Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wal Thornhill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wal Thornhill. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

Wenus nie jest bliźniaczką Ziemi

22 kwietnia 2006

Wenus nie wygląda wcale na bliźniaczkę Ziemi. Istnieje wiele substancjalnych różnic, ... różnice są tak duże, że ciekawi was, czy w ogóle można by wytworzyć bliźniaczkę Ziemi w jakimś innym układzie słonecznym, skoro nie można tego zrobić we własnym.

- S. Ross Taylor, Wenus, bliźniacza planeta?

Wizja artystyczna sondy Venus Express, orbitującej obecnie Wenus. Źródło: ESA.

Następujące wyjątki pochodzą z raportu Robina McKie, umieszczonego w czasopiśmie Observer 9 kwietnia:

W tym tygodniu europejski pojazd kosmiczny przybędzie na randkę z Wenus, naszym najbliższym planetarnym sąsiadem. Naukowcy mają nadzieję, że misja, mająca napięty budżet, ujawni, jak niepohamowane gazy cieplarniane mogą przemienić świat w piekło. Venus Express będzie studiować chmury kwasu, palące gorąco, przygniatająco gęstą atmosferę oraz huragany, aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego najbliższy sąsiad Ziemi stał się miejscem nieznośnego gorąca i trucizn. Wenus jest podobna do Ziemi pod względem rozmiaru i orbity, powiadział David Southwood, przewodniczący naukowy w ESA. Jednak na Wenus coś poszło nie tak. U nas nie. Chcemy się dowiedzieć, dlaczego Wenus stała się naszą diaboliczną bliźniaczką.
Wenus i Ziemia są niemal identyczne pod względem wielkości. W dodatku obie okrążają Słońce wewnątrz strefy Złotowłosej - obszaru przestrzeni kosmicznej, w którym temperatura nie jest za niska ani zbyt wysoka dla rozwoju życia. Innymi słowy Wenus powinna stanowić idealną planetarną nieruchomość. Tymczasem jest najbardziej niegościnnym miejscem w Układzie Słonecznym. (...) Naukowcy uświadomili sobie teraz, że główny problem planety, z ludzkiego punktu widzenia, leży w efekcie cieplarnianym. Cienka atmosfera Wenus więzi słoneczne promieniowanie i ogrzewa świat do punktu wrzenia. Perspektywy odnalezienia na niej życia są, jak się łatwo spodziewać, znikomo małe, i zapał astronomów osłabł.

Komentarz: Nauka bazuje na dowodach. Niemniej nasze wierzenia filtrują to, co jest akceptowalne jako dowód. Naukowcy zaangażowani w misję, wnieśli do niej szereg niezachwianych wierzeń i założeń, które od początku ich narażają na porażki. Ich zapał w studiowaniu Wenus przyniósłby efekty przy szerszym spojrzeniu. Pierwsze założenie stało się idée fixe: że Wenus jest bliźniaczką Ziemi - że mają ten sam wiek i podobną historię. To niedowiedzione pojęcie stało się 'faktem' przez jednomyślność i nieustanne powtarzanie. Astronom A. Axel Firsoff zauważył:

moja obserwacja jest taka, że większość tego, co Thomas Kuhn nazwał normalną nauką jest zdegenerowane do bezmyślnego wspierania ortodoksji i tak zwanej jednomyślnej opinii, która jest procesem powtarzania przez jednego naukowca tego, co powiedział inny, i jest rodzajem lustrzanej regresji strachu przed wypadnięciem wraz z kolegami. Na koniec nikt się nawet nie domyśla, jak powstała ta jednomyślność, ale wszystko, co poza nią wykracza, jest bezlitośnie tłumione.

Jednakże, większość wielkich odkryć w historii miało miejsce dzięki indywidualnemu złamaniu jednomyślności. W 1950, lata przed erą kosmiczną, Immanuel Welikowski doszedł na podstawie swoich szerokich, interdyscyplinarnych badań do wniosku, że planeta Wenus została zapamiętana od początków cywilizacji jako jasne ciało kometarne. W swoim bestsellerze, Światy w zderzeniu:

Nocna strona Wenus promieniuje ciepłem, ponieważ Wenus jest gorąca. Odbijające, absorbujące, izolujące i przewodzące właściwości warstwy chmur na Wenus zmieniają efekt ogrzewania przez Słońce, jednak u podstawy problemu leży fakt: Wenus wydziela ciepło.

Mamy tutaj dwa cenione wierzenia, które na końcu zostały zburzone: że coś wielkości planety może być kometą, oraz, że Wenus miała niedawno inną orbitę. Welikowski został bezlitośnie stłumiony. Chociaż późniejsze odkrycia przy pomocy sond kosmicznych potwierdziły jego konkluzje, nie miało to wpływu na jednomyślną opinię.

Astronomowie minimalizowali wagę twierdzeń Welikowskiego, lub po prostu zwalali je na szczęśliwy traf, aczkolwiek zauważono, że Welikowski miał znaczącą listę potwierdzonych przewidywań przy braku porażek. Odkrycie, że Wenus była niemal czerwona z gorąca zmusiła naukowców do szukania wyjaśnienia. Efektem dociekań był wzmocniony lub galopujący efekt cieplarniany. Rupert Wildt pierwotnie zaproponował teorię efektu cieplarnianego ponad 60 lat temu. Przewidział, że wenus byłaby cieplejsza od Ziemi o kilkadziesiąt stopni Celsjusza, ze względu na więzienie promieniowania podczerwonego w dolnej atmosferze planety. Po tym, jak sondy Venera i Mariner pokazały, jak niepodobne do ziemskich są temperatury na Wenus, Car Sagan zaproponował w 1960 roku wzmocniony efekt cieplarniany. Następnie S. I. Rasool i C. de Bergh w 19070 zapostulowali galopujący efekt cieplarniany. Zdaniem Jamesa Pollacka, aby wzmocniony efekt cieplarniany mógł mieć miejsce, oprócz 96% dwutlenku węgla, w chmurach Wenus musiałoby być 0,1% pary wodnej, 0,02% dwutlenku siarki i trochę niesprecyzowanych cząstek absorbujących ciepło.

Faktem jest, że Wenus jest niepodobna do Ziemi. Jak powiedział dr Ross Taylor, Wenus wcale nie jest naszą bliźniaczką. Nie pasuje to po prostu do jednomyślnego spojrzenia. A jeżeli przekonanie o bliźniaczości jest chybione, to wówczas teoria o wspólnym pochodzeniu jest wątpliwa. A co, jeśli idea spokojnej historii Układu Słonecznego jest zaledwie wygodną fikcją? nie możemy założyć, że Ziemia i Wenus narodziły się w tym samym czasie, ani, że współistniały ze sobą w pokoju, znajdując się tam, gdzie je teraz widzimy. Nie możemy mieć pewności, co w przeszłości robiło Słońce. Różnice pomiędzy dwiema planetami nie mogą być przypisywane małym przyczynom, przechodzącym stopniowo w duży efekt na przestrzeni eonów lat. Jest to fajna opowieść, jednak jest to też nieprawdopodobne, życzeniowe myślenie. Przedziały czasu rzędu miliardów lat apelują do fotelowych teoretyków i twórców modeli komputerowych, którzy mogą ekstrapolować obecne warunki wstecz w czasie - wprowadzając osłabienie naukowego rygoru. Osłabienie to wynika z ignorowania przez teoretyków i twórców modeli wiedzy pochodzącej od ekspertów w dziedzinie orbit, że wiele ciał w Układzie Słonecznym narażonych jest na ruch chaotyczny - jeśli brać pod uwagę tyko grawitację.

To z kolei usuwa grunt spod drugiego założenia - że znamy pochodzenie i historię Układu Słonecznego. Oczywiście mamy przegadaną i pozbawioną podstaw teorię, brzmiącą przekonująco dzięki ciągłemu powtarzaniu jej jako faktu. Teoria ta ignoruje jednak wiele niewygodnych faktów i trudności. Nie jest w stanie wyjaśnić niezliczonych różnic pomiędzy planetami. Nie mamy dowodów na to, że Wenus powstała w tym samym czasie, co Ziemia, ani też, że te dwie planety zawsze zajmowały tą samą orbitę. W swojej pysze postanowiliśmy zignorować obsesję wczesnej ludzkości na punkcie dziwnego zachowania się planet. Okazuje się, że planeta Wenus była archetypową kometą. Była nadnaturalnym zionącym ogniem smokiem na niebie. Fakty te są po prostu ignorowane przez współczesną naukę. Jednak gdy pozwolimy przemówić ludzkim świadectwom na temat planet, okaże się, że Wenus ma nieco inną historię, niż Ziemia. Porównanie z Ziemią prowadzi donikąd. Nic nie poszło źle na Wenus, a poszło dobrze u nas, na Ziemi. Te dwie planety są w różnym wieku i są tylko pobieżnie spokrewnione. Ze studiów nad Wenus nie wypływa dla nas żadna wiadomość o wyimaginowanej ewolucji naszego klimatu w cieplarnię.

To prowadzi nas do założenia, że wewnętrzne ciepło Wenus spowodowane jest efektem cieplarnianym. może tak być tylko wtedy, jeśli zignorujemy wszystko, co wiemy na temat cieplarni. Dwutlenek węgla w atmosferze Wenus, który odpowiadałby za najbardziej rozdmuchany efekt cieplarniany, może odpowiadać tylko za część ciepła, a rozważane są obecnie dowody na inne jego źródło potwierdził Richard Kerr w magazynie Science w 1980. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Teoria efektu cieplarnianego nie wyjaśnia nawet temperatury powierzchniowej od równika do biegunów: ciśnienie atmosferyczne i temperatura są w większości atmosfery Wenus (99%) niemal wszędzie identyczne - zarówno na równiku, na średnich szerokościach oraz po stronie dziennej tak samo, jak nocnej. Oznacza to, że mechanizm pogodowy Wenus jest bardzo efektywny w szybkim rozprowadzaniu ciepła. sugerowało NASA News w kwietniu 1979 roku. Firsoff wskazał błąd w ostatnim zdaniu:

Jeżeli gwałtowna cyrkulacja (atmosfery) wygładzałaby różnice temperatur, to, po pierwsze, sama by zanikła, a po drugie, efekt nie może być własną przyczyną. Zatem pozostajemy z nierozwiązaną sprzecznością.

W kolejnej swojej pracy Firsoff argumentuje, że wysokie albedo Wenus skutkuje mniejszą absorpcją energii słonecznej, niż to ma miejsce w przypadku bardziej przejrzystej atmosfery ziemskiej.

Zwiększani masy atmosfery może zwiększać też efekt cieplarniany, jednak musi również zredukować ilość energii słonecznej, docierającej do powierzchni, podczas, gdy cała energia musi zostać rozłożona na znacznie większą masę i objętość. Faktycznie, gdyby atmosfera Wenus stanowiła 75 mas powietrza, jak zakładają Rasool i de Bergh, ilość energii słonecznej na jednostkę masy wynosiłaby 0,01 tego, co jest dostępne na Ziemi. Taka atmosfera byłaby porównywalna z naszymi morzami i pozostawałaby kamiennie chłodna, chyba, że wewnętrzne źródło ciepła Wenus byłoby w stanie utrzymać ją w temperaturze odpowiadającej emisjom mikrofalowym.

Niezwykle wysoka temperatura Wenus była przypuszczalnie jednym z najbardziej wybitnych i prawidłowych przewidywań Welikowskiego. W swoim Wyzwaniu dla konwencjonalnego spojrzenia w nauce, pokazanego w sympozjum Wyzwanie Welikowskiego dla nauki, w San Francisco 25 lutego 1974, pod auspicjami Amerykańskiego Stowarzyszenia Zaawansowanej Nauki, Welikowski powiedział:

Mogę nawet spowodować opóźnienie w rozwoju nauki, powodując przylgnięcie pewnych oponentów do swoich nieakceptowalnych pomysłów tylko dlatego, że przeczą one Welikowskiemu - jak zupełnie niepoparta hipoteza o efekcie cieplarnianym, powodującym ciepło na Wenus, nawet mimo złamania drugiego prawa termodynamiki.

Drugie prawo termodynamiki jest ogólną zasadą opisującą kierunek transferu ciepła. Aby zachować wysoką temperaturę powierzchni, nie powinien istnieć przepływ ciepła przez atmosferę. Jednakże, gdy sondy Pioneer Wenus zmierzyły ilość wyemitowanej energii, przechodzącej przez atmosferę, każda mierzyła więcej energii emitowanej z dolnej atmosfery, niż docierało do niej energii słonecznej. Jakby tego było mało, strona nocna okazała się 2k [?] cieplejsza, niż dzienna. Rosyjskie sondy Vega 1 & 2 również zanotowały strumień promieniowania ku górze. Odkrycia te pokazują, że powierzchnia Wenus jest gorąca i wciąż stygnie.

Welikowski może przeceniać swój przypadek (i błędnie powstały kontekst historyczny), bazując na starożytnych doniesieniach na temat Wenus jasno rozżarzonej jak Słońce. Jasność ta, podobnie, jak słoneczna, mogła mieć głównie pochodzenie elektryczne. Ciemne jak węgiel jądra komet są znane z gwiazdopodobnego świecenia, gdy się silnie rozładowują. Aczkolwiek potężne prądy elektryczne, płynące w skorupie kometarnej Wenus, bardzo efektywnie produkowałyby ciepło przy powierzchni.


To bardzo denerwujące, że nie rozumiemy klimatu na planetach tak bardzo podobnych do Ziemi powiedział profesor Fred Taylor, planetolog na Uniwersytecie Oksfordzkim i jeden z głównych doradców ESA dla misji Wenus Express. Mówi nam to, że tak na prawdę nie rozumiemy Ziemi. Zostaliśmy z wieloma tajemnicami.

Komentarz: Wypowiedź Taylora jest odświerzająco szczera. Jednak takie przyznawanie się do ignorancji przez astronomów i planetologów wydaje się nigdy nie prowadzić do zakwestionowania podstawowych założeń teoretycznych. Na przykład, najgwałtowniejsze wiary w Układzie Słonecznym odnaleziono na najdalszej od Słońca planecie - Neptunie. Oznacza to, że energią napędzającą pogodę nie jest po prostu promieniowanie cieplne ze Słońca. Oczywiście, wprowadza się wewnętrzne źródło ciepła. Nie tłumaczy to jednak huraganowych wiatrów w górnej atmosferze. Na Wenus, wiatry powierzchniowe są wolniejsze od piechura. Jednakże wiatry w górnej atmosferze okrążają planetę w cztery dni, podczas, gdy planeta obraca się wstecz co 243 dni. Taka atmosferyczna super-rotacja jest zagadką. Mówi nam to, że ni rozumiemy pogody na żadnej z planet. W rzeczy samej, powinno to przystopować osoby utrzymujące, iż wiedzą, że globalne ocieplenie na Ziemi jest faktem i spowodowane zostało przez ludzi.

Niedawno pojawiły się jednak takie łamigłówki. Przez historię, Wenus uchodziła za niebiańskie wcielenie bóstwa, co ciekawe, rodzaju żeńskiego. Na przykład Babilończycy, starożytni Grecy i Rzymianie łączyli ją z boginią miłości. Okazało się później, że Wenus jest planetą, jedną z tych, o których zakładano, że jest bardziej lub mniej podobna do Ziemi. Tylko jej permanentne zachmurzenie powstrzymywało astronomów przed przyjrzeniem się bliżej szczegółom tego podobieństwa. Nawet w latach 50-tych popularne książki naukowe przedstawiały mglisty świat z pustyniami, bagnami lub paprociami. Kilka co bardziej rozfantazjowanych wersji przedstawiało dinozauro-podobne stworzenia w tle.

Potem Wenus odwiedziła pierwsza sonda kosmiczna, zbudowana przez Rosjan i Amerykanów, która wysłała na Ziemię dane osłupiające astronomów. Planetarna atmosfera okazała się niewiarygodnie gorąca, i praktycznie bez tlenu. Rosjanie próbowali wylądować na planecie sondami. Wszystkie zostały zmiażdżone ogromnym ciśnieniem. Na Ziemi, ciśnienie atmosferyczne wynosi tonę na stopę kwadratową. powiedział Taylor. Na Wenus Na Wenus wynosi ono 100 ton.

Okazało się również, że na powierzchni siostry Ziemi występują temperatury rzędu 450°C, i pokrywają ją grube chmury z kwasu siarkowego. Jak wizja Hadesu, trudno byłoby ją pokonać. Ponadto naukowcy stwierdzili, że dzień na Wenus - czas, w którym planeta dokonuje pełnego obrotu - wynosi 243 dni ziemskie. Dla kontrastu, wenusjański rok - czas obrotu planety wokół Słońca - wynosi zaledwie 225 dni ziemskich. Zatem na Wenus dzień jest dłuższy od roku. Planeta obraca się również wokół osi w kierunku odwrotnym, niż Ziemia, zatem Słońce, o ile byłoby to widać przez styksowy mrok pod ciężkimi chmurami, wschodziłoby na zachodzie a zachodziło na wschodzie.

Komentarz: Ten recital nieziemskich cech Wenus powinien być wystarczający do odrzucenia wszelkich pomysłów, jakoby miała być ona bliźniaczka Ziemi. Natychmiastowe, klasyczne referencje bogini ukazują ignorancję i lekceważenie starożytnych opowieści o planetarnych bogach przez astronomów. To jest ten upadek, który pozwolił bezczelnie wejść Welikowskiemu do ich uświęconych sal przez wejście, którego nigdy nie zauważyli. Starożytne opowieści o planetach nigdy dotąd nie były analizowane krytycznie bądź sądowo. Doprowadziło to astronomów teoretyków do założenia, że planety zawsze poruszały się jak w zegarku, oraz do potraktowania wczesnych doniesień o planetarnych bogach oraz ich niebiańskiej władzy jako fantazji.

Wskazówką do żeńskiego atrybutu Wenus było odnalezienie w opisach planety wzmianek o długich, falujących włosach. Wenus opisywano jako włochatą gwiazdę, dymiącą gwiazdę i zdumiewający cud na niebie. Jest zatem znaczące, że jednym z pierwszych odkryć ery kosmicznej był kometarny warkocz magnetyczny, w formie niewidocznych sznurkowatych struktur, lub plazmowych włókien prądowych, rozciągających się do orbity Ziemi. Moc przyłożona dziś do tych włókien spowodowałaby ich świecenie, a Wenus stałaby się niezwykłą kometarną formacją na niebie. Dowody pokazują, że Wenus była w pamięci ludzkości kometą. Zatem Układ Słoneczny musiał mieć znacznie bardziej dynamiczną historię, niż kiedyś tam, dawno, dawno temu. Nie powinniśmy też zapominać ambiwalentnego podejścia starożytnych do Wenus. Nie była ona tylko piękną boginią miłości, lecz jej alter ego była Meduza Gorgona, ze swoimi (kometarnymi) włosami wijących się węży, o paraliżującym obliczu. Była również demoniczną wiedźmą, jadącej na miotle (komecie) przez niebo.

Jak planeta może być kometą? Odpowiedź jest prosta, gdy tylko uświadomimy sobie, że kometa jest plazmowym wyładowaniem elektrycznym, niezależnym od wielkości jądra. W XIX wieku astronomowie wierzyli, że kosmos jest próżnią, która nie może przenosić prądów elektrycznych. W erze kosmicznej okazało się, że kosmos nie jest pusty, lecz wypełnia go przewodząca elektryczność plazma. Argument został więc odwrócony: ponieważ plazma jest przewodnikiem niemal doskonałym, nie mogą w niej powstać różnice potencjałów. Taki naiwny pogląd trwa do dziś.

Jednakże pionierzy badający plazmę wiedzieli, na przykład, że ujemnie naładowane ciało, otoczone rozproszoną, obojętną plazmą, przyciągnie do siebie dodatnio naładowane cząstki, pozostawiając na zewnątrz otoczkę z cząstek ujemnych. Pole elektryczne między nimi formuje stabilną warstwę podwójną, w której znajduje się największy spadek napięcia pomiędzy ciałem a plazmą kosmiczną. Warstwa podwójna służy za izolator lub plazmosferę, gwarantując brak oddziaływań elektrycznych z innymi ciałami, dopóki ich otoczki się nie zetkną. Planetarne magnetosfery są w istocie kometarnymi plazmosferami, więżącymi wewnątrz pole magnetyczne. Słońce również znajduje się wewnątrz swojej plazmosfery. Wewnątrz każdej plazmosfery pole elektryczne jest słabe, jednak każde ciało o wydłużonej orbicie, zbliżając się lub oddalając od Słońca, napotyka gwałtowne zmiany woltażu plazmy. Komety reagują na to wyładowaniem w formie plazmosferycznego żarzenia i dżetów katodowych (nie ma dotąd sensownego wyjaśnienia dżetów kometarnych czy ich dużej komy). Dżety odchylają się od Słońca, tworząc znane wszystkim warkocze.

W elektrycznym modelu Układu Słonecznego, każde ciało o dostatecznie wydłużonej orbicie wokół Słońca będzie wykazywało cechy komety. Aby starożytni mogli postrzegać Wenus jako zagrażającą Ziemi kometę, musiała mieć ona wysłużoną orbitę, pozwalającą na zbliżenie się. Wyładowania elektryczne podgrzewały skorupę planety, i tworzyły włókniste szramy wokół. Błyskawica, mająca miejsce w gazie o wysokim ciśnieniu, powoduje włókniste figury Lichtenberga. W warunkach niskiego ciśnienia bardziej powszechne jest powstawanie kraterów - jak to widać chociażby na Księżycu. Brak kraterów na Wenus doprowadził naukowców do wniosku, że jej powierzchnia jest jeszcze bardzo młoda. Gdyby Wenus była tak stara, jak Ziemia, potrzeba by było niedawnej aktywności wulkanicznej, która przeobraziłaby całą skorupę Wenus.

Takie nieprawdopodobne i wprowadzone ad hoc zdarzenie jest niepotrzebne w modelu elektrycznym. Powstająca kosmologia plazmowa i elektryczny wszechświat dostarczają mechanizmu, dzięki któremu skaliste planety, takie jak Wenus, są wyrzucane z rdzenia gwiazdy karłowatej lub gazowego giganta, podlegającym silnemu stresowi elektrycznemu i dynamicznemu. Świeżo narodzona planeta gwałtowanie rozładowuje się do rodzica lub nowego elektrycznego otoczenia. Wenus jest świeżo narodzoną planetą, której ciężka atmosfera wciąż rozprasza nabyte przed narodzinami ciepło. Jej skorupa nagrzewała się również elektrycznie podczas spotkań z plazmosferami innych planet oraz podczas wymiany energii orbitalnej w polu elektrycznym Słońca.

Z wielkim zainteresowaniem przyglądamy się zatem danym napływającym z sondy Wenus Express. Już na pierwszych fotografiach odnaleźliśmy potwierdzenia naszych przewidywań. 5 lutego 2005, wyjaśniając tajemniczy wir polarny na biegunie północnym Wenus, napisałem:

... powinniśmy spodziewać się dowodów na konfigurację skręconych par [prądów Birkelanda] na biegunach Wenus, jeżeli prąd jest dostatecznie silny a model jest poprawny.
Polarny dipol Wenus wykazuje dokładnie taką konfigurację, i ruch par prądów Birkelanda jak w eksperymentach z wyładowaniami plazmowymi. Obejmuje to otaczający spiralny wir.

Profesor Taylor napisał wcześniej o północnym wirze Wenus:

brak sensownych teorii, które można by przetestować, lub, w tym przypadku, brak jakiejkolwiek teorii, pozostawia nas pełnych wątpliwości wobec naszej zdolności do zrozumienia nawet najbardziej typowych zjawisk w cyrkulacji atmosferycznej planet.

Naukowcy nie mają zatem żadnego powodu, poza zachowaniem symetrii, aby spodziewać się podobnego wiru na biegunie południowym Wenus.

Źródło: ESA/INAF-IASF, Rome, Italy, praz Observatoire de Paris.

Naukowców misji zaintrygowała już ciemna wirowa struktura, dobrze widoczna na jednym ze zdjęć. Kompozytowy obraz z VIRTIS w fałszywych kolorach pokazywał po lewej dzienną stronę Wenus, a jasną po prawej, w skali 50 km na piksel. Strona dzienna jest kompozytem zrobionym przy użyciu filtra częstotliwości, i pokazuje głównie światło słoneczne, odbite od wierzchu chmur w dół do wysokości ok 65 km nad powierzchnią. Bardziej spektakularna strona nocna, pokazana w czerwonawych fałszywych kolorach, jest obrazem przepuszczonym przez filtr podczerwieni o długości fali 1,7 mikronów. Pokazuje głównie dynamiczne, spiralne struktury chmur w dolnej atmosferze, na wysokości około 55 km. Ciemniejsze regiony odpowiadają grubszym chmurom, natomiast jasne - cieńszym, pozwalającym na przedostawanie się spod spodu obserwowanego ciepła.

Powyższy diagram pokazuje główne charakterystyki dipola na biegunie północnym Wenus. Średnica pierścienia wynosi 5000 km. Źródło: F. W. Taylor. Obraz kompozytowy: W. Thornhill.

Zespół naukowy Venus Express powiedział, że pragną oni dowiedzieć się, jak te wiry pozostają stabilne i skąd biorą energię. Tu dochodzimy do sedna problemu, co napędza rotującą szybko górną atmosferę Venus. Tak więc przytaczam tutaj, z poszerzeniami, kilka z moich komentarzy z artykułu z 5 lutego 2005.

Wenus, co widać po jej kometarnej magnetosferze, ciągle silnie wyładowuje do plazmy słonecznej. Wzmocnione emisje podczerwone, widziane z dipola polarnego, biorą się z rozpraszania energii elektrycznej w górnej atmosferze Wenus. Polarny dipol ma zmienną prędkość rotacji, zmienia się również jego oś rotacji względem planety. Zarejestrowano, że potrafiła się ona przesunąć z bieguna o 500 km w ciągu jednego dnia, i równie szybko powrócić. Zmienna natura prądu docierającego do Wenus poprzez Słońce, oraz wicie się prądów Birkelanda wyjaśniają oba te zjawiska.

Szczególnie interesujące są widziane czasami liniowe włókna łączące przeciwne strony gorących plam. Taylor pisze:

Jest to zupełnie niemożliwe, nawet przy kompletnej samowoli, aby zacząć spekulować w dowolnym szczególe nad mechanizmem powodującym tak ciekawy efekt.

W elektrycznym wszechświecie odpowiedź jest prosta. Są to struktury widziane w symulacjach zachowania się dwóch zbliżających się prądów Birkelanda, gdzie plazma zostaje uwięziona w eliptycznym rdzeniu pomiędzy nimi.

Galaktyki spiralne są największymi przykładami wyładowania plazmowego we Wszechświecie. Dipol polarny na Wenus wykazuje taką samą morfologię jak wczesne stadia rozwoju galaktyki spiralnej, rozwijającej się z dwóch międzygalaktycznych prądów Birkelanda. Obejmuje to włókniste połączenia pomiędzy dwoma prądowymi gorącymi plamami, w sposób widoczny na Wenus. Niezmierna skalowalność plazmy zezwala na takie porównanie.


Raport konkluduje:

Bez odpowiedzi pozostaje jeszcze szereg kuszących pytań, dotyczących naszej osobliwej sąsiadki. W miarę jak technologia postępowała, opracowano instrumenty, mogące pobrać próbki z planety poprzez jej grubą pokrywę chmur.Można o tym myśleć, jak o misji powrotu do Zapomnianej Planety dodaje McCoy. Wracamy, aby znaleźć odpowiedzi, które są dziś dla Ziemi znacznie istotniejsze, niż 30 lat temu.
W szczególności, naukowcy chcą zrozumieć, jak Wenus stała się ofiarą efektu cieplarnianego. Wenus jest królową cieplarni. powiedział Dimitri Titow, naukowiec misji Venus Express. Na Ziemi atmosfera więzi niewiele ciepła, zapewniając wygodne warunki. Poranek na Ziemi byłby mroźnym zimnem, gdyby nie nasz własny efekt cieplarniany, dodający do średniej temperatury około 40°C. Na Wenus jednak dodaje ich kilkaset.
Nie chodzi tu po prostu o to, że nasza kapryśna siostra otrzymuje więcej energii od Słońca. Co prawda jest bliżej, ale różnica energii nie jest tak duża. W grę wchodzi coś innego, a oczywistym kandydatem jest dwutlenek węgla. Gruba atmosfera Wenus jest niemal w całości złożona z CO2, o którym wiadomo, że bardzo efektywnie więzi i utrzymuje ciepło ze Słońca. Dlatego do Ziemi zbliża się kryzys klimatyczny, jako, że powodowane przez człowieka emisje zbierają się w naszej atmosferze.

Komentarz: Jak wcześniej widzieliśmy, dwutlenek węgla jest niewystarczający do podniesienia temperatury Wenus do poziomu płynnego ołowiu. Argument ten nie może być użyty do sugerowania zbliżania się kryzysu klimatycznego na Ziemi. To Słońce, w swoich odpowiedziach na lokalne środowisko elektryczne galaktyki, kontroluje nasz klimat. W porównaniu z nim, aktywność człowieka na Ziemi jest zaniedbywalna.

Ale dlaczego Wenus ma tak dużo dwutlenku węgla? Odpowiedzią może być utrata wody w odległej przeszłości. powiedział Taylor. Na ziemi jest on absorbowany przez oceany, gdzie formuje węglanowe minerały i przez milenia staje się skałą. Proces ten został na Wenus wcześnie zatrzymany, gdy straciła ona swoje oceany. Innymi słowy to nie Wenus, ale Ziemia się zmieniła. Miliardy lat temu obie miały grubą atmosferę dwutlenku węgla, lecz dzięki naszym oceanom, straciliśmy go. Wenus - bez oceanów - go zachowała. Nie powinniśmy być zbytnio zadowoleni. mówi Taylor. W miarę, jak temperatura wzrasta, oceany mogą absorbować coraz mnij dwutlenku węgla. Wkrótce będą go absorbowały mniej, i w końcu mogą go zacząć oddawać. Będzie to miało bardzo poważny wpływ na naszą planetę.

Komentarz: Mamy tu założenie oparte na założeniu, konkludujące do wniosku, który jest kompletnie nieuzasadniony. Konwencjonalne teorie na temat obu planet są zupełnie spekulatywne. Z drugiej strony, zobaczmy Tytan - Kamień z Rozetty dla wczesnej Ziemi? dla przyjrzenia się niedawnej historii obu planet.

Kluczowa teoria, tłumacząca brak wody na Wenus - będąca do przetestowania przez Venus Express - koncentruje się na pomyśle, że górna atmosfera planety ładowana jest przez burze słoneczne. Bez pola magnetycznego, chroniącego Ziemię przed cząstkami słonecznymi, para wodna została utracona w przestrzeni kosmicznej. Oceany planety wyschły.

Komentarz: Odpowiedziałem na to pytanie (dlaczego Wenus nie ma dużo wody?) w Cassini - powrót do domu w czerwcu 2004:

Przy porównywaniu musimy zdawać sobie sprawę, że atmosfera Wenus jest ciągle poddawana elektrycznej aktywności wyładowań z powierzchni. Zwiększa to ilość dwutlenku węgla kosztem azotu i pary wodnej. Naukowcy myślą, że większość wody na Wenus rozłożyła się na wodór i tlen z czego wodór ulotnił się w przestrzeń. Ale jeśli tak, to gdzie się podział tlen? Cztery sondy Pioneer nie odnalazły go w atmosferze. Odpowiedzią jest, że połączył się z węglem, tworząc ciężką atmosferę z dwutlenku węgla. Proces, jaki przewiduję, wygląda następująco:
Wenus przypuszczalnie zaczynała z atmosferą podobną do Tytana i Ziemi, w której dominował azot, i było więcej wody. Sugeruje to, że Saturn posiada azot w głębszych warstwach. Lód w pierścieniach i księżycach Saturna, a także ogromne ilości wody na Ziemi wskazują również na wodę w Saturnie. Na powierzchni Wenus, molekuły azotu zostały przekształcone w dwutlenek węgla dzięki katalitycznej reakcji jądrowej, z obecnością rozgrzanego do czerwoności żelaza. Wybitny francuski chemik, Louis Kervran, odkrył tą zadziwiającą transformację, badając spawaczy zatrutych tlenkiem węgla. Tlenek węgla reaguje na gorącej powierzchni Wenus z parą wodną, tworząc dwutlenek węgla i wodór. Jest to dobrze znany przemysłowy proces. Wodór uciekł z Wenus. Proces ten wyjaśnia dziwaczne odkrycie, dokonane przez lądowniki, że koncentracja pary wodnej spadała wraz ze zmniejszającą się wysokością. Czysto chemiczne podejście do zagadki atmosfery Wenus nie wydaje się działać.

Znowu raport:

Tu pojawia się pytanie o chmury z kwasu siarkowego. Wyjaśnienie ich zabiera więcej czasu, chociaż znowu naukowcy wierzą, że mają odpowiedzi. Wenus jest prawdopodobnie wysoce wulkaniczna, i jest często dręczona wielkimi erupcjami, które uwalniają od atmosfery duże ilości materiału, z siarką jako kluczowym składnikiem. Wymieszana z innymi gazami, opada jako kwaśna mżawka.
Widzimy wulkany na Wenus dzięki zdjęciom radarowym, wysłanym przez poprzednie sondy. powiedział Taylor. Nie pokazują one jednak, czy wydobywa się z nich popiół, lub spływa lawa, więc nie wiemy, czy są aktywne. Niemniej jednak detektor podczerwieni na Venus Express pokaże takie rzeczy. Będziemy mogli rozpocząć poznawanie wenusjańskich wulkanów i wewnętrznej struktury planety. W końcu, jednak, dominującym zajęciem misji będzie galopujący efekt cieplarniany.

Komentarz: Większość wulkanów na Wenus to szramy elektryczne. To może być przyczyną, dla której radar orbitera Magellan nie zarejestrował wyraźnych wypływów lawy. Stały spadek poziomu dwutlenku siarki, zarejestrowany przez próbnik Pioneer na przestrzeni szeregu lat, mógł być spowodowany niedawną ogromną erupcją wulkaniczną. Ale możliwe jest również, że przy powierzchni Wenus ma miejsce prosta reakcja jądrowa, powodująca fuzję dwóch atomów tlenu w cząsteczce tlenu w atom siarki. Jest to proces zachodzący obecnie na Io. Tak czy inaczej, wulkany są efektem wyładowania elektrycznego, więc ich obecność nie będzie mogła służyć za rozstrzygające kryterium za lub przeciw elektrycznemu modelowi Wenus.

Misja Apollo miała ogromny wpływ na ludzi w latach 60-tych. powiedział Taylor. Po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć Ziemię z odległego kosmosu. Powinniście zobaczyć, jaka jest mała i skończona.
Teraz podobny wpływ na publiczną wyobraźnię powinna mieć Wenus. dodaje. Zamierzamy zobaczyć - graficznie - co się dzieje, gdy efekt cieplarniany wymknie się spod kontroli. Powinno to obchodzić wiele umysłów.

Komentarz: Trudno sobie wyobrazić, jakie dowody byłyby zaakceptowane do sfalsyfikowania wierzeń w konwencjonalną historię Układu Słonecznego, zamiast wejścia innego gwiezdnego karła do środowiska elektrycznego Słońca. Dobra teoria naukowa musi posiadać konkretne, sprawdzalne przewidywania. Tym lepiej, jeżeli twierdzenia te są niezwykłe. Prawie każda sonda jest wysyłana z obietnicami, że odkryje sekrety Układu Słonecznego. Jak dotąd astronomowie zawsze byli zaskoczeni swoimi odkryciami. Mgławicowa teoria Układu Słonecznego okazała się beznadziejnie nieprzewidująca. W tych warunkach naukowe i racjonalne podejście powinno skłonić do zakwestionowania założeń teorii i rozważenia alternatyw. Nie uczyniono tego. Wychodzi na to, że mamy do czynienia z irracjonalnymi wierzeniami. Jak biblijna egzegza, tekst pozostał nietknięty, lecz interpretację zmieniono tak, aby pasowała do nowych, niezgadzających się danych. A nie ma bardziej niezgodnych danych, niż wewnętrzne ciepło Wenus.

Wiara, że efekt cieplarniany odpowiada za wysoką temperaturę Wenus sprawia, że każdy wniosek będzie błędny. Wiara w bliźniaczość Wenus i Ziemi prowadzi do kontynuowania fikcyjnej historii obu planet. Obserwuję przebieg misji Venus Express, czekając na nowe dane, które zdmuchną dach cieplarni.


Wal Thornhill

Przetłumaczono z: Venus isn't our twin!

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

sobota, 14 marca 2015

Balon wzniósł się ponad błyskawicę!

W sierpniu 2001 w środkowo zachodnim USA wysłano ponad burze balon wysokościowy. Badacze wysłali balon, jak Ciemnego Jeźdźca z Tolkiena, jadącego w bezksiężycową noc, na poszukiwanie krasnoludków, gnomów i pierścieni elfów.

Ponad silnymi burzami, w kosmos wystrzeliwują gnomy, krasnoludki i elfy. Ich dziwaczne nazwy mogą odzwierciedlać fakt, że choć piloci linii lotniczych raportowali je, to przez wiele lat nie wierzono w ich istnienie.


Co zaskakujące, w latach 20-stych XX wieku, szkocki fizyk C. T. R. Wilson przewidział istnienie krótkich rozbłysków światła wysoko nad burzami elektrycznymi. Niemal 70 lat później, Bernard Vonnegut z SUNNY w Albany, zdał sobie sprawę, że dowody na przewidywania Wilsona - wówczas niepotwierdzone - mogą być dostarczone przez obrazowanie wideo górnej atmosfery ziemskiej, nagrywane przez astronautów na promach kosmicznych. Namówił Wiliama Boeck'a i Otha Vanghuan'a z NASA do poszukiwań. Ich badania zakończyły się sukcesem. Na spotkaniu Amerykańskiej Unii Geofizycznej w 1990, Boeck i Vanghuan zaprezentowali dowody na błyski w górnej atmosferze. Dowody innej natury nadeszły od Johna Wincklera i jego kolegów z Uniwersytetu w Minnesocie, którzy nieoczekiwanie zaobserwowali błyski na bezksiężycowym nocnym niebie nad Minnesotą w 1989.

Edgar Bering. Źródło: Bill Ashley, UH Media Center

David Sentman z Uniwersytetu Alaska Fairbanks dostarczył kilku bezpośrednich pomiarów rozbłysków zwanych krasnoludkami. Sentman wybrał dla czerwonych błysków nazwę krasnoludki, ponieważ widać je tylko kątem oka. Rozrzedzone powietrze mezosfery, gdzie się pojawiają, jest zbyt wysoko dla samolotów, a zbyt nisko dla satelitów, więc większość naszej wiedzy pochodzi ze światłoczułych kamer i sensorów elektromagnetycznych, umieszczonych w laboratoriach na szczytach gór. Prof. Edgar Bering, fizyk na Uniwersytecie w Houston w Teksasie, ostatnio to zmienił. Przewodzi on zespołowi National Scientific Balloon Facility z NASA, aby studiować krasnoludki przy pomocy balonów wysokościowych, wypuszczanych nad duże burze.


Adaptowane z Burzowy Jeździec, Harriet Wiliams, New Scientist wol. 172, Nnr 2321, 15 grudnia 2001

Po ponad dekadzie niezgody, fizycy atmosferyczni sądzą, że w końcu są blisko porozumienia co do tego, jak tworzą się krasnoludki. Balon Beringa oferuje jedną z pierwszych realnych szans na potwierdzenie ich teorii. (...) Mała ilość informacji, jaką posiadamy, prowadzi do modelu powstawania krasnoludków, z którym wielu w tym ścisłym gronie obecnie się zgadza. Zależą one od intensywnych, lecz krótkich pól elektrycznych, utworzonych w atmosferze przez wyładowanie pioruna.

Jak formują się krasnoludki

Chociaż większość błyskawic bierze początek w ujemnie naładowanym spodzie chmury burzowej, w przybliżeniu 1 na 5 uderzeń pioruna rozpoczyna się w dodatnio naładowanym czubku chmury. Skutkuje to energetycznym wyładowaniem między dodatnią chmurą a ziemią, w którym ładunek dodatni jest neutralizowany przez wznoszący się przepływ elektronów z gruntu. Ujemne ładunki, pozostałe w dolnej części chmury, tworzą coś, co polem pół-elektrostatycznym, intensywnym polem elektrycznym, rozciągającym się wysoko w atmosferę nad burzą.

Nie mam absolutnie wątpliwości mówi Umram Inan, dyrektor w Space, Telecommunications and Radioscience Lab w Stanford University. Krasnoludki powoduje pole QE (pół-elektrostatyczne).

Krasnoludki występują ponad poziomą (tak zwaną pająkowatą) błyskawicą w dolnej części górnej chmury warstwowej. Wielkie, poziome rozszerzenie błyskawicy pająkowej pokazuje rozmiar wielkiej warstwy ładunku, zasilającego dodatnie błyski przy ziemi. Takie błyski nie są z reguły widoczne w zwykłych, pojedynczych burzach.

Pozostaje inne pytanie bez odpowiedzi. Niezwykle gwałtowny początkowy wzrost krasnoludków nie jest dobrze poznany. Tak samo wyraźna asymetria pomiędzy liczbą krasnoludków produkowanych przez błyskawice ujemne, a tych powstałych w wyniku błyskawic dodatnich. Tylko dwa krasnoludki wyraźnie powiązano z błyskawicą ujemną z chmury do ziemi, podczas gdy liczba krasnoludków o zweryfikowanym powiązaniu z silniejszym wyładowaniem dodatnim z chmury do ziemi idzie w tysiące. Oczywistym jest, że jest sporo do nauki.

Krytyczny punkt przebicia powietrza zależy od gęstości. Na dużych wysokościach, około 75 km, gdzie gęstość powietrza jest niska, pole QE przekracza punkt krytyczny przebicia dla powietrza. Dochodzi do przebicia elektrycznego i molekuły, takie jak wodór i tlen, są jonizowane, uwalniając elektrony. Pod wpływem pola QE, wolne elektrony przyspieszają w górę, podczas gdy jony przyspieszają w dół, ku ziemi.

Loty balonu Edgara Beringa sugerują, że prądy odpowiedzialne za krasnoludki mogą nieść więcej energii, niż ktokolwiek się spodziewał. Poprzednie ustalenia wskazywały na około 3000 amperów. Dane Beringa wskazują na prawie 12 000 amperów. Nie wiadomo, czy ten potężny prąd może stanowić jakieś fizyczne zagrożenie dla kogokolwiek. Samoloty nie latają w mezosferze, ale krasnoludki mogą sięgać w dół aż do szczytów chmur. Bering sugeruje, że jest też całkiem możliwe, że krasnoludki mogą wpływać na pojazdy kosmiczne. Krasnoludki są głównymi podejrzanymi w sprawie niewyjaśnionej utraty balonu wysokościowego kilka lat temu.

Krasnoludki znikają niemal tak szybko, jak się pojawiają, w ciągu milisekund. Aczkolwiek uważa się, że pole QE trwa znacznie dłużej. Badacze naziemni mogą monitorować jego obecność przy pomocy odbiorników radiowych, gdyż pole wytwarza ciągły sygnał elektromagnetyczny na częstotliwościach od kilku herców do dziesiątek kiloherców. Sygnał ten utrzymuje się często na długo po zniknięciu krasnoludka, malejąc wraz z rozpraszaniem się ładunku w chmurze. Inan i jego koledzy twierdzą, że sygnał elektromagnetyczny jest sygnaturą pola QE.

Ale to, czego potrzebują naukowcy, to bezpośrednie pomiary pola elektrycznego. Co może być lepszego, niż informacje zebrane przez balon unoszący się wysoko nad chmurami?

Zespół przeszukał dane z balonu w poszukiwaniu sygnatury pola QE - pola elektromagnetycznego niskiej częstotliwości. Czekało ich jednak zaskoczenie. Instrumenty balonu nie zarejestrowały go. Badacze uświadomili sobie, że będący ich faworytem model formacji krasnoludków nie ma potwierdzenia w obserwacjach.

Wyniki ze stacji naziemnych sugerują, że gdy tylko nastąpi dodatnie wyładowanie, intensywność pola elektrycznego w mezosferze narasta jakieś dwie lub trzy milisekundy przed wyładowaniem krasnoludka. Opóźnienie to może być powiązane z przepływem prądu utworzonego przez błyskawicę, który podnosi wysokościowe pole elektryczne do poziomu wystarczającego na wyładowanie - mówi Victor Pasko, fizyk atmosferyczny z Uniwersytety Stanowego w Pensylwanii w Parku Uniwersyteckim. Wówczas, gdy tylko krasnoludek zaniknie, ładunki w chmurze zaczynają się rozpraszać lub rozpływać, a pole elektryczne, obserwowane z ziemi, powoli zanika w dziesiątkach milisekund.

Aczkolwiek dane z balonu rysują zupełnie inny obraz. Wynika z niego, że krasnoludki wytwarzane są przez nagły wybuch prądu, bez powolnego narastania pola elektrycznego. Szereg milisekund po uderzeniu dodatniego pioruna, sensory zarejestrowały nagły impuls płynącego w górę prądu. 300 mikrosekund później niebo rozjaśnia krasnoludek. Aby powiększyć tajemnicę, pole elektryczne zanika znacznie szybciej, niż sugerują obserwacje z ziemi, w zaledwie kilka milisekund.

Wyniki Beringa, z których część zaprezentował na niedawnym spotkaniu Amerykańskiej Unii Geofizycznej w San Francisco, wywracają teorię krasnoludków do góry nogami. Ładunek, powodujący krasnoludki, nie znajduje się poniżej, w chmurze, lecz w samej mezosferze, sugeruje Bering. Mamy zatem kolejne elementy układanki: skąd może pochodzić ten ładunek, a jeśli nie ma pola QE, co powoduje odstęp między błyskawicą a krasnoludkiem? Mamy problem z wyjasnieniem, dlaczego krasnoludki tak długo się formują przyznaje James Benbrook, współpracownik Beringa w departamencie fizyki na Uniwersytecie w Houston.

A co z hałasem na niskich częstotliwościach, wychwytywanym przez stacje naziemne? Bering sądzi, że sygnał ten może być powodowany raczej przez samą błyskawicę, niż mechanizm powstawania krasnoludka. Badacze na ziemi muszą się zmierzyć z jeszcze jednym problemem. Są oni blisko jednego z kontaktów elektrycznych globalnego obwodu elektrycznego - samej Ziemi. Dźwięk na niskich częstotliwościach może być artefaktem i słyszymy go, gdy jesteśmy na powierzchni ziemi, a ładunek w chmurach spływa do ziemi - sugeruje Bering.

Benbrook zgadza się z tym. Sygnał odbierany na powierzchni jest najprawdopodobniej spowodowany przez reorganizację ładunków w szczytach chmur, mówi, lub przepływem prądu w kanale pioruna. Nie widzę jednak, co to ma wspólnego z mechanizmem wzbudzania w mezosferze.

Inni badacze nalegają na ostrożność w interpretowaniu wyników Beringa. Na dużych wysokościach pole może być bardzo słabe. mówi Pasko. Inan sugeruje czulsze instrumenty na pokładzie balonu mogłyby zarejestrować emisje pola QE. To, czy jest tam ciągła sygnatura pola, czy też nie, zależy od czułości instrumentów. Może tam być, lecz poniżej poziomu szumów instrumentów.

Większość badaczy krasnoludków zgadza się, że Bering powinien być w stanie wykryć emisje na niskich częstotliwościach, i winą za niepowodzenie obarcza instrumenty pomiarowe. Bering broni jakości swojego eksperymentu i upiera się, że jego przyrządy działały. Nie widzielibyśmy elektrycznego sygnału krasnoludka, gdyby go tam nie było.

Czy teoria pola QE ocaleje z tego zamieszania? Moim osobistym zdaniem - nie mówi Bering. Żaden z istniejących modeli nie przetrwa, jeśli ludzie w końcu poświęcą uwagę na to, co właściwie mówią dane.


Ku modelowi Elektrycznego Wszechświata

Tuba wyładowania żarzeniowego z magnesem, pokazująca czerwoną kolumnę anodową oraz niebieskie włókna.

Rozmiar i kolor krasnoludków wyjaśniony jest bardzo prosto przez bardzo niskie ciśnienie atmosferyczne na dużych wysokościach. W taki sam sposób, w jaki wydłużona iskra w tubie laboratoryjnej staje się w niskim ciśnieniu wyładowaniem żarzeniowym, tak iskry błyskawic na poziomie gruntu stają się kolorowymi poświatami i włóknami, gdy znajdują się w górnej atmosferze.

W numerze Physics Today z listopada 2001, Earl R. Williams* dokonał oczywistego powiązania w artykule Krasnoludki, Elfy i Tuba Wyładowania Żarzeniowego: Poczciwy gaz elektroniczny leży u podstaw zrozumienia podobnych do błyskawic fenomenów o spektakularnym rozmachu, kształcie i kolorze. Krasnoludki i elfy są wspaniałą naturalną manifestacją idei oraz eksperymentów laboratoryjnych, dokonanych wiele dekad temu przez Rayleigha, Thomsona, Wilsona, i Langmuira - wszyscy oni otrzymali nagrody Nobla - oraz przez bezlik 19-wiecznych spektroskopistów, używających tuby wyładowania żarzeniowego.

Earl Williams jest badaczem Instytutu Technologii w Massachusetts w Cambridge. Pracuje w Parsons Laboratory w głównym kampusie, oraz w Lincoln Laboratory.

Krasnoludek (z lewej) odwzorowuje żarzenie w tubie wyładowaniowej (z prawej). Źródło: Physics Today.

Model tuby wyładowania został potwierdzony przez wiele naziemnych eksperymentów. Ale wyładowanie potrzebuje źródła zasilania. Co zasila krasnoludki? Każdy, kto twierdzi, że są one zasilane przez burzę, nie rozumie pytania. Jeżeli nie wiemy, jak burza generuje błyskawice, wówczas mamy znacznie więcej do zrobienia, niż przyznają badacze.

Bering pisze: Z tego, co obecnie wiadomo, można spekulować, że krasnoludki lub dżety, albo oba, są integralną częścią każdej burzy średniego rozmiaru, a być może podstawowym składnikiem globalnego obwodu elektrycznego Ziemi. Co więcej, wydaje się prawdopodobne, że były one częścią burz, mających miejsce wiele milionów lat temu, a może i dawniej. Można spekulować o możliwości występowania tych zjawisk w powiązaniu z błyskawicami na innych planetach, gdzie je wykryto, szczególnie na Wenus i Jowiszu.

Spekulacje Beringa mają mocne podstawy z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, ale natychmiast widać blokadę dalszego zrozumienia w postaci słów globalny ziemski obwód elektryczny. Jak na określenie globalny, obwód jest zbyt ograniczony. Jest to obwód, o którym zakłada się, że napędzana ciepłem konwekcja w chmurach stanowi globalny generator prądu. Generator ten w tajemniczy sposób oddziela ładunki w chmurach burzowych, aby zasilić globalne prądy planetarne. Tym niemniej, ów obwód jest odłączony. Jest izolowany od elektrycznego połączenia z czymkolwiek we Wszechświecie. Taki brak holistyki i wielkoskalowej wizji jest podstawowym ograniczeniem teoretyków.

W raporcie na temat błyskawic na Wenus, który miał miejsce po sukcesie radzieckich misji próbników Wenera 11 i 12, profesor Donald Hunten z departamentu Nauk Planetarnych na Uniwersytecie w Arizonie, w Tuscon, podsumował: Wygląda na to, że błyskawice mogą występować w każdej planetarnej atmosferze. Teorie o elektryfikacji muszą zmierzyć się z potrzebą wyjaśnienia ich obecności w różnych warunkach atmosferycznych. Na Wenus nie ma chmur wodnych.

W lipcu 1993, w Cambridge, na Konferencji Stowarzyszenia Studiów Interdyscyplinarnych*, zaprezentowałem publikację o planecie Wenus, traktującą o raporcie na temat błyskawic. Powiedziałem:

Główną trudnością w zrozumieniu przyczyn błyskawicy wydaje się być założenie, że Ziemia i Wenus są zamkniętymi układami elektrycznymi, bez wejścia ze środowiska plazmy słonecznej przez atmosferę.

Przeanalizujmy więc szerszy obraz. Na liście laureatów Nagrody Nobla brakuje jednego istotnego nazwiska. Był do niej nominowany, gdy zmarł. Kristian Olaf Bernhard Birkeland (1867-1917) był twórcą fizyki eksperymentalnej. Odnotujmy istotny przymiotnik eksperymentalna, jako odróżnienie od współczesnej fizyki teoretycznej. Studiował u Poincarego i Hertza, i zostal profesorem na Uniwersytecie w Oslo w wieku 31 lat. Dostatek i chwała towarzyszyły jego osiągnięciom w technologii i fizyce stosowanej.

Birkeland był po właściwej stronie w 50-letniej dyspucie na temat idei elektronów płynących wzdłuż linii pola magnetycznego, powodujących ziemskie zorze. Jego oponentem był astronom Sydney Chapman, który uważał, że Ziemia porusza się w próżni. W 1971 sondy kosmiczne potwierdziły tezę Birkeladna. Wówczas Chapman i inni natychmiast uznali plazmę za nadprzewodnik, co chroniło ich przed komplikacjami operowania na polach elektrycznych. Birkeland natomiast udowodnił swoją tezę na długo wcześniej, przy pomocy eksperymentu zwanego terrellą. Inicjując przepływ prądu w komorze, był w stanie odtworzyć pokaz świetlny, wraz z wieloma typowymi cechami zorzy. Wagi tego prostego eksperymentu nie można przecenić, ponieważ demonstruje on, że zorze i błyskawice potrzebują zewnętrznego źródła zasilania, zewnętrznego względem Ziemi! To wyjaśniałoby zagadkę podniesioną przez Beringa: Ładunek, powodujący krasnoludki, nie znajduje się na dole, w chmurze, lecz w samej mezosferze.

Model Elektrycznego Wszechświata sugeruje, że Ziemia pełni role katody w wyładowaniu Słonecznym, a co za tym idzie, w grę wchodzi dostarczanie elektronów do przestrzeni kosmicznej oraz pobieranie dodatnich jonów z wiatru słonecznego. Interesujące jest zatem, że naukowców dziwi obecność cząstek wiatru słonecznego w magnetosferze. Burze nie są generatorami elektryczności, lecz elementami pasywnymi w obwodzie międzyplanetarnym, jak samo-naprawiający się, nieszczelny kondensator. Energia zgromadzona w chmurowym kondensatorze jest uwalniana w postaci błyskawicy podczas zwarcia. Zwarcie może nastąpić zarówno wewnątrz chmury, jak i zewnętrzne, oporne warstwy Ziemi, jak i w jonosferze. Ładunek w kondensatorze chmury powoduje powstanie silnego, pionowego pola elektrycznego, a nie na odwrót. Poprzez dokonanie zwarcia do dużych wysokości w burzy, błyskawica efektywnie wciska przełącznik podłączony do tuby wyładowań żarzeniowych w górnej atmosferze. Wówczas wszystko nabiera sensu, gdyż znacznie wyższe wyładowanie dodatnie z chmury do ziemi będzie efektywniejsze dla dostarczenia mocy do wyładowania żarzeniowego, niż ujemna błyskawica z niskiej chmury, ponieważ opór obwodu jest mniejszy. Ostatecznie, błyskawice na Ziemi są zasilane mocą skupioną na Słońcu, lecz przechwyconą na chwilę przez Ziemię. Zatem błyskawica na Ziemi jest bladą imitacją tego, co dzieje się na Słońcu.

Nie jest zatem zaskoczeniem, że fakt ten rozpoznał badacz elektryczności, astronom i ekspert od efektów błyskawic, dr Charles E. R. Bruce ze Stowarzyszenia Badań Elektrycznych w Anglii. Był to rok 1941! Taka jest bezwładność nauki.

Dr Charles Bruce (1902 - 1979) pokazujący oznaki wyładowań elektrycznych w mgławicach planetarnych.

Zatem Bering ma rację, podobne zjawiska będą napotykane na innych planetach, ale zmodyfikowane przez ich indywidualne środowisko. Jest całkiem trzeźwiącym dla historyków nauki, że wiek temu, Birkeland oznajmiał, iż eksperymenty z elektrycznością, takie jak terrella, mogą być przeprowadzone do modelowania innych planet, Słońca oraz galaktyk. Napisał: Przez wiele lat przeprowadzano eksperymenty w tych warunkach. Stopniowo pojawiały się eksperymentalne analogie do różnych kosmicznych zjawisk, jak światło zodiakalne, pierścienie Saturna, plamy słoneczne czy mgławice spiralne.

* Zobacz: http://www.catastrophism.com/cdrom/pubs/journals/review/v1993cam/index.htm


Czy mamy jakieś dowody na międzyplanetarne prądy elektryczne?

We wspomnianej wcześniej publikacji na temat Wenus, napisałem:

Liny strumienia magnetycznego od wiatru słonecznego, otaczające planetę, wskazują na prądy elektryczne, wiejące bezpośrednio w jonosferę planety. (...) Każde ciało kosmiczne, które jest naładowane względem otaczającej go plazmy, posiada otoczkę plazmową, lub magnetosferę. Jest to region, w którym płynie prąd i uwalniana jest energia. Otoczka z reguły jest niewidoczna, dopóki prąd nie jest dość silny, by zaczęła emitować światło, tak jak na Słońcu, albo w komie i warkoczach komet.

Cztery lata później, we wiadomościach 31 maja 1997, w Niespodziewany ogon planety, reporter New Scientist, Jeff Hecht, napisał:

Wydaje się, że jedna z naszych sąsiednich planet wciąż ma nas czym zaskakiwać. Używają danych z satelity, międzynarodowy zespół badaczy odkrył, że Wenus posiada ogromny, napakowany jonami ogon, długi wystarczająco, by niemal dotknąć Ziemi, gdy obie planety są w jednej linii ze Słońcem. Nie spodziewałem się tego, powiedział członek zespołu Marcia Neugebauer z Jet Propulsion Laboratory w Pasadena w Kaliforni. To na prawdę silny sygnał, i nie ma wątpliwości, że jest prawdziwy.

Należący do NASA Pioneer Venus Orbiter odkrył ogon po raz pierwszy w latach 70-tych. Około 70 000 km od planety, pojazd wykrył impulsy gorących, energetycznych jonów, czyli plazmy. Ale teraz, europejskie Obserwatorium Solarne i Heliosferyczne (SOHO) wykazało, że ogon ten sięga 45 milionów kilometrów w kosmos, niemal 600 razy dalej, niż ktokolwiek sobie uświadamiał. Satelita ten, będący niemal 1,5 miliona kilometrów od Ziemi, przeszedł przez ogon ostatniego lipca gdy był w jednej linii z planetą i Słońcem. Neugebauer podejrzewa, że ogon ten jest wieloma małymi rzeczami podobnymi do włókien, jak te w niektórych kometach, które mogą posiadać szereg ogonów jonowych. Jeśli tak, mówi Neugebauer, teoretycy mają zabawę, próbując wyjaśnić fakt, że jest tak wąski, jak go widzimy. Standardowi fizycy mówią, że skupione strumienie plazmy są niestabilne i powinny szybko się rozpraszać. Żaden nie potrafi na razie wyjaśnić, jak mogą one pozostawać spójne przez dziesiątki milionów kilometrów. Zaskoczenie to powtórzyło się w przypadku komety Hyakutate, której ogon ciągnie się pół miliarda kilometrów przez Układ Słoneczny!


Nikt nie potrafi wyjaśnić włóknistych rzeczy w kosmosie?

Imieniem Birkelanda ochrzczono bardzo ważne w fizyce plazmy zjawisko. Odkrył on, że prądy elektryczne podróżują w kosmosie głównie jako elektrony spiralujące wzdłuż pól magnetycznych. Takie prądy plazmowe nazywane są prądami Birkelanda. Gdy dwa prądy Birkelanda są do siebie równoległe, doświadczają dalekosiężnej siły przyciągania, która je do siebie zbliża, lub zwiera. Gdy znajdą się bardzo blisko, krótkozasięgowa siła odpychania trzyma je osobno, dzięki czemu zachowują swoją odrębność. Wynikiem jest to, że oddzielne prądy Birkelanda łączą się w pary, a pary te formują skręcone liny prądów elektrycznych w kosmosie. Fizycy plazmowi pokazali, że prądy Birkelanda mogą pozostawać spójne nawet na szerokich odległościach międzygalaktycznych.

Ponownie przewidujący Birkeland:

Zgodnie ze sposobem, w jaki patrzymy na materię, każda gwiazda we Wszechświecie byłaby miejscem aktywności siły elektrycznej o natężeniu, jakiego nikt z nas sobie nie wyobrażał. nie mamy wyrobionej opinii, skąd się biorą te zakładane przez nas ogromne prądy elektryczne o ogromnym napięciu, ale w oczywisty sposób nie jest to zgodne z zasadami, jakie stosujemy obecnie w technice na Ziemi. Można jednak wierzyć, że przyszła wiedza o elektrotechnice nieba będzie wielką praktyczną pomocą dla naszych inżynierów elektryków. Zdaje się to być naturalną konsekwencją naszego punktu widzenia, żeby założyć, że cały kosmos jest wypełniony elektronami i latającymi elektrycznymi jonami wszystkich rodzajów. Zakładamy, że każdy układ gwiezdny podczas swojej ewolucji wysyła w przestrzeń elektryczne korpuskuły.

Birkeland miał rację. Włókniste rzeczy, zadziwiające astronomów, są dowodami na elektryczne prądy w plazmie. Wenus i Jowisz - archetypowi bogowie piorunów - są częścią elektrycznego obwodu Słońca. Słońce jest częścią obwodu obejmującego całą Galaktykę. Ziemia wraz ze swoją otoczką Langmuira (mylnie zwaną magnetosferą) jest podłączona do tego samego źródła zasilania. Podnosi to poważne pytanie co do studiów pogodowych i klimatologii, ponieważ istotne przyłącze energii energii do Ziemi pozostaje nierozpoznane. A skoro tak jest, to przewidywania co do ziemskiego klimatu są obecnie bezwartościowe, ponieważ ponieważ ignorują największy pojedynczy czynnik wpływający na ziemską pogodę. To przeoczenie może wyjaśniać, dlaczego naukowcy mają kłopoty z wyjaśnieniem układów pogodowych również na innych planetach. Na przykład Jowisz jest znany z bycia źródłem dużej aktywności elektromagnetycznej. Uważa się ,ze energia ta bierze się z rotacji Jowisza - innymi słowy, Jowisz jest ogromnym generatorem elektryczności. Skoro tak, należałoby się spodziewać, że równik powinien być spowalniany w tym procesie. Co jednak mamy? równik wiruje najszybciej! Jowisz jest elektrycznym silnikiem, nie generatorem. Ogromne ilości mocy są przechwytywane przez jego szeroką otoczkę Langmuira, zaświecając księżyc Io, z łukami katodowymi na swojej drodze do Jowisza. Ten prosty model elektryczny wyjaśnia również, dlaczego najszybsze wiatry w Układzie Słonecznym, dochodzące do 1000 km/h, występują na Neptunie, planety najbardziej oddalonej od Słońca. Wyjaśnia również enigmatyczne szprychy w pierścieniach Saturna.

Bering odnotował, że Compton Gamma Ray Obserwatory zarejestrowało nad obszarami burz krótkie (~ 1 ms) rozbłyski gamma (> 1 MeV) ziemskiego pochodzenia, i uważa się, ze ich źródło znajduje się na wysokości ponad 30 km. Promienie rentgena i gamma są oznakami wysoko energetycznych wyładowań elektrycznych. Zewnętrzne źródło, dostarczające moc przez atmosferę, której gęstość rośnie w dół, powinno powodować powstanie największego promieniowania na górze atmosfery, lub u podstawy łuku na powierzchni (błyskawice). Taką właśnie sytuację widzimy na Słońcu, gdzie najtwardsze promieniowanie pochodzi z daleka nad fotosferą, z wyjątkiem sytuacji, gdy łuk dotknie dna, skutkując rozbłyskiem słonecznym. Model elektryczny może zostać rozszerzony na wszystkie ciała w Elektrycznym Wszechświecie.


Zatem, podobnie jak w tolkienowskiej Drużynie Pierścienia, Mroczny Jeździec Beringa nie znalazł tego, czego szukał. Sekretem czarodziejów nauki jest pozwolić umrzeć starożytnym mitom sterylnego elektrycznie wszechświata. Wówczas będą mogli przepowiadać przyszłość. To nie wymaga magii.

Niech Tolkien mi wybaczy,

Jedna moc, rządząca wszystkimi, i w ciemności oświetlająca je
- ELEKTRYCZNOŚĆ

Interesujący przypis do błyskawic na Wenus:

Jest znanym, że błyskawica odbija promieniowanie mikrofalowe o długości fali paru centymetrów. Jednym z najbardziej zagadkowych odkryć dokonanych przez Magellan Venus Orbiter, jest odbijanie sygnału radarowego przez wysoko położone obszary krajobrazu, jakby były powleczone metalem. Wyjaśniłem to zjawisko szereg lat temu, jako będące wyładowaniem żarzeniowym w gęstej plazmie. Jest ono na Wenus częstsze niż błyskawice, ponieważ planeta ta nie posiada chmur takich, jak Ziemia,które dawałyby wygodną drogę dla kosmicznej energii elektrycznej. Bez chmur, na Ziemi również mielibyśmy świecące się szczyty gór i niszczące super-błyskawice z nieba. Sonda Galileo wykryła takie na Wenus.


Czym jest krasnoludek?

Krasnoludki są kolosalnymi kolumnami czerwonego i niebieskiego światła, szerokimi na 10 lub więcej kilometrów, ciągnące się z reguły 50 km od punktu startowego, czuli 30 km nad ziemię. Świecą tylko przez kilka tysięcznych sekundy, co sprawia, że są trudne do zauważenia i nagrania. Co najważniejsze, wygląda na to, że są inicjowane przez wyładowania błyskawic w burzy daleko poniżej.

Chociaż wszystkim nam jest znana historia o pionowych ruchach wody w chmurach burzowych, które mają powodować pioruny, prawda jest taka, że nie wiadomo, co powoduje burzę. Ujemne ładunki w jakiś sposób zbierają się u spodu chmury, a dodatnie na górze. Co jakiś czas intensywność pola elektrycznego pomiędzy chmurą a gruntem powoduje elektryczne zwarcie w powietrzu. Uwolnione elektrony są przyspieszane przez pole ku ziemi w formie liderów kroczących. Jest to słabo świecący proces. Po osiągnięciu ziemi, możliwe staje się utworzenie kanału przewodzącego między gruntem a chmurą. Rezultatem jest jasny łuk wyładowania powrotnego - uderzenie pioruna.

Najprostsze i najmniejsze krasnoludki są pojedynczymi, pionowymi kolumnami, nazywanymi krasnoludkami C. Duży zbiór krasnoludków C przypomina olbrzymi pokaz fajerwerków. Podzbiór krasnoludków z wąsami - często największych i najbardziej energetycznych - również wykazują odgałęzienia idący w górę, ku jonosferze, i są zwane marchewkami. Bardzo duże krasnoludki, z rozmytymi szczytami i dolnymi wąsami, sięgającymi do wysokości 30-40 km, nazywane są aniołami, meduzami lub bombą A. Przy maksymalnej pionowej rozpiętości dochodzącej do 60 km, te gigantyczne krasnoludki są dłuższe trzy razy bardziej, niż największe burze.

Na niższych wysokościach mogą występować długotrwałe rodzaje [wyładowań] - w długich wąsach, sięgających poniżej ciała krasnoludka, do szczytów chmury, jak macki ośmiornicy. Owe wąsy rozjaśniają się z jasnymi, sferycznymi koralikami, które przy niektórych okazjach przeżywają samego krasnoludka, trwając czasami do setek milisekund, i mogąc się nawet chwilowo rozjarzyć po zaniknięciu samego krasnoludka. Takie jasne punkty przywodzą na myśl niedopałki w gasnącym ogniu powiedział Stenbaek-Nielsen z Instytutu Geofizycznego na Uniwersytecie na Alasce.

Dobra strona internetowa: http://lightning.nmt.edu/sprites/sprites.html


Czym jest elf?

Elfy mają kształt zupełnie inny niż krasnoludków i po raz pierwszy były zidentyfikowane w 1990 jako krótkie pojaśnienia powietrza na obrazach z wahadłowców kosmicznych. Pierścieniowy elf na pierwszej ilustracji (A właściwie elve - akronim od emisje światła i perturbacje o bardzo niskich częstotliwościach z elektromagnetycznie pulsujących (EMP) źródeł) jest wycentrowany na pionowym kanale do ziemi. Jest to gwałtownie rozszerzający się pierścień światła, na wąskim przedziale wysokości (85-95 km). Dla obserwatora na ziemi błysk zdaje się opadać i rozszerzać w czasie. Podczas, gdy optyczny błysk może trwać dziesiątki mikrosekund, światło jest emitowane z innych regionów przez okres 1 milisekundy, gdy EMP szybko rozchodzi się na boki.


Czym jest gnom?

Widzimy rzeczy, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy na czubku aktywnych burz - wyładowania elektryczne wychodzące ze szczytów chmur, które mogą być nowym rodzajem pioruna. mówi Walter Lyons z Yucca Ridge Field Station w Colorado. Zostały one wstępnie ochrzczone gnomami. Wyglądają jak palce światła, idące prosto w górę, ale z raczej małą prędkością. Na zdjęciach wygląda to jak błyskawica, ale trwa przez sekundę lub dwie. Czy gnomy mogą być bardziej energetyczne od krasnoludków? Nie chciałbym być w jednym z nich. powiedział Lyons. Krasnoludki mają ogromną ilość energii, rozproszonej na ogromnym obszarze. Nie mamy pojęcia, ile energii występuje w gnomie, ale jest ona upchnięta w mniejszej przestrzeni. -


Wal Thornhill

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

Przetłumaczono z The Balloon goes up over lightning!

sobota, 7 marca 2015

Elektryczna pogoda

Większość ludzi jest nieświadoma faktu, że nie wiemy, jak w chmurze powstają błyskawice. Najprostszą odpowiedzią jest, że błyskawice w ogóle nie powstają w chmurach. Chmury tworzą zaledwie dogodną ścieżkę do Ziemi dla elektryczności przybywającej z kosmosu. Bez chmur możliwe jest zejście pioruna z nieba. To właśnie dzieje się na Wenus (choć niebo tam z pewnością nie jest niebieskie). Układy pogodowe kierowane są przede wszystkim zewnętrznymi wpływami elektrycznymi.

W konsekwencji, Słońce posiada wzory pogodowe. A najodleglejsza planeta, Neptun, posiada najsilniejsze wiatry w Układzie Słonecznym, chociaż otrzymuje bardzo niewiele energii ze Słońca. Wyładowania elektryczne z kosmosu powodują na Marsie ogromne diabły pyłowe oraz planetarne burze pyłowe. Są odpowiedzialne za istnienie Wielkiej Czerwonej Plamy na Jowiszu oraz szprychy na pierścieniach Saturna. To dlatego Wenus posiada błyskawice w swoich przypominających smog chmurach, a szczyty jej gór żarzą się ogniami św. Elma. To dlatego ziemskie pioruny wystrzeliwują w kosmos pod postacią czerwonych krasnoludków i niebieskich fontann, a satelitom strzelają bezpieczniki.

Tym niemniej nikogo nie uczy się rozważania [wpływu] energii wejściowej elektrycznej na układy pogodowe.

Grafika powyżej jest wizją artysty z NASA, przedstawiającą błyskawice na Wenus podczas schodzenia jednej z sond Pioneer. Wenus ma chmury w postaci smogu, które nie powinny generować błyskawic (...). To silnie wskazuje przeciwko popularnemu pojęciu o ich powstawaniu.


Wal Thornhill

Przetłumaczono z Synopis. 9. Electrical Weather

Pioruny Jowisza

Dlaczego planetarni bogowie zdominowali naszą wyobraźnię u zarania cywilizacji? Obecnie dziewięciu na dziesięciu ludzi nie umie wskazać Jowisza na nocnym niebie. Oraz kolejne pytanie, nigdy nie zadawane: czym naprawdę była broń Jowisza - pioruny?

Wydaje się, że nie było ziemskich błyskawic. Poruszały się jak gorący węgiel, odprysk ognia. A opisy Jowisza przedstawiały jego pioruny jako dziwacznego kształtu, jak skręcony, czy piłkowaty. Jest to forma przewidywana tylko przez współczesną fizykę plazmową! Zatem, jeśli Jowisz w zamierzchłej przeszłości strzelał, to jakiego rodzaju dymiące strzelby spodziewalibyśmy się znaleźć?

Popatrzmy na dwa duże księżyce, krążące blisko Jowisza, Io i Europę. Jak zaraportowano w wiadomościach Holoscience w 8 października, strzelba Io ciągle dymi! W obiektywie pojazdu Galileo, powierzchnia Io jest okrawana elektrycznie. Geologowie, upośledzeni odniesieniami do Ziemi, nazwali wulkanami to, co jest wyraźnie plazmowymi dżetami.

Czy ziemskie wulkany posiadają kaldery, które przemieszczają się dziesiątki kilometrów w ciągu roku lub dwóch? Jakie wulkany mogą wynieść materiał setki kilometrów w kosmos? Ciemna struktura nie jest wypływem lawy. Jest to podpowierzchniowy materiał, wyeksponowany i wypalony przez wędrujący łuk elektryczny. Nie ma tam pojedynczej kaldery, lecz raczej seria intensywnie gorących plam katodowych, umiejscowionych w wysokich punktach pierścienia krateru. Powodują one powstawanie bardzo szybkich dżetów katodowych, widocznych na zdjęciu jako słabe, radialne smugi.

Istnieje jednak bardziej odległy księżyc Jowisza, Europa, posiadający zamrożone ślady uderzeń piorunów Jowisza w niedawnej przeszłości. Nie był celem samym w sobie, lecz otrzymał rany, będąc wzięty w krzyżowy ogień. Tak jak błyskawice idą do ziemi po ścieżce najmniejszego oporu, pioruny Jowisza wolały przejść przez powierzchnię Europy, niż przez niemal próżniową przestrzeń. Wynikiem jest włóknisty wzór nałożonych na siebie bruzd, biegnących w różne strony przez setki i tysiące kilometrów. Gdy piorun torował sobie drogę przez księżyc, spychał materiał na boki, tworząc groble. Przebijał się przez poprzednie kanały, jak gdyby ich tu wcześniej nie było. Pioruny Jowisza były tak potężne, że zmieniły część tlenu w lodzie wodnym w siarkę - tworząc ciemne podkolorowania, na dole i po obu bokach bruzdy (ten sam proces na Io przez tysiące lat pokrył księżyc siarką, tak, że wygląda on teraz jak pizza).

Geolodzy, wysilając się na ziemskie wyjaśnienie, zaproponowali popękany lód. Ale żadne pole lodowe na Ziemi nie tworzy sinusoidalnych kanałów z groblami. Istnieje też jeden dziwny wzór, który przeczy sensownemu wyjaśnieniu: setki kilometrów cykloidalnych ścieżek, zwanych fleksi.

Wzór cykloidalny jest robiony przez punkt na obręczy koła, które się porusza po płaszczyźnie. Innymi słowy, są to złożone dwa ruchy: obrotowy i liniowy.

I znowu elektryczne wyjaśnienie jest proste. Widzieliśmy już liniowy ruch łuków, którego śladami są prostsze bruzdy. A ruch kołowy można zademonstrować w laboratorium, mając pole magnetyczne równoległe do powierzchni katody. Zatem kiedy Europę opadały pioruny z Jowisza, a towarzyszące im pole magnetyczne otoczyło powierzchnię księżyca, cykloidalne bruzdy utworzone zostały przez obracające się, wędrujące łuki.

Europa przyciąga sporo uwagi, ponieważ uważa się, że pod lodową skorupą skrywa ocean, być może zawierający życie. Ale jeśli modele geologów o popękanym lodzie mają być tego znakiem, to mogą być oni zawiedzeni. Z drugiej strony, model elektryczny sugeruje znacznie bardziej interesującą historię Układu Słonecznego, niż pozwalają na to podręczniki!


Wal Thornhill

Przetłumaczono z JUPITER’S THUNDERBOLT

piątek, 6 marca 2015

Elektryczne diabły pyłowe

...może czasami być tak, że niewiedza o jednej rzeczy, że jest błędna, może być znacznie ważniejsza do wiedzy o setkach rzeczy, że są w porządku.
– Halton Arp, Quasars, Redshifts & Controversies

Elektryczny charakter diabłów pyłowych i tornad jest rzadko wspominany. W rzeczy samej, badacze dopiero niedawno zaczęli badać elektryczną naturę diabłów pyłowych, w celu zrozumienia, co się dzieje na Marsie. Elektryczną aktywność w naszej atmosferze wciąż otaczają tajemnice. Na przykład, Ziemia posiada pionowe pole elektryczne, rzędu 100 V nam etr w suchym powietrzu, którego pochodzenie jest nieznane. A naukowcy nie wiedzą, co powoduje najbardziej oczywiste zjawiska elektryczne w atmosferze - pioruny. W celu obejrzenia dyskusji nad modelem błyskawic wg Elektrycznego Wszechświata, patrz: Balon wzniósł się nad błyskawicę!.

Aczkolwiek, w ostatnim tygodniu ujrzeliśmy kolejny sukces modelu Elektrycznego Wszechświata. To już oficjalne, że diabły pyłowe na Ziemi wykazują silne pole elektryczne, przekraczające 4000 V na metr. Generują również pole magnetyczne. Badacze, którzy dokonali odkrycia, dodali kwantyfikator na Ziemi, gdyż odkrycie to było zaskoczeniem. Nie mogą być pewni, czy dotyczy to stosuje się to do diabłów pyłowych na Marsie, ponieważ ich czysto mechaniczny model nie przewiduje efektów elektrycznych, odnalezionych na Ziemi. Aczkolwiek poczyniono nieśmiałe powiązanie, którego wynikiem jest poniższa wizja artystyczna, pokazująca, jak może wyglądać marsjański pyłowy diabeł.

Artysta zdaje się intuicyjnie uwzględniać wyładowanie żarzeniowe u podstawy pyłowego diabła. Źródło: University of Michigan

W 1999 napisałem:

Pięciomilowy diabeł pyłowy na Marsie i globalne marsjańskie burze pyłowe są, jak wierzę, manifestacjami wyładowań elektrycznych na Marsie. Przy bardzo niskim ciśnieniu atmosferycznym piorun będzie bardziej jak rozproszone żarzenie zorzy. Problem powstawania burz pyłowych na Marsie polega na sposobie oderwania cząstek gleby od powierzchni przy tak słabej sile wiatru. Siły elektrostatyczne mogą to zrobić z łatwością.

Szereg lat temu, w streszczeniu Elektrycznego Wszechświata zasugerowano elektryczną naturę pyłowych diabłów i tornad. Pełniejsze wyjaśnienie efektów elektromagnetycznych w tornadowych wyładowaniach elektrycznych zamieściłem w Tajemnicach plam słonecznych. Napisałem tam:

Bez pomyłki, przy marsjańskich pyłowych diabłach nasze ziemskie tornada są karłami.Pokazuje to, że do ich utworzenia nie potrzeba chmur. Są one atmosferycznym wyładowaniem elektrycznym.

Jeszcze niedawniej zasugerowałem, że pojazd eksploracyjny Marsa, Spirit, który wylądował w rejonie nawiedzonym przez pyłowego diabła uległ wpływom elektrycznym na tyle silnym, by spowodować problemy z komputerem.

Obecnie, w raporcie w Astrobiology Magazine, dr William Farrell, Goddard Space Flight Center, NASA, powiedział:

Diabły pyłowe są na Marsie popularne, a NASA interesuje się nimi, jak również innymi zjawiskami, jako możliwymi zagrożeniami dla przyszłych ludzkich eksploratorów. Jeśli marsjański diabeł pyłowy jest silnie zelektryfikowany, jak sugerują nasi badacze, mogą powodować zwiększenie wyładowań lub iskrzenia w rozrzedzonej marsjańskiej atmosferze, zwiększoną przyczepność pyłu do skafandrów i wyposażenia, oraz zakłócać komunikację radiową. Farrell jest głównym autorem publikacji o tym badaniu, opublikowanym w Journal of Geophysical Research.
Potrzebne są dwa czynniki, obecne na Marsie i Ziemi, aby powstał diabeł pyłowy - unoszące się powietrze i źródło rotacji. powiedział dr Nilton Renno z Uniwersytetu z Michigan, w Ann Arbor, członek zespołu badawczego i ekspert od dynamiki płynów diabłów pyłowych. Zaburzenia wiatru, takie, jak zmiany kierunku i prędkości wraz z wysokością, są źródłem rotacji. Silniejsze wznoszenie jest potencjalnie źródłem silniejszego diabła pyłowego, a większe różnice wiatru dają większe rozmiary zjawiska.

Komentarz: Sławami Haltona Arpa, niewiedza jednej rzeczy, że jest błędna, jest istotniejsza niż wiedza setek rzecz, że są właściwe. W tym wypadku jest to pomylenie skutku i przyczyny. Po prostu założono, że Ziemia i jej kosmiczne środowisko są elektrycznie obojętne. Zatem potrzebna jest energia do oddzielenia ładunków i wywołania silnego pola elektrycznego w diable pyłowym. Jedynymi dostępnymi jej źródłami jest promieniowanie słoneczne i ruchy powietrza (dynamika płynów). Jednak w zelektryfikowanym Wszechświecie, ładunki są już rozdzielone w skali makroskopowej, a ruch powietrza w diable pyłowym jest efektem ich rekombinacji, a nie przyczyną rozdzielenia.

W diable pyłowym cząstki pyłu stają się naelektryzowane, gdy ocierają się o siebie w wietrze, przenosząc ładunki dodatnie i ujemne w ten sam sposób, w jaki powodujemy napięcia statyczne, szurając po dywanie. Naukowcy uważali jednak, że w diable pyłowym nie powinno być wysokich napięć w dużej skali, ponieważ przeciwne ładunki powinny równomiernie miksować się ze sobą, zatem całkowity ładunek w diable pyłowym byłby w równowadze.

Komentarz: Z eksperymentów laboratoryjnych jasno wynika, że ziarna pyłu różnych rozmiarów pod wpływem kolizji ładują się przeciwnie. Niemniej jednak siły elektryczne pomiędzy przeciwnie naładowanymi okruchami dążyłyby do zapobiegania ich separacji. Tego spodziewali się właśnie naukowcy, i to wyjaśnia ich zaskoczenie, gdy znaleźli coś przeciwnego. Jednak może to nie być takie zaskakujące, gdy przestaniemy traktować diabła pyłowego jako zagadnienie dynamiki płynów, zamiast tego postrzegając go jako słabo zjonizowaną plazmę, będącą pod wpływem ziemskiego pionowego pola elektrycznego. W takich warunkach pole elektryczne może być najsilniejsze (jak również odwrócone pole elektryczne) u podstawy diabła pyłowego, a to ze względu na uformowanie się tam plazmowej warstwy podwójnej, lub wirtualnej katody.

Aczkolwiek z obserwacji zespołu wynika, że mniejsze okruchy ładują się ujemnie, a większe dodatnio. wiatr diabła pyłowego małe, ujemne ziarna wysoko w powietrze, podczas gdy większe, dodatnie, pozostają u podstawy. To rozdzielenie ładunków wytwarza wielkoskalowe pole elektryczne, jak dodatnie i ujemne końcówki baterii. Ponieważ naelektryzowane cząstki są w ruchu, a pole magnetyczne jest skutkiem ruchu ładunków, diabeł pyłowy wytwarza również pole magnetyczne.

Komentarz: Ziemia i wszystkie inne ciała w kosmosie nie są izolowane i elektrycznie bezwładne. Są one ściśle powiązane i znajdują się pod wpływem Elektrycznego Wszechświata. Oznacza to, że diabły pyłowe nie są lokalnymi zjawiskami, lecz są napędzane jak silniki kosmicznym prądem. diabły pyłowe i chmury burzowe nie działają jak baterie czy dynama, dostarczające moc do globalnego obwodu atmosferycznego. co do efektów magnetycznych tornad i diabłów pyłowych, będą one bardzo silne, ponieważ ładunki poruszają się w nich z prędkością metrów na sekundę, nie centymetrów na godzinę, jak to ma miejsce w przewodzie prądowym.

Według zespołu, jeżeli marsjański pył posiada zróżnicowane rozmiary drobin i skład, diabły pyłowe będą naelektryzowane przez ocieranie się drobin o siebie. Marsjańskie burze pyłowe, mogące pokryć całą planetę, również są spodziewanym silnym generatorem pól elektrycznych. Zespół ma nadzieję dokonać pomiarów dużych burz na Ziemi oraz zaopatrzyć przyszłe marsjańskie lądowniki w instrumenty do pomiaru atmosferycznej elektryczności oraz magnetyzmu.

Komentarz: W elektrycznym modelu Układu Słonecznego, wszystkie planety uczestniczą w dostarczaniu elektronów do dodatnio naładowanego Słońca. Merkury przypuszczalnie robi to w podobny sposób do naszego Księżyca, poprzez efekt fotoelektryczny lub zimne emisje katodowe. Sporadycznie emisje te mogą być dostatecznie silne, aby w określonych gorących punktach wywołać obserwowane na Księżycu żarzenie. Następna planeta od Słońca, Wenus, posiada jonosferę oplecioną sznurami prądu z wiatru słonecznego. Wydaje się, że pole elektryczne na gorącej powierzchni Wenus jest tak silne, że ponad pewną wysokością atmosfera otaczająca powierzchnię żarzy się na skutek wyładowania powierzchniowego, znanego pod nazwą ogni św. Elma. Będąc gęstą plazmą, odbijała sygnał radarowy orbitera Magellan, dając wrażenie, jakby góry na Wenus zbudowane były z czystego metalu, zbijając z tropu naukowców planetarnych.

Na Ziemi mamy chmury wodne, które ładują się elektrycznie pomiędzy jonosferą a Ziemią, zabezpieczając nas przed występowaniem super-piorunów z Wenus. Chociaż istnieją rzadkie raporty o piorunach z czystego nieba, Ziemia przeprowadza wyładowanie w dwóch etapach - poprzez błyskawicę z Ziemi do chmury, a następnie żarzący się wytrysk ku jonosferze. Drugi etap dopiero niedawno został rozpoznany, a rozbłyskom nadano cudaczne nazwy, jak krasnoludki, elfy czy gnomy, które przypuszczalnie odzwierciedlają niewiarę naukowców, zanim oficjalnie przyznano ich istnienie. W rzadkich przypadkach, potężny piorun schodzi do ziemi bezpośrednio z czubka chmury. Taki super piorun brutalnie wydobywa elektrony z ziemi i może rzeźbić małe bruzdy, podobne do tych na innych skalistych ciałach Układu Słonecznego.

Ten 40-stopowy wąwóz ostał wyrzeźbiony przez piorun. Bardziej kręte ścieżki pioruna widoczne są na dole rowu. Źródło: National Geographic, June 1950.

To jest sekcja znanego księżycowego wąwozu, Doliny Schrötera, która również wykazuje poskręcane ścieżki pioruna wzdłuż podłoża.

Z reguły, wyładowanie z chmury do gruntu przyjmuje formę wielokrotnych iskier, które nazywamy błyskawicą. Aczkolwiek w niektórych rejonach świata błyskawice przełączają się w wolniejsze wyładowanie, tornado. Wœóczas, zamiast bezpośredniego przekazania ładunku między chmurą a ziemią poprzez cienki kanał pioruna, ładunek jest zmuszany przez potężne siły elektromagnetyczne do wirowania w długim, wąskim cylindrze lub wirze. Pomiar pola magnetycznego i prądu ziemskiego w pobliżu podstawy tornada wskazuje, że jest ono odpowiednikiem szeregu setek komórek burzowych. To skoncentrowana energia elektryczna w wirze dokonuje zniszczeń daleko większych, niż zdolny byłby to zrobić zwykły wir wiatrowy. Wyjaśnia to wypalone powierzchnie i obiekty, znajdowane czasem po przejściu tornada.

Cienka i sucha atmosfera Marsa, oraz duży gradient temperatur przy powierzchni zdecydowanie sprzyjają powstawaniu diabłów pyłowych. Aczkolwiek, podobnie jak w przypadku innych planet, Mars dostarcza elektronów do wyładowania słonecznego. Wysokie stężenie elektronów nad Marsem było wyraźne, gdy tylko przybył tam pierwszy orbiter. Również obrazy z Marsa, przedstawiające pełne pyłu, różowe niebo, były zaskoczeniem. Naukowcy spodziewali się głęboko niebiesko-czarnego nieba, ponieważ atmosfera Marsa jest cieńsza od ziemskiej około sto razy, oraz mniej zdolna do podtrzymywania unoszącego się pyłu. W cienkim, praktycznie bezchmurnym powietrzu Marsa, diabeł pyłowy jest najlepszym sposobem przepływu elektronów z powierzchni ku jonosferze. Cząstki pyłu, będąc naładowanymi, zawisają w marsjańskiej atmosferycznym polu elektrycznym, barwiąc niebo na różowo. Innymi słowy, marsjańskie diabły pyłowe są bardziej spokrewnione z tornadami. Wznoszą się do 8 kilometrów w niebo, a ich niszczycielska siła przy powierzchni jest znacznie większa, niż zwykłego wirującego wiatru w marsjańskim cienkim powietrzu.

Gdy marsjańskie tornada przechodzą nad powierzchnią planety, często pozostawiają za sobą ciemne, przecinające się ślady. Zakłada się, że po prostu wiatr zabrał jasny pył, ujawniając pod spodem ciemniejszą powierzchnię. Jest jednak możliwe, że marsjańskie tornada powodują elektryczne uszkodzenie powierzchni, a co za tym idzie - erozję. Stanowią one z pewnością znacznie większe zagrożenie dla lądowników i przyszłych astronautów, niż sądzili naukowcy.

W międzyczasie mamy przykład innego ciała o zniszczonej elektrycznie powierzchni, którego wzory powierzchniowe silnie przypominają te, które tworzone są na Marsie przez elektryczne tornada. Chodzi o księżyc Jowisza, Europę.

Wędrujące wyładowania stworzyły olbrzymie bruzdy na Europie, oddając wielką siłę tych wędrujących łuków elektrycznych, w porównaniu do dzisiejszych rozproszonych wyładowań na Marsie. Bruzdy na Europie nie są pęknięciami w lodzie. Są one natomiast zamarzniętymi nagraniami katastroficznej mocy piorunów Jowisza, uwolnionych przez elektrownię planety.

Model Elektrycznego Wszechświata dostarcza zunifikowanego konceptu dla zrozumienia Układu Słonecznego poprzez proste zaakceptowanie wszechobecnych dowodów na przewodnią rolę elektryczności i siły elektrycznej w mechanizmie kosmosu. Przyszli historycy ocenią naukę XX wieku jako niezwykłą ze względu na swoje trzymanie się kosmologii opartej na rozumowaniu jeszcze sprzed rewolucji przemysłowej. Elektryczność była wtedy tajemnicą, i taką pozostała dla 21-wiecznych astronomów i geologów. Po raz kolejny, niewiedza o jednym fakcie, że jest zły, jest ważniejsza niż wiedza o setkach, że są dobre.


Wal Thonrhill

Przetłumaczono z Electric Dust Devils

sobota, 28 lutego 2015

Tajemnice plam słonecznych

Jeśli będziesz prawdziwym poszukiwaczem prawdy, przynajmniej raz w życiu będziesz musiał zwątpić, tak bardzo, jak to możliwe, we wszystko.
–Rene Descartes

Na space.com pojawił się nastepujący raport:

Nowe fotografie Słońca są szczegółowsze, niż kiedykolwiek.

Robert Roy Britt Senior, pisarz naukowy
13 listopada 2002

Najbardziej szczegółowe jak dotąd zdjęcia Słońca ujawniają zaskakujące wężo-podobne włókna, wyłaniające się z jasnej powierzchni Słońca ku ciemnym środkom plam słonecznych. Zdjęcia te dają astronomom możliwość sięgnięcia głęboko w te magnetyczne potwory, i wydobycie ich sekretów. Wykonane przez specjalnie wyposażone teleskopy naziemne, zdjęcia te ujawniają struktury nigdy wcześniej nie widziane na słonecznej powierzchni. Same obrazy, oraz co ważniejsze, technika użyta do ich otrzymania, obiecują pełniejsze zrozumienie złożonego i słabo poznanego współgrania materii i energii, kotłujących gorącą powierzchnię, zasilanych przez energię termojądrową w jądrze Słońca.

Komentarz: Wyrażenie zaskoczenia i zakłopotania jest powszechne przy nowych odkryciach w astrofizyce, a dokładne zdjęcia plam słonecznych potwierdzają to. Dzieje się tak, ponieważ zaakceptowane teorie dowiodły, że są spektakularnie nie przewidujące. Dla niezależnych umysłów jest to wyraźny sygnał, że pojawiła się okazja do wyklarowania tajemnic, które trzymały się naszych naukowców przez większą część XX wieku.

Jak dawno temu wskazał Fred Hoyle, Słońce nie pasuje zachowaniem do bycia wewnętrznie podgrzewanego gazu, zwyczajnie wypromieniowywującego swoją energię na zewnątrz. Zamiast tego, jego zachowanie na każdym poziomie jest złożone i zaskakujące. Nigdzie zaś nie jest tak tajemnicze, jak w plamie słonecznej. Zatem, bez żadnych bezpośrednich dowodów na to, że model Słońca zasilanego termojądrowo jest poprawny, a mając silne dowody przeciwko niemu, powinniśmy posłuchać Kartezjusza i zwątpić. Niestety, jest to trudna droga, gdyż nauka jest potężną konsensualną organizacją. Jeśli nastąpi co do czegoś powszechna zgoda, może to spowolnić nowe idee o stulecia, a czasami nawet tysiąclecia.

Badacze z Królewskiej Akademii Szwecji w Sztokholmie, prowadzeni przez Gorana Scharmera, omawiali poniższe zdjęcie w numerze Nature z 14 listopada:

Członek zespołu, Dan Kiselman, powiedział, co widzi na nowym widoku Słońca: Drążące ciemność włókna wyglądają jak żarzące się węże, z ciemnymi paskami na grzbietach. Głowa węża jest często skomplikowaną strukturą, w której pasek rozdziela się na jasnych punktów.

Zdjęcia zostały wykonane akademickim, niedawno zainstalowanym teleskopem słonecznym w La Palma, na Wyspach Kanaryjskich, nieopodal wybrzeży Afryki. Filmy, powstałe przez sekwencyjne nałożenie zdjęć, pokazują, że ciemne rdzenie włókien trwają długo i są przypuszczalnie trwalsze od jasnych części. Naukowcy zidentyfikowali również w tak zwanej penumbrze plam słonecznych struktury podobne do kanałów, które można określić jako przebiegające na wzór pęknięć, powiedział Kiselman. Penumbra otacza ciemny rdzeń plamy i jaśniejsze rejony wszędzie na słonecznej powierzchni. Jakichkolwiek metafor byśmy użyli, należy pamiętać, że wszystko to jest tylko świecący gaz.

Poniższa fotografia została zrobiona 15 lipca i została podkolorowana dla lepszego kontrastu.

Tajemnice pozostają

Pomimo zdjęć, ujawniających szczegóły do 62 mil (100 km), badacze wciąż nie znają szczegółów działania plam słonecznych. Jasnym jest, że wszystko, co widzimy, jest wynikiem pól i gazu słonecznego, lub plazmy. wyjaśnił Kiselman. ciepło słoneczne próbuje się przepchnąć, niesione przez prądy konwekcyjne, powstrzymywane przez pola magnetyczne. Ale co się dokładnie dzieje, oraz dlaczego struktury te wyglądają tak, a nie inaczej, tego nie wiemy. Plamy słoneczne są chłodniejsze i ciemniejsze od reszty Słońca. Są one poligonami dla skomplikowanych wypływów plazmy, która podąża przez Układ Słoneczny, czasami zasilając kolorowe światła w pobliżu ziemskich biegunów, co jest znane jako zorza.

Komentarz: Czy prawdopodobnym jest, że słabe zrozumienie zjawiska plam wyrosło nieprawidłowego założenia, że wiemy o większości tego, co się dzieje wewnątrz Słońca? Tak sądzę. Aby mieć jakąkolwiek pewność w naszym zrozumieniu Słońca, i gwiazd w ogólności, musimy najpierw być w stanie wyjaśnić rzeczy, które widzimy. Zatem ważne jest, abyśmy zrozumieli plamy słoneczne, ponieważ jest to jedyne miejsce, które daje wgląd pod jasną fotosferę. I co my tam widzimy? Jest tam chłodniej o tysiące stopni! Jest to w ogóle niespodziewane, jeżeli Słońce próbuje pozbyć się ciepła. Centrum plamy powinno być znacznie cieplejsze i jaśniejsze od otoczenia. A co z włóknami penumbry? One, oraz ich zachowanie, nie przypominają żadnej znanej formy konwekcji gazu czy pól magnetycznych

Istnieje kulawych uzgodnień, które powstrzymują postęp astrofizyki. Jedno z nich zostało treściwie wyrażone przez profesora astrofizyki na niedawnym publicznym spotkaniu: Kiedy czegoś nie rozumiemy, zwalamy to na magnetyzm. Słońce posiada więcej właściwości, zwalonych na magnetyzm, niż jakiekolwiek inne ciało niebieskie. Chłodne wnętrze plamy jest klasycznym przykładem. W rzeczy samej, jest tam mierzone silne pole magnetyczne, powstaje jednak pytanie o skutek i przyczynę. Pola magnetyczne produkowane są tylko przez prąd elektryczny. Czy istnieją jakiekolwiek inne dowody na aktywność elektryczną Słońcu? Tak, praktycznie każdą właściwość Słońca można pojmować jako formę wyładowania elektrycznego w plazmie.

Frędzle penumbry są przykładem. Wyładowania elektryczne w plazmie często przybierają formę długich, cienkich włókien. Jak tuba neonowa, jest to po prostu wyładowanie, które pobudza gaz do świecenia. Obserwuje się, że frędzle penumbry rozdzielają się przy swoich końcówkach w ciemnej umbrze i obracają się. Jest to typowe zachowanie włókien plazmy i można ją zaobserwować w lampach plazmowych. ale największym szokiem jest to, że frędzle penumbry mają ciemne wnętrza! Jak to może być, skoro są one konwektywnym gazem? W tym wypadku, centrum włókna powinno być gorętsze i jaśniejsze.

Wyładowanie elektryczne oferuje prostsze wyjaśnienie. W Elektrycznym Wszechświecie wszystkie ciała mogą otrzymywać prąd elektryczny z otoczenia w procesie kosmicznego ładowania, związanym z normalnym rozwojem galaktyki. A ponieważ zjawiska elektryczne są skalowalne na przynajmniej 14 rzędów wielkości, możemy spojrzeć na wyładowania w innych atmosferach i na ich podstawie domyślać się, co może się dziać w atmosferze Słońca.

Kuszące jest przyrównanie frędzli penumbry do gargantuicznych piorunów, ale te zjawiska nie pasują do tego za bardzo.

Typowa błyskawica trwa 0,2 sekundy i obejmuje dystans około 10 km. Frędzle penumbry trwają przynajmniej jedną godzinę i mają długość rzędu 1000 km. Jeśli przeskalujemy piorun sto razy, będzie on trwał 20 do 200 sekund, i byłby długo na 1000 km. Czas życia jest zbyt krótki. Pomiary blizn na przewodnikach błyskawicy pokazują, że ma ona tylko 5 mm szerokości. Przeskalowanie jej 100 razy dałoby szerokość daleko poniżej rozdzielczości teleskopów.

Tym niemniej, istnieje inna znana forma wyładowania elektrycznego, która skaluje się właściwie, i może wyjaśnić tajemnicze ciemne wnętrza frędzli penumbry. Jest to tornado! Tornada, jak na zdjęciu powyżej, trwa minuty i może mieć średnicę rzędu jednego kilometra. Przeskalowując je stokrotnie, otrzymujemy dobre przybliżenie frędzla penumbry. I jeżeli wirujący cylinder plazmy emituje ciepło i światło, jak to widzimy na Słońcu, pojawi się słoneczne tornado, które widziane z boku, będzie posiadało ciemne wnętrze.

Sztuczne, ogniste tornado ukazuje jasne brzegi wiru. © 2001, Reel EFX. Inc.

Meteorologowie nie są pewni, jak formują się tornada, ale wiedzą, że często towarzyszą silnym burzom elektrycznym. Kluczem do zrozumienia tornad jest gwałtownie wirujący ładunek elektryczny. Tak, jak elektrony tworzą prąd w przewodzie miedzianym, którym przesyłamy energię, tak są w tornadzie. Dużą różnicą jest jednak fakt, że prędkość elektronów w przewodzie wynosi metr na wiele godzin, podczas gdy w tornadzie - wiele metrów na sekundę! Wynikiem są niezwykle silne oddziaływania elektromagnetyczne. Rezultat jest nazywany wirem naładowanej otoczki.

Publiczna wystawa naukowa daje złe wyobrażenie, porównując zwykły mechaniczny wir, jak ten powyżej, do tornada. Tornado jest zjawiskiem elektrycznym, poddanym znacznie potężniejszym siłom, utworzonym przez szybko wirujące ładunki. Gdyby było to prawdziwe, miniaturowe tornado, nie byłoby polecane dla młodego człowieka tak blisko do niego podchodzić. Możliwe zniszczenia dokonane siłami elektromagnetycznymi są dużo większe, niż od zwykłego wiatru.

Kształt wiru jest silnie ograniczony do długiego i cienkiego, z okrągłym przekrojem. Ten prawdziwy kształt wiru jest często ukryty w tornadzie z powodu otaczającego pyłu i chmur. Sam wir będzie widoczny tylko wtedy, gdy będzie dostatecznie dużo energii elektrycznej do zjonizowania atmosfery. Tak oczywiście jest w przypadku Słońca. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli "najechanie" przez tornado, relacjonowali, że po wewnętrznej stronie jego ścian znajduje się elektryczna mgła.

Powszechnie uważa się, że tornado jest rodzajem burzowej energii mechanicznej, która jakimś sposobem zostaje przemieniona w elektryczną, a następnie bardzo efektywnie skierowaną do uziemienia za pomocą wiru elektrycznej powłoki wewnątrz tornada. Owo "jakoś" powstaje tylko wówczas, gdy nie uświadamiamy sobie elektrycznych wymiarów Układu słonecznego. Energia elektryczna z kosmosu jest częściowo zamieniana w mechaniczną wiatrów. Zamiast generować efekty elektryczne, wiatry w tornadach są sterowane wirem elektrycznej otoczki.

Ziemia i inne planety otrzymuje energię elektryczną z kosmosu w ten sam sposób, co Słońce. Oczywiście, my otrzymujemy jej znacznie mniej, niż Słońce, które zdaje się być pokryte tornadowymi wirami otoczki elektrycznej. Słoneczne tornada widać najwyraźniej na brzegach plam, w formie włókien penumbry. Silne pole magnetyczne, tworzone przez każdy z wirów, powoduje powstanie obserwowanego włóknistego pola magnetycznego penumbry.

Przy marsjańskich diabłach pyłowych, ziemskie tornada są karłami. Pokazuje to, że do ich powstania nie są wymagane chmury. Są one atmosferycznym zjawiskiem elektrycznym.

Dlaczego Słońce jest pokryte granulami?

W swoich pionierskich publikacjach na temat Słońca z lat 70-tych, Ralph Juergens zaznaczył możliwą konotację słonecznych granuli z czymś, co pionier fizyki plazmy, Irving Langmuir, określił jako pęczki anodowe. Są to małe, jasne kulki plazmy, które formują się nad anodą, która w przeciwnym razie byłaby zbyt mała, aby przyjąć płynący przez nią prąd. W swoich eksperymentach Langmuir odnotował, że pęczki są małymi, jasnymi sferami, poruszającymi się nad powierzchnią anody. Wydaje się możliwe, że w warstwowej atmosferze Słońca, te jasne wyładowania przyjmują postać wiru elektrycznej otoczki.

Granule są jasne, ponieważ gazy wewnątrz wiru są ogrzewane kompresją i promieniowanie od ścian woru. Gorące gazy wypływają z wiru, tworząc granule. Również pioruny, w jakiejś formie, dostarczają energię na szczyt granuli, tworząc niezwykle jasne plamy. Ponad granulami jony rekombinują z elektronami, dając neutralny gaz, który absorbuje światło. Gaz taki byłby spychany w dół pomiędzy granule, a jego ruch zmieniany przez zderzenia z poruszanymi siłami elektromagnetyzmu jonami.

To właśnie może tworzyć ciemne kanały, będące rozgałęzionymi wzorami pomiędzy wyładowaniami elektrycznymi. Istniałyby tam silne wpływy silnego pola elektrycznego z powłok plazmy (warstw podwójnych) pączkowania anodowego. Zmienny poziom aktywności wyładowania nad granulą tłumaczyłby obserwowaną zmienną jasność słonecznych granuli. To godne uwagi, że nigdy nie zaobserwowano dużych i słabych granuli. Nie byłyby spodziewane w tym modelu.

Co powoduje plamy słoneczne?

Słoneczny plazmoid (widziany znad bieguna), widziany w ultrafiolecie, przy użyciu danych z SOHO.

W modelu elektrycznym, Słońce otrzymuje energię elektryczną z przestrzeni międzygwiezdnej, w formie wyładowania żarzeniowego. Eksperymenty z plazmą pokazują, że część energii będzie zgromadzona plazmoidzie w kształcie torusa, umieszczonym nad słonecznym równikiem.

Sporadycznie energia ta jest uwalniana z plazmoidu do niskich szerokości Słońca (czasami rezonanse plazmoidu mogą powodować jednoczesne rozbłyski po przeciwnych stronach ciała centralnego, jak to niedawno zarejestrowano na Słońcu). Globalna burza tornado jest odsuwana na bok przez silniejsze wiry elektrycznej powłoki, które dostarczają energię plazmoidu do znacznie głębszych poziomów. Wynikowe dziury w poziomie tornad, lub fotosferze, są tym, co nazywamy plamami słonecznymi. Zamiast być miejscami, gdzie energia jest ograniczona, są one raczej miejscami jej zwiększenia. To tłumaczy, dlaczego są one punktami startowymi złożonych wytrysków plazmy, które biegną przez Układ Słoneczny. Gigantyczne elektryczne tornada, tworzące plamy, przyspieszają cząstki w ich silnym polu elektromagnetycznym, generując ultrafiolet i promienie rentgena zamiast światła widzialnego. Tym niemniej ponieważ temperatura miarą ruchów chaotycznych, kierowany polem ruch cząstek wewnątrz wiru plamy wydaje się chłodny.

Model ten może wyjaśnić, dlaczego plamy o tej samej polaryzacji magnetycznej są do siebie silnie przyciągane, zamiast się odpychać (spróbuj zbliżyć do siebie dwa takie same bieguny magnesu). Plamy otrzymują prąd elektryczny, płynący w obracających się równolegle strumieniach, przez co są one wzajemnie przyciągane na długich dystansach, a odpychane na krótkich. To z kolei tłumaczy, dlaczego plamy często zachowują swoją odrębność, mimo odległości, która powinna im pozwolić się już połączyć. Istnieją też inne dowody na prądy elektryczne, płynące wzdłuż pola magnetycznego wewnątrz plam.

W umbrze, czyli ciemnym centrum plamy, na prześwietlonych zdjęciach zaobserwowano granulację. Granule umbry są ciaśniej upakowane, niż te fotosferyczne. Tego należałoby się spodziewać, ponieważ prąd prąd w wielkim wirze elektrycznej otoczki, tworzącym plamę, dostaje się do głębszej atmosfery na większych głębokościach. Granule umbry nie powinny istnieć, jeżeli plamy słoneczne są uformowane przez magnetyczne dławienie procesu konwekcji.

Artykuł w Nature wspomniał również o słabszych strukturach w umbrze. Są one związane z dośrodkową migracją jasnych plamek, za którymi podążają zmienne w czasie pojaśnienia i pociemnienia. Sugeruje to, że większa część umbry może mieć słabe lub niewielkie struktury, niż to się obserwuje. Naturą wiru elektrycznej powłoki jest ściskać materiał wewnątrz i wydłużać tubę w obu kierunkach. Ponieważ służy on zarazem jako przewodnik dla energii elektrycznej, wydaje się, że małe, jasne punkty są małymi, włóknistymi piorunami, emanującymi z dolnych końców wirów włókien penumbry.

Można by oczekiwać, że astronomowie dobrze się orientują w mechanice Słońca, najbliższej nam gwiazdy. W porównaniu do innych gwiazd, można powiedzieć, że to prawda. powiedział Kiselman. Ale niesamowite ZOO struktur i dynamicznych zjawisk na Słońcu nie jest w ogólności dobrze poznane, gdyż należy je oglądać bardzo długi czas. Wyobraźmy więc sobie, jak niewiele wiemy o innych gwiazdach. Żadnej gwiazdy nie zrozumiemy lepiej od Słońca. powiedział.

Komentarz: jest to niezwykle szczere wyznanie eksperta. Gdyby tylko stan naszej ignorancji został szerzej nagłośniony, zamiast aroganckich zapewnień, że wiemy już praktycznie wszystko, możemy na nowo ożywić zainteresowanie nauką w naszych szkołach.

Faktem jest, że nie rozumiemy Słońca. W ogólności nie rozumiemy gwiazd. Tak, mamy skomplikowane historie o nich, które radośnie zajmują teoretyków od stuleci. Ale tak długo, jak będą oni przekonani, że mogą ignorować elektryczna naturę wszystkiego we Wszechświecie, ich historie będą fikcją. Siła elektryczna jest najpotężniejszym oddziaływaniem Wszechświata, z której wynikają wszystkie inne siły*, i działa we wszystkich skalach, od subatomowej, po galaktyczną. Gdy zrozumiemy prawdziwą elektryczną naturę naszej gwiazdy, zaczniemy rozumieć Wszechświat takim, jakim jest.

*Autor nawiązuje tu zapewne do pewnej hipotezy na ten temat, która, choć nie wspominana tu, wydaje się być bliska orędownikom Elektrycznego Wszechświata - przyp. tłum.


Wal Thornhill

Przetłumaczono z http://www.holoscience.com/wp/sunspot-mysteries/?article=s9ke93mf