Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plamy słoneczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plamy słoneczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2016

Prądowe modele Słońca - elektryzujący temat - część 4

'Koronoidalne wyładowania elektryczne', wyprodukowane przez Pupina w najstarszym znanym solellusie (1892). © Pupin.

23 sierpnia 2016

Spekulacje na temat elektrycznych aspektów Słońca były powszechne przed Birkelandem.

Jak dotąd, elektron nie został odkryty. Około 1879 roku, francuski fizyk Antoine Henri Becquerel (1852-1908) rozumował, że plamy słoneczne są zagłębieniami, przez które wodór oraz inne substancje uciekają z fotosfery Słońca, aby w końcu spowodować ziemską zorzę:

(...) wodór zabiera ze sobą ładunek dodatni, który rozchodzi się po przestrzeni planetarnej, nawet do atmosfery Ziemi zawsze tracąc na intensywności, ze względu na złe przewodzenie powietrza oraz skorupy ziemskiej.

Wciąż utrzymywał się pogląd, że rozchodzenie się elektryczności przez przestrzeń międzyplanetarną jest ograniczone przez dyfuzję materii, więc nie może rozejść się w próżni. Zmieniło się to w 1881 roku, kiedy niemiecki fizyk Eugen Goldstein (1850-1930) zapewnił, że wyładowanie jest procesem, mającym miejsce w swobodnym eterze, ożywiając poglądy zawarte w niektórych cytatach powyżej. W 1876, Goldstein ukuł termin promienie katodowe, znane dziś jako wiązki elektronów, wąskie i skupione strumienie elektronów, przemierzające próżnię. Odpowiednio, jemu przypisuje się pogląd, że Słońce wysyła promienie katodowe, powodujące zorzę:

Pewne ziemskie zjawiska natury elektrycznej albo magnetycznej, które, ze względu na zbieżność ich okresów i epok ze zmianami słonecznymi, są wyjaśniane przy pomocy wpływu statycznego, indukcji magnetycznej, (...) masy Słońca, mogą być wygodnie odniesione do prądów elektrycznych, promieniujących przez kosmos z ciała centralnego. (...) można to sobie wyobrazić, że Słońce emituje promienie elektryczne tak samo, jak światło.

William Huggins (1824-1910) był angielskim astronomem spekulującym, że proteburancje w koronie słonecznej mogą być, przynajmniej częściowo, wyładowaniami elektrycznymi, podobnymi do ziemskich zórz. W 1885 powiedział on Towarzystwu Królewskiemu w Londynie:

Największe manifestacje ziemskich zaburzeń elektrycznych muszą być jako całość nieznaczne wobec zmian elektrycznych, jakie muszą towarzyszyć ciągłej i budzącej grozę aktywności fotosfery. (...) Z pewnością nie przesadzamy, mówiąc, iż nasze ziemskie doświadczenie błyskawic i zórz zawodzą w dostarczeniu nam jakichkolwiek właściwych podstaw prawdziwych idei na temat sił elektrycznych, działających na Słońcu.

Podążając śladami poprzednich naukowców, Huggins twierdził, że światło zodiakalne może być funkcją aktywności korony, że Merkury i Wenus mogą być stale naładowane elektrycznością innego imienia, niż ta na Słońcu (?), jak również bardziej odległe planety, oraz, że komety oddziałują ze Słońcem elektrycznie. Mówiąc o świetlistych strumieniach , smugach i zakrzywionych promieniach, widzianych w komach, analogicznych do strumieni koronalnych, Huggins napisał:

(...) jedyna teoria, wyjaśniająca je w sposób satysfakcjonujący, i która wydaje się zdążać do ostatecznego zaakceptowania, przypisuje je zaburzeniom elektrycznym, szczególnie sile odpychającej, działającej od Słońca, przypuszczalnie elektrycznej, która zmienia się na powierzchni, i niepodobnie do grawitacji, jak masa. Siła tej natury w przypadku silnej rozrzedzonej materii może z łatwością przezwyciężyć grawitację, i, jak widzimy w warkoczach komet, zdmuchnąć ten rodzaj materii na ogromne odległości mimo grawitacji.

Idąc dalej, w 1891 i 1892 roku, amerykański fizyk Major Albert Veeder (1848-1915) bronił swojej hipotezy elektro-słonecznej, twierdząc, że wybuchowe siły elektryczne ze Słońca, najpewniej objawiające się flokulami, są przenoszone przez koronę i światło zodiakalne ku Ziemi, gdzie biorą udział w powstawaniu zórz, antycyklonów i trzęsień ziemi.

W mowie, wygłoszonej w 1892 roku, niemiecko-brytyjski fizyk Franz Arthur Friedrich Schuster (1851-1934) zidentyfikował kilka tematów, wymagających dalszych badań z otwartym umysłem. Obejmowały zagadnienie Słońca jako potężnego magnesu: Warkocze komet, które, jak pokazują obserwacje zaćmień, rozchodzą się od Słońca we wszystkich kierunkach, składają się z wyładowań elektrycznych. Efekt magnesu na wyładowanie jest znany... W innym miejscu, rozważając 'eter': Czy jest wystarczająco materii w przestrzeni międzyplanetarnej, aby była przewodnikiem elektryczności? Wierzę, że dowody wskazują tą możliwość. Ale przewodnictwo to może być jedynie niewielkie... W trzecim miejscu wspomina o plamach słonecznych:

...czy to niemożliwe, że wyładowania elektryczne, wychodzące ze Słońca, i sztucznie przyspieszające parowanie na jego powierzchni, mogą chłodzić region, z którego wychodzą, tworząc tym samym plamy słoneczne? (...) Czy okresowość plam słonecznych oraz powiązanie tak niepodobnych zjawisk, jak plamy na słońcu i zaburzenia magnetyczne na Ziemi, mogą być spowodowane okresową zmianą w przewodnictwie w części przestrzeni wokół Słońca? Takie zwiększenie przewodnictwa mogłoby powstać dzięki materii meteorytowej, obiegającej Słońce.

W tym samym roku, serbsko-amerykański fizyk i chemik Mihajlo Idvorski Pupin (1858-1935) zaraportował o serii koronoidalnych wyładowań elektrycznych, które wyprodukował na mosiężnej sferze wewnątrz bańki próżniowej, o próżni w różnym stopniu rozrzedzenia, przypominające w wielu charakterystycznych szczegółach zachowanie i wygląd korony słonecznej: Wszystkie te zjawiska sugerują memu umysłowi silne podobieństwo pomiędzy strumieniami wyładowania elektrycznego w słabej próżni, a strumieniami korony słonecznej... Poza cechami przywołującymi granularną strukturę oraz flokule, jedno z wyładowań pomiędzy mosiężną sferą a folią aluminiową (...) wyglądało jak czarna meduza z ognistym wężem tańczącym wokół jej głowy. Pupin był przypuszczalnie innowacyjny w sposobie użycia tego, co nazwałem Solellus w 2012 roku – jest to 'terrella' modelująca Słońce.

Przewińmy znów do roku 1903, kiedy to niemiecki fizyk Hermann Ebert (1861-1913) wyłożył swoją elektromagnetyczną teorię korony słonecznej: Korona jest widoczną reakcją rozdrobnionej materii w pobliżu Słońca pod wpływem dielektrycznej polaryzacji, następującej w różnych częściach Słońca, w czasie, gdy siły elektryczne są wzbudzone w jego pobliżu. Podczas, gdy wcześniejsze teorie o siłach elektrycznych wychodzących ze Słońca, jak u Zöllnera, że kawałki świecącej materii są wyrywane ze Słońca i odpychane siłą elektryczną, naruszając zasady dynamiki, Ebert zanotował, że wystarcza rozchodzenie się w strumieniach raptownie zmieniającej się polaryzacji dielektrycznej. Użycie solellusa umożliwiło Ebertowi zreplikowanie włóknistej struktury korony i jej zmian ze stanu zapadniętego do rozłożystego podczas cyklu słonecznego:

Należy jedynie wzbudzić, na przewodzącej kuli umieszczonej w rozrzedzonej atmosferze, okresowo zmieniające się oscylacje elektryczne o niskim tłumieniu. (...) Kiedy kula jest ładowana i rozładowywana, podczas pracy iskier w szczelinie, promieniste strumienie wychodzą z niej beż żadnego przewodnika na powierzchni szklanego cylindra. Strumienie wychodzą z punktów kuli, w których zaburzenia warunków elektrycznych otoczenia są najbardziej zmasowane, szczególnie na nieregularnie zakrzywionych częściach powierzchni, spowodowanych w naszych doświadczeniach przez małe odkształcenia od formy sferycznej. Zjawiska powstałe w ten sposób (...) wykazuj ą następujące specjalne cechy i są doskonałym odpowiednikiem korony słonecznej (...)

Używając tego samego urządzenia, Ebert otrzymał zjawiska, zgadzające się razem z wyglądem komet; będące wyraźnie w najściślejszym związku z aktywnością Słońca – szczególnie warkocz, skierowany w przeciwnym do Słońca kierunku. I, chociaż ostatnio odrzucane przez pewne autorytety, na przykład Lorda Kelvina, Ebert uważał również za wiarygodne powiązanie aktywności słonecznej z ziemskim magnetyzmem: Jeżeli Słońce faktycznie jest źródłem zaburzeń elektromagnetycznych, musi być źródłem promieniowania elektromagnetycznego. Ziemia jest przewodnikiem (...) strumienie elektromagnetyczne muszą mieć wpływ na warunki magnetyczne na Ziemi.


Autor: Rens Van Der Sluijs

Mythopedia.info

Przetłumaczono z: Current Models of the Sun — A Charged Subject Part 4

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

niedziela, 24 lipca 2016

Projekt SAFIRE - testowanie elektrycznego Słońca

Poza Ziemią, Słońce jest najpilniej studiowanym obiektem w Układzie Słonecznym. Niemal wszystkie zjawiska słoneczne wciąż sprawiają fizykom kłopoty. Jednak teraz, ekspert od projektu eksperymentów, Monty Childs, przewodzi projektowi, mającemu pokazać, jak elektryczna plazma może wytworzyć enigmatyczne zachowania Słońca w laboratorium. Monty i jego grupa badawcza są pewni, że obecna technologia pozwala dobrze przetestować hipotezę elektrycznego Słońca.


Projekt Pioruny

Propozycja eksperymentu testującego hipotezę elektrycznego Słońca

David Talbott

Poniższe podsumowanie, opublikowane w czerwcu 2012 roku, wprowadza tło dla ogółu czytelników, wyjaśniające nasze wsparcie dla projektu SAFIRE.

W ostatnich dekadach obserwacje atmosfery Słońca przywiodły coraz więcej uwagi co do fundamentów fizyki Słońca. Anomalie temperaturowe, przyspieszanie naładowanych cząstek od Słońca, animalne zachowanie pola magnetycznego, super rotacja równikowej atmosfery, dżety polarne, oraz sporo innych podniosły pytania wymagające nowej teorii.

Jedną z głównych rzeczy, mających dalekie implikacje dla fizyki słonecznej, są świeże dowody na dynamiczne połączenie Słońca z jego środowiskiem plazmowym – nie w ograniczonym sensie, że Słońce powoduje aktywność elektromagnetyczną z dala od swojej powierzchni (co jest dobrze znanym faktem), lecz coś bardziej radykalnego – że ono samo może reagować na zewnętrzne wpływy elektryczne.

Kiedy mowa o atmosferze Słońca, wygodnie jest uwzględnić ośrodek plazmowy, rozciągający się do granic heliosfery. Zostało to podkreślone w ostatnich latach przez samą obecność Ziemi w tej rozciągniętej atmosferze, co pozwoliło na obwód elektryczny pomiędzy Ziemią a Słońcem, objawiający się zorzami. Owo zaskakujące odkrycie przyszło wraz z wieloma innymi, kierując uwagę na możliwość, że taki obwód, choć subtelny, przenika Układ Słoneczny. Ze względu na ogromną objętość heliosfery, potencjał elektryczny może być daleki od czegokolwiek mierzalnego lub oczywistego. Co by to oznaczało dla zrozumienia powierzchni Słońca oraz enigmatycznych zachowań jego atmosfery?

Nawet przy odległej granicy heliosfery występują nagłośnione anomalie, sugerując, że mogą tam zachodzić elektryczne transakcje, wychodzące poza granice do ramienia Drogi Mlecznej.

Wydaje się, że żadna z tajemnic atmosfery Słońca nie wynika z modeli słonecznych ery kosmicznej.

Model termonuklearny wydawał się bezpieczny i w pełni satysfakcjonujący w latach 80-tych, gdy Hans Bethe otrzymał Nagrodę Nobla (1983) za sformułowanie matematycznie zniewalający główny cykl procesu fuzyjnego w gwiazdach. W szczególności praca Bethe'a ma wyjaśnić i przewidzieć trzy charakterystyki Słońca, które fizycy uważają za najbardziej fundamentalne: jego ciepło, stabilność oraz obserwowane wariacje w sygnaturze widmowej gwiazd. Umożliwiło to astronomom uogólnić model na główną sekwencję gwiazdowej ewolucji, bazując na względnym wieku owych ciał. Wyobrażona sekwencja jest zilustrowana graficznie na wykresie Hertzsprunga-Russella.

Gwiazdy układające się w ciąg główny życia gwiazd na diagramie Hertsprunga-Russela, widnieją wzdłuż przekątnej.

Ten diagram łączy różne widma (temperaturę powierzchni) gwiazd z ich jasnością. Gorętsze, niebieskie gwiazdy mają największą jasność, a chłodniejsze czerwone – najmniejszą. Dla astronomów to wygodna ilustracja graficzna wyobrażonego ewolucyjnego życia gwiazd, sformułowanego w oparciu o model termonuklearny.

Od lat 80-tych nasze sondy kosmiczne pozwoliły nam zobaczyć powierzchnię i atmosferę Słońca w wysokiej rozdzielczości i w pełnym widmie elektromagnetycznym. Co ciekawe, widzimy niezwykłą stabilność Słońca na jego widocznej powierzchni, lecz ekstremalną zmienność na wyższych częstotliwościach w koronie, gdzie dominują promienie rentgena. Czy wyższa zmienność ponad powierzchnią wskazuje na warunki brzegowe? Interpretacja elektryczna przedstawia granicę dwóch regionów plazmy o różnym potencjale elektrycznym (widoczną sferę Słońca i jego środowisko plazmowe).

Heliosferyczny prąd elektryczny, wyśrodkowany na Słońcu, sugerowałby, że heliosfera jako całość jest bardziej elektrycznie aktywna, niż zakładano. Przewidywalibyśmy zdarzenia elektromagnetyczne wewnątrz niej, systematycznie silniejsze, niż wynikałoby to z elektrycznie obojętnego środowiska. W rzeczy samej, odkrycie i zaskoczenie okazuje się być schematem ery kosmicznej. Nasza eksploracja planet i księżyców nabrała tempa wraz z postępem technologii. Owo wyrafinowanie doprowadziło do szeregu nieoczekiwanych odkryć wyraźnie elektrycznie powiązanych zdarzeń w Układzie Słonecznym:

  1. super rotacji górnych warstw atmosfery, od Wenus do Neptuna, sugerujących zewnętrzny, niewidoczny wpływ;
  2. mocno włóknistego, kometarnego warkocza Wenus, sięgającego Ziemi;
  3. dowodów na kometarne wyrzuty związane z aktywnością Słońca (odpowiedź aktywności powierzchni jądra komety na naładowane cząstki ze Słońca, nie tylko jego ciepło);
  4. intensywnie gorąca gejzery na księżycu Jowisza, Io, przesuwające się po powierzchni, uzupełniane naładowanymi cząstkami z Ganimedesa i Europy, a wszystko to z odpowiednikami w zorzy Jowisza;
  5. niewyjaśnione wytryski o niemożliwych energiach z księżyca Saturna, Enceladusa, wraz z powiązanymi prądami elektrycznymi;
  6. epizodyczne burze pyłowe na Marsie, tworzące ogromne chmury i czasami zakrywające całą planetę. Jak dochodzi do tego w atmosferze, mającej 0,008 gęstości ziemskiej, pozostaje tajemnicą;
  7. diabły pyłowe na Marsie, sięgające wysokości Mt. Everestu, akcentujące tą samą marsjańską tajemnicę. Oraz upakowane wiry na skrajach burz pyłowych, przeczące tradycyjnej mechanice diabłów pyłowych;
  8. unoszącą pył aktywność elektryczną na Księżycu, w relacji z ruchem przez magnetosferę Ziemi;
  9. czerwone krasnoludki i niebieskie fontanny, wybuchające w kosmos z górnych warstw ziemskiej atmosfery;
  10. elektrodynamikę pasów Van Allena, sugerującą złożony przepływ prądu i mocno zmienną gęstość naładowanych cząstek;
  11. przyspieszający od Słońca ku planetom wewnętrznym strumień naładowanych cząstek.

Ostatnie odkrycia aktywności elektrycznej oraz magnetycznej w kosmosie dają niezwykłe nowe pole do odkryć naukowych. Czy jest możliwe, że stare kwestie fizyki słonecznej znajdą nowe wyjaśnienia w zewnętrznych wpływach elektrycznych na Słońce? Jeżeli to naelektryzowana heliosfera wywołuje tajemnicze atmosferyczne dynamiki na Słońcu, jest to rzecz z pewnością warta zbadania. Stawianie pytań teoretycznych da wszechstronną rewizję danych z nowego punktu widzenia. Można jednak również przeprowadzić praktyczny eksperyment. Czy w środowisku plazmowym, zewnętrzne pola elektryczne oraz prądy mogą wytworzyć znane zachowanie Słońca na naładowanej sferze?

Teraz nastąpi krótki przegląd eksperymentów i prac teoretycznych.

Kristian Birkeland

Według naszego sposobu patrzenia n materię, każda gwiazda we Wszechświecie byłaby polem aktywności sił elektrycznych o natężeniu jakiego nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić.

— Kristian Birkeland

To Kristian Birkeland poprawnie wysnuł na początku XX wieku hipotezę, że prądy elektryczne ze Słońca zasilały zorze polarne. Przez wiele dekad powszechnie wierzono, że ziemska magnetosfera stanowi barierę nie do pokonania, ściskaną przez wiatr słoneczny, co indukowało zorze magnetyczne. Działo się to, dopóki satelita Triade nie wykrył magnetyczne sygnatury dwóch ogromnych arkuszy prądowych, czym hipoteza Birkelanda znalazła bezpośrednie potwierdzenie w eksploracji kosmosu. Później, w 2007 roku, satelita Themis odnalazł dowody na magnetyczne liny łączące górną atmosferę Ziemi bezpośrednio ze Słońcem. Strumienie te Owe strumienie naładowanych cząstek nazywa się dziś prądami Birkelanda.

W celu przetestowania swoich idei połączenia Ziemi i Słońca, Birkeland zbudował komorę próżniową i umieścił w niej namagnesowaną metalową kulę, zwaną terrellą, w środku, reprezentując Ziemię. Obserwował, jak terrella zachowuje się w sztucznej, naładowanej elektrycznie atmosferze. Dodatkowo, poza rozwiązywaniem zagadek ziemskiej zorzy, elektryczne doświadczenia Birkelanda objęły również symulacje pierścieni planetarnych oraz energetyczne dżety komet. Cały wiek później, Carl-Gunne Fälthammer, emerytowany profesor Alfvén Laboratory w Szwecji, mógł napisać:

Powód, dla którego prądy Birkelanda są szczególnie interesujące, jest taki, że w plazmie, w której płyną, powodują szereg procesów fizycznych (fale, niestabilności, delikatne formacje). To z kolei prowadzi do przyspieszania naładowanych cząstek, zarówno ujemnych jak i dodatnich, oraz rozdzielenie ładunków (jak wytryski jonów tlenu). Obie te klasy zjawisk powinny być w zainteresowaniu daleko szerszym, niż zrozumienie środowiska naszej Ziemi.

— Carl-Gunne Fälthammer

Patrząc z tej perspektywy, Birkeland położył fundament dla obiecującej eksploracji doświadczalnej atmosfery Słońca i jego tajemnic.

Charles Bruce

W 1941 roku, dr Charles Bruce, ze Stowarzyszenia Badań Elektrycznych w Anglii, rozpoczął rozwijanie nowej perspektywy patrzenia na Słońce. Będąc badaczem elektryczności, astronomem i ekspertem od efektów działania błyskawic, Bruce był zafascynowany erupcjami słonecznymi, pokonującymi miliony mil w ciągu jednej godziny – co odpowiada mniej więcej prędkości lidera krokowego błyskawicy. Ta obserwacja otworzyła mu drogę do życiowego dzieła, które skłoniło go do wniosku, iż erupcje słoneczne, ich temperatura i widmo doskonale zgadzają się z błyskawicami. W 1944 roku zasugerował, że fotosfera Słońca posiada wygląd, temperaturę i widmo łuku elektrycznego, a dzieje się tak, gdyż nim jest, lub dużą ilością równoległych łuków. Owa charakterystyka, twierdził, odpowiada za obserwowaną granulację powierzchni Słońca.

Ralph Juergens

W roku 1972 oraz następnych latach, inżynier ze Stanów, Ralph Juergens, zainspirowany pracami Bruce'a, opublikował serię artykułów, proponujących Słońce jako ciało nie będące odizolowane w kosmosie, lecz raczej najbardziej dodatnio naładowane ciało w Układzie Słonecznym, które ogniskuje zasilane galaktycznie wyładowanie żarzeniowe, uzupełniane niewidzialnymi prądami elektrycznymi.

Ale jak planety, w tym Ziemia, mogą pozostać nietknięte przy tak dużej roli rozdzielenia ładunków w kosmosie? Obecnie są dowody na to, że planety jak najbardziej są pod wpływem, choć w sposób, który nie był pierwotnie oczywisty. Juergens zaobserwował, że klucz musi leżeć w sposobie izolowania się naładowanych ciał od otoczenia poprzez tworzenie otoczek elektrycznych. Na skalę planetarną obserwujemy te otoczki jako magnetosfery, zachowujące wewnątrz planetarne pole elektryczne.

Juergens był pierwszym, który położył podstawy teoretyczne pod bardziej radykalną koncepcję, że Słońce jest zasilane zewnętrznie przez elektryczność.

Hannes Alfvén

Przez długo czas uważano, że próżnia kosmosu nie przepuszcza prądów elektrycznych. Jednak gdy odkryto, że cały kosmos jest morzem przewodzącej plazmy, oznaczało to, że każde rozdzielenie ładunków natychmiast zostanie zneutralizowane. Wpływowy fizyk słoneczny, Eugene Parker, wyraził się dosadnie, że w układzie odniesienia ruchomej plazmy nie może powstać żadne znaczne pole elektryczne.

Wiodący fizyk plazmowy 20 wieku, laureat Nagrody Nobla, Hannes Alfvén, twierdził odwrotnie. Przedstawił on obfite dowody na to, że zawiła struktura kosmosu oraz wysoko energetyczne zdarzenia wynikają z prądów elektrycznych, przemierzających morze międzygwiezdnej i międzygalaktycznej plazmy.

Alfvén przewidział, że podczas przepływu prądu przez plazmę, indukowane przez niego pole magnetyczne będzie go ściskać do wąskich, skręconych włókien, zwanych skurczami-z. Intensywniejsze ściśnięcie tych strumieni, powiedział, będzie często prowadzić do eksplozywnych wyładowań elektrycznych, a wynikowe promieniowanie może obejmować – przy największych energiach – promieniowanie synchrotronowe, obecnie obserwowane w kosmosie w obfitości. Jednak gdy Alfvén przewidział promieniowanie synchrotronowe galaktyk, pola elektryczne w komosie nie weszły jeszcze do leksykonów astronomów.

Bazując na solidnej pracy doświadczalnej, prowadzonej przez dekady, Alfvén rozwinął model obwodu galaktycznego, w którym prądy elektryczne płyną dośrodkowo ramionami galaktyk, otoczone polami magnetycznymi. Osiągnąwszy centrum galaktyki, ładunek elektryczny, niesiony przez prądy, jest składowany w kompaktowym, elektromagnetycznym plazmoidzie – rotującym torusie, epizodycznie uwalniającym swoją energię w postaci dżetów wzdłuż osi wirowania galaktyki. Alfvén wywnioskował, że właśnie w taki sposób powstają centra aktywnych galaktyk (AGN). Z tego punktu widzenia elektryczne zachowanie galaktycznego plazmoidu, często ukrytego pod pyłem, jest potwierdzeniem ogromnego potencjału elektrycznego.

Biorąc pod uwagę bliskość Słońca oraz ciągłą okazję do przeprowadzania pomiarów elektrycznych w pobliżu jego dynamiki, ciało to jest naszym najlepszym oknem do sprawdzenia roli plazmy oraz powiązanych z nią prądów w kosmosie.

IBEX

Jeżeli pomiędzy strefą wpływów Słońca a ramieniem galaktyki zachodzą reakcje elektryczne, jednym z miejsc ich występowania powinna być powłoka heliosfery. Z tego powodu wyniki obserwacji poczynionych przez Interstellar Boundary Explorer (IBEX), badającego oddziaływanie wiatru słonecznego z ośrodkiem międzygwiazdowym, byłyby istotnym wskaźnikiem. Zadaniem IBEX było zmierzenie przepływu Energetycznych, Obojętnych Atomów (ENA). Spodziewano się, że dane pokażą falę uderzeniową, podobnie, jak to ma mieć miejsce wokół innych gwiazd. Zamierzano ustalić wielkość fali i jej odległość od Słońca. Jednak IBEX nie odnalazł spodziewanego obszaru zderzenia. Zamiast tego odkryto enigmatyczną wstążkę wzmocnionych emisji ENA – spektralnie odmienny obszar o nieznanym pochodzeniu. Wyniki nie były przewidywaniem żadnego modelu, przedłożonego dla misji IBEX. Tak samo enigmatyczne były wariacje sile i położeniu. Wyniki wymagają ponownego rozważenia naszych podstawowych koncepcji na temat oddziaływania heliosfery z ośrodkiem międzygwiazdowym.

Dowody wskazują, że granica heliosfery nie jest łagodnym regionem przejściowym, lecz charakteryzuje się komórkowymi strukturami plazmowymi, typowymi objawami warunków granicznych w środowisku plazmy. Czy dramatyczne spowolnienie wiatru słonecznego na granicy jest spowodowane odwróceniem pola elektrycznego Słońca, wychodzącego poza tą barierę? To tłumaczyłoby brak wzrostu temperatury, którego spodziewano się w obszarze uderzeniowym.

Formowanie się gwiazd wzdłuż włókien Drogi Mlecznej

Gwałtownie zbierające się dowody sugerują, że prądy elektryczne, płynące przez przestrzenie międzygalaktyczne, międzygwiezdne i międzyplanetarne, mają bezpośredni – a często decyzyjny – wpływ na ewolucję kosmicznej struktury. Gdy teoretycy przyjmą to do wiadomości, obraz kosmosu zmieni się na zawsze.

Powstająca perspektywa elektryczna pokazuje integralne połączenie gwiazd i galaktyk w ich zewnętrznym środowiskiem. Gdy obserwacje zaczynają ukazywać niespodziewanie silne i mocno skoncentrowane energie w kosmosie, główne teorie wymagały, aby siła sprawcza pochodziła wnętrza badanych obiektów, po bezpośredniej lub pośredniej inicjacji grawitacją. Wymaganie to, z kolei, może jedynie odwieźć astronomów oraz kosmologów od zadania sobie bardziej fundamentalnego pytania: czy możliwe jest, aby zewnętrzne prądy elektryczne, zasilane energią zgromadzoną w głębokim kosmosie, mogą kierować większością obserwowanej ewolucji struktur?

Hannes Alfvén, najbardziej zasłużony fizyk plazmowy XX wieku, rozpoznał, że zawiłość kosmicznej struktury oraz wysoko energetyczne zdarzenia w kosmosie są bezpośrednim dowodem na istnienie prądów elektrycznych, przemierzających morze plazmy międzygwiezdnej i międzygalaktycznej. Na przykład, obserwujemy teraz szum owych kosmicznych linii przesyłowych, odbierając ich sygnały radiowe.

W tym radykalnym zerwaniu z poprzednią teorią, nowo narodzone galaktyki mogą być oświetlane elektrycznie – gwiazdy są nawinięte na kosmiczne włókna jako świadkowie kosmicznych linii przesyłowych lub strumieni prądowych. Jest to w istocie przewidywanie Hannesa Alfvéna z 1986 roku.

Co zaskakujące, teleskop na podczerwień Herschell, ukazał niedawno gwiazdy rodzące się na świecących włóknach. ESA zaraportowała: niezwykła sieć włóknistych struktur wskazuje na łańcuch niemal jednoczesnych narodzin gwiazd, zebranych niczym perły na sznurku głęboko w naszej galaktyce.

Jak zaraportowano przez ESA, gwiazdotwórcze włókna w Drodze Mlecznej są wielkie, sięgając dziesiątek lat świetlnych... niezależnie od ich długości bądź gęstości, ich szerokość jest zawsze z grubsza taka sama.

Perspektywy na słoneczną teorię i eksperyment

Hipotetyczny nuklearny rdzeń Słońca generujący energię poprzez fuzję wodoru w hel, jest częściowo oparty, tylko częściowo, na długiej historii doświadczeń nad reakcjami jądrowymi i transmutacyjnymi. Zaczęło się to od Ernesta Rutherforda w 1917 roku, a drogi doświadczalne, które z tego wynikły, dały dwa odmienne wyniki.

We wczesnych latach 40-tych, w ramach projektu Manhattan rozpoczęto badanie fuzji jądrowej, w celu osiągnięcia ogromnej, niekontrolowanej eksplozji, bomby wodorowej. Cel ten osiągnięto w 1952 roku, wraz z pierwszym udanym testem bomby.

W tym czasie fizyk jądrowy Hans Bethe miał już sformułowaną teoretyczną sekwencję reakcji, w krokach, jego wyobrażonego głównego cyklu gwiazdowej fuzji nuklearnej. Odtąd kwestią czasu było zaakceptowanie tej sekwencji jako modelu fuzji jądrowej w Słońcu.

Niemal natychmiast po teście bomby wodorowej, zaangażowano wielkie środki w nadziei na przeprowadzenie kontrolowanej fuzji termonuklearnej w laboratorium, i wkrótce stało się to globalną misją dla dobra całej ludzkości. Naśladując proces zachodzący w Słońcu, miano produkować nielimitowane ilości energii.

Na początku uważano, że sukces jest w odległości około 20 lat. Ale dzisiaj, po 60 latach i setkach miliardów dolarów, wydanych na całym świecie, żaden z eksperymentów nie przyniósł więcej energii, niż do niego wpompowano. Obecnie debatuje się nad przyczyną takiego stanu rzeczy.

Anomalie słonecznej atmosfery

Osobno od wyraźnie ugrzęzłych prób odtworzenia termonuklearnego jądra Słońca, znamiennym faktem jest, że enigmatyczne zjawiska w słonecznej atmosferze wykazują mało, lub w ogóle żadnych cech powiązanych przyczynowo z jadrem Słońca. To właśnie rosnące atmosferyczne tajemnice skierowały naszą uwagę na prace wcześniejszych teoretyków elektryczności, wymienionych wyżej, a prace te mogą być obecnie ocenione w świetle ogromu nowych danych na temat Słońca, zebranych w ostatnich latach.

Przegląd słonecznych tajemnic

Czy na powierzchni Słońca działają pola elektryczne i prądy? Oraz czy złożona elektrodynamika może wyjaśnić niewyjaśnione z punktu widzenia obecnej fizyki słońca kwestie? Tajemnice obejmują:

  1. gwałtowne przyspieszanie wiatru słonecznego od powierzchni Słońca, aż do milionów mil na godzinę, z punktu widzenia elektryczności jest to najlepszy wskaźnik siły pola elektrycznego;
  2. intensywniejsze erupcje (koronalne wyrzuty masy), osiągające jedną czwartą prędkości światła – prędkość najlepiej osiąganą tylko w polu elektrycznym;
  3. ciągłe przyspieszanie wiatru słonecznego, gdy mija on planety wewnętrzne, implikując istnienie rozległego pola elektrycznego, działającego na naładowane cząstki długo po tym, jak opuściły Słońce;
  4. Temperatura [osiągająca] minimum blisko powierzchni Słońca (około 5000K), rosnąca spektakularnie przez chromosferę do górnej korony, w której osiąga 20 milionów K (to również sugeruje region przejściowy, plazmową warstwę podwójną, pomiędzy Słońcem a jego plazmowym środowiskiem);
  5. otwarte linie pola magnetycznego, pogwałcenie standardowych równań elektromagnetyzmu. Tajemnica znika, jeżeli linie te przedłużają się do większej domeny galaktycznej, jako ścieżki dla prądów galaktycznych, płynących w heliosferze. Przy takim ustawieniu, linie są zamknięte, jak się tego wymaga, ale nie wewnątrz heliosfery.
  6. dżety biegunowe, klasyczna cecha wyładowań elektrycznych w plazmie;
  7. torus równikowy, zjawisko dobrze udokumentowane przez Kristiana Birkelanda w eksperymentach z bombardowaną elektrycznie namagnesowaną sferą;
  8. super rotacja atmosfery równikowej – 35 obrotów na każde 26 obrotów atmosfery biegunowej – rzecz niezgodna ze standardową atmosferyką, lecz przewidywalny efekt w przypadku atmosfery sterowanej zewnętrznym, cylindrycznym, obracającym się prądem wzdłuż osi Słońca, skurczającym się (plazmowy skurcz-z) ku powierzchni;
  9. niedawne ustalenia, że konwekcja, wymagana do podtrzymania pila magnetycznego Słońca, nie zachodzi. Pełne znaczenie tego faktu jest jeszcze od przestudiowania.

Wezwanie do projektu eksperymentu

Powyższe cechy niosą wspólną implikację: sugerują, że Słońce nie jest odizolowaną wyspą w neutralne przestrzeni, ale punktem skupienia heliosferycznego pola elektrycznego.

Oczywiście, wiele szczegółów głównego pola elektrycznego oraz złożone drugorzędne pola oraz powiązane z nimi obwody elektryczne są jeszcze do wyklarowania. Z tego powodu polecamy ponowną ocenę danych na temat Słońca i jego atmosfery. Następnie zalecamy zrobić to wraz z kontrolowanym eksperymentem – udoskonaloną wersją terrelli Birkelanda, z bardziej wyrafinowanymi własnościami, oraz rozbudowanym i dokładnym monitorowaniem. Bazując na obecnej wiedzy na temat Słońca, wraz z dostępną technologią, możemy być dziś ufni, że dobrze zaprojektowane doświadczenie może oddać wiele słonecznych zjawisk, które tak bardzo mylą badaczy.

Od dyskretnego planowania i improwizowania doświadczenia, aż do modelowania różnych enigmatycznych zjawisk słonecznych, wierzymy, że można obecnie dobrze pokazać następujące rzeczy:

  1. gwałtowne przyspieszanie indukowanego wiatru słonecznego od powierzchni ciała;
  2. wybuchowe erupcje i wyrzuty chmur naładowanych cząstek z największymi przyspieszeniami;
  3. utworzenie obracającej się plazmowej atmosfery i jej super rotacji na równiku;
  4. powstanie równikowego torusa;
  5. powstanie wysoko energetycznej i wysoko temperaturowej korony;
  6. fotosferyczne granulowanie, obejmujące być może fuzję jądrową;
  7. powstanie dżetów biegunowych;
  8. powstanie wędrujących plam;
  9. jednoczesne zdarzenia elektryczne, w tym łuki po przeciwnych stronach sfery;
  10. cykl słoneczny indukowany zmianami w dostarczaniu energii;

Mając w umyśle cel eksperymentu, rekomendujemy, aby grupa badawcza była zorganizowana do zaprojektowania eksperymentu mającego symulowanie nieuchwytnych, ale fundamentalnych atrybutów Słońca w zelektryzowanym środowisku plazmowym. Eksperyment powinien objąć najlepszych dostępnych specjalistów od plazmy i elektrodynamiki, wraz z osobami będącymi najbliżej najnowszej eksploracji samego Słońca.


Autor: David Talbott

Wstęp i publikacja: B. Talbott

Przetłumaczono z: The Safire Project – Testing the Electric Sun

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

poniedziałek, 2 maja 2016

Prądowe modele Słońca – elektryzujący temat - cz. 2

Obserwatorium magnetyczne w Makerstoun (Roxburghshire, południowa Szkocja), gdzie John Allan Broun pracował od 1842 do 1849. © anonim (1860).

11 stycznia 2016

Spekulacje na temat elektrycznej natury Słońca były powszechne na długo przed Birkelandem.

Może korona słoneczna nie tylko przypomina, ale istotnie jest odpowiednikiem zorzy polarnej? Baron niemiecki Carl Ludwig von Reichenbach (1788-1869) wyznał już w 1851, że ziemskie pole magnetyczne w sposób ciągły odbiera wkład ze Słońca i księżyca, który będąc raz spolaryzowanym, prąd biegnie ku ciałom niebieskim, oraz powoduje nieregularności w występowaniu północnych świateł [zorzy].

W dającym do myślenia artykule z 1858 roku, szkocki magneta i meteorolog John Allan Broun (1817-1879) rozwinął ideę, że Słońce wywiera bezpośrednie wpływy na ciała kosmiczne w Układzie Słonecznym, i po raz pierwszy wskazał plamy jako źródło wybuchów słonecznych:

Czy Słońce nie zachowuje się jak magnes, być może jak elektromagnes, z czyniącym je prądem pod atmosferą? Czy plamy słoneczne nie są zakłóceniami prądu wywołanymi położeniem planet względem jego płaszczyzny równika? ... nie jest nieprawdopodobnym, że podczas formowania się plam tworzy się zaburzenie, czyli w czasie tym ma mieć miejsce wyładowanie w elektrycznej atmosferze Słońca... Że Słońce może działać jak elektromagnes nie jest oczywiście nowym pomysłem. Tak było i ze mną... dwanaście lat temu, pewne otrzymane wyniki mogły być skutkiem obrotu Słońca wokół osi... Jeżeli Słońce zachowuje się jak magnes, jest prawdopodobne, z analogii do Ziemi, że jego bieguny magnetyczne nie pokrywają się z biegunami obrotów, być może nie są nawet równe pd względem siły.

Jak wielu swoich poprzedników, Broun również zastosował słoneczny elektromagnetyzm do problemu warkoczy kometarnych. Początkowo ekstrapolował z nowoczesnych badań nad wyładowaniami żarzeniowymi w zjonizowanych gazach:

Sir Johnie Herschel. Wierzę, sugerując elektryczność jako przyczynę sterującą warkoczami komet... Czyż komety nie są uformowane z namagnesowanych gazów? Czy warkocz komety nie jest powodowany działaniem kierującym solarnego magnesu, a krzywizna warkocza, czasem widoczna, nie jest powodowana pozycją słonecznych biegunów magnetycznych względem ścieżki komety? Czy kondensacja komety, zbliżającej się do Słońca, nie jest zjawiskiem podobnym do obserwowanego przez M. Faradaya i M. Plückera w ich niedawnych badaniach nad działaniem biegunów magnesu na pewne gazy lub płyny? Czy nie to ilustrują dobrze obłoczki w jądrze?

Inny obszar, w którym Broun mógł ustanowić precedens, jest pomysł, że eter wypełniający Wszechświat jest ośrodkiem elektrycznym, zdolnym do świecenia: Czy światło zodiakalne nie jest magnetycznym eterem w stanie świecenia, odpychanym przez słoneczne bieguny magnetyczne? ... Czy rozległość i intensywność światła zodiakalnego nie jest powiązana z okresami plam, jak sądzili Cassini i Mairan? Chociaż obecnie [wiemy], że tylko niewielka część światła zodiakalnego pochodzi bezpośrednio od wzbudzonej materii, Broun poprawnie wyczuł, że eter, znany obecnie jako międzyplanetarne i międzygwiezdne medium, to plazma zdolna do świecenia.

Dalsze godne uznania przewidywania Brouna stanowiły, że słoneczne pole magnetyczne zaburza pole ziemskie:

Ze znanego działania Słońca na gazy komet, czy nie wypływa wniosek, że wywiera ono też wpływ na gazy naszej własnej atmosfery? ... Czy Słońce nie powinno działać jak magnes na magnetyczne gazy formujące naszą atmosferę, a przez indukcję na ziemski magnes powodować elipsoidalną formę atmosfery o większej osi na lub w pobliżu płaszczyzny równika, determinując dzienne oscylacje w regionach równikowych[?]

Dopiero w erze kosmicznej naukowcy mogli potwierdzić, że Ziemia posiada magnetosferę, ściśniętą od strony dziennej i rozciągniętą w warkocz magnetyczny po stronie nocnej.

Pionierski wkład Brouna, zawarty niemal bez wyjątku w pytaniach retorycznych, został zauważony w słabo napisanym artykule Girisha, Gopkumara i Eapena (2013): Broun zastosował wyniki eksperymentów zachowania się zjonizowanych gazów w tubach żarzeniowych do fizyki kosmosu, co można traktować jako początek fizyki plazmy kosmicznej. ... Jako wizjoner, dostrzegł uderzające podobieństwa pomiędzy oddziaływaniem słonecznych pól magnetycznych z warkoczami kometarnymi a zachowaniem się zjonizowanego gazu w zewnętrznym polu magnetycznym w eksperymentach z wyładowaniem w tubie.

Idąc naprzód, amerykański matematyk Elias Loomis (1811-1889) będzie świadomy idei Herschela, a może i Brouna, gdy w 1868 zaproponował że istnieją cyrkulacje potężnych prądów elektrycznych wokół Słońca, które mogą być źródłem jego światła; prądy te mogą mieć wpływ na planety, rozwijając również w nich prądy elektryczne; a prądy wokół planet mogą wpływać na prądy słoneczne z siła zmieniającą się w zależności od ich odległości i wzajemnego położenia, wykazując okresy zgodne z czasem obrotu tychże planet. Zaburzenia tych prądów mogą być przyczynami powstawania plam, a niezwykłe zaburzenie przepływu prądów słonecznych może powodować zaburzenie prądów na powierzchni Ziemi, powodując niezwykły wygląd zorzy.


Autor: Rens Van Der Sluijs, Mythopedia.info

Przetłumaczono z: Current Models of the Sun — A Charged Subject Part 2

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

sobota, 28 lutego 2015

Tajemnice plam słonecznych

Jeśli będziesz prawdziwym poszukiwaczem prawdy, przynajmniej raz w życiu będziesz musiał zwątpić, tak bardzo, jak to możliwe, we wszystko.
–Rene Descartes

Na space.com pojawił się nastepujący raport:

Nowe fotografie Słońca są szczegółowsze, niż kiedykolwiek.

Robert Roy Britt Senior, pisarz naukowy
13 listopada 2002

Najbardziej szczegółowe jak dotąd zdjęcia Słońca ujawniają zaskakujące wężo-podobne włókna, wyłaniające się z jasnej powierzchni Słońca ku ciemnym środkom plam słonecznych. Zdjęcia te dają astronomom możliwość sięgnięcia głęboko w te magnetyczne potwory, i wydobycie ich sekretów. Wykonane przez specjalnie wyposażone teleskopy naziemne, zdjęcia te ujawniają struktury nigdy wcześniej nie widziane na słonecznej powierzchni. Same obrazy, oraz co ważniejsze, technika użyta do ich otrzymania, obiecują pełniejsze zrozumienie złożonego i słabo poznanego współgrania materii i energii, kotłujących gorącą powierzchnię, zasilanych przez energię termojądrową w jądrze Słońca.

Komentarz: Wyrażenie zaskoczenia i zakłopotania jest powszechne przy nowych odkryciach w astrofizyce, a dokładne zdjęcia plam słonecznych potwierdzają to. Dzieje się tak, ponieważ zaakceptowane teorie dowiodły, że są spektakularnie nie przewidujące. Dla niezależnych umysłów jest to wyraźny sygnał, że pojawiła się okazja do wyklarowania tajemnic, które trzymały się naszych naukowców przez większą część XX wieku.

Jak dawno temu wskazał Fred Hoyle, Słońce nie pasuje zachowaniem do bycia wewnętrznie podgrzewanego gazu, zwyczajnie wypromieniowywującego swoją energię na zewnątrz. Zamiast tego, jego zachowanie na każdym poziomie jest złożone i zaskakujące. Nigdzie zaś nie jest tak tajemnicze, jak w plamie słonecznej. Zatem, bez żadnych bezpośrednich dowodów na to, że model Słońca zasilanego termojądrowo jest poprawny, a mając silne dowody przeciwko niemu, powinniśmy posłuchać Kartezjusza i zwątpić. Niestety, jest to trudna droga, gdyż nauka jest potężną konsensualną organizacją. Jeśli nastąpi co do czegoś powszechna zgoda, może to spowolnić nowe idee o stulecia, a czasami nawet tysiąclecia.

Badacze z Królewskiej Akademii Szwecji w Sztokholmie, prowadzeni przez Gorana Scharmera, omawiali poniższe zdjęcie w numerze Nature z 14 listopada:

Członek zespołu, Dan Kiselman, powiedział, co widzi na nowym widoku Słońca: Drążące ciemność włókna wyglądają jak żarzące się węże, z ciemnymi paskami na grzbietach. Głowa węża jest często skomplikowaną strukturą, w której pasek rozdziela się na jasnych punktów.

Zdjęcia zostały wykonane akademickim, niedawno zainstalowanym teleskopem słonecznym w La Palma, na Wyspach Kanaryjskich, nieopodal wybrzeży Afryki. Filmy, powstałe przez sekwencyjne nałożenie zdjęć, pokazują, że ciemne rdzenie włókien trwają długo i są przypuszczalnie trwalsze od jasnych części. Naukowcy zidentyfikowali również w tak zwanej penumbrze plam słonecznych struktury podobne do kanałów, które można określić jako przebiegające na wzór pęknięć, powiedział Kiselman. Penumbra otacza ciemny rdzeń plamy i jaśniejsze rejony wszędzie na słonecznej powierzchni. Jakichkolwiek metafor byśmy użyli, należy pamiętać, że wszystko to jest tylko świecący gaz.

Poniższa fotografia została zrobiona 15 lipca i została podkolorowana dla lepszego kontrastu.

Tajemnice pozostają

Pomimo zdjęć, ujawniających szczegóły do 62 mil (100 km), badacze wciąż nie znają szczegółów działania plam słonecznych. Jasnym jest, że wszystko, co widzimy, jest wynikiem pól i gazu słonecznego, lub plazmy. wyjaśnił Kiselman. ciepło słoneczne próbuje się przepchnąć, niesione przez prądy konwekcyjne, powstrzymywane przez pola magnetyczne. Ale co się dokładnie dzieje, oraz dlaczego struktury te wyglądają tak, a nie inaczej, tego nie wiemy. Plamy słoneczne są chłodniejsze i ciemniejsze od reszty Słońca. Są one poligonami dla skomplikowanych wypływów plazmy, która podąża przez Układ Słoneczny, czasami zasilając kolorowe światła w pobliżu ziemskich biegunów, co jest znane jako zorza.

Komentarz: Czy prawdopodobnym jest, że słabe zrozumienie zjawiska plam wyrosło nieprawidłowego założenia, że wiemy o większości tego, co się dzieje wewnątrz Słońca? Tak sądzę. Aby mieć jakąkolwiek pewność w naszym zrozumieniu Słońca, i gwiazd w ogólności, musimy najpierw być w stanie wyjaśnić rzeczy, które widzimy. Zatem ważne jest, abyśmy zrozumieli plamy słoneczne, ponieważ jest to jedyne miejsce, które daje wgląd pod jasną fotosferę. I co my tam widzimy? Jest tam chłodniej o tysiące stopni! Jest to w ogóle niespodziewane, jeżeli Słońce próbuje pozbyć się ciepła. Centrum plamy powinno być znacznie cieplejsze i jaśniejsze od otoczenia. A co z włóknami penumbry? One, oraz ich zachowanie, nie przypominają żadnej znanej formy konwekcji gazu czy pól magnetycznych

Istnieje kulawych uzgodnień, które powstrzymują postęp astrofizyki. Jedno z nich zostało treściwie wyrażone przez profesora astrofizyki na niedawnym publicznym spotkaniu: Kiedy czegoś nie rozumiemy, zwalamy to na magnetyzm. Słońce posiada więcej właściwości, zwalonych na magnetyzm, niż jakiekolwiek inne ciało niebieskie. Chłodne wnętrze plamy jest klasycznym przykładem. W rzeczy samej, jest tam mierzone silne pole magnetyczne, powstaje jednak pytanie o skutek i przyczynę. Pola magnetyczne produkowane są tylko przez prąd elektryczny. Czy istnieją jakiekolwiek inne dowody na aktywność elektryczną Słońcu? Tak, praktycznie każdą właściwość Słońca można pojmować jako formę wyładowania elektrycznego w plazmie.

Frędzle penumbry są przykładem. Wyładowania elektryczne w plazmie często przybierają formę długich, cienkich włókien. Jak tuba neonowa, jest to po prostu wyładowanie, które pobudza gaz do świecenia. Obserwuje się, że frędzle penumbry rozdzielają się przy swoich końcówkach w ciemnej umbrze i obracają się. Jest to typowe zachowanie włókien plazmy i można ją zaobserwować w lampach plazmowych. ale największym szokiem jest to, że frędzle penumbry mają ciemne wnętrza! Jak to może być, skoro są one konwektywnym gazem? W tym wypadku, centrum włókna powinno być gorętsze i jaśniejsze.

Wyładowanie elektryczne oferuje prostsze wyjaśnienie. W Elektrycznym Wszechświecie wszystkie ciała mogą otrzymywać prąd elektryczny z otoczenia w procesie kosmicznego ładowania, związanym z normalnym rozwojem galaktyki. A ponieważ zjawiska elektryczne są skalowalne na przynajmniej 14 rzędów wielkości, możemy spojrzeć na wyładowania w innych atmosferach i na ich podstawie domyślać się, co może się dziać w atmosferze Słońca.

Kuszące jest przyrównanie frędzli penumbry do gargantuicznych piorunów, ale te zjawiska nie pasują do tego za bardzo.

Typowa błyskawica trwa 0,2 sekundy i obejmuje dystans około 10 km. Frędzle penumbry trwają przynajmniej jedną godzinę i mają długość rzędu 1000 km. Jeśli przeskalujemy piorun sto razy, będzie on trwał 20 do 200 sekund, i byłby długo na 1000 km. Czas życia jest zbyt krótki. Pomiary blizn na przewodnikach błyskawicy pokazują, że ma ona tylko 5 mm szerokości. Przeskalowanie jej 100 razy dałoby szerokość daleko poniżej rozdzielczości teleskopów.

Tym niemniej, istnieje inna znana forma wyładowania elektrycznego, która skaluje się właściwie, i może wyjaśnić tajemnicze ciemne wnętrza frędzli penumbry. Jest to tornado! Tornada, jak na zdjęciu powyżej, trwa minuty i może mieć średnicę rzędu jednego kilometra. Przeskalowując je stokrotnie, otrzymujemy dobre przybliżenie frędzla penumbry. I jeżeli wirujący cylinder plazmy emituje ciepło i światło, jak to widzimy na Słońcu, pojawi się słoneczne tornado, które widziane z boku, będzie posiadało ciemne wnętrze.

Sztuczne, ogniste tornado ukazuje jasne brzegi wiru. © 2001, Reel EFX. Inc.

Meteorologowie nie są pewni, jak formują się tornada, ale wiedzą, że często towarzyszą silnym burzom elektrycznym. Kluczem do zrozumienia tornad jest gwałtownie wirujący ładunek elektryczny. Tak, jak elektrony tworzą prąd w przewodzie miedzianym, którym przesyłamy energię, tak są w tornadzie. Dużą różnicą jest jednak fakt, że prędkość elektronów w przewodzie wynosi metr na wiele godzin, podczas gdy w tornadzie - wiele metrów na sekundę! Wynikiem są niezwykle silne oddziaływania elektromagnetyczne. Rezultat jest nazywany wirem naładowanej otoczki.

Publiczna wystawa naukowa daje złe wyobrażenie, porównując zwykły mechaniczny wir, jak ten powyżej, do tornada. Tornado jest zjawiskiem elektrycznym, poddanym znacznie potężniejszym siłom, utworzonym przez szybko wirujące ładunki. Gdyby było to prawdziwe, miniaturowe tornado, nie byłoby polecane dla młodego człowieka tak blisko do niego podchodzić. Możliwe zniszczenia dokonane siłami elektromagnetycznymi są dużo większe, niż od zwykłego wiatru.

Kształt wiru jest silnie ograniczony do długiego i cienkiego, z okrągłym przekrojem. Ten prawdziwy kształt wiru jest często ukryty w tornadzie z powodu otaczającego pyłu i chmur. Sam wir będzie widoczny tylko wtedy, gdy będzie dostatecznie dużo energii elektrycznej do zjonizowania atmosfery. Tak oczywiście jest w przypadku Słońca. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli "najechanie" przez tornado, relacjonowali, że po wewnętrznej stronie jego ścian znajduje się elektryczna mgła.

Powszechnie uważa się, że tornado jest rodzajem burzowej energii mechanicznej, która jakimś sposobem zostaje przemieniona w elektryczną, a następnie bardzo efektywnie skierowaną do uziemienia za pomocą wiru elektrycznej powłoki wewnątrz tornada. Owo "jakoś" powstaje tylko wówczas, gdy nie uświadamiamy sobie elektrycznych wymiarów Układu słonecznego. Energia elektryczna z kosmosu jest częściowo zamieniana w mechaniczną wiatrów. Zamiast generować efekty elektryczne, wiatry w tornadach są sterowane wirem elektrycznej otoczki.

Ziemia i inne planety otrzymuje energię elektryczną z kosmosu w ten sam sposób, co Słońce. Oczywiście, my otrzymujemy jej znacznie mniej, niż Słońce, które zdaje się być pokryte tornadowymi wirami otoczki elektrycznej. Słoneczne tornada widać najwyraźniej na brzegach plam, w formie włókien penumbry. Silne pole magnetyczne, tworzone przez każdy z wirów, powoduje powstanie obserwowanego włóknistego pola magnetycznego penumbry.

Przy marsjańskich diabłach pyłowych, ziemskie tornada są karłami. Pokazuje to, że do ich powstania nie są wymagane chmury. Są one atmosferycznym zjawiskiem elektrycznym.

Dlaczego Słońce jest pokryte granulami?

W swoich pionierskich publikacjach na temat Słońca z lat 70-tych, Ralph Juergens zaznaczył możliwą konotację słonecznych granuli z czymś, co pionier fizyki plazmy, Irving Langmuir, określił jako pęczki anodowe. Są to małe, jasne kulki plazmy, które formują się nad anodą, która w przeciwnym razie byłaby zbyt mała, aby przyjąć płynący przez nią prąd. W swoich eksperymentach Langmuir odnotował, że pęczki są małymi, jasnymi sferami, poruszającymi się nad powierzchnią anody. Wydaje się możliwe, że w warstwowej atmosferze Słońca, te jasne wyładowania przyjmują postać wiru elektrycznej otoczki.

Granule są jasne, ponieważ gazy wewnątrz wiru są ogrzewane kompresją i promieniowanie od ścian woru. Gorące gazy wypływają z wiru, tworząc granule. Również pioruny, w jakiejś formie, dostarczają energię na szczyt granuli, tworząc niezwykle jasne plamy. Ponad granulami jony rekombinują z elektronami, dając neutralny gaz, który absorbuje światło. Gaz taki byłby spychany w dół pomiędzy granule, a jego ruch zmieniany przez zderzenia z poruszanymi siłami elektromagnetyzmu jonami.

To właśnie może tworzyć ciemne kanały, będące rozgałęzionymi wzorami pomiędzy wyładowaniami elektrycznymi. Istniałyby tam silne wpływy silnego pola elektrycznego z powłok plazmy (warstw podwójnych) pączkowania anodowego. Zmienny poziom aktywności wyładowania nad granulą tłumaczyłby obserwowaną zmienną jasność słonecznych granuli. To godne uwagi, że nigdy nie zaobserwowano dużych i słabych granuli. Nie byłyby spodziewane w tym modelu.

Co powoduje plamy słoneczne?

Słoneczny plazmoid (widziany znad bieguna), widziany w ultrafiolecie, przy użyciu danych z SOHO.

W modelu elektrycznym, Słońce otrzymuje energię elektryczną z przestrzeni międzygwiezdnej, w formie wyładowania żarzeniowego. Eksperymenty z plazmą pokazują, że część energii będzie zgromadzona plazmoidzie w kształcie torusa, umieszczonym nad słonecznym równikiem.

Sporadycznie energia ta jest uwalniana z plazmoidu do niskich szerokości Słońca (czasami rezonanse plazmoidu mogą powodować jednoczesne rozbłyski po przeciwnych stronach ciała centralnego, jak to niedawno zarejestrowano na Słońcu). Globalna burza tornado jest odsuwana na bok przez silniejsze wiry elektrycznej powłoki, które dostarczają energię plazmoidu do znacznie głębszych poziomów. Wynikowe dziury w poziomie tornad, lub fotosferze, są tym, co nazywamy plamami słonecznymi. Zamiast być miejscami, gdzie energia jest ograniczona, są one raczej miejscami jej zwiększenia. To tłumaczy, dlaczego są one punktami startowymi złożonych wytrysków plazmy, które biegną przez Układ Słoneczny. Gigantyczne elektryczne tornada, tworzące plamy, przyspieszają cząstki w ich silnym polu elektromagnetycznym, generując ultrafiolet i promienie rentgena zamiast światła widzialnego. Tym niemniej ponieważ temperatura miarą ruchów chaotycznych, kierowany polem ruch cząstek wewnątrz wiru plamy wydaje się chłodny.

Model ten może wyjaśnić, dlaczego plamy o tej samej polaryzacji magnetycznej są do siebie silnie przyciągane, zamiast się odpychać (spróbuj zbliżyć do siebie dwa takie same bieguny magnesu). Plamy otrzymują prąd elektryczny, płynący w obracających się równolegle strumieniach, przez co są one wzajemnie przyciągane na długich dystansach, a odpychane na krótkich. To z kolei tłumaczy, dlaczego plamy często zachowują swoją odrębność, mimo odległości, która powinna im pozwolić się już połączyć. Istnieją też inne dowody na prądy elektryczne, płynące wzdłuż pola magnetycznego wewnątrz plam.

W umbrze, czyli ciemnym centrum plamy, na prześwietlonych zdjęciach zaobserwowano granulację. Granule umbry są ciaśniej upakowane, niż te fotosferyczne. Tego należałoby się spodziewać, ponieważ prąd prąd w wielkim wirze elektrycznej otoczki, tworzącym plamę, dostaje się do głębszej atmosfery na większych głębokościach. Granule umbry nie powinny istnieć, jeżeli plamy słoneczne są uformowane przez magnetyczne dławienie procesu konwekcji.

Artykuł w Nature wspomniał również o słabszych strukturach w umbrze. Są one związane z dośrodkową migracją jasnych plamek, za którymi podążają zmienne w czasie pojaśnienia i pociemnienia. Sugeruje to, że większa część umbry może mieć słabe lub niewielkie struktury, niż to się obserwuje. Naturą wiru elektrycznej powłoki jest ściskać materiał wewnątrz i wydłużać tubę w obu kierunkach. Ponieważ służy on zarazem jako przewodnik dla energii elektrycznej, wydaje się, że małe, jasne punkty są małymi, włóknistymi piorunami, emanującymi z dolnych końców wirów włókien penumbry.

Można by oczekiwać, że astronomowie dobrze się orientują w mechanice Słońca, najbliższej nam gwiazdy. W porównaniu do innych gwiazd, można powiedzieć, że to prawda. powiedział Kiselman. Ale niesamowite ZOO struktur i dynamicznych zjawisk na Słońcu nie jest w ogólności dobrze poznane, gdyż należy je oglądać bardzo długi czas. Wyobraźmy więc sobie, jak niewiele wiemy o innych gwiazdach. Żadnej gwiazdy nie zrozumiemy lepiej od Słońca. powiedział.

Komentarz: jest to niezwykle szczere wyznanie eksperta. Gdyby tylko stan naszej ignorancji został szerzej nagłośniony, zamiast aroganckich zapewnień, że wiemy już praktycznie wszystko, możemy na nowo ożywić zainteresowanie nauką w naszych szkołach.

Faktem jest, że nie rozumiemy Słońca. W ogólności nie rozumiemy gwiazd. Tak, mamy skomplikowane historie o nich, które radośnie zajmują teoretyków od stuleci. Ale tak długo, jak będą oni przekonani, że mogą ignorować elektryczna naturę wszystkiego we Wszechświecie, ich historie będą fikcją. Siła elektryczna jest najpotężniejszym oddziaływaniem Wszechświata, z której wynikają wszystkie inne siły*, i działa we wszystkich skalach, od subatomowej, po galaktyczną. Gdy zrozumiemy prawdziwą elektryczną naturę naszej gwiazdy, zaczniemy rozumieć Wszechświat takim, jakim jest.

*Autor nawiązuje tu zapewne do pewnej hipotezy na ten temat, która, choć nie wspominana tu, wydaje się być bliska orędownikom Elektrycznego Wszechświata - przyp. tłum.


Wal Thornhill

Przetłumaczono z http://www.holoscience.com/wp/sunspot-mysteries/?article=s9ke93mf

wtorek, 12 sierpnia 2014

Elektryczne Słońce

(Z lewej) Rozbłysk słoneczny wykazujący ruch skrętny, charakterystyczny dla prądu Birkelanda.

(Z Prawej) Obraz w promieniach roentgenowskich aktywnej niskiej korony Słońca.

Hipoteza elektrycznego Słońca

Podstawy

Nie ma obecnie wątpliwości, że efekty elektryczne w plazmie grają ważną rolę w zjawiskach obserwowanych na słońcu. Główne własności Modelu Elektrycznego Słońca są następujące:

  • Większość przestrzeni w naszej galaktyce wypełniona jest plazmą (rozrzedzonym, zjonizowanym gazem), zawierająca elektrony (ładunek ujemny) i zjonizowane atomy (ładunek dodatni). Każda cząstka w plazmie posiada potencjał elektryczny (woltaż), jak każdy kamyk w górach posiada potencjał mechaniczny, liczony w wysokości nad poziomem morza. Słońce jest w centrum komórki plazmowej, zwanej heliosferą, która rozciąga się daleko poza orbitę Plutona. Do 9/9/2012 średnica tej komórki była zmierzona na większą niż 18 milionów kilometrów, lub 122 razy większą niż niż dystans z Ziemi do Słońca. To są fakty, nie hipotezy.
  • Słońca posiada ładunek dodatni w stosunku do otaczającej go plazmy - przypuszczalnie mierzony w napięciu rzędu milionów woltów.
  • Jony dodatnie opuszczają Słońce, a elektrony do niego docierają. Oba ty strumienie dodają się, tworząc dodatni prąd płynący przez Słońce (dochodzący na biegunach, a wypływający radialnie na niższych wysokościach). Stanowi to w każdym aspekcie (poza rozmiarem) analogię wyładowania plazmowego, które jest studiowane w laboratoriach od dziesięcioleci. Ponieważ ładunek Słońca (woltaż) jest dodatni, pełni ono rolę anody w wyładowaniu. Jako takie, wykazuje ono wiele fenomenów obserwowanych w ziemskich eksperymentach laboratoryjnych.
  • Słońce może być zasilane nie z jego wnętrza, lecz z zewnątrz, za pomocą prądów elektrycznych (Birkelanda), płynących przez ramię naszej galaktyki, jak to ma miejsce we wszystkich galaktykach. Ta możliwość - że Słońce zasilane jest z zewnątrz przez środowisko galaktyczne - jest najbardziej spekulatywną ideą modelu elektrycznego i jest zawsze zaciekle atakowana przez krytyków, którzy ignorują wszystkie inne bardziej oczywiste własności modelu. W modelu Kosmosu Plazmowego, kosmicznych rozmiarów, rozrzedzone prądy tworzą galaktyki i gwiazdy w tych galaktykach za pomocą elektromagnetycznego efektu skurczu Z. To tylko mała ekstrapolacja, aby odpowiedzieć na pytanie, gdzie te prądy przebywają, aby zasilać gwiazdy. Galaktyczne prądy mają małą gęstość, ale ze względu na duże rozmiary gwiazd, całkowity prąd (amperaż) jest ogromny. Elektryczna energia Słońca powinna być, ze względu na swoją moc, dostarczana w amperażu. Ponieważ podróżuje wokół galaktycznego centrum, Słońce może trafiać w obszary większej lub mniejszej gęstości prądu, a jego aktywność zmieniać się okresowo i nieregularnie.

Korona

„Solar eclipse 1999 4” autorstwa Luc Viatour (www.Lucnix.be). Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons - https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Solar_eclipse_1999_4.jpg#/media/File:Solar_eclipse_1999_4.jpg

Słoneczna korona widoczna jest tylko podczas zaćmień lub przez wyrafinowane instrumenty, zbudowane do tego celu. Jest to rozległa świecąca poświata z plazmy, zmieniająca kształt - równomiernie rozmieszczona i gładka w części wewnętrznej, oraz z włóknistymi frędzlami i punktami na obrzeżach. Jest to jarzeniowy stan wyładowania plazmowego. Gdyby Słońce nie było z natury elektryczne, korona by nie istniała. Jeśli Słońce jest tylko (nie elektrycznym) nuklearnym piecem, to nie ma żadnego powodu, by miało koronę. Tak więc jednym z podstawowych pytań, jakie powinny się pojawić podczas dyskusji o Słońcu, jest: Dlaczego Słońce ma koronę? Dlaczego ona tam jest? Model opierający się wyłącznie na fuzji nie dostarcza odpowiedzi.

Wiatr słoneczny

Strumień jonów dodatnich opuszcza powierzchnię Słońca, rozpędza się w koronie i dalej, jak daleko jesteśmy w stanie to zmierzyć. Uważa się, że cząsteczki te stają się częścią promieniowania kosmicznego, przemierzającego kosmos. Ten strumień zmienia się w czasie, i zaobserwowano jego zupełne zanikanie raz na dzień lub dwa. Co jest przyczyną owych fluktuacji? Model elektryczny daje proste wyjaśnienie oraz sugeruje mechanizm zarówno tworzący, jak i kontrolujący owe fluktuacje. Standardowy model nie podaje żadnego wyjaśnienia ani mechanizmu. (...)

Elektryczne właściwości fotosfery i chromosfery

Esencją hipotezy elektrycznego Słońca jest opis elektrycznych właściwości jego fotosfery oraz chromosfery, tudzież rezultat przemieszczania się przez te warstwy naładowanych cząstek. Powierzchnią Słońca, którą zwykle widzimy z Ziemi, jest jego fotosfera, która jest silnie świecącą warstwą grubą na ok 500 km. Jest analogią obszaru anodowego żarzenia wyładowania w laboratoryjnym gazie, z wyjątkiem tego, że tu ma miejsce wyładowanie łukowe. Zawiera ono komórki plazmowe, zwane pęczkami lub granulami. Plamy słoneczne są miejscami pozbawionymi granulek. Granulki obserwowane na powierzchni fotosfery są w równomiernym ruchu turbulencyjnym. Zmieniają swój kształt i rozmiar, oraz zanikają w ciągu godzin lub dni. Na ich miejsce wypływają nowe. Żarzenie anodowe, obserwowane w laboratorium, często zawiera wzór małych, rotujących, regularnie rozmieszczonych plamek, których prędkość rotacji jest często zbyt wolna do zaobserwowania nieuzbrojonym okiem. Analogia pomiędzy laboratoryjnym wyładowaniem w gazie, a zachowaniem Słońca, jest mimo w rzeczy samej nieodparta.

Fotosfera jest więc plazmą w trybie łukowym. Mówimy tak, gdyż Słońce emituje z fotosfery około 63 milionów watów na metr kwadratowy energii. Niektórzy kwestionowali fakt bycia fotosfery w tym trybie, ze względu na jej relatywnie niewielką temperaturę, ~5800°K. W 1944 roku C. E. R. Bruce, z Angielskiego Instytutu Badań nad Elektrycznością zaproponował, że fotosfera ma wygląd, temperaturę, spektrum oraz charakterystykę łuku elektrycznego, gdyż ona jest łukiem elektrycznym, lub dużą ilością równoległych łuków. Trudno jest wyobrazić sobie wyładowanie plazmowe w czymkolwiek innym niż stan łukowy, mogący promieniować 40 kW energii na każdy cal kwadratowy powierzchni. Potrafisz sobie wyobrazić światło z 4000 watowych żarówek, wychodzące z każdego cala kwadratowego?

Na rys. 1 pokazany jest przekrój przez granulę fotosfery, rozbity na trzy wykresy. Oś pozioma wszystkich trzech przedstawia odległość, mierzoną radialnie na zewnątrz, począwszy od spodu fotosfery (prawdziwej powierzchni Słońca, widocznej jedynie w umbrze plam słonecznych). Niemal wszystkie właściwości Słońca można wyjaśnić w odniesieniu do tych trzech wykresów, dlatego na nich skupi się większość dyskusji.

Pierwszy wykres pokazuje energię na jednostkę ładunku (dodatniego) jonu jako funkcję odległości od powierzchni. Jednostki energii na jednostkę ładunku to wolty (V). Kolejny wykres, pola E, pokazuje siłę radialną, działającą na każdy taki dodatni jon. Trzeci wykres pokazuje lokalizacje gęstości ładunku, powstałą z dwóch pierwszych wykresów. Chromosfera jest miejscem przebywania podwójnej warstwy plazmowej ładunku elektrycznego. Przypomnijmy, że jedną z cech plazmy jest jej bardzo dobra (ale nie doskonała) przewodność. Jako dobry przewodnik, stanowi słabe oparcie dla pola elektrycznego. Proszę zwrócić. uwagę na drugi wykres, że niemal idealna plazma fotosfery (obszar b do c) oraz korona (od punktu e) to obszary o niemal zerowym polu elektrycznym.

Rys. 1. Energia, pole elektryczne oraz gęstość ładunku jako funkcja odległości od powierzchni Słońca.

Wszystkie trzy wykresy są matematycznie połączone. Z praw elektro-fizyki: E = -dV/dr, a gęstość ładunku = dE/dr. Innymi słowy: wartość pola E, w każdym punkcie r, jest (ujemnym) nachyleniem wykresu energii. Powodem, dla którego znak pola E jest ujemny, jest podążanie cząstki dodatniej w dół potencjału, nie pod górę. Jest to analogia do tego, że masa ma tendencję do staczania się, nie wtaczania. Wartość gęstości ładunku w każdym punkcie r, jest nachyleniem pola E w tym punkcie. Dwie warstwy przeciwnego ładunku, potrzebne do stworzenia złożonego kształtu krzywej energii między punktami c i e nazywane są warstwą podwójną. Jest to dobrze znane zjawisko w wyładowaniach plazmy. Ponieważ podwójna powłoka jest umiejscowiona pomiędzy punktami c i e, jon dodatni po prawej od punktu e nie widzi siły elektrostatycznej jonów dodatnich na lewo od punktu c. Główna plazma korony i dodatkowa plazma fotosfery są od siebie elektrycznie oddzielone podwójną powłoką.

Wykres energii jest właściwy dla dodatnio naładowanych cząstek. Ponieważ dodatnie pole E reprezentuje siłę na jednostkę ładunku skierowaną na zewnątrz (w prawo), obszar, gdzie pole to jest ujemne (a do b) oznacza siłę do wewnątrz. Region wewnętrznej fotosfery jest więc barierą energetyczną, którą jony dodatnie muszą pokona, by uciec ze Słońca. Muszą mieć do tego odpowiednią energię. Zatem warstwa ładunku dodatniego w dolnej fotosferze stanowi ograniczenie dla nieokiełznanej ucieczki jonów dodatnich ze Słońca.

Kurczenie się i zanikanie granuli

Aby zwizualizować efekt diagramu energii dla elektronów (ładunek ujemny) przychodzących do Słońca z przestrzeni kosmicznej (z prawej), musimy odwrócić wykres energii do góry nogami. Po zrobieniu tego zobaczymy pułapkę, jaką są fotosferyczne granule dla przychodzących elektronów. W miarę, jak pułapka się zapełnia, energia granuli (istniejącej pomiędzy b i c) maleje z wysokością, co powoduje jej słabnięcie, kurczenie się, a w końcu zanikanie. To jest właśnie powodem kurczenia się i zanikania granuli.

Temperatura minimum

Gdyby standardowy model był poprawny, ciepło i światło powinno po prostu promieniować z fotosfery jak z rozgrzanego pieca. Temperatura stale malałaby z odległością. Ale nad fotosferą zachodzi wiele procesów odmiennych od zwykłego promieniowania cieplnego. Minimum temperatury (ok 4100°K) znajduje się tuż nad fotosferą. Dolne warstwy korony, znajdujące się znacznie wyżej, są o miliony stopni gorętsze, niż powierzchnia Słońca. Jak to się może dziać? Standardowy model nie zawiera zadowalającego wyjaśnienia. Hipoteza elektrycznego Słońca wyjaśnia to następująco:

Cząstki naładowane nie doświadczają zewnętrznych sił elektrostatycznych pomiędzy pomiędzy b i c - w fotosferze. Z powodu dyfuzji ma tam miejsce tylko losowy ruch cieplny (temperaturą jest po prostu pomiar załamania tego ruchu). Jest to miejsce, w którym pomiar temperatury wynosi ok 6000°K. Jony dodatnie mają największą elektryczną energię potencjalną, gdy są w swojej fotosferycznej granuli plazmy. Ale ich mechaniczna energia jest relatywnie mała. Tuż na lewo od punktu c, każdy losowy ruch w prawo, który przeniesie jon dodatni za punkt c, poskutkuje jego wymieceniem w duł potencjału, z dala od Słońca. Taki ruch naładowanych cząstek pod wpływem pola E nazywany jest prądem unoszenia. Ten prąd unoszenia przyśpieszających jonów dodatnich utożsamiany jest z wiatrem słonecznym (co jest na prawdę nietrafioną nazwą). Jony dodatnie zaczynają przyśpieszać od c poprzez e, zamieniając swoją energię potencjalną w ruch - osiągają dużą prędkość radialną, tracąc przy tym ruch na boki. Stają się zatem "odtermizowane". W tym regionie, w wyższej fotosferze oraz chromosferze, ruch cząstek jest wysoce zorganizowany. Tam właśnie obserwujemy minimum temperatury.

Strefa przejściowa

Gdy poruszające się gwałtownie jony dodatnie przekroczą punkt e (opuszczą chromosferę), poruszają się na zewnątrz popychane siłą pola E, która je przyśpiesza. Z powodu dużej energii kinetycznej, każde zderzenie, jakiemu ulegną (czy to z jonem, czy z neutralnym atomem), będzie brutalne i spowoduje dużą liczbę chaotycznych ruchów, podgrzewając plazmę od temperatury znacznie wyższej, niż w fotosferycznej granuli (pomiędzy b i c). Oto, co jest odpowiedzialne za wysoką temperaturę dolnej korony. Jony tuż za punktem e mają temperaturę rzędu 1 do 2 milionów stopni K. Nic innego, jak właśnie takiego mechanizmu należałoby się spodziewać po modelu (fotosfery - podwójnej powłoki) elektrycznego Słońca. "Re-terminacja" ma miejsce w regionie analogicznym do wrzenia białej wody na dole zjeżdżalni. W modelu fuzji nie ma takiego mechanizmu - a tym samym nie ma prostego wyjaśnienia nieciągłości temperatury.

Przyśpieszanie wiatru słonecznego

Wykres energii urywa się za punktem e z nieznacznie ujemnym nachyleniem, biegnąc ku ujemnemu woltażowi głębokiego kosmosu (naszego ramienia galaktyki). Relatywnie mała gęstość plazmy może zapewnić tylko słabe pole E. Zgodnie z tym, niska amplituda pola E (dodatniego) rozciąga się na prawo od punktu e. Jest to efekt tego, że Słońce posiada wyższy woltaż niż odległa przestrzeń tuż za heliopauzą. Odśrodkowa siła, działająca na jony dodatnie, spowodowana tym pole E jest przyczyną obserwowanego przyspieszania jonów dodatnich wiatru słonecznego.

Promieniowanie kosmiczne

Cząstki naszego wiatru słonecznego dołączają z czasem do innych cząstek, z innych gwiazd, aby utworzyć totalny kosmiczny strumień w naszym ramieniu galaktyki. Juergens wskazał, że nasze Słońce jest raczej przeciętną gwiazdą w promieniowaniu energii. Jeśli jest zasilane elektrycznie, być może jego przeciętność jest powiązana z niezbyt imponującym potencjałem napędowym. Znaczyłoby to, że gorętsze, jaśniejsze gwiazdy mają znacznie większe potencjały powinny wyrzucać promienie kosmiczne o większej energii niż słoneczne promienie kosmiczne. Gwiazda o potencjale rzędu 20 miliardów woltów napędza protony o energii wystarczającej, by osiągnęły powierzchnię naszego Słońca z energią 10 miliardów elektronowoltów. Takie promienie, zderzając się z górną atmosferą Ziemi, uwalniają miony i neutrina, o których jest ostatnio w wiadomościach.

Hannes Alfvén w swojej książce "Nowa Astronomia", rozdział 2, sekcja III, pp 74-79 tak pisał o promieniach kosmicznych: Jak te cząstki są napędzane do tak fantastycznych energii, czasami do milionów miliardów elektronowoltów, jest jedną z głównych zagadek astronomii. Nie jest znana reakcja jądrowa, mogąca wyrzucać cząstki z taką energią. Nawet całkowita anihilacja protonu nie dałaby więcej niż miliard elektronowoltów.

Fluktuacje wiatru słonecznego

Interesujące jest, że te trzy wykresy zaprezentowane powyżej są identyczne jak wykres energii, pola E i gęstości ładunku w tranzystorze złączowym. Oczywiście w ciele stałym zachodzą inne procesy na innym poziomie energetycznym (pasmo walencyjne i przewodzące) w stałym krysztale. W plazmie słonecznej nie ma stałych centrów atomowych, wiec istnieje tylko jedno pasmo energetyczne. W tranzystorze, amplituda prądu kolektora (analogia do unoszenia jonów dodatnich wiatru słonecznego w prawo) jest w prosty sposób kontrolowana przez zmianę różnicy woltaży bazy i emitera. Czy taki sam mechanizm (fluktuacje woltażu pomiędzy Słońcem - anodą a granulami fotosfery) steruje zachowaniem Słońca? Gdy woltaż Słońca się obniża, np na skutek nadmiernego wypromieniowywania jonów dodatnich, zwiększy się woltaż pomiędzy a i b na diagramie energii, co zmniejszy intensywność wiatru słonecznego (zarówno dośrodkowo poruszających się elektronów, jak i odśrodkowych jonów dodatnich) na zasadzie ujemnego sprzężenia zwrotnego. W maju 1999 wiatr słoneczny zupełnie ustał na około dwa dni. Istnieją również okresowe zaburzenia. Mechanizm tranzystora, opisany powyżej, może być jak najbardziej zdolny do powodowania tych zjawisk. Model fuzji zupełnie nie radzi sobie z tym zagadnieniem, podczas gdy tranzystorowe odcięcie jest bardzo dobrze znanym w elektronice zjawiskiem, używanym w każdym urządzeniu cyfrowym.

Stany charakterystyczne plazmy

Na podstronie tej witryny, poświęconej elektrycznej plazmie, omówiono trzy charakterystyczne statyczne stany, na jakich plazma może operować. Tu jest nieco bardziej akuratny opis - potrzebujemy go do dokładnego opisania rzeczy obserwowanych na powierzchni Słońca. Statyczna wolto-amperowa charakterystyka typowego laboratoryjnego wyładowania plazmowego ma kształt przedstawiony poniżej.

Rys. 2. Woltowo-aperowy wykres wyładowania plazmy. Wyróżniono stan ciemnego prądu, żarzenia oraz łuku.

Wykres ten jest rejestrowany zwykle w plazmie laboratoryjnej zamkniętej w kolumnie - cylindrycznej szklanej tubie z anodą na jednym końcu i katodą na drugim. Te dwie końcówki są podłączone do zewnętrznego obwodu elektrycznego, przez który można z zewnątrz kontrolować prądem. W takim eksperymencie, plazma ma przestrzeń o stałym przekroju od początku do końca tuby. Na osi pionowej wykresu znajduje się napięcie rozciągające się pomiędzy anodą a katodą, przez całą plazmę, jako funkcja prądu płynącego przez plazmę. Oś pozioma określa całkowity prąd (A). Może być to przemianowane na gęstość prądu w punkcie. Gęstość prądu mówi, jak wiele amperów na metr kwadratowy przepływa przez przekrój tuby. Jeśli pozioma oś pokazuje gęstość prądu przez plazmę, oś pionowa będzie opisywać pole elektryczne (V/m) w punkcie. W cylindrycznej tubie przekrój jest na całej długości jednakowy, więc gęstość prądu w każdy odcinku jest proporcjonalna do całkowitego prądu płynącego przez plazmę.

Gdy rozważamy Słońce, mamy do czynienia ze sferyczną geometrią. Przekrój staje się sferą. Załóżmy stały całkowity dryf elektronów w stronę Słońca oraz jonów dodatnich od Słońca. Wyobraźmy sobie powierzchnię o ogromnym promieniu, przez który przepływają te prądy. Gdy przybywamy z głębokiego kosmosu, powierzchnia ta stale się zmniejsza. Dlatego, dla stałego całkowitego prądu, jego gęstość (A/m2) rośnie, w miarę, jak zbliżamy się do Słońca. Anoda (powierzchnia Słońca) jest tylko małym ułamkiem katody (rejon heliopauzy). Według najnowszych pomiarów, powierzchnia heliopauzy jest 653 miliony większa niż powierzchnia Słońca. Gęstość prądu na anodzie Słońca będzie więc 653 miliony większa, niż na katodzie heliopauzy.

  • W głębokiej przestrzeni - powiedzmy, tuż pod heliopauzą - gęstość prądu jest niezwykle mała, choć prąd całkowity jest ogromny. Jesteśmy w regionie ciemnego prądu, nie ma tam świecących gazów, nic, co mogłoby nam powiedzieć, że jesteśmy wewnątrz wyładowania - poza możliwymi emisjami radiowymi.
  • W miarę, jak przybliżamy się do Słońca, przekrój maleje a gęstość prądu rośnie. Wkraczamy w obszar normalnego żarzenia - jest to to, co nazywamy słoneczną zewnętrzną koroną. Intensywność wypromieniowywanego światła jest porównywalna z neonem. Wykres woltowo/amperowy ma ujemną krzywiznę i korona tworzy włóknistą formę. Włókna są bardzo dobrze widoczne w zewnętrznej koronie.
  • W końcu, w miarę przybliżania się do Słońca, sferyczny przekrój staje się tylko trochę większy niż jego powierzchnia. Gęstość prądu staje się bardzo duża, wkraczamy w region wyładowania łukowego. Jest to region stosunkowo wysoko woltażowej granuli. Jesteśmy w fotosferze. Emisja światła przypomina tą ze spawarki lub projektora. Duża jego część jest ultrafioletem. Jest to bardzo dobrze wiadome, że jeśli anoda w wyładowaniu jest dużo mniejsza od katody, obszar żarzenia anodowego formuje się tak, by zwiększyć efektywny rozmiar anody. Jest to przyczyną istnienia fotosfery.
  • Granicą pomiędzy koroną (stanem żarzenia) a fotosferą (łukiem) jest warstwa podwójna. Ten fenomen jest często obserwowany w eksperymentach laboratoryjnych.

Niektórzy wcześni badacze plazmy i większość współczesnych astronomów wierzy, że jedyna prawdziwa plazma doskonale przewodzi (a więc wmraża w siebie pole magnetyczne). Jest to fałszywa podstawa teoretyczna dla magnetycznej "rekoneksji". Wykres napięciowo prądowy, zamieszczony powyżej, pokazuje, że tak się nie dzieje. W każdym punkcie wykresu (za wyjątkiem jego początku) mamy niezerowy woltaż (pole E). Statyczna oporność plazmy w każdym punkcie wykresu jest proporcjonalna do nachylenia linii ciągnącej się od początku wykresu do tego punktu. To oznacza, że w każdym z możliwych stanów, plazma ma niezerową statyczną rezystancję; pobiera pole E do wytworzenia gęstości prądu. Oczywiście, statyczny opór plazmy na dalekim końcu ciemnego prądu może być całkiem duży. Obszar łuku oraz lewa połowa obszaru żarzenia wykazują ujemną dynamiczną rezystancję - i pole E może być całkiem niewielkie - ale nie o to nam chodzi. Żadna prawdziwa plazma nie może wmrozić w siebie pola magnetycznego. Najlepiej przewodząca plazma to ta w trybie łukowym. Ale nawet ona posiada niezerowe pole elektryczne, które powoduje powstawanie gęstości prądu. Plazma nie jest "idealnym superprzewodnikiem".

Fuzja jądrowa w warstwie podwójnej

Efekt skurczu w równoległych prądach frędzlowych o wysokiej intensywności, jest bardzo silny. Jeśli jakakolwiek fuzja jądrowa ma miejsce na Słońcu, zachodzi ona najprawdopodobniej w podwójnej warstwie na szczycie fotosfery (a nie głęboko w jądrze). Rezultatem fuzji są "metale", które dają o sobie znać liniami absorpcyjnymi w słonecznym spektrum. Ślady 68 z 92 naturalnych elementów zostały znaleziono w atmosferze Słońca. Z regionu tego emanuje większość zakłóceń radiowych. Hałas radiowy to kolejna dobrze znana właściwość warstwy podwójnej. Moc elektryczna dostarczana do plazmy w każdym punkcie jest produktem pola E (V/m) razy gęstość prądu (M/m2). Ta operacja mnożenia daje waty na metr kwadratowy (gęstość mocy). Gęstość prądu jest relatywnie niezmienna przez całą wysokość warstw fotosfery i chromosfery. Aczkolwiek, pole E jest najsilniejsze w środku warstwy. Panuje przekonanie, że fuzja nuklearna angażuje ogromne ilości energii - jeśli tak, owa moc jest dostępna wewnątrz podwójnej warstwy. Podobno zaobserwowano, że ilość słonecznych neutrino jest odwrotnie skorelowana do ilości plam. Jest to spodziewane w modelu elektrycznym, gdyż ich źródłem są najprawdopodobniej skurcze w warstwie podwójnej, prowadzące do fuzji, a tam, gdzie są plamy, warstwa ta nie występuje. Im większa więc liczba plam, tym mniej neutrino.

Plamy

W plazmie fotosfery, zarówno rozmiar jak i woltaż granuli zależy od gęstości prądu w danym miejscu (blisko powierzchni słonecznej anody). Istnienie podwójnej warstwy skojarzonej z każdą granulą (separującą ją od plazmy koronalnej) wymaga konkretnych numerycznych zależności pomiędzy jonami dodatnimi i elektronami w całkowitym prądzie. Stosunek ten został odkryty, oszacowany i opublikowany przez Irvinga Langmuira przeszło 50 lat temu. Długie dżety elektronów emanujące spomiędzy granuli, zasilają większość potrzebnych elektronów. W modelu elektrycznym, jak w każdym wyładowaniu plazmowym, granularna komórka zanika tam, gdzie strumień nadchodzących elektronów uderzający w dany rejon nie jest wystarczająco silny do powiększenia powierzchni anody. W miejscu takim komórki fotosferyczne zapadają się, i możemy zobaczyć rzeczywistą powierzchnię słonecznej anody. Ponieważ nie ma tu wyładowania łukowego, rejon ten jest ciemniejszy niż otoczenie i nazywany jest umbrą plamy. Oczywiście, jeśli większość energii słonecznej byłaby produkowana w jego wnętrzu, umbra powinna być jaśniejsza i gorętsza od otaczającej ją fotosfery. Fakt, że umbra jest ciemna i relatywnie chłodna (3000 - 4000K lub 2727 - 4227°C) silnie wskazuje na to, że we wnętrzu Słońca powstaje tylko niewielka ilość energii, o ile jakakolwiek.

Il. 3. Plama słoneczna z umbrą, penumbrą i otoczona komórkami fotosfery.

Górny wykres il. 1 (powyżej) pokazuje potencjalną energię elektryczną jonu dodatniego w atmosferze Słońca. Diagram ten jest zreprodukowany i rozszerzony poniżej na il. 4. Jest na nowo opisany, aby pokazać energie (poziomy woltażu) w różnych miejscach w pobliżu granuli. Na il. 3 widać, że wokół plamy występuje normalny, jasno żółty, tryb łuku. Są one na poziomie woltażu V2 na il. 4. Typowo, w tych regularnych granulach jony dodatnie płyną w górę (dokładnie ku obserwatorowi na il. 3). Na il. 4 jony takie mają dość energii, żeby przebyć drogę z wnętrza Słońca do poprzez wzrost woltażu z a do b, dyfuzjują pomiędzy b i c i spadają z górki potencjału od c do e. W tym miejscu rozpędzone jony tworzą turbulencje, objawiające się wysoką, sięgającą dwóch milionów kelwinów temperaturą, rejestrowaną w dolnej koronie. Na il. 3, podróż taka zabiera jon z wnętrza Słońca, poprzez granulę, i przyspiesza na zewnątrz. Jon kontynuuje swoją podróż w górę jako składnik tego, co zwiemy wiatrem słonecznym.

Musimy uważać na to, co przedstawia il. 4. Czarna linia oznacza woltaż, jakiego doświadcza jon dodatni podczas swojej podróży. Na il. 4 pokazano również mniej zmienny woltaż, którego doświadcza jon, gdy przechodzi przez miejsce pozbawione granuli, to znaczy przez umbrę plamy słonecznej. Nie napotyka więc krępującej go bariery energetycznej granuli. Proszę zauważyć, że ten ruch, z lewa na prawo na rys. 4, jest ruchem do góry (ku patrzącemu) na rys. 3. Nie ma sił ani ruchu na boki.

Najciemniejsze miejsca w umbrze (powierzchni słonecznej anody) mają woltaż V1. W umbrze nie ma fotosferycznych granuli, także, w każdym jej miejscu, wykres na rys. 4 po prostu monotonicznie opada - z punktu (V1, a), do punktu e na osi poziomej. Punkt e oznacza początek korony (jej najniższy punkt). Jej woltaż jest otagowany jako V0.

Frędzle penumbry

A co z penumbrą - dziwnie poskręcanymi frędzlami plazmy wpadającymi do wnętrza plamy, co przywodzi na myśl tęczówkę oka? Startując z wnętrza Słońca, część jonów dość energii do opuszczenia jego ciała i wspięcia się na poziom woltażu sięgający V2 lub więcej. W przedziale odległościowym b do c na rys. 4, gdy poruszają się w górę pod wpływem dyfuzji, niektóre z nich mogą się zderzać z innymi jonami lub neutralnymi atomami, tak, że niektóre mogą otrzymać dyfuzyjną prędkość spychającą je z powrotem w dół. Jeśli przekroczą punkt b, zostaną z powrotem przyciągnięte do Słońca. W przestrzeni 3D, mogą po prostu zatopić się w granuli lub wpaść w jej bok do ciemniejszego kanału, otaczającego każdą granulę. Jeżeli zaś jest wystarczająco blisko plamy słonecznej, to może w nią wpaść. To właśnie to zjawisko widzimy jako penumbralne frędzle, widoczne na rys. 3 i 5. Proces jest podobny do odrywania się gór lodowych od lodowca. Szczyty granuli w pobliżu umbry kruszą się, wyrzucając jony w stronę umbry, które to jony opadają w stronę niższego woltażu.

Rys. 4. Elektryczna energia potencjalna jonu dodatniego w funkcji dystansu od powierzchni anody słonecznej.

(Uwaga! To NIE JEST boczny widok na granulę. Jest to tylko graf woltażu plazmy względem odległości po linii prostej z wnętrza Słońca ku dolnej koronie. Gdy linia biegnie przez granulę, odpowiada jej czarny wykres. Umbrze plamy odpowiada linia przerywana.)

Proces ten jest widoczny na wideo w serwisie YouTube: Zależny od czasu obraz włókien penumbry. Ten krótki klip pokazuje kaskadę spływających w dół jonów dodatnich, które tworzą frędzle penumbry. Część jonów, przybywających w ten sposób do umbry z zewnątrz, może odczuwać przyciąganie wciąż niższego woltażu dolnej korony, V0, oraz dołącza do strumienia jonów wypływającego ze Słońca (przerywana czerwona linia na rysunku 4). To obserwowane zachowanie jest zupełnie spójne z modelem elektrycznym Słońca, opisywanym na tej stronie i wszędzie indziej.

Ruch ładunków dodatnich, opadających ze szczytu granuli ku umbrze, stanowi silny prąd elektryczny w plazmie fotosfery. Prądy takie są nazywane prądami Birkelanda. Ulegają one skręcaniu! Rozwarstwiają się również, co jest dobrze znanym procesem, zwanym konwekcją Marklunda. Na zdjęciach 5 widać obie te cechy. Zwyczajne granule fotosferyczne, upakowane względnie gęsto, niosą prąd o dużej gęstości. Znajdują się one w wysoko temperaturowym trybie łuku elektrycznego (patrz, zdjęcie 2, powyżej). Kiedy ładunki na brzegu umbry (na poziomie napięcia V2) wyskakują i opadają z powrotem, ku niższemu woltażowi V1umbry, są one mniej ściśnięte, niż w granuli, tak więc rozpraszają się i stanowią prąd o mniejszej gęstości. Z ilustracji 2wyraźnie wynika, że wykres prądowo-napięciowy plazmy w tym zakresie (pomiędzy punktami I a J) ma ujemne nachylenie. Poruszające się w plazmie ładunki poruszają się swobodnie i dążą do minimalizowania wszelkich sił na nie oddziałujących. Mogą to robić (dążyć do zmniejszania doświadczanego pola E) poprzez poruszanie się w prawo wykresu na il. 2 (od punktu I ku punktowi J), zmniejszając tym samym zajmowany przekrój - tworząc włókna. Jest to przyczyną powstawania włókien penumbry. Na prawej części ilustracji 5 widać zakończenia tych włókien. Zgodnie z wszelkim prawdopodobieństwem nie kończą się one tam jednak. Tworzący je prąd elektryczny nie urywa się. Włókna dążą do zajmowania coraz większego obszaru, rozszerzając się i tym samym zmniejszając gęstość prądu. To prowadzi do ich przejścia w stan żarzenia, widocznego na odcinku trybu żarzenia na ilustracji 2. Tryb żarzenia jest na tyle mniej promieniujący od trybu łuku, szczególnie w pobliżu łukowych granuli, że jony dodatnie są dla nas niewidoczne.

Il. 5. (Z lewej) Penumbra - prądy Birkelanda podążają za spadkiem napięcia z fotosfery do umbry. (Z prawej) Skręcajace się prądy Birkelanda są widoczne na dokładnym zdjęciu frędzli penumbry.

Z tych samych powodów będąca w trybie żarzenia korona słoneczna jest trudna do zauważenia z wyjątkiem całkowitych zaćmień lub obrazowania w paśmie rentgenowskim, jak to widać na zdjęciach u samej góry po prawej oraz na ilustracji 6. Jasne obszary korony, jakie widać w paśmie rentgena, oznaczają gorętsze, bardziej energetyczne miejsca, znajdują si,ę one ŋłównie nad plamami. Na przykład, trzy zdjęcia grupy plam poniżej, ukazują trzy poziomy wysokości:

  1. Pierwsze zdjęcia przedstawia fotosferę - widoczną w świetle widzialnym - na której w umbrze widzimy względnie chłodne wnętrze Słońca. W miejscach tych jony parują do góry, ze Słońca.
  2. Środkowe zdjęcie jest zrobione w ultrafiolecie i pokazuje chromosferę i strefę przejściową.
  3. Ostatnie zdjęciu zrobione jest w paśmie rentgena i pokazuje gwałtowną aktywność w dolnej koronie. Wynika ona z niekontrolowanego wypływu przyspieszających jonów, uciekających przez plamy na Słońcu, i zderzających się z atomami położonymi wyżej w atmosferze (dolnej koronie). W rezultacie korona jest w pełni zjonizowaną plazmą.
  4. Ilustracja 6. Efekt działania jonów dodatnich, wypływających z plam słonecznych.

Wypukłości, flary i koronalne wyrzuty masy

Cała powyższa dyskusja dotyczy stanu równowagi (lub stanu prawie równowagi) operacji słonecznych. Ale istnieje wiele dynamicznych zjawisk, jak flary, wypukłości, czy koronalne wyrzuty masy (CME). Jak one powstają? Laureat nagrody Nobla, Hannes Alfvén, nie znając modelu Juergensa, rozwinął swoją własną teorię elektrycznego powstawania wybrzuszeń i flar. Jest ona całkowicie zgodna z modelem Juergensa.

Każdy prąd elektryczny, i, tworzy pole magnetyczne. I im większy prąd, tym wytwarza silniejsze i zawierające więcej energii pole. Zakrzywione pola magnetyczne nie mogą istnieć bez prądów elektrycznych lub pól E zmiennych w czasie. Energia, Wm, zawarta w polu magnetycznym, dana jest wyrażeniem . Jeśli prąd i zostanie przerwany, pole się zapada a jego energia musi gdzieś się podziać. Pole magnetyczne Słońca czasami, w pewnych miejscach na powierzchni, przyjmuje kształt omegi. Pole to rozszerza się na warstwę podwójną chromosfery. Cechą charakterystyczną prądów Birkelanda jest to, że zwykle podążają za liniami pola magnetycznego. Prąd podążający pętlą wytwarza drugie, toroidalne pole magnetyczne, próbujące rozszerzyć pętlę. Jeśli prąd biegnący pętlą będzie dostatecznie silny, podwójna warstwa zostanie zniszczona1. Przerywa to przepływ prądu (jak otwarcie przełącznika w obwodzie indukcyjnym) a energia zawarta w pierwotnym polu magnetycznym jest wybuchowo uwalniana w przestrzeń.

Rys. 7. Obwód wybrzuszeniowy Hannesa Alfvéna.

Il. 8. Zdjęcie satelity TRACE, przedstawiające pętle plazmowe.

Powinno być dobrze zrozumiałe (przynajmniej dla każdego, kto przeszedł jakikolwiek kurs fizyki), że linie pola magnetycznego nie mają początku ani końca. Są one zamkniętymi ścieżkami. Mówi to słynne równanie Maxwella "Div B = 0". Kiedy więc pole zanika na skutek przerwania płynącego w nim prądu, nie przerywa się, łączy ani rekombinuje2, jak postulują niektórzy niedoinformowani astronomowie. Pole po prostu zanika (bardzo szybko!). Na Słońcu, taki zanik uwalnia ogromne ilości energii i materia jest odpychana od jego powierzchni - jak podczas gwałtownej, wybuchowej reakcji. Uwolnienie to jest zgodne i przewidywane przez model elektryczny, jak to opisano powyżej. Tak właśnie powstają koronalne wyrzuty masy (CME).

Warto zauważyć, że jakkolwiek astronomowie wiedzą, że pola magnetyczne wymagają prądu elektrycznego lub zmiennego w czasie pola E, to prądy i pola elektryczne nie są prawie nigdy wzmiankowane w standardowych modelach.

  1. Podwójna warstwa może być zniszczona przez co najmniej dwa zjawiska: a) Przerwanie Zenera - gradient pola E jest tak duży, że wydmuchuje z danego obszaru wszystkie ładunki, przerywając ścieżkę wyładowania. b) Przerwanie lawinowe - literalna lawina następuje, gdy wszystkie ładunki zostaną wyłapane i nie pozostaje żaden do przewodzenia - ścieżka przewodzenia zostaje otwarta.
  2. Pole magnetyczne jest kontinuum. Nie jest zbiorem dyskretnych linii. Linie rysuje się w szkolnej klasie dla zilustrowania jego kształtu (kierunek i magnituda). Ale linie te same w sobie nie istnieją. Są czysto pedagogicznym narzędziem. Proponowanie, żeby linie te rwały się, łączyły lub rekombinowały jest błędem (pogwałceniem równań Maxwella), zbudowanym na innym błędzie (gdyż linie te nie istnieją). Linie te są analogią do szerokości i długości geograficznej lub linii mapy topograficznej. Nie są dyskretnymi bytami, pomiędzy którymi nic nie ma. Możesz ich narysować tyle, ile chcesz. I żadnej z nich nie przerwiesz, nie połączysz ani nie zrekombinujesz. Przeciwnie skierowane pola magnetyczne H po prostu nawzajem się kasują - żadna energia nie jest w nich przechowywana ani uwalniana.

Konkluzje

Ta przydługawa strona jest najkrótszym wprowadzeniem do modelu Ralfa Juergensa - uświadamiającego, że Słońce ma naturę elektryczną - że jest silnie naładowaną elektrycznie, względnie spokojną sferą zjonizowanego gazu, pozwalającego na wyładowanie łukowe ze swojej powierzchni i jest przypuszczalnie zasilane subtelnymi prądami, płynącymi przez znaną już teraz plazmę, wypełniającą naszą galaktykę. Bardziej szczegółowy opis hipotezy elektrycznego Słońca oraz braków standardowego modelu fuzyjnego można znaleźć w The Electric Sky.

Obecnie ortodoksyjny model termonuklearny nie potrafi wyjaśnić wielu zjawisk słonecznych. Model elektryczny przewiduje większość, o ile nie wszystkie te zjawiska. Jest on względnie prosty. Jest też spójny. I nie wymaga istnienia rożnych nigdy nie widzianych bytów, jak słoneczne dynamo, kryjące się gdzieś pod powierzchnią, i służące za awaryjne wyjaśnienie dla każdej obserwacji niekompatybilnej z modelem fuzyjnym.

Ralph Juergens w genialny sposób rozwinął model elektrycznego Słońca w latach 70-tych XX w. Oparł swoją pracę na poprzednikach. Jego model, oraz jego współczesne rozszerzenia, przeszły próby konfrontacji z obserwacjami. Ta brzemienna w skutkach praca może tylko czekać na uznanie, na jakie zasługuje. Oczywiście, inni mogą powielić jego postulaty, mając nadzieję, że ludzie zapomną, kto jako pierwszy je zaproponował.

Istnieje obecnie wystarczająco dużo dowodów na to, że większość zjawisk słonecznych jest fundamentalnie elektrycznych z natury. Ralph Juergens był wizjonerem, który to rozpoznał.

Il. 9. Ralph Juergens w 1949.

Następny

Strona główna

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/sun.htm

piątek, 10 stycznia 2014

Włączyć płomień!


Błysk słoneczny klasy X1.7, sfotografowany 12 maja 2013 (jasny punkt na lewo) przez NASA Solar Dynamic Obserwatory (SDO). Obraz składa się z dwóch zdjęć - zrobionego w widmie 171 oraz 131 angstromów. Źródło: NASA/SDO/AIA

7 stycznia 2013

Co powoduje, że niektóre gwiazdy gwałtownie zmieniają swoją jasność?

Teoria Elektronicznego Słońca głosi, że plamy słoneczne, rozbłyski, anomalne nagrzewanie korony oraz koronalne wyrzuty masy na Słońcu są wywołane zmianami w zasilaniu elektrycznym, jakie dostarcza mu galaktyka. Innymi słowy, Słońce zasilane jest zewnętrznie, nie wewnętrznie, i nie jest samoregulującym się reaktorem fuzyjnym. To raczej włókna prądów Birkeladna przenoszą energię elektryczną przez Drogę Mleczną, zaopatrując Słońce w raz mniej, raz więcej energii.

Świecące, skręcone włókno widać czasem jako "dżet" wyrzucany z gwiazd lub niektórych galaktyk. Owe włókna to również prądy Birkelanda, są one widoczną częścią ogromnego obwodu elektrycznego, tworzącego wielkoskalowe struktury we Wszechświecie. Owe prądy wytwarzają pola magnetyczne, które można wykryć, zatem helikalny kształt prądów Birkelanda jest znany.

Zachowanie plazmy jest zależne od warunków w tych obwodach. Fluktuacje w przepływie prądu skutkują pojawianiem się warstw podwójnych o ogromnym woltażu. Oznacza to, że siły elektryczne w warstwie podwójnej mogą być szereg rzędów wielkości większe od grawitacji. Warstwy podwójne dzielą plazmę na komórki, które mogą mieć różne temperatury i gęstości.

Szereg komponentów połączonych razem oraz sterowanych obwodami elektrycznymi, składa się na serce teorii Elektrycznego Wszechświata. Naładowane cząstki przyspieszone silnymi polami elektrycznymi promieniują energią z różną przepustownością. Zmiana warunków w prądzie Birkelanda może z czasem zaowocować zmianą w emisji niektórych galaktyk. Duże włókno, zaobserwowane w połączeniu z erupcją słoneczną z 12 maja 2013, która zrodziła trzy rozbłyski klasy X w ciągu 24 godzin, ujawniają swoje elektryczne pochodzenie. Na szczęście, nie były to rozbłyski w stronę Ziemi, a Słońce nie było tak brutalne przez szereg miesięcy aż dotąd.

W Elektrycznym Wszechświecie, zachowanie się wyładowań plazmowych uważa się za najlepszy model aktywności słonecznej. Eksperymenty laboratoryjne z dodatnio naładowaną sferą pokazują formowanie się plazmowego torusa wokół równika. Wyładowania elektryczne niwelują torus na niskich i średnich szerokościach sfery. Tzw bryzgi chromosferyczne są zgodne z "pączkowaniem anodowym", efektem plazmowym spodziewanym po dodatnio naładowanym elektrycznym Słońcu.

Zbliżenia na włókna plam słonecznych, widocznych wyraźnie w ich penumbrze, wskazują, że są to wiry elektryczne. Konwencjonalne myślenie sugeruje, że Słońce przyspiesza w kosmos naładowane cząstki w taki sam sposób, w jaki zasilane są fale dźwiękowe. Erupcje w fotosferze wędrują na zewnątrz przez "prowadnice akustyczne", znane jako tuby magnetyczne. Struktury zwane wytryskami chromosferycznymi wznoszą się tysiące kilometrów nad fotosferę i unoszą ze sobą gorący gaz.

Standardowe teorie dotyczące Słońca mówią również, że istnieje "pas konwekcyjny", w którym materia słoneczna schodzi w dół, do aktywnego magnetycznie obszaru, gdzie jest "reenergetyzowana". Gdy pole magnetyczne plamy zaczyna zanikać, mówi się, że pas konwekcyjny ciągnie to, co pozostało, do wnętrza Słońca. Jak twierdzi się w artykule z NASA, są one wciągane 300 000 km pod powierzchnię, gdzie są remagnetyzowane przez "słoneczne dynamo". Plamy tężeją w rzece plazmy, unosząc się znów do fotosfery aby rozpocząć nowy cykl słoneczny.

Aczkolwiek, jeżeli Słońce jest miejscem dodatniego ładunku względem otaczającej plazmy międzygwiezdnej, plamy pojawią się, gdy wyładowania elektryczne spenetrują fotosferę, pozwalając prądowi elektrycznemu wpłynąć w głąb niej. Tuby elektromagnetyczne ukazują chłodniejsze wnętrze Słońca. Idea akustycznego transferu ciepła z z jadra nie może być poparta żadną obserwacją Słońca.

Łuki koronalne i wielokrotne pętle łączą plamy i rosną w chromosferę. Chromosfera jest otoczką plazmową, warstwą podwójną Słońca, gdzie zgromadzona jest większość energii elektrycznej. Kiedy prąd płynący przez słoneczną otoczkę plazmową zwiększy swoje natężenie poza punkt krytyczny, może spowodować nagłe i gwałtowne uwolnienie energii, powodując rozbłyski słoneczne oraz ogromne erupcje.

Potężne, pętlowe prądy elektryczne wytwarzają drugorzędne, toroidalne pole magnetyczne, które otacza pętlę. Kiedy prąd za bardzo urośnie, plazmowa warstwa podwójna ulega zniszczeniu. Zdarzenie to przerywa przepływ prądu a zgromadzona energia elektromagnetyczna jest uwalniana w przestrzeń jako rozbłysk słoneczny. Rozbłyski słoneczne mogą więc być traktowane jako ogromne błyskawice, wyładowujące znaczne ilości materii z niemal relatywistycznymi prędkościami.

Podkreśla to zwolennik Elektrycznego Kosmosu, Wallace Thornhill, który zastrzegł: „Po 100 latach ignorowania, elektryczny model gwiazd zaczyna się podnosić. To spojrzenie inżynierów oferuje spójne zrozumienie naszego miejsca we Wszechświecie (kosmologia), i praktyczny wgląd w eksploracji kosmosu. Jeśli Słońce świeci jak żarówka "wetknięta" do Elektrycznego Wszechświata, obiektywne testy stają się oczywiste. Być może, wraz z prawdziwym zrozumieniem gwiazd, możemy osiągnąć koniec dzieciństwa w kosmosie.”

Stephen Smith

Link do oryginału: http://www.thunderbolts.info/wp/2014/01/06/flame-on-2/