Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2018

W czym problem?

Nieporozumienie nr 1:

Nauka jest samokorygująca.

Odpowiedź:

Na to pytanie prawidłowe są obie odpowiedzi: tak i nie.

Nie ma znaczenia, jak żarliwie naukowcy opisywaliby wirtuozerię metody naukowej, pozostaje ona i na zawsze pozostanie systemem ludzkim, zarządzanym przez ludzi. To, czy nauka w praktyce jest samokorygująca, zależy od nieuniknionego czynnika ludzkiego i może powieść się tylko wtedy, gdy pozwoli na to umysł osoby z niej korzystającej. Metoda naukowa jest ideałem, celem i nie popełnia błędów. Jest czymś bardzo dobrym. Idealna metoda zawiera sprawdzenia i równoważenia, wykluczające stronniczość i kumulację błędów, czy jednak zostało to osiągnięte?

Każdy problem, jaki rozwiązałem, staje się zasadą, którą rozwiązuję inne problemy.
~Rene Descartes

Doświadczenie Kartezjusza. Prawa: Wikimedia Commons

Obecny stan nauk fizycznych sugeruje, że nauka nie jest ani samonaprawialna, ani też nie przyznaje się chętnie do pomyłek, jakie z pewnością się pojawiają, gdy zadajemy pewne z najtrudniejszych pytań, jakie można zadać. Faktem jest, że subiektywne interferencje w podobno obiektywnym procesie naukowym osiągnęły proporcje skandaliczne. Ostatnie sto lat pełne jest przykładów niepowodzenia metody naukowej w daniu realistycznych odpowiedzi.

W 1915 roku, Albert Einstein opublikował swoje wybitne dzieło, Ogólną Teorię Względności. Następnie brytyjski astronom, Arthur Eddington, poprowadził ekspedycję w celu sfotografowania zaćmienia Słońca i zarejestrowania zakrzywienia światła gwiazd przez grawitację. Prawa Newtona również przewidują odchylenie promieni światła przez masywne obiekty, co zwane jest pół-zakrzywieniem. Sam Eddington powiedział później, że "pomiary wskazywały na zbyt dobre dopasowanie do pół-zakrzywienia, czyli wartości Newtona, będącej połową tej wymaganej przez teorię Einsteina."

Innym przykładem jest problem słonecznych neutrin. Standardowy model słońca był znany z przewidywania strumienia neutrin z fuzji jądrowej w jądrze Słońca. Od lat 60-tych powstawały obserwatoria, mierzące strumień słonecznych neutrin. Wszystkie dawały taką samą odpowiedź: Strumień słonecznych neutrin był ułamkiem tego, co się spodziewano. Wyraźnie więc fuzja jądrowa nie mogła być jedynym źródłem energii słonecznej. Czy posłużono się metodą naukową i sfalsyfikowano hipotezę? Wprost przeciwnie. W 2002 roku Ray Davis i Masatoshi Koshiba otrzymali Nagrodę Nobla z Fizyki za ustalenie, że do Ziemi dociera jedynie jedna trzecia spodziewanej ilości neutrin. Z jakiegoś powodu uznano to za potwierdzenie standardowego modelu słońca.

Żadne ilości doświadczeń nie dowiodą, że mam rację. Wystarczy jedno, aby dowieść, że jej nie mam.
~Albert Einstein

Wiedza naukowa i rządzące nią zasady są nierozerwalnie związane z dowodami empirycznymi. Zawsze i na zawsze podlega on falsyfikacji, w miarę, jak baza wiedzy powiększa się niemal w tempie wykładniczym wraz z każdym odkryciem. Zatem żadna teoria nie może być traktowana jako pewnik, a co za tym idzie, nie ma mowy o świętych krowach w żadnym kształcie, rozmiarze czy formie. Metoda, wykorzystywana przez naukowców, w istocie ma właściwości samo naprawiające i w swej istocie przyznaje jakiekolwiek anomalie, jakie mogą powstać. Niestety, sami naukowcy nie są aż tak wspaniałomyślni ani skrupulatnie uczciwi.

Uwaga: Wyjątek ten został zaczerpnięty z nadchodzącej książki Hiltona Ratcliffe'a, Stephen Hawking palił moje skarpety, traktująca o podobnych nieporozumieniach w sposób kompleksowy.


Przetłumaczono z: common misconception 1 — where’s the problem?

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

piątek, 2 grudnia 2016

Prądowe modele Słońca - elektryzujący temat: konkluzje

Kristian Birkeland, eksperymentujący z terrellą (1908-1913).

25 sierpnia 2016

Spekulacje o elektrycznych aspektach Słońca były powszechne na długo przed Birkelandem.

W publikacji z 1904 roku, szwedzki fizyk i chemik, Svante August Arrhenius (1859-1927), twierdził, iż ciśnienie promieniowania słonecznego ma wpływ na warkocze komet i powstawanie ładunków ujemnych w atmosferach ciał niebieskich, w tym Ziemi, dopóki ładunek nie urośnie do stopnia prowadzącego do wyładowania i promieni katodowych, które prowadzą ładunek z powrotem we Wszechświat. Arrhenius ostrożnie rozważył równowagę pomiędzy elektronami, wychodzącymi ze Słońca i przychodzącymi. Rozumował, że Słońce musi pobierać tyle elektronów, ile traci, żeby zachować elektryczną równowagę, i że ciśnienie promieniowania, wywierane na inne gwiazdy, zmusza je do wyrzucania naelektryzowanych cząstek pyłu, które muszą potem przejść przez zewnętrzne obszary Słońca, gdzie powodują dostatecznie dużą różnicę potencjałów, aby doszło do wyładowania:

Jeżeli Słońce emituje wokół tylko ujemnie naładowane cząstki, nabrałoby wkrótce tak dużego ładunku dodatniego, że siła elektryczna wkrótce ściągnęłaby je z powrotem. Musi więc być jakaś przyczyna, dostarczająca z powrotem do Słońca tyle ujemnych ładunków, ile z niego ucieka na skutek emisji. (...) owe naładowane ciała rozłączają się z ujemnym ładunkiem w postaci elektronów, przemierzających przestrzeń. Droga owych elektronów jest pod silnym wpływem dodatnio naładowanych Słońc. Ich ścieżki stają się przez to zakrzywione i kreślą hiperbole wokół Słońc. Jeżeli ich peryhelium jest mniejsze, niż promień Słońca, wpadają do niego, niwelując jego ładunek dodatni. (...) Słońce odzyskuje z przestrzeni tyle ujemnej elektryczności, ile straciło. Ładunki elektryczne ze Słońca są przez to bardzo efektywnymi regulatorami (...) Z tych rozważań widzimy, że efektywna równowaga pomiędzy zyskami a stratami w ujemnej elektryczności zostaje zachowana.

Nie jest jasne, czy Arrhenius uważał przypływ elektronów tylko za przyczynę świecenia korony i mgławic planetarnych, a ciepło za przyczynę światła fotosfery, czy też sformułował model elektrycznego wszechświata, w którym tworzą one wszelkie światło gwiazd. Co więcej, wykluczył, aby Słońce mogło rozpraszać elektrony w postaci promieni katodowych: Gdyby przypuszczać, jak to robią niektórzy autorzy, że ujemna elektryczność opuszcza Słońce w postaci promieni katodowych, efektywna cyrkulacja, opisana powyżej, nie mogłaby mieć miejsca. Podczas, gdy dopływ elektronów do Słońca zdominowany byłby elektrycznością, ich emisja związana by była z siłą nie elektryczną, jaką jest ciśnienie promieniowania.

Abstrahując od wielu równie godnych wzmianki, acz niewątpliwie przeoczonych, był to czas, gdy na scenę wszedł Kristian Birkeland. Respektując wiele z ich przemyśleń, Birkeland spoczął na ramionach olbrzymów. Wiodącą rolę w rozwoju jego modeli była praca z terrellami i solellami, nie tylko celem wyjaśnienia ziemskiej zorzy, ale również światła zodiakalnego, warkoczy komet i pierścieni Saturna. Strumienie cząstek, emitowane przez Słońce, były w tym kluczowe, ale zamiast ciśnienia promieniowania, wywieranego na pył, miały formę 'promieni katodowych'. Zakładając, że korona słoneczna jest pochodzenia elektrycznego, Birkeland wskazał plamy słoneczne jako najprawdopodobniejsze źródło strumieni elektronów, odpowiedzialnych za zorze polarne. Tak, jak jedynie namagnesowany solellus mógł wykazywać plamy słoneczne, i wszystkie jego inne właściwości świetlne, w warunkach zewnętrznego zasilania w słabej próżni, tak samo Słońce, na którym wszystko jest magnetyczne, powinno być zasilane z zewnątrz. Jego własne słowa:

Wreszcie można założyć, a to, zgodnie z analogiami doświadczalnymi, wydaje się najprawdopodobniejsze, że Słońce, w relacji z kosmosem, posiada potężny ujemny ładunek, o wartości około 600 milionów woltów.

Według Birkelanda, Słońce zawdzięcza większość swojego magnetyzmu korpuskularnym, zamkniętym prądom na zewnątrz Słońca. Rozszerzając, każda gwiazda we Wszechświecie jest areną działania sił elektrycznych o niewyobrażalnej sile.

W świetle długiej linii swych świetlnych prekursorów, które aspekty wizji Birkelanda była całkowicie oryginalna? Użycie terrelli i solelli nie było osobliwością, pozwalającą jedynie na symulację wiatru słonecznego, ziemskiej magnetosfery i zorzy, zasilanymi elektrycznie, lub przez 'promienie katodowe'. Zasługą Birkelanda było skatalogowanie szerokiego pola obserwacji zorzy, prądów tellurycznych i światła zodiakalnego; replikacja plam słonecznych; odkrycie przepływu prądów słonecznych wewnątrz ziemskiej magnetosfery, wzdłuż linii pola geomagnetycznego; oraz badanie, czy 'przylegające do pola' prądy zamykają obwód przez jonosferę prostopadle czy równolegle.

Co miało miejsce po Birkelandzie, do czasów obecnych? Wiele pojęć, rozważanych przez ów szereg wczesnych naukowców, zostało zaakceptowane i było rozwijane – pole heliomagnetyczne, wiatr słoneczny, oddziaływania słoneczno-ziemskie, planetarne magnetosfery oraz procesy elektromagnetyczne w chromosferze, koronie, świetle zodiakalnym, w warkoczach jonowych komet oraz zorzach polarnych. Ale kiedy przychodziło do bardziej radykalnych pomysłów, jak elektryczne przyczyny części, lub całości światła gwiazd, to Birkeland był raczej ostatnim, a nie pierwszym, reprezentantem tradycji naukowej. Trwające od dawna przypuszczenia, że żarzenie koronalne jest generowane przez zewnętrzne prądy elektryczne, wygasło w latach 20-tych, gdy Arthur Eddington i Georg Gamow utorowali drogę do teorii gwiazdowej nukleosyntezy.

Elektromagnetyczny model Słońca i innych aspektów kosmologii, traktowane bez pogardy i reprezentujące nawet główny paradygmat, podczas drugiej połowy XIX wieku, obłożono klątwą po narodzinach mechaniki kwantowej oraz teorii Einsteina. Nieliczni, indywidualni dysydenci, którzy kontynuowali zgłębianie bardziej kontrowersyjnych potencjałów elektrycznych w kosmologii – Charles Bruce, Immanuel Welikowski, Eric W. Crew, Hannes Alfvén, Ralph Juergens oraz ich uczniowie – zostali odrzuceni na same obrzeża pola badań, o ile nie bezceremonialnie odrzuceni. I choć wielu niosło lampę, w nadziei, być może pomyślnej demonstracji współczesnego solellusa, aby ponownie zapalić debatę – przeprowadzony na tą samą skalę i z tą samą elegancją, jak to pokazywano na uczelni wiek temu. W obecnej sytuacji, być może wszystko zależy od tego, kto jest u władzy.


Autor: Rens Van Der Sluijs

Podziękowania dla Roberta J. Johnsona za wskazanie paru defektów w szkicach.

Przetłumaczono z: Current Models of the Sun — A Charged Subject: Conclusion

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

czwartek, 3 września 2015

Dyskusja na forum astromaniak.pl

Przeglądając statystyki bloga, natknąłem się na odniesienia z adresu https://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=2&t=36731. Okazało się, że jest to forum astronomiczne, którego jeszcze nie znałem, i to istniejące od dosyć dawna, bo 2005 roku. 24 sierpnia został tam założony przez użytkownika •Fish3r• temat pt O co chodzi z tym elektrycznym wszechswiatem

.

Jego początek wydawał się interesujący - do momentu, gdy założyciel tematu nie stwierdził naraz, że żałuje, iż ten wątek założył, i wnosi o jego zamknięcie, bo, jak sam napisał, zaraz go poniesie. Niektórzy próbowali bronić alternatywnego podejścia do kosmologii, jednak wyraźnie nie mieli na to pomysłu ani wiedzy. I mniej więcej wtedy właśnie dołączyłem do dyskusji i spróbowałem co nieco rozjaśnić, mając nadzieję, że jest tam ktoś jeszcze szczerze zainteresowany tematem.

Ujmę to tak: dla mnie to ze wszech miar przeżycie pouczające, wyrabiające charakter i wiedzę. Dyskusja wydaje się być na razie daleka od zakończenia, choć moi oponenci nie mają za dużo do powiedzenia, i przeradza się to trochę w monolog. Wszystkich, którzy są chętni zobaczyć tą wymianę poglądów, zapraszam do jej obejrzenia i ew podzielenia się spostrzeżeniami. Może faktycznie jestem jakimś czepiającym się dobrej teorii i wiarygodnych specjalistów oszołomem, a moi "guru" od Elektrycznego Wszechświata to nie mający nic wspólnego z nauką szarlatani. Chętnie przyjmę wszelką krytykę i uwagi, dopóki będą one merytoryczne, rzecz jasna.

Zatem pozdrawiam każdego, kto to czyta, i zachęcam do zapoznania się z dyskusją na https://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=2&t=36731. Od dwóch dni z okładem wałkowany jest temat komet, a ściślej, dowodów na to/przeciw temu, że ich woda pochodzi z sublimacji lodu z jadra.

Łukasz Buczyński

wtorek, 24 lutego 2015

Rzeczy, które są niemożliwe

Źródła: Na górze z lewej: Mel Acheson, VEMASAT. Na górze z prawej: NOAA Photo Library, NOAA Central Library; OAR/ERL/National Severe Storms Laboratory (NSSL). Na dole z lewej: J. Clarke (Boston U. ) & Z. Levay (STScI ), ESA, NASA. Na dole pośrodku: F. N. Owen ( NRAO ) et al., VLA, NRAO, AUI. Na dole z prawej: B. Balick ( U. Washington ) et al., WFPC2, HST, NASA.

19 kwietnia 2005

Założenia teoretyczne zawsze były częścią procesu naukowego. Mówią one, co jest w założeniu niemożliwe. Ale nowe odkrycia często zaskakują nas możliwościami, które wymagają nowych założeń.

Obrazek powyżej zawiera kilka rzeczy, które są niemożliwe według popularnych założeń, które utrzymywały się przez większość XX wieku.

Na górze z lewej: Wyładowanie elektryczne w laboratorium, tworzy krater, posiadający wszystkie anomalie rzekomych kraterów impaktowych na innych planetach i księżycach.

Na górze z prawej: znana wszystkim błyskawica w czasie burzy, jest łukiem elektrycznym, łączącym dwie komórki przeciwnie naładowanej plazmy, które, zgodnie z obliczeniami, nie mogły powstać na skutek wiatru.

Na dole z lewej: Zorza na Saturnie, będąca elektrycznym wyładowaniem żarzeniowym, zasilana jest prądami w jego magnetosferze.

Na dole pośrodku: Dżet aktywnej galaktyki M87, złożony jest z gorącej plazmy, zwężonej do włókna przez siły elektromagnetyczne prądu elektrycznego, płynącego wzdłuż jego osi.

Na dole z prawej: Mgławice planetarne są wyładowaniami żarzeniowymi, zasilanymi galaktycznymi prądami elektrycznymi, gwiazdowej wielkości odpowiednikami laboratoryjnych tub wyładowaniowych.

Mając w pamięci te niemożliwości, proponujemy dla osób śledzących od dłuższego czasu debatę naukową na temat natury i pochodzenia Wszechświata. Gra toczy się między standardową kosmologią, a nową szkołą kosmologii plazmowej.

I

Nie można osiągnąć separacji masy w kosmosie. Co za tym idzie, Wielki Wybuch jest niemożliwy.

Z klasycznego punktu widzenia, grawitacja jest siłą całkowicie przyciągającą, wynikającą z własności masy, która jest częścią materii. Gdy ilość materii w dowolnej objętości przekroczy punkt krytyczny, w którym siły grawitacji stają się większe od dowolnej siły powstrzymującej, materia zapadnie się i powstanie czarna dziura.

Z perspektywy relatywistycznej, krzywizna czasoprzestrzenna wokół materii, a więc jej jednostek, ma tendencje do poruszania się ku centrum. Kiedy ilość materii w dowolnej objętości przekroczy próg krytyczny, za którym krzywizna czasoprzestrzeni jest większa niż jakiekolwiek rozszerzające właściwości, materia zapada się i powstaje czarna dziura.

Ponieważ teoria Wielkiego Wybuchu zakłada, że cała materia pochodzi z pradziadka wszystkich czarnych dziur, to aby ją stamtąd wyciągnąć i rozdzielić na odseparowane części, potrzeba więcej energii, niż istnieje we Wszechświecie. Wszechświat, jaki obserwujemy, nie może tak na prawdę istnieć.

Ale pojawia się argument teoria nie zaczyna się od czarnej dziury. Zaczyna się od obserwacji, że materia jest już rozproszona, a obliczenia prowadzą do początkowej czarnej dziury. Nie wiemy, co wysadziło czarną dziurę, widzimy jedynie rezultaty.

II

Nie można osiągnąć separacji ładunków w przestrzeni. Zatem Elektryczny Wszechświat jest niemożliwy.

Siła przyciągająca pomiędzy ładunkami elektronu i protonu jest 39 rzędów wielkości większa od grawitacji pomiędzy nimi. Aby oddzielić atomy od jąder atomów w łyżce soli, potrzeba większej energii, niż zawiera jej Wszechświat. elektron i jon w przestrzeni, gdzie nie ma nic poza próżnią, będą szukać siebie, aby jak najszybciej zneutralizować własne pole elektryczne. Efekty elektryczne w przestrzeni kosmicznej tak na prawdę nie mogą istnieć.

Ale pojawia się argument teorie o plazmowym Wszechświecie nie zaczynają się od neutralnej materii. Zaczynają się od obserwacji, że ładunki są już rozdzielone. Wszystkie zjawiska, jakie widzimy, są widoczne, ponieważ promieniują one energią, uwalnianą podczas rekombinowania ładunków. Obserwujemy, że podlegają one prawom obwodów elektrycznych w plazmie: formują włókna, komórki i warstwy podwójne; ewolucja przez charakterystyczną sekwencję niestabilności, gdy ładunki elektryczne próbują uzyskać równowagę; oddziaływanie wielkoskalowych obwodów do obwodów mniejszej skali. Nie wiemy, skąd największy obwód bierze swoją moc; nie wiemy, dlaczego 99% Wszechświata składa się z rozdzielonych ładunków. Widzimy jedynie rezultaty.

Jaki jest morał z ej gry? Ano taki, że to, co tak na prawdę mamy, to wyjaśnienia bez założeń.


Kontrybutorzy: Mel Acheson, Michael Armstrong, Dwardu Cardona, Ev Cochrane, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2005/arch05/050419impossible.htm