sobota, 21 lutego 2015

Odtwarzanie ciemnej materii część 2

Spodziewany rozkład ciemnej materii w gromadzie Pocisk, 1E0657-558. Źródło: HST/Chandra X-ray telescope/Spitzer Space telescope/Magellan telescope.

30 września 2009

Wielka matematyczna budowla, w postaci standardowego modelu kosmologicznego Lambda Cold Dark Matter (ΛCDM), została wzniesiona na iluzorycznych założeniach.

Integralnym komponentem standardowego modelu kosmologicznego jest nie-barionowa zimna ciemna materia (CDM). Chociaż istnieje duża ilość matematycznych prac na jej temat, jak bardzo przekłada się to na rzeczywistą fizykę?

ΛCDM oparty jest na sześciu podstawowych parametrach, i jest obecnie podejmowany wielki wysiłek, aby te parametry ustalić. Tym niemniej należy wspomnieć, że model ten nastręcza paru problemów: nie ma żadnych wskazówek, jakie cząstki miały by być nie-barionową CDM, nie ma wyjaśnienia, jaka jest fizyczna natura ciemnej energii, i w duzym stopniu jest to tak na prawdę parametryzacja ignorancji.

W pierwszej części tego artykułu, przyjrzeliśmy się pracy Siegela i Xu na temat ciemnej materii w naszym Układzie Słonecznym. Siegel cytował publikacje swoich poprzedników, którzy traktowali ciemną materię jako fizyczną rzeczywistość. Odnośniki obejmowały obserwacje mikrofalowego promieniowania tła (CMB), widmo mocy Wszechświata i zderzenia gromad galaktyk.

Siegel załączył na swojej liście kluczowa, wysoko zmatematyzowaną publikację Kamatsu i innych (2008). Pod grubą warstwą obliczeń znajdują się tam ukryte założenia, obejmujące model kosmologiczny. Wpierw należy zrozumieć, użyte w tej publikacji, dane z 5-letniej misji WMAP. nie są to dane na temat ciemnej energii, ciemnej materii czy krzywizny przestrzeni, ale dane temperatury kosmicznego promieniowania tła.

Podczas długiego okresu pomiarów, WMAP zgromadził obraz wyższej rozdzielczości, przedstawiający promieniowanie na poziomie około 3 kelwinów. Silnie jednorodne, w szczegółach jest nieco niejednorodne. Ustalanie parametrów dla modelu ΛCDM oparte jest na dopasowaniu przewidywań teoretycznych do zmierzonego widma.

Determinowanie parametrów dla ΛCDM z danych WMAP jest typowym zadaniem dopasowywania krzywych, wraz z całą niepewnością, jaką wnoszą skomplikowane, wysoko sparametryzowane modele matematyczne. Niezależnie od tego, jednym z kluczowych punktów jest fundamentalność dla standardowego modelu danych co do przesunięcia ku czerwieni.

Jak się okazuje, przesunięcie ku czerwieni nie jest bezpośrednio związana z odległością. Książka Haltona Arpa, Widząc czerwień: Przesunięcie ku czerwieni, Kosmologia i Nauka Akademicka efektywni obalił trwające od dawna założenia co do przesunięcia widma jako dowodu na rozszerzanie się Wszechświata. Bez tego, jak i parametru Hubble'a (podstawowego parametru dla modelu ΛCDM), cała skomplikowana matematyczna struktura modelu wali się. Nie da się przekreślić osiągnięć Arpa i zwiększyć złego potraktowania go przez środowisko astronomiczne.

Na poparcie widma mocy [emisji] Wszechświata, Siegel cytuje kolejne matematyczne dzieło, operujące na pomiarach przesunięcia ku czerwieni z obserwatorium Luminous Red Galaxy. Widmo mocy najlepiej opisane jest jako próba zmapowania jednostki mocy na jednostkę objętości kosmosu. Cytując interesującą dyskusję na temat widm mocy i modelu zimnej ciemnej materii:

Widmo mocy galaktyki otrzymywane jest

...przez badanie przesunięcia ku czerwieni w galaktyce i obliczenie klastrowania galaktyk jako funkcji skali czasu. Daje to zbiór funkcji powiązań, które ściśle okreslają prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnej galaktyki średnicy X od danej galaktyki.

A zatem, spektrum mocy, wspierające standardowy model oraz CDM, również oparte jest na założeniu, że przesunięcie ku czerwieni daje się przełożyć na prędkość ucieczki (czy raczej jej bliską kuzynkę - prędkość przesunięcia), oraz odległość. Jak wskazano powyżej, jest to niepewna podstawa standardowego modelu.

Odnosząc się do zderzeń gromad galaktyk, Siegel wskazał na Clowe'a et al. (2006). W tej pracy, Clowe zaraportował bezpośrednie zaobserwowanie ciemnej materii poprzez unikatowe ułożenie materii w gromadzie Pocisk (1E0657−558).

Clowa poczynił szereg fundamentalnych założeń, które wpłynęły na interpretację. Być może najistotniejszym z nich jest to, że większość masy w gromadzie stanowi ciemna materia. Założył również, że zwykła materia gwiazdowa stanowi 1-2%, a plazma stanowi 5-15%. Zatem pozostaliśmy z założeniem, że 83% masy stanowi ciemna materia (co jest wynikiem różnym o 22% od samego modelu ΛCDM, nie ma tu więc nawet wewnętrznej spójności). W skrócie, poszukuje on czegoś, o czym z góry założył, że tam jest, a to jest cienki lód dla obiektywnego badacza.

Następnie Clowe zakłada, że gromady galaktyk zachowują się jak bezkolizyjne cząstki, lecz płyno-podobna plazma, emitująca promienie rentgena pod wpływem ciśnienia. Co za tym idzie, plazma jest skoncentrowana wzdłuż płaszczyzny zderzenia, podczas, gdy materia gwiazdowa przez nią przechodzi. Mamy tu więc fizyczną separację plazmy, materii gwiazdowej oraz ciemnej materii.

Plazma w gromadzie nie jest podobna do płynu. Jest po prostu plazmą. Plazma, do której odnosi się Clowe ma prawdopodobnie gęstość w zakresie 10−20 do 10−19 kg na metr sześcienny, co odpowiada mniej więcej jednemu atomowi na centymetr sześcienny. Ta plazma podlega siłom elektromagnetycznym, nie grawitacyjnym, i nie kwalifikuje się jako ciecz.

Jak wskazał profesor Don scott:

Nie musisz stawiać swojego elektrycznego ekspresu do kawy poniżej gniazdka z prądem, żeby elektrony mogły do niego spływać. Ładunki w przewodzie stanowią czarny tryb plazmy i grawitacja nie wpływa na ich ruch.

Cała podwójna gromada jest całkowicie przeniknięta plazmą. Twierdzenie, że ciemne regiony po obu stronach są jej pozbawione, jest bezpodstawne. Plazma pośrodku jest po prostu pod wpływem gęstszego prądu, przez co jest w trybie żarzenia (nawet do pasma rentgenowskiego).

Komentator Elektrycznego Wszechświata, Mel Acheson, wykazała we wcześniejszym artykule na temat gromady Pocisk:

Z elektrycznego punktu widzenia, zdjęcie z teleskopu Chandra pokazuje wyraźnie dzwonowaty koniec i następujący po nim strumień łuku wyładowania plazmowego. Silne pole magnetyczne prądu zmusza elektrony do emitowania synchrotronowego (nie termicznego) promieniowania rentgenowskiego, uchwyconego na zdjęciu. Promieniowanie synchrotronowe jest normalnym efektem wyładowania.

A zatem, jeżeli nie ma wstępnego sortowania plazmy wzdłuż płaszczyzny zderzenia, to główne założenie publikacji staje pod znakiem zapytania. Jeśli chodzi o słabe soczewkowanie grawitacyjne, metoda ta jest najeżona błędami statystycznymi i nie tylko. Co więcej, słabe soczewkowanie grawitacyjne jest zalezne od pomiarów odległości, które z reguły bazują na przesunięciu ku czerwieni.

W opisie modelu ΛCDM zaznaczono, że posiada on prawidłowe przewidywania. Należy jednak wspomnieć, że był on wielokrotnie matematycznie dostrajany, aby pasować do obserwacji. Istnieje wiele obserwacji, których nie przewiduje, szczególnie wielkoskalowe struktury Wszechświata. A co jeszcze ważniejsze, jego całkowicie matematyczne podstawy bazują na pojedynczym założeniu, że im większe przesunięcie ku czerwieni, tym większa odległość. Nie jest to prawdą, co jasno wykazał Arp. Arp trzymał teleskop, aby przyglądać się bacznie rzeczywistemu Wszechświatowi, lecz astrofizycy odwrócili się od tego na rzecz matematycznego odtwarzania.

Swoją drogą, to interesująca filozofia, że skoro 96% Wszechświata to nieobserwowalna ciemna energia i ciemna materia, to czemu dłużej zawracać sobie głowę rzeczywistymi rzeczami? Być może jest to nieszczęsny logiczny koniec modelu ΛCDM.


Tom Wilson

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2009/arch09/090930recreations.htm

piątek, 20 lutego 2015

Odtwarzanie ciemnej materii, część 1

Symulacja na superkomputerze domniemanego halo ciemnej materii w Drodze Mlecznej.

24 września 2009

Rośnie nam kadra astronomów teoretyków, którzy skupiają się matematycznym odtwarzaniu ciemnej materii bez obserwacji ani danych do interpretacji.

W czerwcu 2008, Universe Today opublikował raport astronomów Siegela i Xu, przewidujący około 1020 kg ciemnej materii w naszym Układzie Słonecznym, które zgromadziło się przez ostatnie 4,5 miliarda lat. Cytując Siegela z oryginalnej publikacji:

Ogólnie rzecz biorąc, spostrzegliśmy, że ciemna materia w naszym Układzie Słonecznym pełni znacznie istotniejszą rolę, niż sądzono poprzednio. Z powodu oddziaływań trzech ciał pomiędzy cząstkami ciemnej materii, Słońcem i planetami, z naszym Układem Słonecznym związana jest znacznie większa ilość ciemnej materii, skutkując zwiększeniem gęstości o 2 do 5 rzędów wielkości, w zależności od odległości od Słońca.

Publikacja zaczyna się od zastrzeżenia ciemnej materii jako oczywistości, nie poddając w wątpliwość jej istnienia. Siegel zaczyna swoją pracę cytując trzy kluczowe kwestie, wspierające koncepcję ciemnej materii: 1) kosmiczne promieniowanie tła (CMB), 2) analiza widma mocy galaktycznej i 3) zderzenia gromad galaktyk.

W drugiej części artykułu rozważa się te dowody bardziej szczegółowo. Jednak, podsumowując początkowe założenie z pozycji Elektrycznego Wszechświata, bazowe dowody na ciemną materię to nie tyle aktualne dane, ile kosmologiczne interpretacje, zastępujące aktualne dane. Rzeczywistymi obserwacjami jest przesunięcie ku czerwieni, odległości między galaktykami i gradienty kosmicznej temperatury tła. Wszystko inne, to wnioski.

Podejście Siegela i Xu polega na policzeniu ilości ciemnej materii w Układzie słonecznym, przyjmując, że w jego otoczeniu istnieje jej określona gęstość. Przyjęli wartość 0,0009 masy Słońca na parsek sześcienny (co dopowiada 9,78 sześciennego roku świetlnego), czyli około 7 × 10−20 kg na metr sześcienny, lub też 10 do 100 razy gęstość zwykłej materii międzygwiezdnej.

Następnie użyli względnie prostych obliczeń, do policzenia przestrzeni, przeciętej przez Układ Słoneczny podczas jego 4,5 miliarda lat historii. Dzięki temu można obliczyć ilość przechwyconej grawitacyjnie ciemnej materii, daną prędkością względną planet, Słońca i samej ciemnej materii. Bez wdawania się w szczegóły, byli w stanie otrzymać profil gęstości ciemnej materii względem odległości od Słońca i różnych planet.

Według Xu i Siegela, Układ Słoneczny przechwycił przez 4,5 miliarda lat swojej historii około 1020 kg ciemnej materii. Pytania, które zawsze powinny poprzedzać czytanie każdego naukowego raportu, brzmią: na ile poprawne są założenia pracy, i na ile jest to użyteczne w zrozumieniu Wszechświata?

1020 kg materii to zaniedbywalnie mało w porównaniu z masą całego Układu Słonecznego. Ta ilość masy mieści się gdzieś pomiędzy trzecią a czwartą co do wielkości asteroidą (Westa i Hygia). Otrzymany wynik nic nie wnosi do wyjaśniania dynamiki Układu Słonecznego, czy anomalii w zachowaniu sond kosmicznych.

Według Siegela kluczem jest gęstość ciemnej materii w pobliżu Ziemi (3,3 × 1016 kg na sześcienną jednostkę astronomiczną), która, jak pokazano, jest cztery rzędy wielkości większa, niż gęstość halo tła. Twierdzenie to jest kłopotliwe. Przedstawiając gęstość w kilogramach na metr sześcienny, mamy 10−17 km/m3. Pamiętając, że gęstość międzygwiezdnej ciemnej materii wynosi 7 × 10−20 kg/m3, mamy 2 lub 3 rząd wielkości.

Nie zważając na to, Siegel twierdzi, że owo odkrycie pomoże badaczom ciemnej materii, gdyż wiedzą, gdzie mają patrzeć. Tym niemniej, ciemna materia jest z definicji nieobserwowalna, jest więc niejasne, jak zostanie to osiągnięte.

Z innego punktu widzenia można zademonstrować, że owi badacze oparli swoją publikację na założeniach co do ciemnej materii, nakreślonych we wcześniejszych publikacjach, które z kolei były oparte na odmiennych założeniach i modelu kosmologicznym. Jest to założenie oparte na założeniu, aż do punktu, w którym nie ma już potrzeby opierać się na aktualnych danych czy obserwacjach.

Wydaje się, że jest tego w tym momencie wystarczająco, aby skonstruować Wszechświat i Układ Słoneczny, którego astronomowie już nie obserwują, w zamian za matematyczne odtwarzanie, obejmujące gęstość ciemnej materii i tym podobne. W końcu, praca ta prowadzi do konkluzji, że przez 4,5 miliarda lat w Układzie Słonecznym uzbierała się zaniedbywalnie mała (można powiedzieć: nieznacząca) ilość ciemnej materii. Przykro mi, nie czuję się tym oświecony.

Zachęcam astronomów, jak autorów, o których tu mowa, żeby wyszli na dwór w bezchmurną noc z prostym teleskopem optycznym i dobrze się przyjrzeli. Zobaczą Wszechświat jasno oświetlony całym spektrum elektromagnetycznym, z elektrycznie aktywną plazmo, rozciągającą się pomiędzy naszym Słońcem a planetami, jak również pomiędzy gwiazdami i galaktykami.

W dzień, używając filtra słonecznego, zobaczą elektromagnetyczną aktywność Słońca, wyrzucającego niezwykle gorące włókna plazmy w przestrzeń. Przy użyciu większego teleskopu, jak Hubble, zobaczą misternie utkane włókna prądów Birkelanda, wiejące przez mgławice planetarne. Serce naszej galaktyki jest jasno oświetlone iskrzącą elektromagnetyczną tęczą, zasilaną potężnym prądem elektrycznym, płynącym międzygalaktycznymi liniami transmisyjnymi.

Wszechświat nie jest abstrakcyjną konstrukcją matematyczną, złożoną z halo ciemnej materii, osobliwości czarnych dziur czy geometrycznie doskonałych gwiazd neutronowych. Wypełniony jest prądem elektrycznym, płynącym przez chaotycznie piękne włókna Birkelanda. Owe chaotyczne włókna są trudne do zawężenia w liniowe równania różniczkowe, jednak wciąż tam są, zawsze takie same. Wystarczy popatrzeć.


Tom Wilson

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2009/arch09/090924recreations.htm

czwartek, 19 lutego 2015

Dysk szczątków wokół Rei

Impresja artystyczna dysku szczątków wokół Rei. Źródło: ESA/NASA.

7 stycznia 2015

Stopniowy spadek w liczbie elektronów po każdej stronie Rei, wykrywanych przez dwa instrumenty Cassini, są dowodem na chmurę pyłu.

Naukowcy z Jet Propultion Laboratory w Pasadena w Kaliforni odkryli pierścień okruchów, otaczający zamarznięty księżyc Saturna, Reę. Kosmiczny próbnik Cassini, orbitujący obecnie wokół Saturna, odkrył przy pomocy swoich instrumentów obrazowania magnetosferycznego sygnały wskazujące na pierścień potencjału, gdy stwierdzono, że strumień elektronów z gazowego olbrzyma gwałtownie się wyłącza po każdej ze stron dysku Rei.

Geraint Jones, główny autor publikacji, która pojawiła się w Nature, napisał: Jak dotąd, tylko o planetach wiedziano, że posiadają pierścienie, ale Rea zdaje się mieć jakieś rodzinne powiązania ze swoim upierścienionym rodzicem Saturnem. Nie jest zaskoczeniem, że Rea dołączyła do siostrzanych księżyców, które wyrzucają w przestrzeń duże ilości swojego materiału.

We wcześniejszym artykule z serii Zdjęcie Dnia, na temat aktywnych księżyców Tetysa i Dione, struktury brane za blizny po asteroidach okazały się być miejscami, w których prąd elektryczny usuwa naładowane cząsteczki i wymiata je w przestrzeń. Materia jest przyciągana wzdłuż ścieżki obwodu do plazmosfery Saturna. Dzisiejsze oddziaływania elektryczne pomiędzy ciałami niebieskimi są niczym, w porównaniu z tym, co musiało się dziać w przeszłości.

Powierzchnia Rei jest połamana i wyrzeźbiona w sposób sugerujący energię, wystarczająco dużą, by niemal zniszczyć księżyc. Były tam eksplozje silne wystarczająco do zachwiania asteroidą, aczkolwiek brakuje odłamków i bloków skalnych, jakich można się spodziewać w rezultacie. Tym niemniej, jeżeli we względnie niedawnej przeszłości łuki elektryczne zdziesiątkowały księżyc, skały i lód prawdopodobnie wyparowały, rozdarte na małe kawałki, i dopiero wtedy zostały wyrzucone w przestrzeń.

Pierścień szczątków, otaczający Reę jest przypuszczalnie wskazówką do tych wydarzeń. Teoretycy elektryczności twierdzą, że Saturn przemieszcza się wewnątrz słonecznej plazmosfery i oddziałuje z polem elektrycznym Słońca. Ponieważ planety i księżyce w Układzie Słonecznym są ciałami naładowanymi elektrycznie, nie będąc odizolowane w pustej przestrzeni, należy się tylko spodziewać, że będą oddziaływać elektrycznie ze swoimi rodzicami. Najprostszą, najbardziej bezpośrednią odpowiedzią na pytanie o naturę obłoków jonowych, emitowanych przez Tetysa i Dione — a teraz Reę — jest wyładowanie elektryczne, spowodowane pozycją w obwodzie elektrycznym Saturna.

Nie ma potrzeby czarowania nieprawdopodobnymi dynamikami bezwładności (pływy czy ugniatanie grawitacyjne). Na tej samej zasadzie pierścień wokół Rei jest pozostałością sproszkowanej skały i lodu, pozostałymi z milionów watów elektryczności, która przeszła przez skorupę księżyca.


Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2015/01/07/rheas-debris-disc/

środa, 18 lutego 2015

Elektromagnetyczne warkocze

Galaktyka 3C 129 z ogonem długim na 1,5 miliona lat świetlnych.

12 lutego 2015

Komety nie są jedynymi obiektami z warkoczami.

Podczas, gdy komety i ich charakterystyki są tematem wiadomości, dobrze jest pamiętać, że nie wszystkie obiekty z warkoczami to komety. Na przykład Wenus posiada włóknisty, przypominający kometarny, warkocz, sięgający na miliony kilometrów. Warkocz ten w swoim najbliższym położeniu, co 584 dni, oddziałuje z ziemską magnetosferą.

O gazowych olbrzymach również można powiedzieć, że posiadają warkocze kometarne. Na przykład magnetosfera Jowisza rozciąga się do orbity Saturna, ma niebywałą odległość 680 milionów kilometrów. Gdy pojazd Pioneer 10 przekroczył orbitę Saturna, względem Słońca znalazł się za Jowiszem. Specjaliści misji byli zaszokowani, że nie rejestrowano żadnych naładowanych cząstek ze Słońca, co oznaczało, że magnetosfera Jowisza zmieniała wiatr słoneczny na odległość setek milionów kilometrów.

Plazmowy warkocz Ziemi, znany też jako jej magnetosfera, zmienia kształt i moc wraz z oddziaływaniem z ładunkami elektrycznymi z wiatru słonecznego. Ziemska magnetosfera wskazuje na stronę przeciwną do Słońca z tego samego powodu, co kometarna, na skutek efektu szybkich jonów.

Gdy Księżyc przecina plazmę otaczającą Ziemię, ziarna księżycowego regolitu uzyskują ładunek ujemny, powodując ich odpychanie się i unoszenie się z powierzchni. Jak wspomniano w poprzednim Zdjęciu Dnia, różnica potencjałów pomiędzy nocną a dzienną stroną Księżyca powoduje wiatr jonowy od ujemnie naładowanej strony nocnej do bardziej dodatniej strony oświetlonej Słońcem. Pole elektryczne pomiędzy półkulami może osiągnąć nawet 1000V.

Warkocz planety Merkury jest kolejnym niespodziewanym odkryciem, ponieważ naukowcy planetarni ignorują fizykę plazmy. Teoria Elektrycznego Wszechświata stanowi, że warkocze kometarne powstają, gdy otoczka plazmowa komety nabierze dosyć energii, aby doszło do wyładowania, powodując żarzenie. niezależnie od ich indywidualnego składu, komety podlegają fundamentalnym prawom naładowanych ciał otoczonych powłoką plazmową.

Warkocz Merkurego zawiera dużą koncentrację atomów sodu. W 2008 roku astrofizycy w MCDonald Observatory w Teksasie zmierzyli sodowy ogon Merkurego, odkrywając, że ciągnie się on przez cztery pełne Księżyce (przypuszczalnie szerokość tarczy - przyp. tłum.). Jedną z najbardziej interesujących obserwacji było stwierdzenie, że sód wydobywa się z dwóch gorących punktów na wysokich szerokościach geograficznych.

Gdy pojazd MESSENGER minął Merkurego okazało się, że gorące punkty były w miejscach, gdzie naukowcy głównego nurtu widzieli materiał usunięty z planety pod wpływem ciśnienia promieniowania słonecznego. Ponieważ Merkury nie ma atmosfery ani pola magnetycznego, które mogłyby go chronić przed Słońcem, nasz Księżyc mógłby pomóc w wyjaśnieniu tych zjawisk. Jeżeli różnice potencjałów na Księżycu mogą być wyjaśnione elektrycznością, to samo może dotyczyć Merkurego. Księżyc Jowisza Io również może być dobrym modelem dla gorących punktów.

Io jest na bliskiej orbicie Jowisza, zatem jego powierzchnię bombarduje silne promieniowanie elektromagnetyczne, usuwając przypuszczalnie tonę gazów i innego materiału w ciągu sekundy. Przemieszczając się przez sferę plazmową Jowisza, Io działa jak generator. Z Jowisza do Io płynie prąd o natężeniu ponad 3 milionów amperów, o napięciu setek tysięcy woltów.

Być może Merkury doświadcza czegoś podobnego. Gorące punkty mogą być miejscami, w których gęste ogniska plazmy łączą Merkurego ze Słońcem. Erozja katodowa Merkurego może również dostarczać powodu, dla którego jego ogon ma strukturę włóknistą, przywodząc na myśl prąd Birkelanda, tak wiele razy omawiany na niniejszych stronach.

Koncepcja włóknistych warkoczy indukowanych przez wymianę ładunków elektrycznych nie ogranicza się do Układu Słonecznego. Poprzednie artykuły z cyklu Zdjęcie Dnia wskazywały, że warkocze posiadają również gwiazdy, a także galaktyki. Mira jest czerwonym olbrzymem z ogonem rozciągającym się na 13 lat świetlnych. Galaktyka ESO 137-001 posiada ogon na przeszło 200 000 lat świetlnych. Oznacza to, że każde ciało niebieskie może być zenergetyzowane przez plazmę, w której jest zanurzone. Ponieważ 99,99% materii Wszechświata składa się z naładowanych cząstek, można powiedzieć, że plazma panuje nad wszystkim.


Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2015/02/12/electromagnetic-tails/

wtorek, 17 lutego 2015

Chang'e 3

Powierzchnia Księżyca widziana z lądownika Yutu. Źródło: CNSA.

5 stycznia 2015

Chińska misja księżycowa osiągnęła sukces. Czy nowe dane potwierdzają teorię Elektrycznego Wszechświata?

2 października 2013, Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna wystrzeliła wystrzeliła Chang'e 3, robotyczny lądownik z towarzyszącym mu łazikiem, w misję badawczą na Księżyc. Lądownik nazwano po chińskiej bogini Księżyca, podczas gdy imię łazika, Yutu, nawiązuje do jednego z jej towarzyszy, Jade Rabbit.

Zadaniami Yutu było przeskanowanie okolicy wokół miejsca lądowania, analiza minerałów, podczas próby sporządzenia kontekstu selenologicznego. Członkowie zespołu mają nadzieję dodać do danych o strukturze Księżyca, jako, że jest to pierwszy raz od dekad, gdy na księżycu wylądowało cokolwiek zdolnego do poruszania się.

W lutym 2014, Yutu się zepsuł. Czułe instrumenty na jego wysięgniku nie mogły zostać schowany w celu osłony przed mrozem księżycowej nocy: −180°C. Aczkolwiek sygnał Yutu wciąż dochodzi z Księżyca, nie rusza się on przez lata, a jego system kamery jest nieaktywny.

Kamery na pokładzie Chang'e 3 miały większą rozdzielczość niż cokolwiek wcześniej wystrzelonego [w kosmos], dostarczyły więc danych, które wciąż zajmują naukowców. Pojazd zawiera również detektory promieni gamma, cząstek naładowanych, radar, radiometr mikrofalowy, detektor podczerwieni oraz urządzenia obrazujące HDTV. Nowe obrazy i telemetria pozwolą potwierdzić teorie wczesnego orędownika teorii Elektrycznego Wszechświata, Ralpha Juergensa.

Już w 1974 Ralph Juergens zidentyfikował wiele problemów ze standardową interpretacją księżycowej topografii. W poprzednich artykułach serii Zdjęcie Dnia omawiano jasne promienie krateru Tycho (między innymi), proponując, że nie są to ślady opadu wyrzuconej materii, lecz są oznakami wyładowania plazmowego.

Łuki plazmowe wykroiły krater, ale najpierw wyciągnęły elektrony w połowie drogi wokół Księżyca, aby powstał lider krokowy, kierujący się w przestrzeń. To tłumaczy, dlaczego jasne promienie, wychodzące z krateru Tycho, nie dochodzą do jego centrum: w tej krótkiej chwili uderzenie zwrotne, które powróciło po zjonizowanej ścieżce, uformowało krater.

Kolejny zbiór struktur, zidentyfikowanych przez Juergensa jako zjawiska elektryczne, to kręte strumyki przemierzające księżycowy krajobraz. Ponieważ Księżyc wykazuje bardzo niewielką aktywność geologiczną, Juergens myślał, że strumienie te mogły powstać w katastrofalnych wydarzeniach, które pozostawiły po sobie ślady. Księżyc nie ma atmosfery, więc jego powierzchnia przypomina wypompowane i wysuszone mrozem środowisko, doskonale prezentujące ślady z przeszłości, jak skostniałe wdruki.

Juergens wiedział, że potoki te, w szczególności, mogły nie powstać przez zapadnięcie się tub lawowych, czy płynów płynących po powierzchni. Gdy zapada się tuba lawowa, zawala się jej dach i pozostają szczątki na podłożu. Takich resztek brak w potokach.

Płynąca ciecz eroduje ściany kanionów, płynie w konkretnym kierunku, tworząc u wylotu deltę z mułu i piasku. Księżycowe potoki nie mają kanałów wylotowych ani delt. Dodając do tego fakt, że potoki te płyną pod górę i w dół, niezależnie od kąta nachylenia, Juergens wywnioskował, że są to ścieżki wyładowań elektrycznych:

Musi powstać dostatecznie silne pole elektryczne między anodą a katodą, aby pociągnąć siłą elektrony z katody... wydzieranie elektronów z nieprzewodzącego materiału księżycowego, w ilości wystarczającej do spowodowania wyładowania wyładowania międzyplanetarnego... W rozbłysku, maleńki punkt załamania staje się staje się ścieżką, propagującą się na zewnątrz, od punktu startowego, obracając się, podczas gdy intensywne pole elektryczne na jego czubku sonduje skały w poszukiwaniu słabszych miejsc.

W miarę, jak z teleskopów na całym świecie oraz misji kosmicznych, jak Chang'e 3, dociera więcej informacji, takie same struktury, jak na Księżycu, zauważa się na księżycach innych planet, jak również na innych skalistych planetach. Od czasów Juergensa mamy próbniki Wenus, łaziki na Marsie, orbitery Merkurego, orbiter Saturna, misję orbitalną w drodze do Jowisza, przelot obok Plutona i wiele innych podróży eksploracji kosmosu. Dostarczają one hipotezy Elektrycznego Wszechświata, zawstydzając bogatych i zmuszając konwencjonalnych teoretyków do wynajdowania nowych poprawek standardowej teorii ewolucji Układu Słonecznego.


Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2015/01/05/change-3/

"Chmura" nad Marsem wprawiła naukowców w osłupienie

Mars z obłokiem, zidentyfikowanym wewnątrz żółtego koła, a po lewej powiększone widoki zmian morfologii obłoku, zarejestrowane przez W. Jaeschke i D. Parker 21 marca 2012. W tle Terra Cimmeria (długość 207°, szerokość 32 °), gdzie uformował się obłok (źrodło obrazu: NOAA). Źródła: Grupo Ciencias Planetarias (GCP) - UPV/EHU

Obłoki, unoszące się wysoko ponad powierzchnię Marsa, powodują zamieszanie pomiędzy naukowcami, badającymi atmosferę Czerwonej Planety.

Podczas dwóch osobnych incydentów w marcu i kwietniu 2012, astronomowie amatorzy zaraportowali wyraźne twory na kształt obłoków, wyrastające na planecie.

W obu przypadkach obłoki te wzrastały do wysokości 250 km nad tym samym regionem. Dla porównania, podobne zjawiska, zarejestrowane wcześniej, nie przekraczały 100 km.

Na wysokości 250 km granica między atmosferą a otwartą przestrzenią jest bardzo cienka, zatem zaraportowane obłoki są bardzo nieoczekiwane. powiedział Agustin Sanchez-Lavega z Universidad del País Vasco w Hiszpanii, wiodący autor publikacji wyników na temat zjawiska w czasopiśmie Nature.

Zjawisko rozwinęło się w mniej niż 10 godzin, pokrywając powierzchnię 1000 × 500 km, i pozostając widocznym na około 10 dni, zmieniając z dnia na dzień swoją strukturę.

Żaden pojazd orbitujący wokół Marsa nie zauważył zjawisk, ze względu na ich położenie i warunki oświetleniowe.

Tym niemniej, sprawdzając archiwa zdjęć wykonanych pomiędzy 1995 a 1999 przez Teleskop Hubble'a, oraz bazę danych zdjęć amatorskich z lat 2001 do 2014, znaleziono okazjonalne występowanie podobnych chmur, jednak zwykle o wysokości do 100 km.

Ale jeden zbiór zdjęć z Teleskopu Hubble'a z 17 maja 1997 ukazuje ponadprzeciętnie wysoki obłok, podobny do tych zarejestrowanych przez astronomów amatorów w 2012.

Obserwacje tajemniczego obłoku (zaznaczonego żółtą strzałką) 20 marca 2012. Obserwacji dokonał astronom W. Jaeschke. Zdjęcie ukazuje biegun północny na dole, a południowy na górze. © W. Jaeschke

Naukowcy pracują obecnie nad ustaleniem natury oraz przyczyny zjawiska, używając danych z Hubbla, wraz ze zdjęciami amatorów.

Jednym z omawianych pomysłów jest pojawienie się odbijającej światło chmury z lodu wodnego, dwutlenku węgla lub pyłu, ale to wymagałoby wyjątkowych odchyleń od standardowych modeli cyrkulacji, powiedział Augustin.

Ciekawa struktura podobna do obłoku została zarejestrowana na Marsie 17 maja 1997 przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Jest podobna do zjawisk zarejestrowanych przez amatorów w 2012, chociaż pojawia się w innym miejscu. Źródło: JPL/NASA/STScI

Inny pomysł polega na tym, że zjawiska te są powiązane z zorzami, które rzeczywiście wcześniej obserwowano nad tymi miejscami, co wiąże się ze znanymi regionami powierzchni, gdzie występuje duża anomalia magnetyzmu skorupy. dodał Antonio Garcia Munoz, badacz z ESTEC należącego do ESA i współautor badań.

Jury wciąż nie zna natury ani przyczyn tych ciekawych, wysokościowych obłoków marsjańskich. Dalszy wgląd powinien być możliwy po przybyciu na Marsa ExoMars Trace Gas Orbiter, należącego do ESA, przygotowywanego do startu w 2016.


Więcej informacji: Niezwykle wysoki obłok widziany na marsjańskiej granicy dnia, Nature (2015) DOI: 10.1038/nature14162

Przetłumaczono z http://phys.org/news/2015-02-cloud-mars-scientists-baffled.html


Komentarz tłumacza:

Zapewne zupełnie rozjaśnienie kwestii zagadkowych obłoków dałoby upublicznienie zdjęć Marsa, wykonanych podczas przelotu obok niego komety ISON. Jednak żadnych zdjęć nie opublikowano, a NASA, która jest już znana z wyłączania instrumentów, gdy dzieje się coś na prawdę ciekawego, tym razem została na dobre zamknięta, chyba specjalnie po to, żeby nikt nie zadawał pytań.

Jednak pewna astronom-amator, publikująca na YT pod nickiem J7409, udostępniła wideo z wykonanymi przez siebie w owym czasie zdjęciami Marsa. Był one na tyle szokujące, że sama autorka nie chce ich dalej publikować, w obawie przed powszechną paniką (a być może i w obawie przed czymś innym, tego nie wiemy). Oto te zdjęcia, zdjęte z wideo:

Mars oddziałuje z ISON i rozjaśnia się.

...wytwarza komę.

...i widać wybuchające na zewnątrz rozbłyski!

Więcej na ten temat w którejś z przyszłych notek.

niedziela, 15 lutego 2015

Kryształowe komety

fotogeniczna kometa 67P/Churyumov-Gerasimenko. Źródło: ESA/Rosetta/MPS for OSIRIS Team MPS/UPD/LAM/IAA/SSO/INTA/UPM/DASP/IDA

13 lutego 2015

Teoria komet jako brudnych śnieżek wymaga uwagi, jako, że odkryto na nich kryształy wymagające wysokich temperatur, aby utworzyć macierz co najmniej dwa na dwa.

Skład komety 67P/Churyumov-Gerasimenko (67P/C-G) był niedawno dyskutowany przez naukowców w prasie naukowej. Tylko w kilku ostatnich miesiącach otrzymano rozmieszczenie ziarenek pyłu w komie oraz analizę utraty pyłu. Raport ujawnia zaskakujące rezultaty: na komecie zauważono minerały, które normalnie występują w piecach hutniczych. Dla orędowników Elektrycznego Wszechświata jest to znaczący wynik.

Gwoli dodatkowych informacji, naukowcy z NASA wysłali 7 lutego 1999 misję Stardust. Jej głównym zadaniem było pobranie cząstek pyłu z komy komety Wild 2 i dostarczenie ich na Ziemię. Po pięcioletniej podróży, Stardust w końcu przecięła orbitę Wild 2 2 stycznia 2004, przechodząc przez jej metamorficzne włosy szerokości 240 km. Aerożelowy system łapania cząstek pyłu zadziałał doskonale, zbierając okruchy skalne, aby je uwięzić i dostarczyć na Ziemię 15 stycznia 2006.

Gdy aerożel trafił do zespołu badaczy w celu analizy, zaczęło się zaskoczenie. Znajdowały się w nim takie minerały, jak anortyt i fosteryt - związki, które powstają tylko w bardzo wysokich temperaturach - oraz oliwin. Zakłopotani naukowcy zastanawiali się, jak obiekt, który ma być pozostałością po wczesnej chmurze molekularnej, z której wyłonił się Układ Słoneczny, i który miał być trzymany w zamrożeniu w obłoku Oorta miliardy kilometrów od Słońca, może wykazywać struktury krystaliczne wymagające do powstania warunków hutniczych.

Lider zespołu misji Stardust, Donald Brownlee, powiedział wówczas: W najzimniejszych partiach Układu Słonecznego znaleźliśmy próbki, które uformowały się w niezwykle wysokich temperaturach.

Orędownicy Elektrycznego Wszechświata patrzą na to inaczej. Gwiazdy i komety posiadają wspólną charakterystykę. Urodziły się na skutek podobnych sił: gwiazdy są węzłami w rozległym obwodzie elektrycznym, podłączonym do prądu Birkelanda, płynącego przez galaktykę, podczas gdy planety, księżyce i asteroidy są naładowane elektrycznie, przebywając wewnątrz radialnego prądu elektrycznego, otaczającego gwiazdy, takie, jak nasze Słońce.

W szczególności komety nie mają nic wspólnego z pierwotną chmurą zimnego gazu i pyłu, który na skutek grawitacyjnych niestabilności zapadł się w dzisiejszy układ Słoneczny. komety oraz ich siostry asteroidy są nowymi nabytkami rodziny słonecznej, i mogły być oderwane od większych ciał na skutek potężnych wyładowań elektrycznych w niedawnej przeszłości. Nie są kulami śniegu ani kulami błotnistej brei, są stałymi, skalistymi, pokrytymi kraterami ciałami obdarzonymi ładunkiem elektrycznym. Jakakolwiek woda lub grupy hydroksylowe, znajdowane w komie, są w niej tworzone, ponieważ ujemny tlen z komety reaguje z dodatnim wodorem pochodzącym ze Słońca. Z komety nie wytryskują strumienie pary wodnej, nie zaobserwowano też żadnych lodowych powierzchni. to efekty elektryczne, jakie widać - wyładowania i luki tworzą zjawisko komety.


Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2015/02/13/hot-comets-2/