci wyobraźni, ale i korzystasz z nabytej wiedzy w nie właściwy sposób nie umiejąc logicznie wyciągać wniosków do czego starałem się Cię skłonić na powyższych przykładach.
      Na argumenty w moim ostatnim poście w części nr 2 nie masz żadnej logicznej riposty i wycofujesz się udając mądrzejszego niż jesteś. Nie jesteś jak widać.

      Usuń
    14. W zasadzie muszę przyznać, że twój upór do dyskusji jest godny podziwu. Czyżbym ci jednak tak imponował, czy się tak ze mną emocjonalnie związałeś, że zawzięcie chcesz mnie przekonać? ;)

      Żeby więc nie było, że unikam tematu, bo nie wiem...
      ... tzn na pewno wielu rzeczy nie wiem, ale przynajmniej, w przeciwieństwie do ciebie, nie udaję, że wiem lepiej, bo "mi się tak wydaje". Moje ucięcie dyskusji nie jest spowodowane tym, że twoje teorie są z gruntu błędne, tylko, że innych traktujesz bez szacunku i obcesowo. Szafujesz słowami typu "absurd" etc, chociaż sam się przyznajesz, że nie masz pojęcia o temacie. W dodatku nie chcesz poszerzyć tej wiedzy, nazywając to stratą czasu. Uwierz, mnie z kimś takim bardzo trudno się dyskutuje. Po postu nie mam na to siły. Widzę, że u ciebie na forum są osoby, które jakoś wytrzymują zalew myśli, jaki im serwujesz, może z nimi pogadaj na ten temat (przy okazji sami poczytają mój blog lub jego źródła i sobie wyrobią własną opinię).

      Jeszcze dla twojej informacji - moja "współpraca ze stroną" davidicke.pl sprowadza się do tego, że oni linkują do mojej strony, a ja linkuję od nich jako źródło przetłumaczonego przez nich arta na wiadomy temat. Nie oznacza to, że podzielam ich poglądy na świat. Jednak, w przeciwieństwie do ciebie (znowu) nie zakładam z góry, że to jakieś bzdury, bo zwyczajnie nie mam takiej wiedzy. Ty też jej nie masz, więc i tobie radzę sobie odpuścić emocje i szastanie ocenami. Tzn możesz to robić, jak ci to przynosi ulgę, ale w dyskusji z kimkolwiek raczej ci to nie pomoże. Nikt nie lubi, gdy ktoś najpierw nazywa to, o czym piszą "absurdem", dodaje, że nie chce mu się nawet tłumaczyć, dlaczego tak myśli, a na koniec oczekuje zaangażowania w dyskusję (w dodatku w całości na swoich zasadach, żeby mu było wygodniej i żeby nie musiał się przypadkiem dostosować do czyjegoś punktu widzenia). Na prawdę, przemyśl to.

      Co do innych zarzutów, w gruncie rzeczy tyczą się one i ciebie. Najpierw rozwijasz dyskusję na temat poboczny, a potem sam mi zarzucasz, że odszedłem od tematu. Może się zdecyduj.

      Jeśli masz jakieś zarzuty, to je wyklaruj i dokładniej opisz, razem z uzasadnieniem. Żeby był porządek, odniosę się do jednego na raz:

      Dlaczego zakładasz potrzebę istnienia podwójnych kraterów? Czy pioruny na Ziemi (tak lubiłeś porównywać wyładowania kosmiczne z ziemskimi) uderzają podwójnie?

      Usuń
    15. Pominę odpowiedź na cały ten Twój wywód i WRESZCIE możne uda mi się skłonić Cię do rozmowy o tym dla czego uważam, że wyładowanie elektryczne w postaci łuku musiało by na Księżycu pozostawić analogiczne wręcz identyczne ślady w dubeltowych formach. No dla tego bo jeśli jest łuk według Ciebie powstający w jednym miejscu powierzchni księżyca i sięga on drugiego miejsca to na litość boska muszą być dwa dubeltowe ślady.

      Ty zaś mi nie odpowiedziałeś dla czego w takim razie ich nie ma? Proszę odeprzyj ten argument jakoś rozsądnie bo ja nie widzę możliwości powstawania pojedynczych kraterów czy dowolnych śladów w wyniku powstawania łuków elektrycznych

      PS
      Nie związałem się z Tobą emocjonalnie... może byś i chciał, ale niestety nie po prostu liczyłem na rozmowę z kimś kto zapewne więcej na ten czas wie ode mnie.

      Usuń
    16. "Pominę odpowiedź na cały ten Twój wywód"

      Jednak mam nadzieję, że czegoś się z niego nauczysz ;)

      "może byś i chciał"

      Chyba nie zrozumiałeś ;)

      "No dla tego bo jeśli jest łuk według Ciebie powstający w jednym miejscu powierzchni księżyca i sięga on drugiego miejsca to na litość boska muszą być dwa dubeltowe ślady."

      Na litość boską - gdzie ja twierdziłem, że łuk elektryczny musi oboma końcami stykać się z powierzchnią?? Poza tym, nawet, gdyby tak było, to istnieje zasadnicza równica w składzie chemicznym plazmy na obu końcach. Na końcu ujemnym z gruntu będą wyrywane ładunki ujemne, a na drugim - dodatnie. Nie jest to chemicznie symetryczna sytuacja, choćby dlatego, że ładunkami ujemnymi będą głównie wolne elektrony, a dodatnimi - jony atomów.

      Proces elektrycznego żłobienia powierzchni ma obecnie miejsce na Io, rzekomo "wulkanicznym" księżycu Jowisza. Tutaj masz linki do materiałów na ten temat:
      http://piorunybogow.blogspot.com/search?q=Io#io
      ^ Wykaz przewidywań i ich potwierdzeń, na temat elektrycznej natury aktywności "wulkanicznej na Io". M inn ponadprzeciętne gorąco miejsc erupcji, wędrowanie erupcji wzdłuż krawędzi kraterów (masz jak wół, skąd się biorą schodki).

      http://piorunybogow.blogspot.com/2014/08/ukad-soneczny.html
      ^ Poniżej podtytułu "Przekrój przez otoczkę plazmową" znajduje się parę ciekawych informacji o Io, m inn kanały, takie, jak na Marsie, oraz zjawisko przesuwania się pióropuszy wulkanicznych - rzeczy niespotykanej dla wulkanów, ale oczywistej dla łuków elektrycznych, które zawsze wędrują. NASA w końcu sama przyznała, że "Io jest elektrycznie połączony z Jowiszem". Dalej jest opis Marsa, z dość fajnymi przybliżeniami, pokazującymi "kanały" a w nich ułożone w szeregi kratery. Kolejna charakterystyczna rzecz dla łuków elektrycznych.

      Twój poprzedni komentarz był prawie wzorcowy, jeśli chodzi o przejrzystość i oszczędność w treść, więc widać mój poprzedni przydługawy wykład odniósł skutek. Mam nadzieję, że dalej będziesz odpowiadać równie konkretnie. Pozdrawiam :)

      Usuń
    17. No dobra skoro według Ciebie łuk elektryczny nie musi stykać się oboma końcami z powierzchnią to już przestaje być łukiem, a skoro tak to skąd jest jego źródło i w czym się kończy?
      A może pomogę, naelektryzowana powierzchnia oddaje napięcie w przestrzeń w kierunku sąsiedniej planety, ale nie dosięga co sprawia, że chwilowe wyładowanie zaczyna się na powierzchni, a kończy w określonej odległości wracając niepełnym łukiem czyli drugim końcem ku powierzchni. Tak może być?

      Ja nie zaprzeczam tej całej teorii tylko usiłuję w niej znaleźć te elementy, które trafniej można zinterpretować.
      I kolejna sprawa zapewne każdy zastanawia się skąd może brać się w ogóle ta planetarna elektryczność?
      Może się gromadzić w wyniku samego ruchu planet względem siebie i co jakiś czas powiedzmy ileś milionów lat "eksplodować" w postaci uwalnianego prądu elektrycznego.
      Może tak być?

      Usuń
    18. "No dobra skoro według Ciebie łuk elektryczny nie musi stykać się oboma końcami z powierzchnią to już przestaje być łukiem, a skoro tak to skąd jest jego źródło i w czym się kończy?"

      Bynajmniej. Łuk elektryczny to nie nazwa kształtu wyładowania, tylko jego gęstości i ciągłości. A jego źródłem może być wiele rzeczy. Łuki elektryczne na Io są wywołane interakcjami z Jowiszem. Księżyc mógł mieć podobne interakcje z Ziemią (starożytne legendy i petroglify często przedstawiają wyładowania plazmowe, sugerując, że Ziemia była kiedyś bardzo aktywna elektrycznie).

      "A może pomogę, naelektryzowana powierzchnia oddaje napięcie w przestrzeń w kierunku sąsiedniej planety, ale nie dosięga co sprawia, że chwilowe wyładowanie zaczyna się na powierzchni, a kończy w określonej odległości wracając niepełnym łukiem czyli drugim końcem ku powierzchni. Tak może być?"

      Nie, nie może ;) Ponieważ raz zaczęte wyładowaniem musi się skończyć, chyba, że ktoś nagle zlikwiduje różnicę potencjałów. Niestety, w tak krótkim czasie różnica potencjałów może być wyrównana tylko wyładowaniem właśnie. Chyba, że nastąpiło kilka na raz. Ale tak czy siak, Wyładowanie nie "powróci". Co najwyżej na powierzchnię opadnie pył i gaz po zaczętym wyładowaniu.

      "I kolejna sprawa zapewne każdy zastanawia się skąd może brać się w ogóle ta planetarna elektryczność?
      Może się gromadzić w wyniku samego ruchu planet względem siebie i co jakiś czas powiedzmy ileś milionów lat "eksplodować" w postaci uwalnianego prądu elektrycznego.
      Może tak być?"

      No cóż, to akurat może być, przynajmniej czysto teoretycznie. Jednak ta teoria zakłada, że wszystkie ciała niebieskie, a więc planety a zwłaszcza gwiazdy i galaktyki, są połączone prądem elektrycznym, który płynie pod wpływem zewnętrznego napięcia o na razie nieznanym źródle. Świadczą o tym nie tylko zjawiska lokalne, lecz całe struktury galaktyk, gromad i supergromad, a także zachowanie mgławic i gwiazd. Dobrym przykładem jest Słońce, którego elektryczny model wyjaśnia wiele zjawisk, które nie są przewidziane przez model hydrostatyczno-termojądrowy. Wyładowania między planetami w naszym Układzie Słonecznym miały miejsce w okresie, kiedy się on kształtował i planety dopiero szukały swoich optymalnych orbit. Z tamtego okresu pochodzą również komety. Nie było to tak dawno, zaledwie kilka tysięcy lat temu. Hipoteza ta jest powiązana z tzw "Kultem śmierci Saturna". Niezbyt ścisły, ale jedyny, jaki znalazłem, opis tej hipotezy (opartej w bezpośredni sposób na ziemskich mitach, a dopiero w dalszej kolejności na modelu elektrycznym) znajduje się tutaj: http://davidicke.pl/index.php/artykuly/74-kult-mierci-saturna.html.

      Usuń
    19. A więc sam piszesz, że aby jakiś łuk elektryczny powstał na powierzchni danej planety to musi on być wynikiem interakcji z sąsiednią planetą. Czyli zakładasz, że po odpowiednim nagromadzeniu się ładunków elektrycznych między planetami dochodzi do wyładowania i połączenia ich potencjałów? Oznaczało by to, że wtedy gdy takie "spięcia" powstawały odległości między planetami mogły być mniejsze.

      Wydaje mi się, że zaprzeczasz pewnej kwestii pisząc, że łuk elektryczny nie może zakończyć się w pewnej odległości od planety i jakby zawrócić nie osiągając drugim końcem jakiegoś celu. Przecież te wszystkie wyładowania na słońcu tworzące łuki są niczym innym jak wyładowaniami elektromagnetycznymi powracającymi do jego powierzchni i jak widać tworzą zagięte łuki. To czemu i na księżycu tak nie mogło być do pewnego stopnia?

      Napisałeś, że wszystkie planety i gwiazdy są połączone prądem elektrycznym. Ja się z tym zgadzam to jest logiczne z Twojego punktu widzenia, ale... według mnie połączenia elektryczne tylko do pewnego stopnia kształtują budowę struktur w kosmosie. Tak jak w skali galaktyki jej kształt może na to wskazywać tak już w skalach mniejszych jak skale gwiazdowe wewnątrz galaktyki i układy planetarne raczej na to nie wskazują. Gdyby na przykład układ słoneczny w swej budowie i rozmieszczeniu planet oraz ich ułożeniu względem płaszczyzny galaktyki miał być dyktowany oddziaływaniami elektrycznymi to widzieli byśmy w tym układzie jakąś symetrię, planety niczym naelektryzowane kompasy układały by się względem siebie jak kompas względem biegunów ziemi, alebo skierowane były by jak księżyc ku sobie zawsze tymi samymi stronami. A to ze względu na równe w nich rozmieszczenie potencjałów jak w magnesach co niechybnie musiało by wpłynąć na ich symetryczne ułożenie tymi biegunami. Tymczasem co widzimy? Rozgardiasz. Każda planeta kręci się jak chce, ma w inną stronę skierowaną oś i mówiąc krótko tańczy jak pijana małpa na sznurku względem innych i słońca.
      Właśnie to mnie zastanawia, że prąd elektryczny gdyby był sprawcą wszelkiego rozmieszczenia materii w przestrzeni na pewno doprowadził by do większej symetrii nie tylko makro, ale i mikroskali. Przykłady z elektromagnesami i opiłkami żelaza to zdają się potwierdzać.

      Usuń
    20. A co do linka ostatniego.... Racz nie żartować :)

      Usuń
    21. "Oznaczało by to, że wtedy gdy takie "spięcia" powstawały odległości między planetami mogły być mniejsze."

      Owszem. Teoria zakłada, że planety szukały swoich miejsc w Układzie Słonecznym. Obecnie niektóre z nich posiadają jeszcze "ogony plazmowe", sięgające niemal do orbity następnej planety. Jest to znamienne, gdyż już zawadzenie innej planety o taki ogon powinno wywołać przepływ prądu. Wyładowania powodowały modyfikację orbit planet, aż osiągnęły one równowagę, w której decydująca rolę mogła zacząć odgrywać grawitacja.

      "Wydaje mi się, że zaprzeczasz pewnej kwestii pisząc, że łuk elektryczny nie może zakończyć się w pewnej odległości od planety i jakby zawrócić nie osiągając drugim końcem jakiegoś celu. Przecież te wszystkie wyładowania na słońcu tworzące łuki są niczym innym jak wyładowaniami elektromagnetycznymi powracającymi do jego powierzchni i jak widać tworzą zagięte łuki."

      Nie każda plazma, układająca się w łuk, jest łukiem elektrycznym :) Jak już pisałem, z łukiem elektrycznym mamy do czynienia, gdy wyładowanie będzie mieć odpowiednią gęstość prądu. Natomiast na Słońcu mamy to, co i na Io - swobodne opadanie materiału, wyrzuconego przez wyładowanie, które się już skończyło. A że Słońce ma silne pole magnetyczne, a wyrzucona plazma, zgodnie z nazwą, jest zjonizowana, opada ona wzdłuż linii pola magnetycznego. Inna sprawa, że na Słońcu być może faktycznie mają miejsce wyładowania powierzchnia-powierzchnia, gdyż widać to na zdjęciach, a przez cały środek Słońca płynie prąd. Słońce ma jednak przewodzącą prąd ferrytową powierzchnię (jeżeli wierzyć Michaelowi Mozinie - ja mu wierzę): http://piorunybogow.blogspot.com/search/label/Michael%20Mozina (albo Pioruny bogów -> Stała powierzchnia Słońca).

      "Napisałeś, że wszystkie planety i gwiazdy są połączone prądem elektrycznym. Ja się z tym zgadzam to jest logiczne z Twojego punktu widzenia, ale... według mnie połączenia elektryczne tylko do pewnego stopnia kształtują budowę struktur w kosmosie."

      Oczywiście. Jak pisałem, gdy układ się ustabilizuje, do głosu może dojść prawo grawitacji. Ponadto, każde naładowane elektrycznie ciało w plazmie (a kosmos jest nią wypełniony) jest izolowane od otoczenia tzw otoczka plazmową, która bierze na siebie największą różnicę potencjału. W wyniku tego będąc w większym oddaleniu od tego ciała, nei zarejestrujemy jego pola elektrycznego (nie zanika ono zgodnie z siłą Coulomba 1/r^2). Natomiast fakt, że wszystkie planety są mniej lub bardziej elementami obwodu elektrycznego, jest wspierany przez zjawisko planetarnego (oraz słonecznego) pola magnetycznego. Odpada potrzeba kreowania teorii "dynama", które jest gdzieś we wnętrzu i się magicznie obraca. Wystarczy naładowana planeta obracająca się wokół osi, oraz płynący przez nią prąd (jednak, szczerze mówiąc, czytałem o tym dosyć pobieżnie i moja wiedza jest mocno fragmentaryczna).

      "A co do linka ostatniego.... Racz nie żartować :)"

      Ani myślę :) I choć wrzuciłem to tylko jako ciekawostkę, to jest to w pełni zgodne z modelem elektrycznym i tłumaczy wiele anomalii Układu Słonecznego, oraz niezrozumiałych dla innych mitów starożytnych. Wskaż lepszą teorię, a się nią zainteresuję.

      Usuń
    22. Jedno mnie nurtuje i chyba się z tym zgodzisz, że by przepływał prąd musi być jakiś ośrodek go przewodzący. Co więc było takim ośrodkiem pomiędzy planetami, gwiazdami czy nawet galaktykami?
      Ja to wiem, a właściwie się domyślam, ale chcę zobaczyć wpierw co Ty powiesz?

      Pewnego dnia rozmyślając nad budową słońca, a było to kilka tygodni przez znalezieniem Twoich blogów doszedłem do wniosków, że słońce może, nie musi, ale może mieć stała powierzchnię czyli być planetą, a to co widzimy może być warstwa atmosfery rozgrzanej do takiej temperatury. Nie będę opisywał drogi myślowej jaka skierowała mnie na taką myśl bo na to składało się szereg rozważań, ale mój tok rozumowania był podobny do rozumowania Demokryta. Według tych rozważań słońce jako takie może być o 2/3 mniejsze niż to widzimy czyli może być niewielka kulą w stosunku do tego co ja otacza czyli do fotosfery mogącej składać się z różnej gęstości gazów, plazmy czy czego tam jeszcze. Szybki ruch wirowy słońca/jądra stałego może powodować również ruch fotosfery ze znacznie wolniejszym czasem obrotu wokół jądra.

      Co do tego nieszczęsnego linka... no cóż w każdej bajce jest ziarnko prawdy ino nieco zmodyfikowane by mało kto to zauważył. Owszem podania i legendy mogą zawierać jakieś pasujące do układanki fragmenty opisów, ale tak zmodyfikowane i naszpikowane dezinformacjami, że już lepiej wybrać wszystko na rozum Demokryta niż opierać się o tego typu przekazy.

      Usuń
    23. "Jedno mnie nurtuje i chyba się z tym zgodzisz, że by przepływał prąd musi być jakiś ośrodek go przewodzący. Co więc było takim ośrodkiem pomiędzy planetami, gwiazdami czy nawet galaktykami?
      Ja to wiem, a właściwie się domyślam, ale chcę zobaczyć wpierw co Ty powiesz?"

      W gruncie rzeczy już próżnia byłaby idealnym ośrodkiem przewodzącym. Bez otoczki plazmowej, pole elektryczne ciał zanikałoby zgodnie z prawem Coulomba, więc byłoby odczuwalne na znacznie większych odległościach, niż to ma miejsce. Oderwanym pod jego wpływem jonom nic nie stałoby na ich drodze pomiędzy ciałami.
      Ale to teoria. W praktyce kosmos jest wypełniony plazmą, co prawda im większe odległości, tym bardziej rozrzedzoną, ale w ilościach wystarczających do powstania izolujących warstw wokół planet i gwiazd. Tak więc, chcąc nie chcąc, nośnikiem prądu jest plazma kosmiczna, najczęściej elektrony i jednoatomowe jony dodatnie, ale również cząsteczki chemiczne a nawet całe ziarenka pyłu. Prąd ten jest zazwyczaj w "trybie ciemnym", czyli niewidocznym. Na przykładzie Słońca świetnie widać, jak tryb ciemny, wraz ze wzrastającą gęstością prądu, przechodzi w "tryb żarzenia" (korona), a potem w łuk elektryczny (fotosfera). Skrócony opis teorii elektrycznej budowy Słońca masz tutaj: http://piorunybogow.blogspot.com/2014/08/elektryczne-sonce.html

      Wg Moziny powierzchnia Słońca znajduje się tuż pod fotosferą. A sama fotosfera nie ma budowy gazowej, tylko płynną. Co ciekawe, helosejsmologia potwierdza, że tuż pod fotosferą znajduje się warstwa, która zdaje się obracać jak ciało stałe. Jest bardzo ciekawe (choć stare) zdjęcie dziury w fotosferze: http://files.tinypic.pl/i/00500/lr4ht0ohjpak.jpg, w na którym widać pęknięcie w ciemnej powierzchni Słońca. Sceptycy twierdzą, że to proteburancja, ale proteburancje nie kończą się nagle na brzegach penumbry. Jest to ewidentny dowód na to, że Słonca bardzo przypomina planetę - ma własną litosferę i tektonikę. Natomiast rotacja różnicowa fotosfery - szybszy ruch wokół równika niż biegunów, również wg niektórych wskazuje na jej elektryczne pochodzenie.

      "Co do tego nieszczęsnego linka... no cóż w każdej bajce jest ziarnko prawdy ino nieco zmodyfikowane by mało kto to zauważył. Owszem podania i legendy mogą zawierać jakieś pasujące do układanki fragmenty opisów, ale tak zmodyfikowane i naszpikowane dezinformacjami, że już lepiej wybrać wszystko na rozum Demokryta niż opierać się o tego typu przekazy."

      Ciekaw jestem, co by miał Demokryt do powiedzenia w tej kwestii... ;) Na razie to nasze główne źródło wiedzy.

      Usuń
    24. 1
      Ujujuj próżnia ośrodkiem przewodzącym? Całe życie w szkole mnie uczono, ze prąd musi przejść przez coś, a nie przez nic, a próżnia to nic pustak. Tak samo z powietrzem im suchsze tym mniej przewodzące ładunki elektryczne więc chyba coś z tą próżnią przesadziłeś. Zgodnie z prawem Coulomba może i pole elektryczne i zanikało by wokół ciał niebieskich, ale pytanie jest czy ciała niebieskie mogą tworzyć wokół siebie otoczki plazmowe na tak ogromne odległości. Z tego co wiem takie otoczki są tylko powierzchniowe na krótkich odległościach.

      Co do plazmy wypełniającej kosmos to tak samo. Plazma to wynik różnych reakcji chemiczno fizycznych i też powstaje w bardzo bliskim sąsiedztwie tych reakcji więc tak samo nie widzę możliwości by jako nawet rozrzedzona wypełniała przestrzeń kosmiczną. Poza tym doświadczenia pokazują, że tylko w obszarze jej znacznego zagęszczenia zachodzić mogą jakieś szczególne zjawiska, a nie w większych odległościach.

      A więc według mnie ani próżnia, ani rozrzedzona plazma nie może być nośnikiem czy ośrodkiem przewodzącym ładunki elektryczne. Więc co w takim razie?

      Spójrzmy na to okiem współczesnego Demokryta.
      Jak wiemy słonko jest gorące. Ale przestrzeń kosmiczna wokół niego zimna jak cholera. W kosmosie panuje mróz jeszcze większy niż ten na Alternatywy 4 gdy odłączono 3 stopień zasilania. Niemniej gdy promieniowanie elektromagnetyczne emitowane ze słonka dotrze do jakiejś przeszkody materialnej ta zaczyna się nagrzewać czyli co? Czyli zaczyna kumulować energię fal elektromagnetycznych płynących ze słonka, czyli dalej co? Czyli fale elektromagnetyczne są ni mniej ni więcej jak nośnikiem energii tutaj akurat cieplnej. Same w sobie są zimne, nie nagrzewają przestrzeni czyli owa przestrzeń jest pustką nie mającą zdolności kumulowania energii fal elektromagnetycznych. Wniosek nasuwa się sam, fale elektromagnetyczne są strumieniem energii, a zatem skoro niosą ją ze sobą muszą też nieść ze sobą energię elektryczną. Ale idźmy dalej.
      Mamy nadajnik radiowy i umiemy wyemitować fale elektromagnetyczne, które inny odbiornik przetwarza na dźwięk. Skoro fale elektromagnetyczne są nośnikiem energii, bo muszą być, to równie dobrze można by zbudować odbiornik przetwarzający je nie w dźwięk czy obraz, ale w taką samą energię jaka było potrzebna do ich nadania czyli w prąd.
      Tesla z cała pewnością doszedł do podobnych wniosków i dla tego rozpoczął prace nad odzyskiwaniem energi z fal elektromagnetycznych jaka była potrzebna do ich wytworzenia i wyemitowania.
      Jak wiemy energia jako taka to jest coś co nigdzie nie znika. Nawet energia wirującego dysku powstająca w wyniku sił odśrodkowych na jego równiku nie znika tylko musi się gdzieś przenosić, czyli zmieniać miejsce swej nazwijmy to bytności, ale to tak na marginesie.
      Tesla też zapewne doszedł do takich wniosków i wiedział, że ta energia w postaci fal elektromagnetycznych otaczających wszystko w koło jest realną siłą mogącą być jakoś odzyskana-pozyskiwana.
      Umiemy zbudować odbiornik radiowy, ale jeszcze nie umiemy zbudować odbiornika prądu czyli urządzenia przetwarzającego fale elektromagnetyczne na prąd.
      Moim zdaniem każda fala elektromagnetyczna niesie ze sobą jakiś potencjał energii elektrycznej. Czyli jest niczym innym jak rodzajem prądu. Przy odpowiednich warunkach/inne pole do dyskusji/ fale te mogą zostać zmagazynowane w danym miejscu i może nastąpić wyładowanie elektryczne.
      Załóżmy, że tak się dzieje na planetach. Docierają do nich najzwyklejsze fale elektromagnetyczne niosące ze sobą potencjał elektryczny. One kumulują się powiedzmy w danym obszarze planety, aż dochodzi do nagłego ich rozładowania. Przy okazji faktycznie na powierzchni planety mogą powstać dziwne struktury budzące dziś kontrowersje i różne hipotezy.

      Usuń
    25. 2
      Mówiąc inaczej nie istnieje żaden według mnie ośrodek przewodzący poza ośrodkiem fal elektromagnetycznych będących nośnikiem energii elektrycznej. Według mnie jakiekolwiek promieniowanie elektromagnetyczne docierające z przestrzeni od innych ciał niebieskich zawiera potencjał elektryczny.
      Zatem to te fale zawierające ten potencjał SĄ TYM CO NAUKA NAZYWA CIEMNĄ MATERIĄ czy niewidoczną materią jako, że te fale zawierają energię oddziałującą z cała resztą materii jaka je wytwarza w różnych niezależnych miejscach.
      Naukowcy umieją obliczyć jakieś oddziaływanie na widoczną materię i wnioskują o jakąś ciemną niewidoczną, ale to nie jakaś niewidoczna materia istnieje tylko energia fal elektromagnetycznych wypełniających przestrzeń.
      I to te fale elektromagnetyczne wypełniające przestrzeń są same w sobie tym poszukiwanym ośrodkiem przewodzącym, a zarazem zawierającym potencjały elektryczne czyli mówiąc ogólnie prąd.

      Usuń
    26. No no, aż się ciekawie czyta tą radosną twórczość ;), aż szkoda, że od razu widzę podstawowe błędy. Ale po kolei.

      "Ujujuj próżnia ośrodkiem przewodzącym? Całe życie w szkole mnie uczono, ze prąd musi przejść przez coś, a nie przez nic, a próżnia to nic pustak."

      O ile wiem, uczono cię też wielu innych rzeczy, które teraz odrzucasz. Ale powiedzmy, że zrobiłem skrót myślowy. Nośnikiem jest tu oczywiście plazma, ale nie ta, która wypełniałaby wszechświat, tylko drobinki oderwane od powierzchni planet. Gdy tylko oddziaływania elektryczne przeważyłyby grawitację, w absolutnej próżni nic by ich nie powstrzymywało przed uniesieniem w przestrzeń, ku przeciwnie naładowanemu ciału. A przykład prądu, który płynie w próżni, masz w każdym kineskopie. Zarówno w kineskopie, jak i w kablu, nośnikiem prądu są elektrony. Z tym, że w kablu elektrony wciąż zderzają się z atomami, a w kineskopie lecą bez oporu. Tak więc prąd "płynący w próżni" jest nie tylko możliwy, ale i wydajniejszy. Z tego samego powodu, paradoksalnie, im plazma bardziej rozrzedzona, tym lepiej przewodzi (no, do pewnego progu, poniżej którego zwyczajnie brakuje nośników).

      "Plazma to wynik różnych reakcji chemiczno fizycznych i też powstaje w bardzo bliskim sąsiedztwie tych reakcji więc tak samo nie widzę możliwości by jako nawet rozrzedzona wypełniała przestrzeń kosmiczną."

      Nie prawda. Zapomniałeś o promieniowaniu. Wszechświat jest nim wypełniony, i powoduje ono jonizację atomów.

      "Poza tym doświadczenia pokazują, że tylko w obszarze jej znacznego zagęszczenia zachodzić mogą jakieś szczególne zjawiska, a nie w większych odległościach."

      To tak, jakby powiedzieć, że światło wydziela się tyko w obecności żarówki, więc położona gdzieś daleko elektrownia nie może być za to odpowiedzialna. To oczywiste, że im większe rozrzedzenie plazmy, tym słabsze efekty elektryczne. Z drugiej jednak strony, im rzadsza plazma, tym większy obszar zajmuje. wielkość gwiazd jest znikoma w porównaniu do odległości między nimi (jak dwa ziarnka pyłu oddalone o kilometr), podobnie (choć już nie tak bardzo) się ma sprawa z galaktykami. Tak więc wszystko się zgadza - energia elektryczna gwiazdy, rozproszona w przestrzeni miedzygwiezdnej, staje się niedostrzegalna, ale nie znika. Gdy skupi się z powrotem na małym obszarze, znów jest widoczna, np w postaci innej gwiazdy.

      Wg szacunków samych kosmologów, w stanie plazmy jest przynajmniej połowa materii Wszechświata, a wg kosmologów plazmowych - ponad 99%.

      "Mamy nadajnik radiowy i umiemy wyemitować fale elektromagnetyczne, które inny odbiornik przetwarza na dźwięk. Skoro fale elektromagnetyczne są nośnikiem energii, bo muszą być, to równie dobrze można by zbudować odbiornik przetwarzający je nie w dźwięk czy obraz, ale w taką samą energię jaka było potrzebna do ich nadania czyli w prąd."

      O tempora, o mores! Toż zanim fale radiowe zostaną zamienione w dźwięk czy obraz, są one zamieniane właśnie w prąd! I to prąd o energii odpowiadającej odebranym falom (minus straty na oporze drutu). Gdybyś chciał odebrać całą energię, jaka poszła na wysłanie sygnału, to możesz to zrobić całkiem zwyczajnie - szczelnie owijając anteną nadajnik. Niestety, jest to mało praktyczne. W innym przypadku musiałbyś jakoś zmusić fale, żeby poruszały się zwartą wiązką, zamiast rozchodzić się na wszystkie strony.

      Usuń
    27. "Moim zdaniem każda fala elektromagnetyczna niesie ze sobą jakiś potencjał energii elektrycznej. Czyli jest niczym innym jak rodzajem prądu. Przy odpowiednich warunkach/inne pole do dyskusji/ fale te mogą zostać zmagazynowane w danym miejscu i może nastąpić wyładowanie elektryczne."

      Czysto teoretycznie może i tak, ale w praktyce będzie ciężko. Każda połówka fali niesie co prawda potencjał elektryczny, ale druga jej połówka niesie potencjał dokładnie przeciwny, więc przy naświetlaniu powierzchni szybko się one znoszą. W ten sposób fale radiowe wywołują w antenie prąd przemienny. Aby otrzymać prąd stały, mogący trwale naelektryzować różne części planety czy układu planetarnego, potrzebny byłby jakiś rodzaj prostownika. Jednak istnieje takie zjawisko - nazywa się efektem fotoelektrycznym. Z pewnością jest ono brane pod uwagę przez astrofizyków, jednak nawet oni przyznają, że odkryte np na księżycu różnice potencjałów (dochodzące do kilkuset woltów) są raczej wywołane wiatrem słonecznym.

      Podsumowując - mechanizm fotoelektryczny może odpowiadać za niektóre efekty elektryczne, ale np takie słońce, które samo jest przecież źródłem promieniowania, działa dzięki płynącemu przez nie prądowi. Podobnie rzecz ma się z galaktykami i większymi strukturami. Co jest źródłem tego prądu? To jest dobre pytanie.

      Co do Tesli, to śmiem sądzić, że wiem, w jaki sposób czerpał energię. Bynajmniej nie z energii promieni, czyli fal biegnących, ale z rezonansów i fluktuacji. Również dzisiaj znamy dużo urządzeń, pobierających energię "nie wiadomo skąd", tylko z oczywistych względów nie jest to nagłośnione. Jeśli cię to interesuje, zdołałem przetłumaczyć opisy kilku z nich na swoim trzecim blogu: http://urzadzenia-darmowej-energii.blogspot.com/. Jest też parę ciekawych opisów na stronach http://free.of.pl/z/zlabs/technika/freee/adams/adams.htm, http://free.of.pl/z/zlabs/technika/freee/searl/searl.htm - głównie szczegóły dla budowniczych, ale są i rozważania nad możliwą zasadą działania.

      Usuń
    28. No właśnie plazma do pewnego progu rozrzedzenia przewodzi prąd więc skąd masz pewność, że w przestrzeni stopień jej rozrzedzenia nie był niegdyś zbyt duży by ów prąd mógł się przemieszczać jak to napisałeś jak w kineskopie? Obecnie chyba nie istnieją jakieś wiarygodne pomiary stopnia rozrzedzenia plazmy w przestrzeni? Bo jak na razie kosmolodzy opierają się wyłącznie na szacunkach, a te jak wiemy mogą nijak się mieć z faktycznym stanem i w ogóle nic nie wskazuje by cała ta plazma w przestrzeni istniała czy to w postaci nierozrzedzonej czy rozrzedzonej. To są tylko hipotezy wygodne do przyjmowania dla danego modelu wszechświata tu chodzi o model elektryczny, albo model oparty głównie na elektrycznych oddziaływaniach.

      No właśnie trudno jest zmusić fale do rozchodzenia się w zwartej wiązce? Hm, a zwykły laser nie ma zwartej wiązki? Przecież to też rodzaj fali elektromagnetycznej więc skoro ten rodzaj można zmusić do rozchodzenia się w zwartej wiązce to i każdy inny też, tylko to kwestia techniki i technologii, nieprawdaż?

      Pytasz co jest źródłem tego prądu występującego w większych strukturach, na słońcu i w samych galaktykach? Przecież to oczywiste ruch mas, materii, samych atomów. Już o tym pisaliśmy, że jeśli hipotetycznie zawiesić w przestrzeni dwa atomy to pierwsze zbliżą się do siebie za sprawą fal ciągnących samych drgań własnych, następnie stworzy się poprzez wzajemny ruch pole elektromagnetyczne, a zatem układ zacznie wirować samoistnie i wytwarzać prąd. To jest mechanizm powstawania prądu tak w mikro jak i makro skali.

      Moim zdaniem Tesla wyczaił jak czerpać energie z tych fal jakie już nas otaczają. Być może nie zdołał dociec czy te fale pochodzą z naszej planety czy może z przestrzeni, a może i stąd i stąd, ale jedno jest pewne, że jego tok rozumowania musiał być słuszny, że te fale mają potencjał elektryczny możliwy do pozyskania. Jak tego dokonał trudno teraz dociec lub jak chciał dokonał, ale też jedno jest pewne to jest możliwe nawet przy założeniu, że potencjał elektryczny tych fal jest bardzo słabieńki. Słaby może i tak, ale w nieograniczonych ilościach, a więc przy zbudowaniu odpowiednio kumulującego go urządzenia można zgromadzić teoretycznie i pozyskać każdą ilość energii elektrycznej potrzebną do zaspokojenie potrzeb cywilizacyjnych.

      Jak zmęczę tego bloga :) bo na razie jestem gdzieś w połowie to zapoznam się z tymi, które polecasz. Daj je na górę bloga w linkach by mieć do nich łatwy dostęp.

      Usuń
    29. I jeszcze jedno. Brnę przez tego bloga i z kilkoma kwestiami się jednak zgadzam. Już pisaliśmy dość zgodnie o tym, ze słońce nie jest gazową czy plazmową kulą w, której zachodzą reakcje termojądrowe. Każdy wysuwał inne dość podobne argumenty na to, że może słońce ma stała powierzchnię, a fotosfera jest cienką warstwą je otaczającą. Ja twierdziłem, że jadro stałe powinno być m/w mniejsze od widocznej fotosfery o jakieś 2/3, ale patrząc na to okiem Demokryta widzę, że mogłeś mieć rację, że stałe jądro słońca może być niemal tak duże jak fotosfera, a ta może być tylko cienką warstwą. Dla czego? Dla czegoś czego nikt nie brał pod uwagę, ale zanim o tym zapytam retorycznie, widziałeś jak zachowuje się woda w stanie nieważkości nim osiągnie kształt idealnej kuli. Faluje, zmienia kształty, pulsuje itd tworząc nieregularne powierzchnie niczym ziemniak o nieregularnych kształtach.
      I teraz skoczmy na słońce. Gdyby słońce było gazową kulą lub jak twierdziłem jądro stałe było by małe jak pisałem o 2/3 mniejsze niż otaczająca go fotosfera to przy takich wyładowaniach, burzach, eksplozjach, reakcjach i wszelkich innych zachodzących w nim procesów, słońce musiało by gdyby było gazową kulą falować w znacznym stopniu na powierzchni i nie tworzyć idealnie niemal okrągłej kuli, podobnie jak ta woda w stanie nieważkości/pokazy na stacji kosmicznej/. No, ale nawet jeśli "grawitacja" była by za to odpowiedzialna i słońce jednak jako gazowa kula miała by kształt kuli za sprawą grawitacji to i tak na jego powierzchni musieli byśmy obserwować ogromne różnice poziomów w skali proporcji do powierzchni słońca. A tego nie widzimy. Wychodzi więc na to, że tylko przy cienkiej warstwie atmosfery i powierzchniowych procesach fotosfera może utrzymać kształt tak w sumie równy i okrągły bo "przylega" blisko do stałej powierzchni słońca. Podejrzewam, że podobnie jest z Jowiszem, Saturnem, Uranem i Neptunem. Nie są to żadne gazowe olbrzymy tylko planety stałe otoczone gęstymi atmosferami.

      Usuń
    30. "No właśnie plazma do pewnego progu rozrzedzenia przewodzi prąd więc skąd masz pewność, że w przestrzeni stopień jej rozrzedzenia nie był niegdyś zbyt duży by ów prąd mógł się przemieszczać jak to napisałeś jak w kineskopie?"

      W miarę rozrzedzania plazmy plazmy jest zdolności przewodzące maleją, ale dnie znikają, dopóki jest całkiem nie zlikwidujesz. Maleje co prawda możliwa do osiągnięcia gęstość prądu, ale jeśli wziąć pod uwagę ogromny obszar, jaki zajmuje plazma rozrzedzona, całkowity prąd przez nią przenoszony może pozostać taki sam. Sumaryczna liczba nośników prądu pozostaje bowiem taka sama, a zmienia się jedynie ich gęstość. Plazma rozrzedzona jest nawet lepszym przewodnikiem, gdyż jony i elektrony nie zderzają się ze sobą, przez co nie promieniują dodatkowo i nie tracą energii. Tak więc słaba zdolność rozrzedzonej plazmy kosmicznej do przewodzenia prądu jest tylko pozorna.

      "Obecnie chyba nie istnieją jakieś wiarygodne pomiary stopnia rozrzedzenia plazmy w przestrzeni? Bo jak na razie kosmolodzy opierają się wyłącznie na szacunkach, a te jak wiemy mogą nijak się mieć z faktycznym stanem i w ogóle nic nie wskazuje by cała ta plazma w przestrzeni istniała czy to w postaci nierozrzedzonej czy rozrzedzonej. To są tylko hipotezy wygodne do przyjmowania dla danego modelu wszechświata tu chodzi o model elektryczny, albo model oparty głównie na elektrycznych oddziaływaniach."

      Nie można w tym temacie polegać na czymkolwiek innym, niż szacunkach i dowodach pośrednich, ponieważ nikt tam nie poleci i nie sprawdzi sondą Langmuira. Nie wiem, jak kosmolodzy wykonują swoje szacunki, ale mnei przekonało porównanie charakterystyk zjawisk kosmicznych, również tych największych, jak galaktyki i supergromady, do zachowania plazmy. Żadna teoria jak dotąd nie tłumaczy tego lepiej, więc dla mnie jest to wystarczający dowód, że Wszechświat to głównie plazma. Jeśli ktoś zaproponuje lepszy model - przyjmę go.

      "Pytasz co jest źródłem tego prądu występującego w większych strukturach, na słońcu i w samych galaktykach? Przecież to oczywiste ruch mas, materii, samych atomów. Już o tym pisaliśmy, że jeśli hipotetycznie zawiesić w przestrzeni dwa atomy to pierwsze zbliżą się do siebie za sprawą fal ciągnących samych drgań własnych, następnie stworzy się poprzez wzajemny ruch pole elektromagnetyczne, a zatem układ zacznie wirować samoistnie i wytwarzać prąd. To jest mechanizm powstawania prądu tak w mikro jak i makro skali."

      Prawdę mówiąc, nigdy nie słyszałem o podobnym mechanizmie samonapędzania i generowania prądu. Na logikę nie widzę powodu, żeby dwa atomy miały się samoistnie okrążać i generować fale e-m, a potem prąd. Jeżeli jest on jakoś udokumentowany, to się nim zainteresuję, ale jeśli to twoja fantazja... poczekam, aż ja udokumentujesz :)

      Usuń
    31. "Moim zdaniem Tesla wyczaił jak czerpać energie z tych fal jakie już nas otaczają. Być może nie zdołał dociec czy te fale pochodzą z naszej planety czy może z przestrzeni, a może i stąd i stąd, ale jedno jest pewne, że jego tok rozumowania musiał być słuszny, że te fale mają potencjał elektryczny możliwy do pozyskania. Jak tego dokonał trudno teraz dociec lub jak chciał dokonał, ale też jedno jest pewne to jest możliwe nawet przy założeniu, że potencjał elektryczny tych fal jest bardzo słabieńki. Słaby może i tak, ale w nieograniczonych ilościach, a więc przy zbudowaniu odpowiednio kumulującego go urządzenia można zgromadzić teoretycznie i pozyskać każdą ilość energii elektrycznej potrzebną do zaspokojenie potrzeb cywilizacyjnych."

      Sądzę, że nawet sumując energię ze wszystkich fal e-m, jakie nas otaczają, nie zgromadzilibyśmy tego zbyt wiele. Natomiast to, co zrobił Tesla, i co zachodzi w wielu urządzeniach free-energy, to moim zdaniem czerpanie szeroko pojętej energii cieplnej (chaotycznej, rozproszonej) i zamienianie jej w energię uporządkowaną. Przy czym nie chodzi tu o klasyczne ciepło, pochodzące z ruchu atomów gazu czy fal e-m, tylko "energię próżni", zjawisko objawiające się fluktuacjami kwantowymi, cząstkami wirtualnymi etc. Chodzi o energię oceanu fal, których nie widać, gdyż są zbyt drobne lub chaotyczne, i dla przyrządów stanową biały szum, którego właściwości mylimy z parametrami czystej próżni. Natomiast pobieranie energii z tego szumu jest tym, co pozwala istnieć materii. Opisał to LaFreniere w tekście na temat elektronu: http://falujacywszechswiat.blogspot.com/2014/06/elektron.html, w sekcji "Elektron nie jest nieskończony.". Rzeczony efekt jest w dużym skrócie "wzmacnianiem" fal stojących poprzez "soczewkowanie" fal biegnacych.

      Usuń
    32. "Ja twierdziłem, że jadro stałe powinno być m/w mniejsze od widocznej fotosfery o jakieś 2/3, ale patrząc na to okiem Demokryta widzę, że mogłeś mieć rację, że stałe jądro słońca może być niemal tak duże jak fotosfera, a ta może być tylko cienką warstwą."

      W gruncie rzeczy Mozina dowodzi, że pod skorupą Słońca znajduje się rodzaj płynnej magmy, tak samo, jak na Ziemi. Kwestia stałego jądra pozostaje więc otwarta.

      "Dla czego? Dla czegoś czego nikt nie brał pod uwagę, ale zanim o tym zapytam retorycznie, widziałeś jak zachowuje się woda w stanie nieważkości nim osiągnie kształt idealnej kuli. Faluje, zmienia kształty, pulsuje itd tworząc nieregularne powierzchnie niczym ziemniak o nieregularnych kształtach."

      Jednak ta sama woda, zajmująca większą powierzchnię kuli ziemskiej, zmienia swój poziom o zaledwie kilka - kilkadziesiąt metrów, stając się wzorem kulistości, dużo lepszym od stałego lądu.

      "No, ale nawet jeśli "grawitacja" była by za to odpowiedzialna i słońce jednak jako gazowa kula miała by kształt kuli za sprawą grawitacji to i tak na jego powierzchni musieli byśmy obserwować ogromne różnice poziomów w skali proporcji do powierzchni słońca. A tego nie widzimy."

      To zależy, za czym mamy się rozglądać. W gruncie rzeczy na Słońcu jak i innych planetach, są znaczne różnice poziomów, jednak nie są one widoczne gołym okiem, i szczerze mówiąc, nie widzę powodów, żeby musiały być szczególnie widoczne. Nie wszystko jest tylko kwestią wyobraźni, ona też bywa omylna. Sądzę, że aby być w tej sprawie czegoś pewnym, należałoby po prostu policzyć, czy faktycznie gazowe olbrzymy powinny mieć wyraźne odstępstwa od kulistego kształtu.

      Usuń
    33. 1
      Rozpisałeś się i nie potrzebnie dałem się wciągnąć w dywagacje nad ta cała plazmą i tym czy ona przewodzi prąd czy nie, ile jej było i ile jest itd.
      Prawda może być taka, że za przewodnictwo prądu we wszechświecie wcale żadna plazma nie odpowiadała i nie odpowiada tylko to, że fale em same w sobie niosą potencjał elektryczny i są same dla siebie jego nośnikiem bez względu na jakąkolwiek obecność czy nieobecność jakiejś tam plazmy. Pisałem już o tym wcześniej.

      Teoria, że obecność plazmy jako ośrodka przewodzącego prąd odpowiada za charakterystykę zjawisk kosmicznych w tym sam kształt galaktyk czy większych skupisk materii wcale mnie nie przekonuje. To są tylko jak napisałem szacunki i usilne wpasowanie rzeczywistego obrazu wszechświata w ramy kolejnego modelu opartego na teorii obecności plazmy. Lepszym modelem odpowiadającym za obecny kształt wszechświata jest ten model, który ja widzę i wspominam, że to fale elektromagnetyczne zawierają potencjał elektryczny i wchodząc ze sobą w reakcje lub interakcje powodują taki, a nie inny układ większych skupisk materii. Do tego dochodzi cały szereg zjawisk czysto fizycznych jak siły odśrodkowe wynikające z rotacji gwiazd, planet i całej galaktyki, które rozkładają materię dodatkowo w tej, a nie innej formie.

      Zacytuję Cię:
      //Prawdę mówiąc, nigdy nie słyszałem o podobnym mechanizmie samonapędzania i generowania prądu. Na logikę nie widzę powodu, żeby dwa atomy miały się samoistnie okrążać i generować fale e-m, a potem prąd. Jeżeli jest on jakoś udokumentowany, to się nim zainteresuję, ale jeśli to twoja fantazja... poczekam, aż ja udokumentujesz :)//

      No stary wybacz, ale teraz to chyba nie rozumiesz prostej zasady, że wszystko co rotuje w ośrodku elektromagnetycznym, a taki nas otacza w calej przestrzeni musi generować prąd i napięcia choćby powierzchniowe. Tak samo jak magnes wirując nad płytka z innego metalu wytwarza prąd. Ziemia to wirujący magnes, a płytka tutaj jest przestrzeń wypełniona falami elektromagnetycznymi, które w starciu z jej powierzchnia podczas jej obrotu muszą generować prąd i ładunki elektryczne kumulujące sie i na powierzchni i wewnątrz planety. Poza tym ruch rotacyjny planet wynika z ich wzajemnego oddziaływania elektromagnetycznego, co nie rozumiesz tego mechanizmu? Tak samo ruch rotacyjny gwiazd wynika ze ścierania się ich oddziaływania z oddziaływaniem elektromagnetycznym z przestrzeni, a ruch rotacyjny galaktyk również wynika z oddziaływania ich emisji fal elektromagnetycznych z tymi, które otaczają cała galaktykę. I to są mechanizmy tworzące i prąd i powodujące rotację ciał niebieskich tak pojedynczych jak w większych skupiskach względem większych skupisk. To można przyrównać do działania każdego jednego silnika elektrycznego gdzie napięcie powodujące jego wirowanie płynące z kontaktu jest tym czym są fale elektromagnetyczne płynące z przestrzeni i docierające do ciał niebieskich.

      Usuń
    34. 2
      Eno stary piszesz coś o energii rozproszonej i chaotycznej, którą Tesla chciał zgromadzić w uporządkowaną-weź przestań. najbardziej uporządkowaną energią docierającą do nas z przestrzeni jest właśnie ENERGIA FAL ELEKTROMAGNETYCZNYCH, które maja tendencję do samo synchronizacji, łączenia się, wzmacniania, znoszenia itd. To są zjawiska stricte uporządkowane w harmoniczny sposób i o jakimś nieuporządkowanym chaosie mowy nie ma.
      A energia próżni to wymysł schizofreników i dezinformatorów podłapywany przez ludzi o skłonnościach do fantazji ubranej w formułki i błędnie interpretowane widoczne zjawiska. Żadne tam fluktuacje kwantowe tak pięknie i naukowo brzmiące pojęcie nie są żadnym tam dowodem na istnienie energii jakieś tam próżni. Bzdura wierutna i nie wciągaj mnie w te dysputy o tym bo to dla mnie nie jest nauka tylko bełkot.
      Jeszcze raz powtarzam fale elektromagnetyczne same w sobie niosą potencjał elektryczny i to on odpowiada za to co nauka postrzega jako ciemną energię czy energię próżni. A, że fale te mają różne potencjały i w różnych miejscach wszechświata wchodzą ze sobą nierównomiernie we wzajemne interakcje to i mamy do czynienia z obserwowalnymi fluktuacjami promieniowania tła kosmicznego. Proste, logiczne i dla mnie oczywiste.

      Kwestia półpłynności słońca w jego jądrze jest nawet oczywista. napisałem, że jądro może być stałe, ale nie koniecznie. W każdym razie na pewno według mnie patrzącego okiem Demokryta słońce nie może być gazową kulą.
      Zgadzam się, że płynna gazowa otoczka słońca fotosfera może i musi mieć jak woda na Ziemi tendencję do formowania się w dokładniejszą kulistość niż stałe lądy. Nie oznacza to, że różnice poziomów płynnej otoczki słońca jeśli było by ono gazową kula musiały by być znacznie większe niżby fotosfera była cienka warstwą na wzór atmosfery na Ziemi. Dla tego faktycznie nie obserwując tak znaczących różnic w poziomie zgadzam się, że fotosfera to cienka otoczka pod, którą musi być coś znacznie gęstszego i bardziej stałego jak być może półpłynna magma składająca się z najcięższych pierwiastków.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń