Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pole magnetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pole magnetyczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 września 2017

Sondy Van Allen ujawniają długoterminowe zachowania ziemskiego prądu pierścieniowego

19 maja 2016

Nowe odkrycia, bazujące na rocznych pomiarach sond Van Allen, należących do NASA, ujawniły, że prąd pierścieniowy – prąd elektryczny, niesiony przez energetyczne jony, okalające planetę – zachowuje się o wiele inaczej, niż dotąd sądzono.

Przez długo czas uważano, że prąd pierścieniowy na przemian rośnie i słabnie, lecz nowe obserwacje pokazały, że dzieje się tak tylko dla niektórych cząstek, podczas gdy inne są obecne stale. Korzystając z danych, zebranych przez Radiation Belt Storm Probes Ion Composition Experiment (RBSICE) na jednej z sond, badacze ustalili, że protony o wysokich energiach w prądzie pierścieniowym zmieniają się zupełnie inaczej, niż protony o niskich energiach. Taka informacja może pomóc dostosować nasze zrozumienie i modele prądu pierścieniowego – który jest kluczową częścią kosmicznego środowiska wokół Ziemi, mającego wpływ na nasze satelity.

Odkrycie zostało opublikowane w Geophysical Research Letters.

W czasie, kiedy nie ma burz magnetycznych, nawiedzających obszar wokół Ziemi (z lewej), protony o dużych energiach (setek keV, pokazane na pomarańczowo) niosą znaczny prąd elektryczny otaczający planetę, znany jako prąd pierścieniowy. Podczas okresów, gdy Ziemię nawiedza burza geomagnetyczna, napływają nowe protony, o niskiej energii (dziesiątek keV), wzmacniając istniejący prąd pierścieniowy.

Prawa: Johns Hopkins APL

Studiujemy prąd pierścieniowy, ponieważ kieruje on globalnym systemem prądów elektrycznych, zarówno w kosmosie, jak i na powierzchni Ziemi, co podczas intensywnych burz geomagnetycznych może powodować uszkodzenia w naszych systemach technologicznych. powiedział główny autor badania, Matina Gkioulidou, fizyk kosmiczny na Uniwersytecie Fizyki Stosowanej Johns'a Hopkins'a w Laurel, Maryland. Zmienia on również pole magnetyczne w przestrzeni w pobliżu Ziemi, które z kolei kontroluje ruch cząstek pasów radiacyjnych, opasujących naszą planetę. Oznacza to, że zrozumienie dynamiki prądu pierścieniowego na prawdę również ma znaczenie w zrozumieniu ewolucji pasów radiacyjnych.

Prąd pierścieniowy leży w odległości około 6200 do 37 000 mil (10 000 do 60 000 km) od Ziemi. Na początku XX wieku był on hipotezą, mającą wyjaśnić globalne osłabianie pola magnetycznego przy powierzchni Ziemi, mierzone powierzchniowymi magnetometrami. Takie zmiany powierzchniowego pola magnetycznego opisuje tak zwany indeks Sym-H.

Poprzednio, stan prądu pierścieniowego wnioskowano z wariacji indeksu Sym-H, ale okazało się, że reprezentuje to dynamikę jedynie protonów o niskich energiach. powiedział Gkioulidou. Gdy spojrzymy na dane protonów o wysokich energiach z instrumentu RBSPICE, widzimy, że zachowują się zupełnie inaczej, i te dwie populacje mówią o prądzie pierścieniowym całkiem co innego.

Graficzny rendering obu sond Van Allen. Należy do: JHU/APL, NASA

Sondy Van Allen, wystrzelone w 2012 roku, dają naukowcom pierwszą w niedawnej historii szansę ciągłego monitorowania prądu pierścieniowego, robiąc to przy pomocy instrumentów obserwujących jony o bardzo szerokim spektrum energii. Instrument RBSPICE zebrał dokładne dane o wszystkich rodzajach tych energetycznych jonów na przestrzeni szeregu lat. Musimy mieć instrument, mierzący szerokie pasmo energii cząstek, tworzących prąd pierścieniowy, wewnątrz samego prądu, przez długi czas. powiedział Gkioulidou. Zespół badaczy posłużył się danymi z przedziału jednego roku.

Po przyjrzeniu się danym jonów z jednego roku stało się jasne, że wokół Ziemi istnieje znaczny, utrzymujący się prąd pierścieniowy, niosący protony o dużych energiach, nawet podczas okresów spokoju od burz. Podczas burz geomagnetycznych, pierścień wzmacniany jest nowymi protonami o niskich energiach, wkraczających w pobliże Ziemi. Zatem próby przewidzenia wzmocnienia pierścienia podczas burzy przy jednoczesnym ignorowaniu pierścienia już istniejącego, jest jak próba opisania słonia, widząc tylko jego stopy. powiedział Gkioulidou.

Johns Hopkins Applied Physics Laboratory w Laurel, Maryland, zbudowało i zarządza sondami Van Allen dla Naukowego Dyrektoriatu Misji NASA. RBSPICE zarządzany jest przez New Jersey Institute of Technology w Newark, New Jersey. Jest to drug misja w ramach programu NASA Żyjąc z Gwiazdą, zarządzanego przez Goddard Space Flight Center w Greenbelt, Maryland, NASA.

Geoffrey Brown

Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory, Laurel, Md.

Karen C. Fox

NASA's Goddard Space Flight Center, Greenbelt, Md.

Ostatnio uaktualniono 4 sierpnia 2017.

Redaktor: Rob Garner


Przetłumaczono z: NASA’s Van Allen Probes Reveal Long-term Behavior of Earth’s Ring Current

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

poniedziałek, 18 września 2017

Gwiezdne magnesy, część 2

Elektryczna Burza, DsVortex, DeviantArt

5 stycznia 2017

Z badan wynika, że pola magnetyczne w gwiazdach nie należą do rzadkości.

Według niedawnego ogłoszenia prasowego, astronomowie z Uniwersytetu w Sydney, w Nowej Południowej Walii, w Australii, ... odkryli, że silne pola magnetyczne są w gwiazdach powszechne, a nie rzadkie, jak powszechnie sądzono.

W serii Zdjęcie Dnia często podkreśla się, iż astronomowie uważają pola magnetyczne za nieistotne w powstawaniu gwiazd. Stowarzyszony profesor, Dennis Stello, to potwierdza:

Obecne modele nie zawierają pola magnetycznego wśród podstawowych składników.

Pola magnetyczne wykryto wokół i wewnątrz galaktyk. Uważa się, że wywołują je wybuchy supernowych i rotacja samych galaktyk. Jednakże modele nie były w stanie przewidzieć pól, zaobserwowanych w szeregu galaktyk spiralnych.

George Helley Hale jako pierwszy wyznaczył słoneczne pole magnetyczne przy użyciu zmian w liniach Fraunhofera, widocznych w słonecznych spektrogramach. (...)

W obecności pola magnetycznego, linie widmowe rozdzielają się i przesuwają. Jest to tak zwany efekt Zeemana. Jednakże, mimo akceptacji pól magnetycznych jako ważnych w ewolucji galaktyk, pytania o ich pochodzenie, ewolucję i strukturę pozostają otwarte.

Nie zaskakuje, że kontur linii magnetycznych wokół galaktyk jest dla myślących standardowo osób niezrozumiały. W teoretycznej bazie wiedzy, z jakiej korzystają, tworząc swoje teorie, nie ma pojęcia elektryczności, mogącej być źródłem magnetyzmu. rozważanie pól magnetycznych bez pojęcia pola elektrycznego, to jak badać powódź nie znając pojęcia deszczu.

W Elektrycznym Wszechświecie, pola elektromagnetyczne w gwiazdach i galaktykach są łatwe do zrozumienia, gdyż nie istnieją w izolacji. Chociaż słowo plazma jest często wspominane w głównym nurcie, podstawowa teoria, którą się zgłębia, jest z natury mechaniczna. Powszechnym błędem jest odnoszenie się do plazmy jako do zjonizowanego gazu, który podlega grawitacji tak samo, jak materia obojętna.

Elektryczność we Wszechświecie jest trudna do wykrycia — jest skutki można pomylić z innymi emisjami — ale pola elektromagnetyczne można skartografować. Jednakże astronomowie przyjmują, iż pola te są pradawnymi pozostałościami po Wielkim Wybuchu.

Ponieważ poruszające się ładunki stanowią prąd elektryczny, mogą one generować pola magnetyczne. Prąd jest wówczas owinięty polem. Więcej naładowanych cząstek, przyspieszających w tym samym kierunku, wzmacnia pole. Jest to znane adwokatom Elektrycznego Wszechświata, ale gdy astronomowie odnajdą takie cząstki w kosmosie, są zbici z tropu i mówią o wiatrach bądź falach uderzeniowych.

Inną istotną sprawą konieczność tworzenia przez pędząc cząstki obwodu. Z tego powodu, teoria Elektrycznego Wszechświata podkreśla połączenie z kosmiczną siecią elektryczną.

Stephen Smith

(...)


Przetłumaczono z: Star Magnets Part Two

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Gwiezdne magnesy, część 1

Gateway Vortex, kyokizy, DeviantArt.

3 stycznia 2017

Co zapobiega rozpraszaniu się gwiazd?

Dzieci uczy się, że gwiazdy są płonącymi kulami wodoru. (...) Płomień fuzji uwalnia energetyczne cząstki z jąder, które są tak gęste, że mijają miliony lat, zanim się z nich wydostaną.

Miliardy lat, zanim powstała jakakolwiek gwiazda, były chmury pyłu i gazu tak rzadkie, że były praktycznie próżnią. Pytanie, nękające astronomów, brzmi: co spowodowało kondensację tych rozległych chmur?

Po pierwsze, chmura musi się schłodzić z cokolwiek wysokiej temperatury, jaką niegdyś posiadała, aby mogła się zapaść grawitacyjnie. Po drugie, supernowa może wywołać falę uderzeniową, nagarniającą cząstki na siebie. Następnie grawitacja ściąga chmurę w strukturę dosyć gęstą, aby rozpoczęła się fuzja.

Hipoteza mgławicowa została zaproponowana w XVIII wieku przez Kanta i Laplace'a, z modyfikacjami w wiekach XIX i XX, odzwierciedlającymi obiekcje. Grawitacja jest siłą względnie słabą, więc aby chmura gazu zapadła się pod własnym ciężarem, musi być chłodna i nie posiadać pola magnetycznego.

Niezależnie, czy chodzi o fale uderzeniowe, czy ciśnienie promieniowania, konwencjonalne teorie przedstawiają powstawanie gwiazd jako kinetyczne i indukowane mechanicznie. Uważa się, że początek temu daje spadek aktywności termicznej. Ponieważ gorący gaz się rozszerza, jak stwierdzają prawa fizyki, więc zapadnięcie się chmury gazu i pyłu powinno spowodować jest [ponowne] rozszerzenie i rozproszenie, i tu jest pies pogrzebany.

Proto gwiazdowy gaz i pył musi być niezmiernie zimny, w przeciwnym razie, jak wspomniano, tarcie przy zapadaniu się spowodowałoby rozproszenie chmury, zamiast ściśnięcia w gwiazdę. Jak owo zimno zapobiegłoby ogrzewaniu się, nie jest wiadome. Jeżeli coś zimnego jest ściskane do małej objętości, wówczas się nagrzewa, niezależnie od stanu wyjściowego. Wielu astronomów przyznaje, że ich teoriom czegoś brakuje, ale to najlepsze, co mają.

Pozostają pytania. Jak powstają masywne gwiazdy? Czy promieniowanie z wnętrza może zatrzymać akrecję? Co powoduje powstawanie gromad gwiazd? Skąd pochodzą chmury? Co powoduje powstawanie gwiazd na skalę galaktyczną?

NASA wystrzeliła teleskop misji Kepler 6 marca 2009 roku, mając niektóre z tych pytań na uwadze. Astronomowie korzystają z Keplera do pomiaru jasności różnych gwiazd oraz budowania katalogu zmian jasności, będących sugestywnymi w konwencjonalnym podejściu reakcji fuzyjnej. Technika ta znana jest jako astrosejsmologia, sposób zaglądania do wnętrz odległych gwiazd. Nazwa pochodzi od heliosejsmologii, będącej analizą rozchodzenia się fal uderzeniowych na Słońcu.

Obecnie, według naukowców, jedyną gwiazdą, której wiek znamy dokładnie, jest nasze Słońce, ponieważ materiał z Układu Słonecznego można dostarczyć na Ziemię celem analizy. Sądzi się jednomyślnie, że przy pomocy wiedzy o Słońcu można kalibrować odczyty z innych gwiazd.

Stephen Smith


Przetłumaczono z: Star Magnets Part One

Przetłumaczył: Łukasz Byczyński

niedziela, 21 sierpnia 2016

Kość w ciemnej materii

Grawitacja a obroty galaktyk

Obserwując prędkości obrotowe galaktyk, astronomowie szybko zauważyli rażącą, systematyczną anomalię: galaktyki nie obracały się tak, jak powinny. Obracały się z niemal stałą prędkością, innymi słowy, prędkość obrotowa była zbyt duża na ich peryferiach, niż wynikałoby to z wyliczeń na podstawie uniwersalnych praw grawitacji (zauważmy, że możemy założyć przeciwieństwo: prędkość jest niewystarczająca idąc ku centrum galaktyk).

Sugeruje to istnienie niewidocznej, ciężkiej materii, ciemnej materii, rozmieszczonej w postaci halo wokół galaktyk, zawierające ponad 90% ich masy. Pokazuje to graf powyżej.

Stosowano nawet modyfikacje grawitacji przy małych intensywnościach (MOND).

Na ilustracji powyżej, kropkowana na zielono linia pokazuje prędkość rotacji dysku D, czarna kropkowana linia odpowiada prędkości obrotowej bańki B.

Kombinacja, w postaci czerwonych piktogramów, jest pomiarem prędkości gazu (atomowego wodoru) w pobliżu galaktyki.

Przyznajemy, że gaz faktycznie pasuje do poziomej niebieskiej linii, reprezentującej sumę prędkości wszystkich komponentów Drogi Mlecznej. Używamy tej charakterystyki jako wskazówki, że prędkość gazu jest dobrym przybliżeniem prędkości obrotowej galaktyki. Ale aby wyjaśnić tą płaską krzywą prędkości obrotowej, należy wziąć pod uwagę halo H, reprezentując tajemniczą ciemną materię (brązowe kropki).

Powyżej:

  1. Krzywa rotacji zaobserwowana dla NGC 2403 (piktogramy) oraz krzywe rotacji dla poszczególnych elementów (linie).
    Źródło: Begeman (1987)
  2. Krzywe rotacji zaobserwowana dla NGC 5033 (piktogramy) oraz krzywe rotacji dla poszczególnych elementów (linie).
  3. Krzywe rotacji zaobserwowana dla NGC 5371 (piktogramy) oraz krzywe rotacji dla poszczególnych elementów (linie).

Jak widać, wydaje się, że we wszystkich galaktykach komponent gazowy zawsze ma krzywą rotacji odmienną od krzywej rotacji dysku.

Ponownie też zauważmy, że wyjaśnienie zawsze wymaga obecności halo z hipotetycznej ciemnej materii.

Pytanie

Dlaczego obserwujemy odmienne prędkości obrotowe dla różnych komponentów galaktyki? A szczególnie odnośnie dysku oraz gazu?

Czy wolno, z punktu widzenia fizyki, dodawać te prędkości i prezentować średnią?

Problem

  1. Pierwszym obiektem jest dysk, złożony z masywnych obiektów (gwiazdy, planety, pył, etc.)
  2. Drugim jest gaz, złożony z wodoru atomowego o małej gęstości, wykrywalnego tylko dzięki byciu zjonizowanym, oraz częściowo lub mniej, z cząsteczkowego wodoru lub helu.

Źródło: NASA/WMAP

Jaka różnica fizyczna może wyjaśnić różne prędkości obrotowe?

Oba komponenty są wrażliwe na grawitację. Jednak gaz, w przeciwieństwie do dysku, jest niezmiernie rozrzedzony oraz zjonizowany, co czyni go bardzo wrażliwym na pole magnetyczne galaktyki! Owo pole jest bardzo słabe, rzędu 0,8 µG. Obejmuje jednak całą galaktykę oraz okolicę. Zatem w wielkiej skali, jego wpływ na gaz staje się dominujący w porównaniu z grawitacją.

Wnioski:

  1. Prędkości obrotowe gazu nie są dobrą miarą prędkości obrotowej galaktyki.
  2. Z drugiej strony, prędkość obrotowa gazu jest dobrą wskazówką na istnienie galaktycznego pola magnetycznego.
  3. Dodawanie prędkości komponentów galaktyki do postaci średniej jest ciężkim koncepcyjnym błędem. Jest to błąd fizyczny, podobny do sumowania prędkości silnika parowego i dymu z jego paleniska.
  4. Nie potrzebujemy ciemnej materii do wyjaśnienia prędkości obrotowej galaktyk.

A co z gromadami galaktyk?

Źródło: HST

W każdej gromadzie galaktyk obserwujemy soczewkowanie grawitacyjne. Ujawnia nam ono istnienie odległych obiektów, których światło jest zakrzywiane (w sensie refrakcji) przez masę gromady.

Obliczenia (relatywistyczne) pozwalają nam obliczyć masę gromady. Ale tak obliczona masa jest znacznie większa od masy wynikającej z obserwacji.

Konflikt ten wydaje się dawać rozwiązać istnieniem ciemnej materii, lub ponownie modyfikacją praw grawitacji przy małych intensywnościach w dużej skali (MOND).

Źródło: Chandra

Obserwatorium Rentgenowskie Chandra dało nam wiele zdjęć gromad galaktyk. Abell 1689 jest dobrym przykładem. Widzimy, że ta gromada znajduje się wewnątrz ogromnego obłoku gazu. Jest on wzbudzony światłem galaktyk, a więc zjonizowany.

Czy jest on jednak pod wpływem, jak każdy inny, pola magnetycznego? Tak, istotnie, zgodnie z pewnymi obserwacjami (pole magnetyczne gromady galaktyk). Owe pola magnetyczne mają wartość zwykle ok 1 µG. Ale w tym wypadku ciemna materia, w której obecność w gromadzie niektórzy wierzą, jest tylko błędem w interpretacji.

Potrzebne jest wyjaśnienie, jak powstają soczewki grawitacyjne. Ale czy faktycznie są one grawitacyjne?

Czy nie można rozważyć soczewki optycznej? Czy obłok gazu jest dostatecznie gęsty, aby nas zmylić? Albo, po prostu, czy w tej skali, czy dostateczna jest liczba atomów, które światło napotka na swojej drodze? Albo, czy wciąż sławne pole magnetyczne, za który się rozglądamy, zakrzywia światło?

Źródło: HST

Rdzeń z ciemnej materii bez wyjaśnienia na zdjęciu gromady Abell 520, opublikowanym przez HST 2 marca 2012. Pytanie: czy tutaj też chodzi o zjonizowany gaz w polu magnetycznym?

Źródło: ESO

18 kwietnia 2012, ESO opublikowała, pod tytułem Poważny cios w teorię ciemnej materii?, obserwacje uczynione wokół Słońca oraz wewnątrz galaktyki przez zespół astronomów w Chile, które pokazały, że teoria ciemnej materii nie zgadza się z faktami. Możemy się wiec założyć, że próby bezpośredniego wykrycia cząstek ciemnej materii za Ziemi nie przyniosą efektu. Jest to najdokładniejsze studium, nigdy nie docenione, nad ruchem gwiazd w Drodze Mlecznej. Nie znaleziono dowodów na obecność ciemnej materii we względnie dużej strefie wokół Słońca.

Źródło: Chandra

24 września 2012, NASA opublikowała obserwacje rentgenowskie dr Anjali Gupta et al teleskopem Chandra, pod tytułem Chandra pokazuje, że Droga Mleczna otoczona jest gorącym gazem. Obserwacje te pokazują, ponownie, że lepiej jest ufać obserwacjom aniżeli symulacjom.

Dalsze obserwacje tego rodzaju, zrobione na innych galaktykach lub ich gromadach, mogą wyeliminować definitywnie hipotezę ciemnej materii jak również MOND.

Pytanie:

Czy nasza galaktyka jest wyjątkowa?

Dokumentacja:

  1. The Dark Matter Myth - Magnetic Fields and Galactic Rotation Curves (Thomas Smid)
  2. SPH simulations of magnetic fields in galaxy clusters (Dolag K. Bartelmann M. Lesch H.)
  3. The rotation curve of spiral galaxies and its cosmological implications (Plik PS, do odczytania przez GhostScript, lub przekonwertowania na format PDF Adobe Acrobat)
  4. Birth Control for Stars
  5. Anchoring Magnetic Field in Turbulent Molecular Clouds
  6. L'Univers des Galaxies - Daniel Benest, Alain Blanchard, Lucie Bottinelli, Suzy Collin, Claude Froeschlé, Lucienne Gouguenheim, Jean Lefèvre et Laurent Nottale - Chez HACHETTE - Collection les Fondamentaux.
  7. Hydrodynamique . Physique - Etienne Guyon, Jean-Pierre Hulin et Luc Petit - EDP SCIENCES.
  8. The Baryonic Tully-Fischer Relation. (Stacy McGaugh).
  9. IAP-CNRS (Roger Ferlet) A fast history and a summary of the results of the observations).
  10. Accepted view of Universe challenged by astronomer.
  11. EdgeviewSpace.
  12. Les Données de BOOMERanG suggèrent un Univers purement Baryonique (Stacy McGaugh).
  13. L'image Astronomique du Jour, Logarithmic Spirals Isabel and M51. A link which could be justifiable.
  14. Propriétés et origine des reliques radio dans les amas de galaxies. (Chiara Ferrari).
  15. arXiv:astro-ph/0308518 v1 28 Aug 2003 - A Dearth of Dark Matter in Ordinary Elliptical Galaxies. Aaron J. Romanowsky, Nigel G. Douglas, Magda Arnaboldi, Konrad Kuijken, Michael R. Merrifield, Nicola R. Napolitano, Massimo Capaccioli, Kenneth C. Freeman.
  16. June 27th, 2005, On a retrouvé la matière noire dans les galaxies elliptiques ! But we did not still find the slightest sample of black matter.
  17. Observational Cosmology: caveats and open questions in the standard model (Martín López-Corredoira - 01/06/2006).
  18. New May 11th, 2010, We did not still find the slightest sample of black matter: First Dark Matter Results from the XENON100 Experiment.
    And also: Early Results from Large Dark Matter Detector Cast Doubt on Earlier Claims.
  19. New Serious Blow to Dark Matter Theories?
    Zobacz streszczenie (źródło: ESO).
Mając dwie możliwości, naukowcy mają tendencję do wyboru tej niewłaściwej.

– Halton Arp


Autor: Bernard Lempel

Przetłumaczono z: A Black Snag in the Black Matter

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

czwartek, 14 kwietnia 2016

Dżety i inne dziwadła

Pocięte i pokręcone dżety

Źródło: Chandra

Interesujące jest porównanie pewnych dżetów, a szczególnie traktujących o nich dokumentów. Zacznijmy od przyjrzenia się dżetom krzywym, a nawet połamanym.

Po pierwsze dżety wychodzą z niektórych pulsarów: dobrymi przykładami są 3C 58 oraz Krab. Więcej o tych obiektach można przeczytać w artykułach:

Problem z Krabem

Lustro w Krabie

Kość błądząca po Krabie

Problemy z Krabem - krytyka i odpowiedzi

Zdjęcie J0617 wewnątrz IC443, wykonane przez Chandra.

To samo zdjęcie po obróbce cyfrowej

Można zauważyć, że dżet obiektu J0617 nie jest ciągły. Jawi się jako ciąg obłoków. Zauważmy również, że dżet jest skręcony i fizycznie złamany z pewnych miejscach. Zauważmy obecność dwóch lub trzech obiektów połączonych chmurą gazu (na niebiesko).

Czy mechanizm powstawania dżetów jest dobrze zrozumiany?

Eksperyment Cluster ujawnił, co się dzieje podczas interakcji magnetycznej pomiędzy Słońcem a Ziemią.

Źródło: Fabrice Mottaz

To, co pokazał nam Dr. Fabrice Mottez (Paris-Meudon Observatory) jest podstawowe. Animacja dostępna jest w formacie MPEG (dla Windows Media Player) a w razie problemów również w MOV (Quick Time). Nie znamy prędkości osiąganych przed poszczególne cząstki. Czy w pewnych przypadkach mogą być one relatywistyczne? Wydaje się, że tak. Jeżeli dotyczy to dżetu pojawiającego się okresowo, czy w znacznej odległości nie widzielibyśmy szeregu chmur? Zauważmy, że pan Fabrice Mottaz pokazał nam, świadomie lub nie, dżet nie występujący w linii prostej, a nie oś rozchodzenia się cząstek wiatru słonecznego.

3C 279 (Nature)

Dokument, opublikowany 18 lutego 2010 w Nature wolumin 467 przez Andy'ego Younga, opisuje dżet wychodzący z blazara 3C 279 (jest to wizerunek artystyczny). Co dziwaczne, dżet ten zagina się pod wpływem pola magnetycznego obłoku gazu. Natura tego obłoku oraz samego dżetu pozostają pogmatwane. To jest przynajmniej pewne. Powinniśmy przyglądać się temu, w poszukiwaniu innego wyjaśnienia.

Powyżej znajduje się grafika umieszczona 25 maja 2010 na Hubble Site. Powiązana publikacja datowana jest na 5 grudnia 2010.

Praca naukowa autorstwa: D. Batcheldor et al. 2010, dokument PDF. Zauważmy, że oryginalna fotografia zrobiona została przez HST w lutym 1998.

Wygląda na to, że centralna czarna dziura tej galaktyki jest poza jej centrum.

Przesunięcie supermasywnej czarnej dziury w M87 (HST).

Obiekt, który autorzy publikacji nazwali HST-1, jest około 200 lat świetlnych od czarnej dziury (BH), wydaje się być przyczyną rzeczonej przerwy. Raport dotyczący odległości w centrum galaktyki (GC), daje nam informację o masach i pozwala obliczyć masę HST-1. Na zdjęciu mamy 12 mm pomiędzy GC a BH, zaś 70 mm dzieli GC i HST-1. Jeżeli teraz przyjmiemy dla BH wartość 3 miliardów mas Słońca (ogólnie przyjmowaną), wówczas obliczenia dla HST-1 dają nam 3×1270=0,5 miliarda mas Słońca. Jest to wielkość znaczna, zatem HST-1 jest drugą czarną dziurą.

Zauważmy, że BH, GC i HST-1 nie leżą ze sobą w jednej linii, przez co dżet M87 podlega odchyleniom. Dlaczego?

M 87, VLT

Fotografia powyższa została zrobiona przez VLT w nocy z 25 na 26 maja 1998, i opublikowana została w Internecie 27 maja 1998. Jest to pierwsze światło

M 87 (obróbka cyfrowa B. Lempel)

Dwa miesiące później, oraz po wielu próbach o błędach, otrzymaliśmy metodą obróbki cyfrowej powyższy obraz. Zauważyliśmy wówczas, że dżet nie zaczyna się w pobliżu jądra, ale wychodzi z torusa (plazmowego?). Nie ma również początku w dysku akrecyjnym. Na zdjęciu tym nie widać przeciwległego dżetu. Widać również, że dżet jest odchylony od linii prostej przez bardzo ciekawy obiekt, który bez wahania można określić jako HST-1 i który wyraźnie posiada pole magnetyczne.

Pamiętajmy, że dżet ma rzeczywistą prędkość 0,6 c (wg Johna Biretty). Nawet, jeżeli występują tu jakieś efekty relatywistyczne, prędkość ta nie powinna przeszkodzić w dostrzeżeniu przeciwległego dżetu o zmienionej długości fali (przesunięte ku czerwieni podczerwień lub fale radiowe?). Według naszej wiedzy nie jest to przypadek M87.

Uwagi

  1. Publikacja Batcheldor et al. potwierdza istnienie dwóch masywnych obiektów.
  2. Ogólnie zdjęcie to przypomina nam mocno to, co pokazał Maurice Mottaz.
  3. Sugestia: HST-1 powinien nazywać się VLT-1 czy jakoś podobnie.

M 87 (obróbka cyfrowa: B. Lempel)

Wkrótce potem, zwiększywszy proces obróbki, otrzymaliśmy powyższy obraz. Torus zniknął, widać jednak dysk akrecyjny wokół centralnej czarnej dziury. Zwróćmy uwagę, że nie ma to wyidealizowanego kształtu, proponowanego powszechnie w ramach modelach.

Pojawia się trzeci obiekt, który nazwiemy VLT-2. Jeżeli jest on powiązany grawitacyjnie z pozostałymi dwoma, być może da się ustalić ich wzajemne masy, pod warunkiem, że znamy kąt padania, pod jakim na nie patrzymy.

Zauważmy, że VLT-2 zdaje się przesuwać w pobliże centralnej czarnej dziury, pozostawiając za sobą rozmycie. Czy ten obszar może być centrum masy wszystkich trzech obiektów? Jeżeli VLT-2 się porusza, to gdzie jest teraz (04-07-2010)?

Trzy kolejne etapy obróbki cyfrowej obszaru jądra M87.

Widzimy teraz to, co wydaje się być dyskiem akrecyjnym. Wykazuje to strukturę trzech ramion ułożonych pod kątem 120°, co sugeruje rezonans grawitacyjne, a nawet grawito-akustyczne. Odnotujmy, że to, co wydawało się akrecją materii ku czarnej dziurze, odbywa się według, w ostatecznym rozrachunku, wzdłuż osi biegunowej. Dysk akrecyjny, w płaszczyźnie torusa, jest oddalony od czarnej dziury. Dysk akrecyjny i torus plazmowy oddzielają się wyraźnie od siebie. torus i dżet zawsze pozostają w jednej płaszczyźnie.

M87 (Chandra)

Dla porównania, powyżej, zdjęcie centrum M87 z Chandra również pokazuje nam strukturę trzech ramion.

Schemat powyżej reprezentuje jawiącą się nam strukturę jądra M 87. Dysk akrecyjny (pomarańczowy) zdaje się być odpychane wiatrem cząstek (czarne strzałki) w płaszczyźnie równikowej, definiowanej torusem plazmowym (niebieski). Dżet ma dosyć energii do utorowania sobie drogi przez dysk akrecyjny. następnie pole magnetyczne kieruje go ku drugiemu obiektowi, który zmienia jego kierunek swoim momentem obrotowym (zielona strzałka). Dopiero wtedy jest przyspieszany do prędkości relatywistycznej.

Jeżeli dżet nie jest relatywistyczny wychodząc z torusa, wówczas przeciwny dżet, o ile istnieje, również nie jest relatywistyczny, i powinniśmy być w stanie odkryć go bez specjalnych trudności po drugiej stronie torusa.

Wnioski

  1. Obłok gazowy 3C 279 może być czymś dużo więcej niż obłokiem gazu. Proponujemy drugą czarną dziurę, obdarzoną polem magnetycznym, i taki zdaje się być przypadek M 87.
  2. Najbardziej interesujące wnioski płyną z krzywizny dżetów, ich źródeł oraz szczególnie z możliwości tworzenia dżetów bardzo różnych w stosunku do obiektów.
  3. Być możenie istnieje jeden unikalny model powstawania skupionych dżetów. W przypadku, który nas interesuje, wygląda na to, że dwa obiekty o intensywnym polu magnetycznym grają tu główną rolę. Przypadek M 87 zdaje się być klasyczny. Oddziaływanie elektromagnetyczne pomiędzy Słońcem a Ziemią okazują się być najlepszym kosmicznym laboratorium dla zrozumienia tego mechanizmu.
  4. Struktura centrum galaktyki M87 zdaje się odbiegać nieco od tego, czego się spodziewaliśmy. Możliwe, że mylą nas jakieś artefakty. Z zainteresowaniem oczekujemy kolejnych obserwacji.

Bibliografia

  1. Jets et Systèmes binaires - Bernard Lempel. L'Astronomie Vol 117 - Sept 2003. SAF (PDF=1,6 MB).
  2. Connecter le Soleil aux étoiles : vers une solution à l'énigme magnétique solaire? (CNRS - INSU)
  3. Là où les électrons deviennent relativistes. (La Recherche N° 360 - Janvier 2003)
  4. Dowody na przyspieszanie elektronów do ~ 300 keV w regionie dyfuzji rekoneksji magnetycznej w ziemskim warkoczu magnetycznym (Evidence for Electron Acceleration up to ~ 300 keV in the Magnetic Reconnection Diffusion Region of Earth's Magnetotail). (M. Fiérotes, R. P. Lin, T. D. Phan, D. E. Larson oraz S. D. Bale)
  5. Hubble zobaczył spektakularny rozbłysk w dżecie gzowym z czarnej dziury M87 (Hubble witnesses spectacular flaring in gas jet from M87's black hole) (Publié sur Internet le 14 Avr 2009)
  6. Teleskop Kosmiczny Hubble'a zaobserwował niezwykły rozbłysk w dżecie z M87 (Hubble Space Telescope observations of an extraordinary flare in the M87 jet)
  7. Nowość (22 sierpnia 2013). Teleskop Hubble'a zrobił film Space Slinky (Obserwujemy, na materiałach wideo, że jasność HST-1 okresowo się zmienia, około 13 razy w ciągu 13 lat) Hubble Takes Movies of Space Slinky (We can observe, in VIDEOS, that the luminosity of HST-1 varies periodically, approximately 13 times in 13 years). Artefakt?
  8. Nowe wyniki pomiarów ruchu dżetu M87 (Optical proper motion measurements of the M87 jet: New results)

Autor: Bernard Lempel

Przetłumaczono z: Fragmented and twisted Jets

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

poniedziałek, 14 marca 2016

Bliski przelot komety wywołał chaos w magnetosferze Marsa

9 marca 2016

Zaledwie tygodnie przed historycznym spotkaniem z kometą C/2013 A1 (Siding Spring) z Marsem w październiku 2014, należący do NASA pojazd badający atmosferę MAVEN wszedł na orbitę wokół Czerwonej Planety. Aby ochronić czułe instrumenty na pokładzie od możliwych uszkodzeń, podczas przelotu komety kilka z nich wyłączono; tak samo postąpiono w przypadku innych marsjańskich orbiterów. Jednak kilka instrumentów, w tym magnetometr, pozostało działających i dokonujących obserwacji z niezwykle bliskiego przelotu komety z przednich miejsc.

Jedyna w swoim rodzaju okazja dała naukowcom bliski wgląd w spustoszenie, jakie spowodował przelot komety w środowisku magnetycznym, czyli magnetosferze, Marsa. Rezultaty były tymczasowe, ale znaczące.

Bliskie spotkanie pomiędzy kometą Siding Spring a Marsem zalało planetę niewidzialnym przypływem naładowanych cząstek z kometarnej komy. Gęsta wewnętrzna koma niemal osiągnęła powierzchnię planety. Silne pole magnetyczne komety tymczasowo połączyło się i zdominowało słabe pole planety, jak pokazano to w artystycznym wyobrażeniu. Prawa: NASA/Goddard

Kometa Siding Spring pogrążyła pole magnetyczne Marsa w chaosie. powiedział Jared Espley, członek zespołu naukowego MAVEN w NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt, Maryland. Sądzimy, że zdarzenie to zdmuchnęło część górnej atmosfery Marsa, podobni, jak zrobiłaby to silna burza słoneczna.

W przeciwieństwie do Ziemi, Mars nie jest chroniony przez silną magnetosferę, generowaną we wnętrzu planety. Atmosfera Marsa zapewnia jednak pewną ochronę, odchylając strumień wiatru słonecznego wokół planety, jak skala zaburzająca przepływ wody. Dzieje się tak, gdyż na bardzo dużych wysokościach atmosfera Marsa jest plazmą - warstwą elektrycznie naładowanych cząstek i molekuł gazu. Naładowane cząstki wiatru słonecznego oddziałują z tą plazmą, a ruchy ładunków spowodowały przepływy prądów [elektrycznych]. Tak jak prądy w prostych obwodach elektrycznych, prądy te powodują indukowanie pola magnetycznego, które w przypadku Marsa jest dosyć słabe.

Kometa Siding Spring również otoczona jest polem magnetycznym. Wynika to z oddziaływaniem wiatru słonecznego z plazmą generowaną w komie - otoczce gazów wypływających z jądra komety ogrzanego przez Słońce. Jądro komety Siding Spring - bryła lodu i skał, mierząca nie więcej niż pół kilometra (1/3 mili) - jest małe, ale koma jest rozległa, sięgająca na milion kilometrów (ponad 600 000 mil) w każdą stronę. Najgęstsza część komy, wewnętrzny region w pobliżu jądra, jest tym, co widzimy przez teleskopy i kamery jako wielką, rozmazaną kulę.

Gdy kometa Siding Spring mijała Marsa, oba ciała zbliżyły się od siebie na odległość około 140 000 km (87 000 mil). Koma komety omiatała planetę przez szereg godzin, a gęsta wewnętrzna koma sięgała niemal powierzchni. Mars został zalany powodzią niewidocznych naładowanych cząstek z komy, a potężne pole magnetyczne komety czasowo połączyło się i zdominowało słabe pole planetarne.

Główna akcja miała miejsce podczas największego zbliżenia komety powiedział Espley. ale planetarna magnetosfera poczuła efekty gdy tylko weszła w zewnętrzną komę.

Z początku zmiany były subtelne. Gdy magnetosfera Marsa, będąca zwykle równomierna wokół planety, zaczęła reagować na zbliżającą się kometę, pewne jej regiony zmieniły kierunek pola. Wraz ze zbliżaniem się komety, efekt narastał, powodując, że planetarne pole magnetyczne niemal opadło, jak kurtyna na wietrze. W czasie największego zbliżenia - gdy plazma z komety była najgęstsza - pole magnetyczne Marsa wpadło w kompletny chaos. Nawet godziny po odlocie komety mierzono obecność pewnych odchyleń.

Espley i jego koledzy uważają, że zalewu plazmy był podobny do tego przy silnym, ale krótkim sztormie słonecznym. Podobnie jak burza słoneczna, kometa tymczasowo zasiliła przypływ gzów uciekających z górnej atmosfery Marsa. Z biegiem czasu burze te zbierają żniwo w atmosferze.

Przy użyciu MAVEN, staramy się zrozumieć, jak Słońce i wiatr słoneczny oddziałują z Marsem powiedział Bruce Jakosky, główny badacz MAVEN w University of Colorado’s Laboratory for Atmospheric and Space Physics w Boulder. Obserwując, jak magnetosfery Mara i komety oddziałują ze sobą, poznajemy szczegóły kontrolujących je procesów.

Badanie zostało opublikowane w Geophysical Research Letters.

Po więcej informacji na temat MAVEN zajrzyj tu: http://www.nasa.gov/maven

Napisała: Elizabeth Zubritsky

NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt, Maryland

Ostatnia edycja: 1o marca 2016
Edytor: Karl Hille


Przetłumaczono z: Close Comet Flyby Threw Mars’ Magnetic Field Into Chaos

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

sobota, 28 lutego 2015

Tajemnice plam słonecznych

Jeśli będziesz prawdziwym poszukiwaczem prawdy, przynajmniej raz w życiu będziesz musiał zwątpić, tak bardzo, jak to możliwe, we wszystko.
–Rene Descartes

Na space.com pojawił się nastepujący raport:

Nowe fotografie Słońca są szczegółowsze, niż kiedykolwiek.

Robert Roy Britt Senior, pisarz naukowy
13 listopada 2002

Najbardziej szczegółowe jak dotąd zdjęcia Słońca ujawniają zaskakujące wężo-podobne włókna, wyłaniające się z jasnej powierzchni Słońca ku ciemnym środkom plam słonecznych. Zdjęcia te dają astronomom możliwość sięgnięcia głęboko w te magnetyczne potwory, i wydobycie ich sekretów. Wykonane przez specjalnie wyposażone teleskopy naziemne, zdjęcia te ujawniają struktury nigdy wcześniej nie widziane na słonecznej powierzchni. Same obrazy, oraz co ważniejsze, technika użyta do ich otrzymania, obiecują pełniejsze zrozumienie złożonego i słabo poznanego współgrania materii i energii, kotłujących gorącą powierzchnię, zasilanych przez energię termojądrową w jądrze Słońca.

Komentarz: Wyrażenie zaskoczenia i zakłopotania jest powszechne przy nowych odkryciach w astrofizyce, a dokładne zdjęcia plam słonecznych potwierdzają to. Dzieje się tak, ponieważ zaakceptowane teorie dowiodły, że są spektakularnie nie przewidujące. Dla niezależnych umysłów jest to wyraźny sygnał, że pojawiła się okazja do wyklarowania tajemnic, które trzymały się naszych naukowców przez większą część XX wieku.

Jak dawno temu wskazał Fred Hoyle, Słońce nie pasuje zachowaniem do bycia wewnętrznie podgrzewanego gazu, zwyczajnie wypromieniowywującego swoją energię na zewnątrz. Zamiast tego, jego zachowanie na każdym poziomie jest złożone i zaskakujące. Nigdzie zaś nie jest tak tajemnicze, jak w plamie słonecznej. Zatem, bez żadnych bezpośrednich dowodów na to, że model Słońca zasilanego termojądrowo jest poprawny, a mając silne dowody przeciwko niemu, powinniśmy posłuchać Kartezjusza i zwątpić. Niestety, jest to trudna droga, gdyż nauka jest potężną konsensualną organizacją. Jeśli nastąpi co do czegoś powszechna zgoda, może to spowolnić nowe idee o stulecia, a czasami nawet tysiąclecia.

Badacze z Królewskiej Akademii Szwecji w Sztokholmie, prowadzeni przez Gorana Scharmera, omawiali poniższe zdjęcie w numerze Nature z 14 listopada:

Członek zespołu, Dan Kiselman, powiedział, co widzi na nowym widoku Słońca: Drążące ciemność włókna wyglądają jak żarzące się węże, z ciemnymi paskami na grzbietach. Głowa węża jest często skomplikowaną strukturą, w której pasek rozdziela się na jasnych punktów.

Zdjęcia zostały wykonane akademickim, niedawno zainstalowanym teleskopem słonecznym w La Palma, na Wyspach Kanaryjskich, nieopodal wybrzeży Afryki. Filmy, powstałe przez sekwencyjne nałożenie zdjęć, pokazują, że ciemne rdzenie włókien trwają długo i są przypuszczalnie trwalsze od jasnych części. Naukowcy zidentyfikowali również w tak zwanej penumbrze plam słonecznych struktury podobne do kanałów, które można określić jako przebiegające na wzór pęknięć, powiedział Kiselman. Penumbra otacza ciemny rdzeń plamy i jaśniejsze rejony wszędzie na słonecznej powierzchni. Jakichkolwiek metafor byśmy użyli, należy pamiętać, że wszystko to jest tylko świecący gaz.

Poniższa fotografia została zrobiona 15 lipca i została podkolorowana dla lepszego kontrastu.

Tajemnice pozostają

Pomimo zdjęć, ujawniających szczegóły do 62 mil (100 km), badacze wciąż nie znają szczegółów działania plam słonecznych. Jasnym jest, że wszystko, co widzimy, jest wynikiem pól i gazu słonecznego, lub plazmy. wyjaśnił Kiselman. ciepło słoneczne próbuje się przepchnąć, niesione przez prądy konwekcyjne, powstrzymywane przez pola magnetyczne. Ale co się dokładnie dzieje, oraz dlaczego struktury te wyglądają tak, a nie inaczej, tego nie wiemy. Plamy słoneczne są chłodniejsze i ciemniejsze od reszty Słońca. Są one poligonami dla skomplikowanych wypływów plazmy, która podąża przez Układ Słoneczny, czasami zasilając kolorowe światła w pobliżu ziemskich biegunów, co jest znane jako zorza.

Komentarz: Czy prawdopodobnym jest, że słabe zrozumienie zjawiska plam wyrosło nieprawidłowego założenia, że wiemy o większości tego, co się dzieje wewnątrz Słońca? Tak sądzę. Aby mieć jakąkolwiek pewność w naszym zrozumieniu Słońca, i gwiazd w ogólności, musimy najpierw być w stanie wyjaśnić rzeczy, które widzimy. Zatem ważne jest, abyśmy zrozumieli plamy słoneczne, ponieważ jest to jedyne miejsce, które daje wgląd pod jasną fotosferę. I co my tam widzimy? Jest tam chłodniej o tysiące stopni! Jest to w ogóle niespodziewane, jeżeli Słońce próbuje pozbyć się ciepła. Centrum plamy powinno być znacznie cieplejsze i jaśniejsze od otoczenia. A co z włóknami penumbry? One, oraz ich zachowanie, nie przypominają żadnej znanej formy konwekcji gazu czy pól magnetycznych

Istnieje kulawych uzgodnień, które powstrzymują postęp astrofizyki. Jedno z nich zostało treściwie wyrażone przez profesora astrofizyki na niedawnym publicznym spotkaniu: Kiedy czegoś nie rozumiemy, zwalamy to na magnetyzm. Słońce posiada więcej właściwości, zwalonych na magnetyzm, niż jakiekolwiek inne ciało niebieskie. Chłodne wnętrze plamy jest klasycznym przykładem. W rzeczy samej, jest tam mierzone silne pole magnetyczne, powstaje jednak pytanie o skutek i przyczynę. Pola magnetyczne produkowane są tylko przez prąd elektryczny. Czy istnieją jakiekolwiek inne dowody na aktywność elektryczną Słońcu? Tak, praktycznie każdą właściwość Słońca można pojmować jako formę wyładowania elektrycznego w plazmie.

Frędzle penumbry są przykładem. Wyładowania elektryczne w plazmie często przybierają formę długich, cienkich włókien. Jak tuba neonowa, jest to po prostu wyładowanie, które pobudza gaz do świecenia. Obserwuje się, że frędzle penumbry rozdzielają się przy swoich końcówkach w ciemnej umbrze i obracają się. Jest to typowe zachowanie włókien plazmy i można ją zaobserwować w lampach plazmowych. ale największym szokiem jest to, że frędzle penumbry mają ciemne wnętrza! Jak to może być, skoro są one konwektywnym gazem? W tym wypadku, centrum włókna powinno być gorętsze i jaśniejsze.

Wyładowanie elektryczne oferuje prostsze wyjaśnienie. W Elektrycznym Wszechświecie wszystkie ciała mogą otrzymywać prąd elektryczny z otoczenia w procesie kosmicznego ładowania, związanym z normalnym rozwojem galaktyki. A ponieważ zjawiska elektryczne są skalowalne na przynajmniej 14 rzędów wielkości, możemy spojrzeć na wyładowania w innych atmosferach i na ich podstawie domyślać się, co może się dziać w atmosferze Słońca.

Kuszące jest przyrównanie frędzli penumbry do gargantuicznych piorunów, ale te zjawiska nie pasują do tego za bardzo.

Typowa błyskawica trwa 0,2 sekundy i obejmuje dystans około 10 km. Frędzle penumbry trwają przynajmniej jedną godzinę i mają długość rzędu 1000 km. Jeśli przeskalujemy piorun sto razy, będzie on trwał 20 do 200 sekund, i byłby długo na 1000 km. Czas życia jest zbyt krótki. Pomiary blizn na przewodnikach błyskawicy pokazują, że ma ona tylko 5 mm szerokości. Przeskalowanie jej 100 razy dałoby szerokość daleko poniżej rozdzielczości teleskopów.

Tym niemniej, istnieje inna znana forma wyładowania elektrycznego, która skaluje się właściwie, i może wyjaśnić tajemnicze ciemne wnętrza frędzli penumbry. Jest to tornado! Tornada, jak na zdjęciu powyżej, trwa minuty i może mieć średnicę rzędu jednego kilometra. Przeskalowując je stokrotnie, otrzymujemy dobre przybliżenie frędzla penumbry. I jeżeli wirujący cylinder plazmy emituje ciepło i światło, jak to widzimy na Słońcu, pojawi się słoneczne tornado, które widziane z boku, będzie posiadało ciemne wnętrze.

Sztuczne, ogniste tornado ukazuje jasne brzegi wiru. © 2001, Reel EFX. Inc.

Meteorologowie nie są pewni, jak formują się tornada, ale wiedzą, że często towarzyszą silnym burzom elektrycznym. Kluczem do zrozumienia tornad jest gwałtownie wirujący ładunek elektryczny. Tak, jak elektrony tworzą prąd w przewodzie miedzianym, którym przesyłamy energię, tak są w tornadzie. Dużą różnicą jest jednak fakt, że prędkość elektronów w przewodzie wynosi metr na wiele godzin, podczas gdy w tornadzie - wiele metrów na sekundę! Wynikiem są niezwykle silne oddziaływania elektromagnetyczne. Rezultat jest nazywany wirem naładowanej otoczki.

Publiczna wystawa naukowa daje złe wyobrażenie, porównując zwykły mechaniczny wir, jak ten powyżej, do tornada. Tornado jest zjawiskiem elektrycznym, poddanym znacznie potężniejszym siłom, utworzonym przez szybko wirujące ładunki. Gdyby było to prawdziwe, miniaturowe tornado, nie byłoby polecane dla młodego człowieka tak blisko do niego podchodzić. Możliwe zniszczenia dokonane siłami elektromagnetycznymi są dużo większe, niż od zwykłego wiatru.

Kształt wiru jest silnie ograniczony do długiego i cienkiego, z okrągłym przekrojem. Ten prawdziwy kształt wiru jest często ukryty w tornadzie z powodu otaczającego pyłu i chmur. Sam wir będzie widoczny tylko wtedy, gdy będzie dostatecznie dużo energii elektrycznej do zjonizowania atmosfery. Tak oczywiście jest w przypadku Słońca. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli "najechanie" przez tornado, relacjonowali, że po wewnętrznej stronie jego ścian znajduje się elektryczna mgła.

Powszechnie uważa się, że tornado jest rodzajem burzowej energii mechanicznej, która jakimś sposobem zostaje przemieniona w elektryczną, a następnie bardzo efektywnie skierowaną do uziemienia za pomocą wiru elektrycznej powłoki wewnątrz tornada. Owo "jakoś" powstaje tylko wówczas, gdy nie uświadamiamy sobie elektrycznych wymiarów Układu słonecznego. Energia elektryczna z kosmosu jest częściowo zamieniana w mechaniczną wiatrów. Zamiast generować efekty elektryczne, wiatry w tornadach są sterowane wirem elektrycznej otoczki.

Ziemia i inne planety otrzymuje energię elektryczną z kosmosu w ten sam sposób, co Słońce. Oczywiście, my otrzymujemy jej znacznie mniej, niż Słońce, które zdaje się być pokryte tornadowymi wirami otoczki elektrycznej. Słoneczne tornada widać najwyraźniej na brzegach plam, w formie włókien penumbry. Silne pole magnetyczne, tworzone przez każdy z wirów, powoduje powstanie obserwowanego włóknistego pola magnetycznego penumbry.

Przy marsjańskich diabłach pyłowych, ziemskie tornada są karłami. Pokazuje to, że do ich powstania nie są wymagane chmury. Są one atmosferycznym zjawiskiem elektrycznym.

Dlaczego Słońce jest pokryte granulami?

W swoich pionierskich publikacjach na temat Słońca z lat 70-tych, Ralph Juergens zaznaczył możliwą konotację słonecznych granuli z czymś, co pionier fizyki plazmy, Irving Langmuir, określił jako pęczki anodowe. Są to małe, jasne kulki plazmy, które formują się nad anodą, która w przeciwnym razie byłaby zbyt mała, aby przyjąć płynący przez nią prąd. W swoich eksperymentach Langmuir odnotował, że pęczki są małymi, jasnymi sferami, poruszającymi się nad powierzchnią anody. Wydaje się możliwe, że w warstwowej atmosferze Słońca, te jasne wyładowania przyjmują postać wiru elektrycznej otoczki.

Granule są jasne, ponieważ gazy wewnątrz wiru są ogrzewane kompresją i promieniowanie od ścian woru. Gorące gazy wypływają z wiru, tworząc granule. Również pioruny, w jakiejś formie, dostarczają energię na szczyt granuli, tworząc niezwykle jasne plamy. Ponad granulami jony rekombinują z elektronami, dając neutralny gaz, który absorbuje światło. Gaz taki byłby spychany w dół pomiędzy granule, a jego ruch zmieniany przez zderzenia z poruszanymi siłami elektromagnetyzmu jonami.

To właśnie może tworzyć ciemne kanały, będące rozgałęzionymi wzorami pomiędzy wyładowaniami elektrycznymi. Istniałyby tam silne wpływy silnego pola elektrycznego z powłok plazmy (warstw podwójnych) pączkowania anodowego. Zmienny poziom aktywności wyładowania nad granulą tłumaczyłby obserwowaną zmienną jasność słonecznych granuli. To godne uwagi, że nigdy nie zaobserwowano dużych i słabych granuli. Nie byłyby spodziewane w tym modelu.

Co powoduje plamy słoneczne?

Słoneczny plazmoid (widziany znad bieguna), widziany w ultrafiolecie, przy użyciu danych z SOHO.

W modelu elektrycznym, Słońce otrzymuje energię elektryczną z przestrzeni międzygwiezdnej, w formie wyładowania żarzeniowego. Eksperymenty z plazmą pokazują, że część energii będzie zgromadzona plazmoidzie w kształcie torusa, umieszczonym nad słonecznym równikiem.

Sporadycznie energia ta jest uwalniana z plazmoidu do niskich szerokości Słońca (czasami rezonanse plazmoidu mogą powodować jednoczesne rozbłyski po przeciwnych stronach ciała centralnego, jak to niedawno zarejestrowano na Słońcu). Globalna burza tornado jest odsuwana na bok przez silniejsze wiry elektrycznej powłoki, które dostarczają energię plazmoidu do znacznie głębszych poziomów. Wynikowe dziury w poziomie tornad, lub fotosferze, są tym, co nazywamy plamami słonecznymi. Zamiast być miejscami, gdzie energia jest ograniczona, są one raczej miejscami jej zwiększenia. To tłumaczy, dlaczego są one punktami startowymi złożonych wytrysków plazmy, które biegną przez Układ Słoneczny. Gigantyczne elektryczne tornada, tworzące plamy, przyspieszają cząstki w ich silnym polu elektromagnetycznym, generując ultrafiolet i promienie rentgena zamiast światła widzialnego. Tym niemniej ponieważ temperatura miarą ruchów chaotycznych, kierowany polem ruch cząstek wewnątrz wiru plamy wydaje się chłodny.

Model ten może wyjaśnić, dlaczego plamy o tej samej polaryzacji magnetycznej są do siebie silnie przyciągane, zamiast się odpychać (spróbuj zbliżyć do siebie dwa takie same bieguny magnesu). Plamy otrzymują prąd elektryczny, płynący w obracających się równolegle strumieniach, przez co są one wzajemnie przyciągane na długich dystansach, a odpychane na krótkich. To z kolei tłumaczy, dlaczego plamy często zachowują swoją odrębność, mimo odległości, która powinna im pozwolić się już połączyć. Istnieją też inne dowody na prądy elektryczne, płynące wzdłuż pola magnetycznego wewnątrz plam.

W umbrze, czyli ciemnym centrum plamy, na prześwietlonych zdjęciach zaobserwowano granulację. Granule umbry są ciaśniej upakowane, niż te fotosferyczne. Tego należałoby się spodziewać, ponieważ prąd prąd w wielkim wirze elektrycznej otoczki, tworzącym plamę, dostaje się do głębszej atmosfery na większych głębokościach. Granule umbry nie powinny istnieć, jeżeli plamy słoneczne są uformowane przez magnetyczne dławienie procesu konwekcji.

Artykuł w Nature wspomniał również o słabszych strukturach w umbrze. Są one związane z dośrodkową migracją jasnych plamek, za którymi podążają zmienne w czasie pojaśnienia i pociemnienia. Sugeruje to, że większa część umbry może mieć słabe lub niewielkie struktury, niż to się obserwuje. Naturą wiru elektrycznej powłoki jest ściskać materiał wewnątrz i wydłużać tubę w obu kierunkach. Ponieważ służy on zarazem jako przewodnik dla energii elektrycznej, wydaje się, że małe, jasne punkty są małymi, włóknistymi piorunami, emanującymi z dolnych końców wirów włókien penumbry.

Można by oczekiwać, że astronomowie dobrze się orientują w mechanice Słońca, najbliższej nam gwiazdy. W porównaniu do innych gwiazd, można powiedzieć, że to prawda. powiedział Kiselman. Ale niesamowite ZOO struktur i dynamicznych zjawisk na Słońcu nie jest w ogólności dobrze poznane, gdyż należy je oglądać bardzo długi czas. Wyobraźmy więc sobie, jak niewiele wiemy o innych gwiazdach. Żadnej gwiazdy nie zrozumiemy lepiej od Słońca. powiedział.

Komentarz: jest to niezwykle szczere wyznanie eksperta. Gdyby tylko stan naszej ignorancji został szerzej nagłośniony, zamiast aroganckich zapewnień, że wiemy już praktycznie wszystko, możemy na nowo ożywić zainteresowanie nauką w naszych szkołach.

Faktem jest, że nie rozumiemy Słońca. W ogólności nie rozumiemy gwiazd. Tak, mamy skomplikowane historie o nich, które radośnie zajmują teoretyków od stuleci. Ale tak długo, jak będą oni przekonani, że mogą ignorować elektryczna naturę wszystkiego we Wszechświecie, ich historie będą fikcją. Siła elektryczna jest najpotężniejszym oddziaływaniem Wszechświata, z której wynikają wszystkie inne siły*, i działa we wszystkich skalach, od subatomowej, po galaktyczną. Gdy zrozumiemy prawdziwą elektryczną naturę naszej gwiazdy, zaczniemy rozumieć Wszechświat takim, jakim jest.

*Autor nawiązuje tu zapewne do pewnej hipotezy na ten temat, która, choć nie wspominana tu, wydaje się być bliska orędownikom Elektrycznego Wszechświata - przyp. tłum.


Wal Thornhill

Przetłumaczono z http://www.holoscience.com/wp/sunspot-mysteries/?article=s9ke93mf

poniedziałek, 23 lutego 2015

Tornado w kosmosie

Energetyczny dżet gwiazdowy obiektu HH (Herbig Haro) 49/50, widziany przez Kosmiczny Teleskop Spitzer. Źródło: J. Bally (Univ. of Colorado) et al., JPL-Caltech, NASA.

10 lutego 2006

Wraz z odkryciem obiektów Herbig Haro, czy też gwiazd z dżetami, astronomowie szukają wyjaśnień. Jednak gwiazdy te obserwowane dziś setkami, tylko akcentują powszechne i fundamentalne niezrozumienie kosmosu.

Zdjęcie powyżej ukazało się w Astronomicznym Zdjęciu Dnia (APOD) 3 lutego 2006. Podpis identyfikował gwiezdny dżet jako kosmiczne tornado, długie na lata świetlne, którego gazy pędzą z prędkością 100 km/s. Chociaż takie energetyczne wydmuchy są dobrze znane, jako mające związek z młodymi gwiazdami, dokładna przyczyna tych spiralnych struktur widocznych w tym przypadku pozostaje tajemnicą.

W rzeczy samej, astronomowie wyrażają wielkie zadziwienie tymi formacjami. Model grawitacyjny, obowiązujący w 20 wieku, nigdy nie dopuszczał wąskich dżetów czegokolwiek, co mogłoby wypływać z ciał gwiezdnych. Ani grawitacja, ani standardowa dynamika gazów na to nie pozwalają.

Zatem im więcej odkrywaliśmy, problem narastał. Aby wyraźnie go dostrzec, przyjrzyjmy się językowi, opisującemu gwiazdowe dżety Herbig Haro, jak ten powyżej. Używane w nim pojęcia zaczerpnięto z zachowania wiatru i wody na skalnej planecie, zwanej Ziemią - planecie, która okazuje się wyjątkiem we Wszechświecie, który jest w 99,99% plazmą i jest zdominowany przez prądy elektryczne i ich indukowane pola magnetyczne. Przykładem dziwaczności przestarzałego języka jest opis gwiazdowych dżetów na stronie internetowej teleskopu Hubble'a - stronie, którą APOD likuje w celu wyjaśnienia takich energetycznych wydmuchów.

Wyjaśnienie zaczyna się słowami:

Gwiazdowe dżety są analogiami do gigantycznych zraszaczy. Czy zraszacz wiruje, czy pulsuje, czy też oscyluje, daje to wgląd w działanie jego malutkiego mechanizmu. Podobnie gwiazdowe dżety, długie na miliardy lub tryliardy mil, dają pewne wyobrażenie, co się dzieje w pobliżu gwiazdy w skali jedynie milionów mil, w której nawet Hubble nie potrafi zobaczyć szczegółów.

Ten, kto wie, czym jest plazma, może powiedzieć: jeśli sądzisz, że zraszacz ogrodowy jest dobrą analogią zdjęcia powyżej, postaw taki w przestrzeni kosmicznej i zobacz, co się stanie. Jakakolwiek próba zrozumienia gwiazdowych dżetów, rozciągniętych na lata świetlne, przy użyciu pojęcia wydmuchu na jednej ze stron, powinno skutkować kończącym karierę wstydem.

Dlaczego dżety są wąskie? pyta pisarz NASA. Zdjęcia Teleskopu Hubble'a powiększają tajemnicę, jak dżety są zwężane w wąskie wiązki. Następnie, po odnotowaniu, że zdjęcia z Hubble'a zdają się wykluczać ideę (popularną jeszcze kilka lat temu), że wymagany wydmuch może być zapewniany przez dysk wokół gwiazdy, autor dodaje:

Teoretyczną możliwością jest, że pole magnetyczne w dysku może skupiać gaz w w wąskie strumienie, ale na razie nie ma bezpośrednich dowodów obserwacyjnych, że pola magnetyczne są istotne.

Po tym pomniejszeniu roli pola magnetycznego, autorzy zadają dwa pytania, bezpośrednio związane z magnetyzmem, czego jednak sobie nie uświadamiają. Co powoduje perlistą strukturę? pytają. Oraz dlaczego dżet jest skręcony? nie zdają sobie sprawy, że właśnie zacytowali dwie najbardziej rozpoznawalne cechy wyładowania plazmowego - koraliki i supłowate niestabilności. Ale zamiast wprowadzić słownictwo elektrycznej plazmy, tak nieznane astronomom, strona zabiera nas do świata wody. ...Koraliki są na prawdę zbitkami gazu, orzące przestrzeń jak sznur motorówek. A węzły na ich trasie mogą być dowodami na istnienie gwiazdowego towarzysza, który ciągnie za gwiazdę centralną, powodując chwiejność, a to z kolei powoduje zmiany kierunku dżetu, jak rzucający się wąż ogrodowy.

Takie oświadczenia powodują u ekspertów plazmowych - którzy spędzili życie obserwując unikalne zachowanie prądu elektrycznego i wyładowań plazmowych - zastanawianie się nad przyszłością nauki teoretycznej. Dla kosmicznych elektryków w gwiazdowych dżetach nie ma nic niezwykłego. Ich odpowiedniki pojawiają się regularnie w w laboratoriach plazmy. Mogą być modelowane w symulacjach komputerowych. Ich analogie można zobaczyć w ziemskiej górnej atmosferze, w marsjańskich diabłach pyłowych, w wulkanach na księżycu Jowisza - Io, na księżycu Saturna - Enceladusie, w dżetach i warkoczach komet - a nawet w obserwowanych obecnie, dalekich strugach polarnych, wystrzeliwujących z galaktyk.

Jeżeli elektrycy teoretycy mają rację, udzielenie konwencjonalnej odpowiedzi na nowo odkryte obiekty w kosmosie, wymaga kursu kolizyjnego z plazmą i elektrycznością.


Następna część: Pamiętając o przestrodze Alfvéna.

Redaktor zarządzający: Michael Armstrong

Dodatkowy wkład: Dwardu Cardona, Ev Cochrane, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Przetłumaczono z: http://www.thunderbolts.info/tpod/2006/arch06/060210hhtornado.htm

niedziela, 22 lutego 2015

Tornado w kosmosie (2)

Góra: Herbig Haro 111, gwiazda z dżetem, którego włókna ciągną się na 12 lat świetlnych. Na dole: Hannes Alfvén, ojciec współczesnej fizyki plazmowej, odbiera Nagrodę Nobla od króla Szwecji w 1970. Źródła: Bo Reipurth CASA/U. Colorado) et al., HST, NASA.

29 sierpnia 2006

Pamięci przestróg Alfvéna.

W dwudziestym wieku, astronomowie wykazali tylko ograniczone zrozumienie dla zjawisk plazmowych. Najbardziej ignorowana jest rola prądu elektrycznego w plazmie, rzeczy im nieznanej. W rezultacie, kaskada najbardziej niedawnych obserwacji pozostawiła ich rządnych wyjaśnień.

W poprzednim Zdjęciu Dnia wskazaliśmy na tajemniczy obiekt Herbig Haro 49/50, opisany konwencjonalnie jako rodzące gwiazdy kosmiczne tornado, wykazujące cechy, które są, według słów astronomów, słabo poznane. Próby wyjaśnienia strumieni przy użyciu standardowych modeli astronomicznych zawiodły. Jaka siła odpowiada za stworzenie wysoko energetycznego strumienia, rozciągniętego na lata świetlne? I jakim sposobem dżet ten pozostał wąski i skupiony na takiej odległości? Gwiazdy z dżetami, obserwowane obecnie setkami, nie znajdują wygodnego miejsca w leksykonie tradycyjnej astronomii.

Jedyną znaną siłą, która mogłaby zapobiec gwałtownemu rozprężeniu się w próżni, jest magnetyzm, a tylko prąd elektryczny może wytwarzać pole magnetyczne. Ale we wczesnym XX wieku, środowisko astronomów przyjęło już ideę, że to grawitacja i bezwładność rządzą niebiosami. Mając skonstruowaną prostą i bezpieczną wizję kosmosu, nie są chętni do zajmowania się bardziej egzotycznymi siłami, za wyjątkiem drugorzędnych rozważań, przypisu do matematycznie eleganckiego wielkiego obrazu kosmosu.

Z górnym zdjęciem powyżej związana jest tajemnica: 1500 lat świetlnych od Ziemi leży Herbig Haro 111, posiadający dżet długi na 12 lat świetlnych, składający się z naładowanych cząstek, rozpędzonych do prędkości 500 km/s. Włóknisty i węzłowaty strumień rozciąga się na długość trzykrotnie większą, niż odległość Słońca do najbliższej gwiazdy.

Autorzy domowej strony internetowej Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, omawiając kwestię gwiazdowych dżetów, nieświadomie odzwierciedlają wizję astronomów. Szukają przyczyn skolimowanych i wąskich dżetów w pojęciach wydmuchu, umieszczonego na jednym z końców - wyjaśnieniu, które pokazuje, że cala nauka traktuje o gazach w próżni. Zgrzyty są nieuniknione. widzimy je, na przykład, kiedy autorzy strony internetowej Hubble'a przyznają, że pola magnetyczne mogą skupiać gaz w wąskie strumienie. Jest to możliwość, odpowiadają, ale nie ma jak dotąd bezpośrednich dowodów obserwacyjnych, że pola magnetyczne są ważne.

Ostatecznie większość astronomów przyjęło do wiadomości wszechobecne istnienie pól magnetycznych w kosmosie. Ale w obliczu tej wiedzy, jak mogli oni zachować swoją fundamentalną zasadę, według której elektryczność nie wpływa na kakrokosmos?

Przez pewien czas astronomowie sądzili, że mają sojusznika w błyskotliwym inżynierze plazmowym, Hannesie Alfvénie, któremu cała współczesna fizyka zawdzięcza nowe spojrzenie na rolę elektryczności i magnetyzmu z plazmie. Wkład Alfveacute;na oparty był na pionierskich badaniach laboratoryjnych. W swoich wczesnych publikacjach mówi on o polu magnetycznym, które jest wmrożone w obojętną [elektrycznie] plazmę. Dla astronomów pojęcie to było bardzo atrakcyjne! Oznaczało to, że plazma w kosmosie mogła zostać namagnesowana na wczesnym etapie ewolucji gwiazd i galaktyk, wszystko to pod kontrolą dynamiki grawitacyjnej wyższego rzędu. Każde energetyczne zdarzenie mogło być wciąż wyjaśniane w terminach odseparowanych wysp materii, poruszających się wyłącznie w uścisku grawitacji.

Będąc pod wczesnymi założeniami Alfvéna, astrofizycy zaczęli studiować magnetyczną plazmę, bez poszukiwania większych prądów elektrycznych. Zaczęli postrzegać prądy elektryczne jako miejscowe i lokalne zjawiska, potrzebne tylko do tego, aby namagnesować plazmę, doskonały przewodnik. Obecnie, koncept Alfvéna co do wmrożonego w plazmę pola magnetycznego stanowi fundament większości interpretacji głównego nurtu, dotyczących magnetyzmu w kosmosie. Podejście to pozwala astronomom patrzeć w przeszłość na przyczynowe prądy elektryczne, jako na dłużej już nieistotne. Studiowanie namagnesowanej plazmy nazywa się obecnie magnetohydrodynamiką, i przyznaje się, że Alfvén jest fundatorem tej dziedziny. W 1970 odebrał on Nagrodę Nobla za fundamentalne odkrycia w magnetohydrodynamice.

Krytycznym zwrotem tej historii, o którym się niemal w ogóle nie mówi w społeczności astronomów, jest to, że Alfvén uświadomił sobie, że był w błędzie. Wykorzystał okazję, jaką była jego przemowa z okazji odebrania nagrody, aby prosić naukowców o zignorowanie jego wcześniejszej pracy. Pola magnetyczne, powiedział, to tylko część historii. nie należy przeoczać prądów elektrycznych, które te pola tworzą, a współczesne próby modelowania plazmy kosmicznej bez istnienia prądów elektrycznych skieruje astronomię i astrofizykę na drogę do kryzysu.

Alfvén twierdził, że zachowanie plazmy jest zbyt skomplikowane i kapryśne dla matematyków. Jest to dziedzina zupełnie nie dla eleganckich teorii matematycznych. Wymaga ona praktycznej uwagi w laboratorium. Na nieszczęście, obserwował, jak plazmowy wszechświat staje się poletkiem dla teoretyków, którzy nigdy nie widzieli plazmy w laboratorium. Wielu z nich wciąż wierzy we wzory, o których wiemy z eksperymentów, że są błędne.

Alfvén wciąż i wciąż powtarzał: założenia dzisiejszej kosmologii są rozwijane przy pomocy najbardziej wymyślnej matematyki, i tylko sama plazma nie rozumie, jak piękne to są teorie i absolutnie odmawia podporządkowania się im.

Kryzys teoretyczny tylko się pogłębił, gdy astronomowie zobaczyli Wszechświat przy pomocy potężniejszych teleskopów, oraz urządzeń, które mogą widzieć pełne pasmo elektromagnetyczne. Gdziekolwiek spojrzeli, napotykali efekty działania pola magnetycznego - dzika kartę, która nieuchronnie niweczyła ich podstawowe założenie standardowej astronomii: plazma kosmiczna nie może permanentnie posiadać wmrożonego pola magnetycznego. W rozrzedzonym środowisku plazmowym, do podtrzymania pola magnetycznego potrzebny jest prąd elektryczny. Obiekty Herbig Haro - i niezliczone inne obiekty w kosmosie - są fundamentalnymi wyzwaniami dla elektrycznie sterylnego wszechświata astronomów.

Dziesięciolecia temu Alfvén pokazał, że gwiazdy posiadają obwód elektryczny, obejmujący płaski prąd równikowy i polarne prądy strumieniowe. Zanotował, że energia elektromagnetyczna może być przechowywana w płaszczyźnie prądu równikowego, aż do pewnego krytycznego momentu, kiedy energia jest przełączana do wyładowania biegunowego. Wynikowy strumień otrzymywałby energię z przyspieszających cząstki warstwy podwójnej, izolującej ściany plazmy, przez którą biegnie silne pole elektryczne. W obecności tego pola, grawitacja gwiazdy musi ustąpić miejsca sile znacznie potężniejszej, która wyrzuca przyspiesza materię na zewnątrz (podobny mechanizm jest obecnie opracowywany dla zaawansowanych plazmowych silników rakietowych).

Dekady eksperymentów laboratoryjnych pokazały, że toroidalne pole magnetyczne, utworzone przez biegunowe wyładowanie plazmowe, zwęża to wyładowanie w wąski strumień. W próżni, pole magnetyczne powstrzymuje gorący gaz przed gwałtownym rozproszeniem i schłodzeniem, jak kłąb pary. W ten sam sposób eksperymenty z plazmą pokazały, że to energia elektryczna tworzy i oświetla włókna i węzły wzdłuż ścieżki wyładowania. Tak więc teoretycy elektryczności mogą się tylko drapać po głowie, gdy widzą okrzyki zaskoczenia i zakłopotanie na widok tajemniczych międzygwiezdnych dżetów. Nowe odkrycia po prostu potwierdzają obserwacje Alfvéna i jego kolegów: eksperymenty laboratoryjne nad plazmą są skalowalne do kosmicznych wymiarów.

To zdrowy rozsądek inżynierów elektryków, nie eleganckie równania, ukazują oczywistość obiektów Herbig Haro. Prąd osiowy, zwężany indukowanym toroidalnym polem magnetycznym, płynie wzdłuż dżetu na całej jego długości. Tylko pole elektryczne może przyspieszać cząstki w przestrzeni międzygwiezdnej. Nie ma tu wydmuchów na jednym końcu, wykonujących niemożliwe. Dżet nie przeczy dobrej nauce, lecz ją umacnia. I jeśli zdjęcie mówi głośniej niż dzisiejsze grawitacyjne dogmaty, to jest tak dlatego, że przestrzeń międzygwiezdna ożywiana jest prądami elektrycznymi.


Redaktorzy zarządzający: Steve Smith, Mel Acheson

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2006/arch06/060829tornadospace2.htm

niedziela, 14 grudnia 2014

Spolaryzowana Droga Mleczna

Spolaryzowane światło Drogi mlecznej. Źródło: ESA oraz Planck Collaboration

13 listopada 2014

Pole elektromagnetyczne prowadzi światło w określony sposób

Obraz powyżej pochodzi z satelity Planck, obecnie niefunkcjonującego, wystrzelonego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) w maju 2005, wraz z Obserwatorium Kosmicznym Herschela, które również niedawno zakończyło misję.

Zgodnie z informacjami z ESA, misja Planck została rozłożona na szereg części: ustalenie z wysoką precyzją wielkoskalowych właściwości Wszechświata, sprawdzenie teorii inflacji, poszukiwanie pierwotnych fal grawitacyjnych, poszukiwanie defektów w przestrzeni, studiowanie początków struktur widocznych we Wszechświecie oraz studiowanie naszej galaktyki, oraz innych galaktyk, w mikrofalach.

Planck użył swoich detektorów do badania światła spolaryzowanego, docierającego do nas z różnych części Drogi Mlecznej. Zgodnie z niedawnym doniesieniem prasowym, małe ziarnka pyłu, mające obracać się miliony razy na sekundę, są ściskane polem magnetycznym, które zmusza je do przybrania postaci ułożonych wzdłuż pola kanałów, wzdłuż których emitowane jest światło. To powoduje, że jest ono spolaryzowane. Aczkolwiek, czy informacja ta może być istotna dla innego wytłumaczenia, obejmującego aktywność elektryczną?

Dane z Kosmicznego Teleskopu Promieni Gamma im. Fermiego ujawniły podwójne obłoki promieniowania gamma w kształcie klepsydry, wystające z centralnego zgrubienia Drogi Mlecznej. Każda z tych struktur mierzy około 65 000 lat św. w średnicy. Lejkowate formacje są nieomylną oznaką prądów Birkelanda, ściskających plazmę i naładowany pył w strefę magnetycznej reostrykcji. Silne pole magnetyczne, towarzyszące prądowi Birkelanda, przyspiesza elektrony do niemal świetlnych prędkości. Wzbudzone w ten sposób elektrony emitują promieniowanie synchrotronowe, główne źródło promieniowania gamma w kosmosie.

Orędownicy Elektrycznego Wszechświata wiedzą od dawna, że obłoki radiowe, daleko ponad biegunami aktywnych galaktyk, są oznakami prądów Birkelanda, które często rozchodzą się w luźne włókna, podczas gdy ramiona spiralne w niektórych galaktykach wykazując skręcone pasma materiału, wychodzące z ich jąder.

Wszystkie te włókna są prądami Birkelanda, lecz reprezentują one tylko widoczną część obwodu. W miarę napływania danych z coraz większej ilości teleskopów, takich jak Planck, okazuje się, że Droga Mleczna posiada charakterystykę innych galaktyk ze swojej rodziny. Halo z gwiazd, włóknista struktura, pióropusze promieniowania, mikrofalowa mgła, oraz inne zaobserwowane zjawiska wskazują na naturę elektryczną.

Rotujące granulki pyłu nie są najbardziej prawdopodobnym powodem znalezienia przez sondę Planck spolaryzowanego światła. ESA odnosi się do pola magnetycznego, lecz do istnienia pola magnetycznego musi istnieć pole elektryczne. Jest to siła elektromagnetyczna, nie zaledwie sam magnetyzm, prowadzący fale świetlne. Biorąc pod uwagę wyniki obserwacji Planck'a, polaryzacja w Drodze Mlecznej może być wywołana efektem Zeemana.

Efekt Zeemana nazwany został po Pieterze Zeemenie, jego odkrywcy, duńskim fizyku. Polega on na rozszczepianiu się linii widmowych w obecności pola magnetycznego, i zawiera podwójne lub potrójne rozszczepienie. Bazując na kierunku detekcji, polaryzacja linii będzie inna: polaryzacja kołowa zachodzi przy rotacji podłużnej dla dwóch wysokich i niskich pasmach tripletu, podczas gdy pomiędzy, lub poprzecznie, światło jest spolaryzowane równolegle do pola magnetycznego, a pozostałe dwa pasma są prostopadłe.

Ponieważ Droga Mleczna spleciona jest z włókien elektromagnetycznych prądów Birkelanda, to właśnie one mogą być źródłem polaryzacji, którą zobaczył Planck.


Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2014/11/12/the-polarized-milky-way-2/

wtorek, 11 listopada 2014

Formacje plazmy

Mgławica protoplanetarna IRAS 13208-6020. Źródło: ESA/Hubble & NASA

10 listopada 2014

Pomiary pokazały, że mgławice mają jeden stopień ponad zerem absolutnym. Mimo to, temperatura ma niewiele do elektryczności.

Dwubiegunowy wypływ jest terminem używanym do opisania struktur mgławicowych, jak ta powyżej, aczkolwiek ich przyczyna pozostaje kłopotliwa dla badających je naukowców. Jedn z teorii mówi o powoli wypływającym materiale gwiazdowym oddziałującym z pyłem i gazem wyrzuconym z wielką prędkością z czerwonego olbrzyma. Czasami przywołuje się pola magnetyczne, ale prąd elektryczny, konieczny do ich powstania, jest pomijany.

Teorie astronomiczne nie dostarczają mechanizmu, który mógłby odpowiadać za formowanie się chmur mgławic oraz ich energetycznych emisji. Nie wiedzą oni, jak gwiazdy wyrzucają swoje zewnętrzne warstwy, albo jak z ich osi obrotu wylatują obłoki materii. Powodem tego braku zrozumienia jest to, że mgławice nie składają się z bezwładnego gazu, gorącego czy zimnego, ale z plazmy.

Zgodnie z teorią Elektrycznego Wszechświata, dwubiegunowe formacje nie są dziwne ani zaskakujące. Zamiast tego, są łatwo wytłumaczalne oraz spodziewane. Od mgławicy do galaktyki, konfiguracje w kształcie klepsydry są sygnaturą prądu elektrycznego płynącego przez plazmę.

Gazy podlegają prawom ruchu kinetycznego Newtona, w których molekuły zderzają się ze sobą, bądź przyspieszają w falach uderzeniowych, pchane innymi cząsteczkami. Z drugiej strony, plazma podlega prawom elektryczności. Gwiazdy rodzą się wewnątrz skręconego prądu Birkelanda, który płynie w obwodzie galaktyki. Efekt reostrykcji ściska plazmę w owe włókna, zapalając gwiazdy oraz formując toroidy elektryczności wokół gwiazdowego równika. To gęstość prądu elektrycznego powoduje świecenie mgławic, nie odbicia czy emisje cieplne.

Mgławice często wykazują wewnątrz swojej klepsydrowatej struktury długie wąsy lub bańki. Zgodnie z konwencjonalnymi teoriami zjawiska te spowodowane są wiatrami gwiazdowymi wiejącymi od gwiazdy macierzystej, uderzającymi w powolniejszy materiał przed sobą. W przypadku IRAS 13208-6020 (oraz innych), nieomylnie widać obecność prądu Birkelanda. Cała konfiguracja odpowiada helisom i słupom, jakie potrafią tworzyć wyładowania elektryczne w plazmie.

W laboratorium plazma tworzy komórki oddzielone cienkimi warstwami przeciwnych ładunków, zwanych warstwami podwójnymi. Czy w mgławicach również może dochodzić do separacji ładunków? Sugestia ta może wymagać długiego czasu na odpowiedź, ponieważ jedynym sposobem wykrycia warstwy podwójnej w kosmosie jest zanurzenie w niej sondy Langmuira.

Chociaż niema jeszcze definitywnej odpowiedzi, adwokaci elektrycznego Wszechświata zakładają, że plazma będzie się zachowywać w przestrzeni kosmicznej tak samo, jak na Ziemi w laboratorium. elektryczne warstwy podwójne, wynikające z separacji ładunków, skłoniły laureata Hannesa Alfvéa do wniosku, że między gwiazdami i galaktykami mają one swoją własną klasyfikację.


Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2014/11/10/plasma-forms/

piątek, 11 kwietnia 2014

Nowe spojrzenie na bliskie sąsiedztwo - 2


Galaktyka w Trójkącie (M33) w świetle ultrafioletowym. @ Galaxy Evolution Explorer/NASA/JPL-Caltech.

25 marca 2014

Model standardowy, oraz model Elektrycznego Wszechświata prezentują fundamentalnie odmienne spojrzenia na to, jak galaktyki powstają i jak są zarządzane.

W pierwszej części tego artykułu omówiono propozycję teorii Elektrycznego Wszechświata, że galaktyczne pola magnetyczne są integralną częścią ich procesu powstawania. Galaktyka pochodzi ze skurczu Bennetta, zachodzącego na dwóch lub więcej prądach Birkelanda, które więżą jednocześnie gaz międzygalaktyczny, w miarę, jak zbliżają się do siebie okrążając się wzajemnie. Tworzenie się gwiazd rozpoczyna się w jadrze, utworzonym przez międzygwiezdną plazmę uwięzioną pomiędzy prądami Birkelanda.

Co się jednak okazuje, gdy zmierzy się pole magnetyczne konkretnych galaktyk? Reiner Beck dokonał szerokich obserwacji galaktycznych pól magnetycznych, oraz skupił się co nieco na M31 i M33. W niedawnej publikacji streszczono te obserwacje:

W dużych, poprzeczkowych, kłaczkowatych, a nawet nieregularnych galaktykach odnaleziono uporządkowane pola magnetyczne o spiralnej strukturze. Najsilniejsze pola znaleziono pomiędzy ramionami, tworzące czasami 'spiralne ramiona magnetyczne' pomiędzy ramionami optycznymi.

Te pola magnetyczne, podążające za ramionami spiralnymi, są powodowane płynącymi przez nie prądami, zarówno tymi z obwodu międzygalaktycznego, jak i z galaktycznego generatora jednobiegunowego. Beck wspomniał, że owe pola magnetyczne istnieją, gdyż ramiona galaktyk działają jak wielkie włókna Brikelanda.

W oddzielnej publikacji Beck przyjrzał się polu magnetycznemu w M31. Galaktyka Andromedy zdominowana jest przez pierścień (lub torus) magnetyczny, w którym pole magnetyczne zorientowane jest radialnie. Jak twierdzi Beck, nie istnieje wyjaśnienie dla jego istnienia. Tym niemniej można sobie wyobrazić, że silnik jednobiegunowy napędza rotację naładowanej plazmy w pewnej odległości od galaktycznego centrum.

Pierścień poruszającej się plazmy (czyli prąd elektryczny) powoduje pole magnetyczne, które następnie obkurcza wirujący torus, co z kolei wzmacnia pole. Promieniowanie synchrotronowe z pierścienia uwidacznia go w widmie radiowym.

M33 nie posiada takiego magnetycznego pierścienia. Jednak tak, jak przewiduje model elektryczny, wykazuje ona strukturę spiralną pola magnetycznego, ze znaczną polaryzacją pola pomiędzy ramionami spiralnymi. Podobne struktury widać w innych galaktykach, na przykład w NGC 6946. Beck również o niej napisał pracę, w której zidentyfikował wielkoskalowe pola magnetyczne w ramionach spiralnych:

Odkryto następne trzy ramiona w zewnętrznej galaktyce, pomiędzy ramionami HI. Struktura RM potwierdza wielkoskalowe koherentne pola. Obserwowana anty-korelacja pomiędzy intensywnością kątów pola a wartościami RM jest możliwą oznaką pól helikalnych.

Uporządkowany układ spiralnych pól magnetycznych, oddziałujący z sygnaturą dynama pokrywającą spiralną strukturę, dobrze pasuje do opisanego w części pierwszej międzygalaktycznego obwodu.

W standardowym modelu, za kluczową dla formowania się galaktyki uważa się położoną w centrum super masywną czarną dziurę. Dla kontrastu, model elektryczny postrzega rdzeń jako przypadkowy rezultat uwięzienia plazmy międzygalaktycznej przez dwoma lub więcej włóknami Birkelanda.

W 2001 roku, w publikacji Merriet et al. zaproponowano, że M33 nie posiada super masywnej czarnej dziury, wymaganej w standardowym modelu. Jednak autorzy nie porzucili całkowicie wiary postulowali centralną czarną dziurę, tylko trzy rzędy wielkości mniejszą, niż przewidywana teorią. Prędkości orbitalne gwiazd w pobliżu jądra są zdecydowanie zbyt małe, by wesprzeć obecność kompaktowej masy tej wielkości, co "typowa" super masywna czarna dziura. Jak w takim przypadku standardowy model tłumaczy powstanie galaktyki?

Oto cytat z artykułu dotyczącego odkrycia:

Douglas Richstone z University of Michigan, będący prominentnym mistrzem w roli czarnych dziur w formowaniu się galaktyk, powiedział, że nie rozumie, jak bezzgrubieniowe galaktyki, takie jak M33, mogły powstać bez super masywnej czarnej dziury. Powiedział: 'Myślę, że to problem dla historii czarnych dziur'.

Teoria Elektrycznego Wszechświata przewiduje, że energia obrotowa galaktyk jest dostarczana z prądów płynących radialnie przez ich płaszczyznę, ale nie wymaga żadnego konkretnego profilu prędkości obrotowej. Prędkość ta jest różna, w zależności od radialnego prądu. Jest to podobne do tego, co obserwujemy w gwiazdach. Te o większej gęstości prądu maja większe prędkości obrotowe.

W skrócie, istnieją wyraźne, fundamentalne różnice w modelach:

  1. Standardowy model wymaga, aby prędkość obrotowa bliżej jądra gwałtownie rosła (czyli w centrum musi się znajdować małe ciało w formie super masywnej czarnej dziury). Model elektryczny nie ma żadnych wymagań co do prędkości orbitalnych centrum.
  2. Standardowy model wymaga płaskiego profilu prędkości obrotowych na krawędzi galaktyki, ze względu na halo z ciemnej materii. Model elektryczny nie ma takich wymagań, może wyjaśnić różne prędkości za pomocą różnicy w intensywności prądów elektrycznych.
  3. Model elektryczny wymaga, aby galaktyki przejawiały spójne, wielkoskalowe pole magnetyczne, zwłaszcza wokół obszarów gwiazdotwórczych i wzdłuż ramion spiralnych. Standardowy model tego nie wymaga, oraz przewiduje, że młode galaktyki nie będą mieć takiego pola.

Do przetestowania obu modeli można użyć pewnych oczywistych właściwości galaktyk. Czy obserwowaliśmy galaktyki pozbawione "supermasywnych czarnych dziur" lub "ciemnej materii"? Owszem, i to powinno skłonić środowisko do ponownego przemyślenia poprawności modelu, ale nie skłoniło.

Czy zaobserwowano galaktyki przejawiające obecność pól magnetycznych wg wzorca modelu Elektrycznego Wszechświata? Tak, a co więcej, nie zaobserwowano dotąd galaktyk pozbawionych pola magnetycznego.

Tym niemniej, społeczność astronomów zdaje się mieć nieograniczone zdolności do ignorowania nadchodzących danych. Nie jest wyjątkiem znajdowanie artykułów, w których obserwacje w oczywisty sposób falsyfikują standardowy model (jak to ma miejsce w publikacji przytoczonej wyżej), ale wtedy badacze twierdzą po prostu, że jest jeszcze wiele do nauki. Jest to niewątpliwie prawda, lecz oni obłudnie unikają konfrontacji z wynikami odkryć.

Koło fortuny toczy się pomału, lecz jednak. Jeśli historia nauki coś nam pokazała, to to, że naukowe dogmaty nie przeżywają długo po przeminięciu swoich głównych obrońców. W międzyczasie, skoordynowane i sformalizowane studia nad elektrycznymi własnościami Wszechświata muszą zaczekać. Szkoda, gdyż nigdy nie było lepszych narzędzi do studiowania elektrycznych i magnetycznych właściwości Wszechświata.

Tom Wilson

Link do oryginału: https://www.thunderbolts.info/wp/2014/03/25/a-new-look-at-near-neighbors-part-two-2/

czwartek, 10 kwietnia 2014

Nowe spojrzenie na bliskie sąsiedztwo - 1


Galaktyka Andromedy (M31) w ultrafiolecie i podczerwieni. Ultrafiolet: Galaxy Evolution Explorer; Podczerwień: Spitzer Space Telescope. @ NASA/JPL-Caltech

24 marca 2014

fundamentalna różnica pomiędzy standardowym modelem kosmologicznym, a Elektrycznym Wszechświatem leży w spojrzeniu na z biegiem czasu Wszechświat się formował.

Zgodnie ze standardowym modelem, jakiś czas po Wielkim Wybuchu, gaz i pył zorganizowały się w gwiazdy, gromady gwiazd, a następnie czarne dziury, które łączyły się w super masywne czarne dziury. Te super masywne czarne dziury ogniskami, wokół których zbierał się grawitacyjnie gaz, pył i gwiazdy, tworząc galaktyki różnych kształtów i rozmiarów. Uważa się, że brały w tym również udział halo z ciemnej materii.

Model Elektrycznego Wszechświata ma zupełnie inne podejście. Nie było Wielkiego Wybuchu, ani żadnego wyraźnego aktu stworzenia, a Wszechświat był tym, czym zawsze był: w 99,999% plazmą. Z czasem, kosmiczna plazma zorganizowała się w komórki, jak to zwykle robi plazma, oddzielone przez różnice w gęstości materii i ładunków i ograniczone warstwami podwójnymi. Wzdłuż granic komórek włókna i arkusze organizują się w prądy Birkelanda. Wszechświat podlega samo organizacji pod wpływem elektromagnetycznych właściwości plazmy.

Jak wyjaśniono przez Peratta (1986), włókna te są bardzo efektywne w koncentrowaniu materii i "wypłukiwania" jej z otoczenia. Galaktyki tworzą się wzdłuż włókien, a to wyjaśnia łańcuchy galaktyk, przypominające perły na nitce. Duże ilości formują się również na oryginalnych ścianach komórek plazmowych, co wyjaśnia wielkoskalowe "Wielkie Ściany" i powłoki z galaktyk, które się obserwuje.

W standardowym modelu, dynamika galaktyk determinowana jest wyłącznie grawitacją. Tam, gdzie krzywe rotacji nie pokrywają się z obserwacjami materii, zakłada się istnienie halo z ciemnej materii. Galaktyczne pola magnetyczne są incydentalne i uważa się, że powstają z czasem z małych magnetycznych zawirowań (ponownie, dołem do góry). W modelu tym mówi się również swobodnie o polach magnetycznych, bez wspominania o związanych z nimi prądach elektrycznych.

W modelu Elektrycznego Wszechświata, rotacyjna energia galaktyk pochodzi częściowo z grawitacji (gdzie jądro przejawia dynamikę obrotów ciała stałego), ale również z prądu elektrycznego, podłączonego do galaktyki przez elektryczne "linie transmisyjne", ciągnące się pomiędzy nimi. W skrócie, galaktyki działają jak silnik jednobiegunowy, napędzany przez prąd o zmiennej gęstości. Galaktyczne pola magnetyczne są wytwarzane przez prąd elektryczny, który jest integralna częścią jej procesu formowania się i dalszej dynamiki. Bez koherentnych pól magnetycznych, rozciągniętych w całą strukturę, nie było by galaktyk.

Warto tutaj dodać kilka słów o znaczącej pracy zawartej w publikacji Anthony Peratta, wspomnianej wyżej. W swoich badaniach, Peratt przeprowadził symulacje komputerowe interakcji prądów Birkelanda. Rezultaty pokazują, jak dynamika plazmy prowadzi do struktur galaktycznych, ewoluujących z podwójnych radiogalaktyk, poprzez radiowe kwazary, do galaktyk eliptycznych a następnie spiralnych. Publikacja ta ma głębokie spojrzenie. Istnieją prace, które można czytać na nowo i na nowo, i wciąż odkrywać nowe skarby. To jest jedna z takich prac.

Jak ujawniły symulacje Peratta, galaktyka ewoluuje jako dwa (lub więcej) prądy Birkelanda, poruszające się razem z siłą przyciągającą, proporcjonalną do ich liniowego dystansu (zwróćmy uwagę, że nie jest to kwadrat odległości). W obserwacjach astronomicznych, dwa prądy Birkelanda wykrywane są jako radiowe "płaty" promieniowania synchrotronowego.

Gdy dwa skurczone włókna Birkelanda zbliżą się do siebie, plazma międzygalaktyczna zostaje uwięziona i formuje eliptyczny rdzeń w centrum geometrycznym pomiędzy dwoma włóknami, który później staje się jądrem galaktyki. Pole magnetyczne pomiędzy włóknami kondensuje i łączy plazmę, zwiększając jej wewnętrzną energię. W tym momencie eliptyczny rdzeń jest analogiem kwazara radiowego.

Dwa włókna Birkelanda (koncentrujące również materię wewnątrz swojej obkurczanej magnetycznie objętości) owijają się wokół siebie, zmieniając morfologię rdzenia plazmowego (spłaszczając elipsę), oraz być może ewoluując w ramiona, w miarę, jak prąd elektryczny, płynący w nich osiowo, płynie do rdzenia. Na tym etapie dwa prądy Birkelanda łączą się w rdzeniu. A zatem jądro galaktyki powstaje z tego, co zostało uwięzione przez prądy Birkelanda, natomiast ramiona powstają głównie z samych skurczonych włókien prądów Birkelanda.

Obracające się włókna Birkelanda dostarczają początkowej rotacji do galaktycznej wielkości struktury plazmowej. W miarę, jak struktura się obraca, powstają towarzyszące temu pola magnetyczne, o typowej charakterystyce "dynama".

Prąd kontynuuje podróż przez galaktykę wzdłuż płaszczyzny równikowej jako część większego obwodu międzygalaktycznego. Ten prąd przechodzi przez pola magnetyczne, wspomniane wyżej jako spowodowane energią rotacji, na co galaktyka odpowiada jak silnik jednobiegunowy. To właśnie to odpowiada za "anormalne" prędkości obrotowe, obserwowane na obrzeżach galaktyk.

Galaktyka jest zarazem jednobiegunowym generatorem, z przewodzącą plazmą w dysku galaktycznym przechodzącą poprzez to samo pole magnetyczne. Powoduje to prądy osiowe, płynące przez oś galaktyki, oraz sięgające na zewnątrz aż do zapętlenia z prądami w płaszczyźnie równikowej. Owe prądy osiowe rozszerzają się na warstwy podwójne nad galaktycznymi biegunami. Owe polarne warstwy podwójne przyspieszają naładowane cząstki do wysokich prędkości, tworząc "dżety" nad i pod galaktyką.

Pole magnetyczne w galaktyce powstaje jako rezultat prądu międzygalaktycznego, płynącego wzdłuż płaszczyzny równikowej. Prąd, płynący radialnie przez płaszczyznę równikową, tworzy lokalne pola magnetyczne, ściskające plazmę we włókna Birkelanda. To przynosi definicję ramionom spiralnym. Dalsze zwłóknianie i wyższe gęstości prądów powodują formowanie się gwiazd w ramionach.

Rozważając te zupełnie różne punty widzenia, oddolną akrecję grawitacyjną versus odgórną organizację elektromagnetyczną, obserwacje galaktyk wokół nas powinny pozwolić nam wybrać, który model jest właściwszy. Galaktyki, które obserwujemy, powinny nosić znaczniki swojej historii i sił, które je utworzyły.

Dwa obiekty z naszego najbliższego otoczenia, M31 (Andromeda) i M33 (Trójkąt), zostały bardzo dobrze przebadane ze względu na ich bliskość. To robi z nich świetnych kandydatów do porównania względnej mocy wyjaśniającej obu modeli.

Galaktyki te mają pewne interesujące atrybuty, które są omówione przy okazji obydwu modeli:

  1. Zarówno M31 jak i M33 mają pole magnetyczne, podobne w natężeniu, ale różne jeśli idzie o morfologię.
  2. M31 posiada wyraźny i bardzo spójny pierścień magnetyczny, o promieniu jakichś 33 000 lat świetlnych.
  3. M33 ma bardziej nieregularne pole magnetyczne, a jego siła zdaje się znaczyć ramiona spiralne.
  4. O M33 mówi się, że brakuje jej w jadrze super masywnej czarnej dziury (prędkość obrotowa maleje przy zbliżaniu się do jądra).

Sprawdzanie tych odkryć, oraz opieranie się na symulacjach Peratta, wraz z podobna pracą na modelu standardowym, będzie sprawdzianem obu modeli. Ważne jest, aby sprawdzić model teoretyczny, gdyż można go wtedy znacznie usprawnić.

Aczkolwiek, poprawność modelu często zależy od rozważenia go w szczegółach, lub od zakwestionowania jego podstawowych założeń. Jedno umożliwia poprawki, podczas gdy drugie inspiruje do głębszych przemyśleń.

Tom Wilson

Link do oryginału: https://www.thunderbolts.info/wp/2014/03/23/a-new-look-at-near-neighbors-part-one-2/