poniedziałek, 17 lutego 2014

Solarny model Birkelanda: teoria Elektrycznego Wszechświata i powłoka plazmowa Słońca


Model Słońca w XXI w. Wszystkie warstwy ułożone wg ciężaru atomowego: ferryty, wapń, krzem, neon, hel, wodór

Tu jest informacyjny manuskrypt o modelu twardej powierzchni Słońca, oparty na teorii elektrycznego wszechświata, dostępny tu do publicznego wglądu. Przedstawia on bardziej formalne przedstawienie materiału o modelu słonecznym. Dostępny jest również duży plik programu Microsoft Word. Elektryczne aspekty tego modelu są omówione również w Journal of Fusion Energy, w sposób bardziej formalny.

Moje wielkie uznanie dla każdego zaangażowanego w programy Hubble, Yohkoh, Hinode, SOHO, Trace, STEREO, RHESSI, Geos, Chandra i Spitzer, oraz inne. Posiadam więcej bieżące dane z satelitów Hinode i STEREO, które w pełni popierają dane z poprzednich misji.

Słońce jest dla astronomii "Kamieniem z Rosetty". Obserwowanie, zrozumienie i wyjaśnienie wewnętrznych procesów naszej gwiazdy jest kluczem do rozwikłania fizycznego i kwantowego świata wokół nas. Jedyna słuszna droga, to wiedzieć, czy mamy poprawnie odcyfrowany kamień. Żeby potwierdzić, czy mamy poprawny model, należy użyć tego modelu w celu wyjaśnienia zachowania Słońca, oraz w możliwy sposób "zasymulować" jego właściwości tu, na Ziemi.

Przez stulecia model gazowy Galileusza konsekwentnie zawodził w wyjaśnianiu lub symulowaniu wielu kluczowych obserwacji słonecznych. Na przykład, nie potrafi wyjaśnić milionowych temperatur w koronie słonecznej. Nie potrafi wyjaśnić koronalnych wyrzutów masy, rozbłysków słonecznych, oraz wielu innych obserwowanych, i dobrze udokumentowanych zjawisk. Nawet idea ciągłej fuzji jądrowej wymyka się nam tu, na Ziemi.


"Powierzchnia", jaką obserwował Galileusz, nie jest powierzchnią Słońca, lecz tylko powierzchnią fotosfery.

Z drugiej strony, model słoneczny, z którym eksperymentował na początku XX w dr Birkeland, prosto tłumaczy te kluczowe obserwacje. Birkeland nawet osobiście zasymulował większość kluczowych obserwacji. Jego eksperymenty w teorii elektrycznego wszechświata mogą dostarczyć klucza do wielu słonecznych tajemnic.

Przyczyna konfuzji modelu gazowego jest prosta. Satelity SOHO, STEREO, Trace i Yohkoh pokazały, że Słońce nie jest zwykłą kulą gazów, jak zakładał Galileusz, bazując na swoich ograniczonych obserwacjach przy pomocy prymitywnego teleskopu. Tak jak przewidział dr Birkeland, Słońce jest posiada stałą, przewodzącą elektryczność powierzchnię, zbudowaną z farrytowego żelaza i kompozytów niklu, położonej poniżej płyno-podobnej warstwy plazmy, zwanej fotosferą. Tak wiec Słońce posiada stałą, przewodzącą powierzchnię, przykrytą warstwami plazmy, pogrupowanymi wg masy: wapń, krzem, neon, hel, oraz w końcu, warstwa wodoru, który wciąż "zapala" koronę. Model stałej powierzchni, nad którym eksperymentował Birkeland, może, i wyjaśnia, całkiem elegancko, wiele z obserwowanych zachowań Słońca, oferując najlepszą nadzieję na odcyfrowanie kamienia (w tym przypadku żelaznego ferrytu), co by pomogło nam rozwikłać zagadki wszechświata.

Następujące teorie oparte są na koncepcjach, jakie narodziły się podczas ściągania, obserwacji i analizy gigabajtów danych z "surowego EIT", oraz innych typów wideo z SOHO i Trace, przez okres wielu miesięcy, oraz aktywnego przeglądania obrazów satelitów Trace, SOHO i Yohkoh, oraz z innych, przez okres wielu lat. Są one również oparte w dużej mierze na pracy dr Kristiana Birkelanda, dr Charlesa Bruce'a, oraz dr Olivera Manuela. Naukowcy ci zgromadzili nowe dowody wspierające obecne obserwacje satelitarne. Proszę pamiętać, że nie jestem powiązany z programami SOHO, Trace ani Yohkoh, Rhessi, czy Geos, jednak jestem im bardzo wdzięczny za badania, dostępne publicznie dla atroamatorów, takich jak ja.


Ten składany obraz pokazuje fotony z łuków, które w filtrze 171A satelity Trace mają kolor zielony. Łuki te występują wzdłuż ferrytowej powierzchni wapniowej, oraz mogą być widoczne jako kropki pod pomarańczową warstwą plazmy, widzianą w 1600 angstromach. Na prawdę masywne łuki elektryczne przebiły się przez górne warstwy plazmy, jak to widzimy na zdjęciu.

Wstawiłem na tej stronie trochę zdjęć JPG i filmów z satelitów, aby podeprzeć głoszone przez siebie tezy, ale nie znaczy to, że zgromadziłem tu wszystkie dane ze stron projektw Rhessi, Geos, Yohkoh, SOHO czy Trace. Ten rodzaj przełomowych technologii daje podporę dla znaczących przełomów w nauce. Jest to rodzaj brzytwy badań naukowych, które w mojej opinii zrodzą nowe idee. Z całego serca dziękuję grupom odpowiedzialnym za projekty Geos, Rhessi, Yohkoh, SOHO oraz Trace. Szczególnie z głębi serca dziękuję mojemu dobremu przyjacielowi, dr Oliverowi Manuelowi, za jego ciężką pracę i wsparcie.

Aby w pełni skorzystać z tej strony, potrzebne jest szybkie łącze internetowe, Windows Media Player oraz Apple QuickTime (wprawnym użytkownikom Linuksa i innych systemów Unix-owych zapewne wystarczy to pierwsze - przyp. tłum.). Strona zoptymalizowana jest dla rozdzielczości 1024x768 piksli lub wyższej. Jeśli kliknąć na kolorowe (podkreślone) odnośniki, otworzą się animacje lub filmy powiązane z omawianym właśnie tematem. Część z nich może ważyć do 20MB.


Zdjęcie różnicowe pochodzące z satelity NASA - SOHO, korzystającego z filtra 191A. Pokazuje ono teksturę i struktury terenowe żelaznej powierzchni.

Fatalna skaza na starym modelu

Dlaczego potrzebujemy nowego modelu Słońca? Aby ocenić, co jest nie tak w obecnym gazowym modelu, musimy spojrzeć na historię i zobaczyć, jak zaistniał stary (gazowy) model, oraz jak jego idea wpływała na późniejszą naukę. Musimy również rzucić świeżym okiem na niektóre pomysły dr Kristiana Birkelanda, które upowszechniał na początku XX wieku. Jest to istotne szczególnie teraz, kiedy jego odkrycia potwierdzone zostały obserwacjami satelitarnymi.

Galileusz żył w XVI wieku i był wczesnym pionierem astronomii. Do obserwacji używał bardzo prymitywnego jak na dzisiejsze standardy teleskopu. Wówczas oczywiście był to "artyzm technologiczny". Nie ma wątpliwości, że utrata wzroku przez Galileusza była przynajmniej po części spowodowana patrzeniem bezpośrednio na Słońce. Na szczęście, można obecnie zobaczyć to, co widział Galileusz, bez obawy o wzrok, a to za sprawą Toma Bringmana ze Stanford University.

To, co Galileusz obserwował swoimi oczami, nie było wcale powierzchnią Słońca, lecz tylko powierzchnią gęstej otoczki plazmowej, zwanej fotosferą, która pokrywa powierzchnię Słońca. To, czego Galileusz nie mógł zobaczyć, to wyrafinowane różnicowe oraz dopplerowskie obrazy Słońca, zrobione przez satelitę SOHO. (...)


To jest zbliżenie na Słońce, zrobione przez satelitę Trace, z filtrem 171Å. Pośrodku zdjęcia widać strukturę podobną do krateru, z łukami elektrycznymi wychodzącymi z powierzchni z postrzępionymi strukturami. Plazma przejawia tendencje do bycia bardzo płynną, całkiem inną od krateru na zdjęciu.

Galileusz zaobserwował, że plamy na powierzchni Słońca zmieniają się z czasem, oraz że prędkość rotacji fotosfery na równiku jest inna niż w pobliżu biegunów. Z zachowania tego wyciągnął wnioski, że musi patrzeć na substancję podobną do gazu. Miał w tym rację, aczkolwiek wiemy dzisiaj, że fotosfera składa się z gęstej plazmy.

Na nieszczęście, Galileusz założył, że pod warstwą fotosfery nie istnieje nic stałego, ani istnieć nie może. Założenie to było krytycznym błędem. To tak, jakby patrzeć na świat pokryty wodą i wyciągnąć wniosek, że musi się on cały składać z wody, z "bardziej gęstą wodą" w centrum. W celu zweryfikowania tego, co Galileusz po prostu założył, musimy przetestować jego teorię, i znaleźć sposób, żeby zajrzeć pod fotosferę. Galileusz nigdy nie miał takiej możliwości za swojego życia. (...)

Krótko mówiąc, Galileusz był ograniczony do tego, co widziały jego oczy, podczas gdy teraz mamy możliwość zajrzeć pod warstwę, którą widział Galileusz, i zaobserwować stałą powierzchnię Słońca, leżącą pod jego fotosferą. Możemy więc spojrzeć na Słońce przez szerokie pasmo wielu długości fal, o zobaczeniu których oko ludzkie nie może marzyć. Jeśli przyjrzeć się tym różnicowym zdjęciom z SOHO, zrobionym przy użyciu filtra 195Å, właściwa powierzchnia Słońca nie obraca się z różnymi prędkościami na równiku i biegunach, tak jak fotosfera. Zachowuje się znacznie bardziej jak ciało stałe, niż gaz. Gdyby Galileusz miał dostęp do tych obrazów, przypuszczalnie wystąpiłby z całkiem innym modelem, najprawdopodobniej zbliżonym do modelu dr Birkelanda, zaproponowanego kilkaset lat później. Krytyczną różnicą jest to, że całą perspektywą Galileusza było to, co mógł zobaczyć dzięki prymitywnej technologii, w bardzo wąskim zakresie widma. Obrazy różnicowe z SOHO pokazują jednorodnie obracającą się i stałą powierzchnię, podczas gdy obrazy fotosfery pokazują, że jest to ruchoma plazma, która zachowuje się zupełnie inaczej od właściwej powierzchni Słońca.


Oto przykład obrazu "różnicowego" powierzchni Słońca, zrobionego przez satelitę Trace przy użyciu filtra 171Å, czułego również na emisje jonów żelaza.

Przez następne 400 lat teoretycy modelu gazowego próbowali zrozumieć Słońce i stworzyć jego model bazujący na wczesnych założeniach Galileusza. Pracowicie i na różne sposoby mierzyli fotosferyczną warstwę plazmy i właściwie zweryfikowali przewidywania Galileusza co do ruchomej natury fotosfery. Jest to warstwa lepkiej plazmy. Teoretycy modelu gazowego stworzyli bardzo wyrafinowane modele bazujące na siłach ścinających, spowodowanych nierównomiernymi ruchami fotosfery. Rzeczy te zostały zweryfikowane.

Niemniej począwszy od 0,995 części promienia, czyli tuż pod fotosferą, zaczyna się problem z modelem gazowym. Na tej głębokości, współczesny model gazowy leci na złamanie karku w warstwę przejściową, warstwę stałego materiału, w którym fale dźwiękowe poruszają się szybciej niż w plazmie. Jest to strefa, zachowująca swój trójwymiarowy kształt, jak to widzimy na powyższym zdjęciu złotego koloru. Struktury te pozostają niezmienione przez wiele godzin. Ostatecznie zmienia je dopiero erozja. Zmiany rejestrowane w warstwie przejściowej są zupełnie niepodobne do tych obserwowanych na powierzchni fotosfery, gdzie granule tworzą się i zanikają co każde osiem minut.


To jest obraz komponowany z satelity Trace, obejmujący nałożone obrazy z wszystkich trzech widoków, z użyciem filtrów 171Å, 195Å i 284Å. Wszystkie owe filtry są czułe na emisje jonów żelaza, i wskazują na obecność dużych ilości żelaza w owej warstwie. Cząstki żelaza elektryzują się w elektrycznym strumieniu, płynącym pomiędzy punktami na powierzchni, a innego koloru łuki starają się skupić na tych samych strefach. Są to silnie aktywne elektrycznie strefy powierzchni.

Teoretycy modelu gazowego próbowali bez powodzenia zrozumieć dynamikę słoneczną, bazując na podstawowym założeniu które nigdy nie zostało przetestowane i zawiera krytyczne wady.

W międzyczasie powstały jednak nowe spojrzenia i modele, z których najważniejszym jest model stałej powierzchni, zaproponowany po raz pierwszy przez Kristiana Birkelanda na początku XX w.

Tylko w ostatniej dekadzie dostaliśmy dostęp do technologii, która może zweryfikować lub obalić wiele modeli słonecznych. Jednak informacje oferowane nam przez satelity Rhessi, SOHO, Trace i Yohkoh boleśnie wystają z modelu gazowego, gdyż dostarczają wielu nieodpartych dowodów, że Galileusz zupełnie mylił się w swoim założeniu, że nie może być żadnej stałej powierzchni pod fotosferą. Współczesne satelity dają silne podparcie dla istnienia stałej, przewodzącej powierzchni, jak u Birkelanda. W rzeczy samej, wiele zdjęć zrobionych przez Birkelanda w laboratorium ma dziś swoje odpowiedniki w zdjęciach z 21-wiecznych satelitów.

Jednorodny ruch żelaznej powłoki słonecznej sugeruje, że musimy gruntownie przemyśleć nasze spojrzenie na Słońce, oraz na Wszechświat, w którym żyjemy, oraz musimy wyjść z nowymi modelami, które wyjaśnią obserwacje z satelitów SOHO, Rhessi, Geos, Yohkoh oraz Trace.


Ogromne łuki elektryczne pomiędzy przeciwnie naładowanymi punktami na namagnesowanej, żelaznej powierzchni.

Powierzchnia Słońca

Bazując na obrazach różnicowych z SOHO, widać, że Słońce posiada stałą, przewodzącą elektryczność, ferrytową powierzchnię tuż pod fotosferą, obracającą się co 27,3 dnia. Równomierność tych obrotów nie przypomina niczego, co znajdujemy w fotosferze. To jest stałe. Jest ciągle przekształcane i erodowane przez ciągle występujące łuki elektryczne pomiędzy spolaryzowanymi magnetycznie punktami na powierzchni. Łuki te emitują światło zgodne z liczbą jonów ferrytowego żelaza, sugerując, że powierzchnia ta składa się z materiałów ferrytowych. Te elektryczna erozja pomału zjada powierzchnię, tak jak pomału zużywają się elektrody spawarki, oraz powierzchnie, które dotyka łuk. Powierzchnia może się też topić, czasami wzdłuż bardzo długich "linii uskokowych", skutkując jej ostatecznym pęknięciem i "słonecznym trzęsieniem ziemi". Czasami owe trzęsienia powodują masywne słoneczne tsunami, widoczne przez fotosferę i powodujące ogromne koronalne wyrzuty masy, takie jak ta z 28 czerwca 1945.


Te elektryczne łuki mogą urosnąć wysoko ponad powierzchnię. Zdjęcie zrobione przez satelitę Trace filtrem 171Å.

Erozja spowodowana ciągłym iskrzeniem pomiędzy punktami na powierzchni jest przynajmniej jednym z katalizatorów powstawania ciągle zmieniających się plam słonecznych. Proces wyładowań elektrycznych uwalnia również ogromne ilości ciepła, wędrującego do płynnej plazmy fotosferycznej, pokrywającej powierzchnię, powodując granularny wzór, który widzimy na powierzchni fotosfery. Inne części plazmy kształtują się w fotosferyczną atmosferę na kształt "iryska", i gromadzą przy powierzchni, jak cięższe partie w lampie lawowej, opadające na dno przy jej podgrzewaniu. Czasami zbiera się ona do kupy i jest wyrzucana w erupcji powierzchniowej przez płyno-podobną fotosferę, gdzie w końcu eksploduje w koronalnych wyrzutach masy.

Łuk

Jednym z najbardziej podstawowych procesów na Słońcu jest łuk elektryczny. Wewnętrzne reakcje rozszczepiania działają jak bateria, uwalniając wolne protony i elektrony, podczas gdy powierzchnia działa jak ogromny kondensator. Gdy te strumienie elektronów dosięgają powierzchni, jonizują ferryty, które przepychają je w warstwę krzemu fotosfery, która z kolei napędza przepływ elektryczności, tworząc gigantyczne elektryczne łuki pomiędzy tworami powierzchniowymi. Warstwa neonu działa jak ogromna lampa żarzeniowa, absorbująca i emitująca elektrony. Gdy przepływ energii (-) z zewnętrznej przestrzeni przechodzi przez atmosferę Słońca, również poszukuje orientacji wzdłuż linii lokalnego pola magnetycznego. Lokalny magnetyzm na samym szczycie bazuje na przepływie elektryczności i magnetycznej orientacji przepływu energii, będącego następstwem schładzania się powierzchni. Górna skorupa powierzchni jest zerodowana, więc uwidocznione są jej dolne warstwy. Gdy w jakiejś strefie ma miejsce wystarczająco dużo łuków, tworzą się pęknięcia, mogące skutkować trzęsieniami oraz/jak również rozbłyskami. Słoneczna "skorupa" jest rozciągana wzdłuż linii przepływu elektryczności. Specyficzna orientacja powierzchni oraz orientacja magnetyczna słonecznego jądra powodują przepływ elektronów przez struktury powierzchni. Bieżąca powierzchnia i ułożenie głębszej skorupy determinuje przepływ elektronów, oraz/lub ich potencjał. Gdy bieguny magnetyczne jądra wskazują na równik, jest to okres intensywnych sztormów magnetycznych i znacznej aktywności plam słonecznych. Gdy oś jądra pokrywa się z osią słoneczną, mamy okresy spokoju, z obniżoną aktywnością plam. Słońce potrzebuje 22 lat na wykonanie pełnego cyklu obrotu magnetycznego, co skutkuje zwiększoną aktywnością co każde 11 lat.


To zdjęcie fotosfery zrobione przez obserwatorium Big Bear w Kaliforni pokazuje ogromną dziurę we frędzlach penumbry oraz ogromne pęknięcie w żelaznej powierzchni poniżej, które uwalnia ciepło do atmosfery. Owo ciepło z pęknięcia powoduje podnoszenie się krzemowej plazmy, pozostawiając ogromną dziurę.

Owo stałe iskrzenie oraz stałe zmiany orientacji magnetycznej jądra powodują bardzo dynamiczny proces erozji, co daje z czasem bardzo ciekawą rzeźbę powierzchni. Owe nieregularne struktury odzwierciedlają nieregularny rozkład energii w różnych miejscach. Wewnętrzne reakcje rozszczepiania działają jak wielka, niewyczerpana bateria, podczas gdy powierzchnia jest równie wielką lampą wyładowaniową, której rdzeń wciąż uwalnia protony, a powierzchnia wciąż uwalnia i absorbuje elektrony. Punkty na powierzchni stają się naładowane dodatnio lub ujemnie, zależnie od przepływu tych wolnych protonów i elektronów, orientacji magnetycznej jądra, a także orientacji i ułożenia skorupy. Gdy wolne elektrony przekraczają fotosferę z różnych punktów na powierzchni, a także z kosmosu, zostają przyciągnięte i uformowane w łuk przez dodatnio naładowane punkty na powierzchni. Owe przepływy energii powodują spektakularne łuki elektryczne, przechodzące przez fotosferę, chromosferę, oraz koronę, jak to widzimy na zdjęciu poniżej.


Zdjęcie satelity Yohkoh, przedstawiające chaotyczną powierzchnię Słońca oraz jego zwiększoną aktywność elektryczną u progu nowego tysiąclecia. Najwyższa energia skoncentrowana jest u podstaw łuków elektrycznych, oraz wokół samych łuków. Światło, jakie widzimy, skoncentrowane jest na samych łukach, pokazując, że tam jest najgorętsze żelazo. Jest ono grzane aktywnością elektryczną.

Łuk elektryczny tworzy się pomiędzy dwoma przeciwnie naładowanymi punktami powierzchni magnetycznej. Intensywność łuku zależy od ilości energii przez niego płynącej w danym czasie. Elektrony i protony są stale uwalniane przez wewnętrzny reaktor Słońca. Owe wolne naładowane cząstki są przyciągane przez magnetycznie zorientowane "trasy ruchu", przemierzające powierzchnię od obracającego się jądra. Elektrony z przestrzeni kosmicznej, oraz z samej powierzchni, natychmiast przyciągane przez przeciwnie (dodatnio) naładowane struktury powierzchni, po czym formuje się "łuk" elektryczny.

Fotosfera

Fotosfera jest z pewnością jedną z najbardziej enigmatycznych i niezrozumianych warstw Słońca. Jest ona zwykle, i całkowicie błędnie, traktowana jako "powierzchnia Słońca". Jednak wcale nią nie jest. Jest płyno-podobną plazmą neonową, częściej odnoszoną do frędzli penumbry. Owa neonowa warstwa włókien przewodzi ciepło w stronę powierzchni. Neon nie tylko wytwarza widziane przez nas światło, służy również za kriogeniczne chłodziwo, będące głównym powodem, dla którego pod spodem mogła się utworzyć stała powierzchnia. Pod spodem znajduje się warstwa lepkiego krzemu, izolującą łuki elektryczne i skorupiastą warstwę wapnia, wzdłuż ferrytowej powierzchni. Krzemowa warstwa widoczna na zdjęciu poniżej, nie świeci jak neon, natomiast warstwa neonu ponad nią świeci tak, jak to widzimy. Daleko poniżej warstwy neonu i krzemu leży ferrytowa, ciemna warstwa wapnia, z widocznymi pęknięciami powierzchni. Ciepło z tych pęknięć unosi krzemową warstwę ponad warstwę neonu, dopóki nie dotrze ona do warstwy helu w chromosferze, skąd sprowadza ją na dół grawitacja. Gdy powierzchnia ostygnie, krzem przestaje się wznosić, a neon przykrywa powstałą dziurę.


Krzemowa plazma wybuchająca w przestrzeń. Niektóre z takich zdarzeń mogą być nieprawdopodobnie masywne.

Penumbralne włókna są odpowiedzialne za granulowaty, konwekcyjny wzór fotosfery, oraz wytwarzają światło widoczne dla naszych oczu. Dzieje się tak, gdyż warstwa ta złożona jest z neonu, taki sam, jak w lampach biurowych, oraz jak ten używany w chłodzeniu kriogenicznym. Płynowaty ocean plazmy krzemowej w dolnej fotosferze pokrywa całą ferrytową powierzchnię Słońca, jak oceany pokrywają większość powierzchni Ziemi. Energia uwolniona przez każdy łuk elektryczny, przechodzący przez izolującą warstwę fotosfery (często również przez chromosferę), podgrzewa gęstą plazmę fotosfery, oraz lżejszą warstwę helu w chromosferze. W obecności dużego natężenia pływów elektromagnetycznych oraz ciepła, lub też erupcji z powierzchni, czysta plazma krzemowa w niższych rejonach fotosfery unosi się do góry, poprzez warstwę neonowych włókien penumbry, pozostawiając dziury lub "plamy" w fotosferze. Gdy skorupa powierzchniowa ostygnie, gorąca warstwa krzemu przestaje się wznosić, lepki neon formuje na nowo warstwę plazmy i plama słoneczna zanika.

Elektryczne wyładowania na Słońcu mogą być odpowiedzialne co najmniej za częściową, o ile nie za całą, słoneczną przepustowość elektryczną. Owe łuki elektryczne bez wątpienia uwalniają ogromne ilości energii. Ich punkty początkowe nie są w żadnym razie kwestia przypadku, lecz są ściśle powiązane z orientacją magnetyczną punktów na powierzchni, a co za tym idzie, ładunkiem elektrycznym i przepływem energii elektrycznej z jądra.

Gdy łuki podgrzeją krzemową warstwę płyno podobnej plazmy fotosfery, zaczyna ona "wrzeć" ku powierzchni fotosfery, przez warstwę plazmy neonowej. Zwykle, owa warstwa neonu po prostu chłodzi warstwę krzemu poprzez włókna penumbry, w postaci widocznego i dobrze znanego wzoru granuli. Gdy warstwa krzemu staje się bardzo gorąca, wznosi się aż do warstwy helu, gdzie grawitacja sprowadza ją z powrotem. Powierzchnia pod spodem jest schładzana przez chłodziwo otaczające krzemową plazmę.


Taniec Krzemowego Anioła nad żelazną powierzchnią Słońca.

Wzdłuż powierzchni Słońca występuje przypuszczalnie dodatkowa warstwa z wapnia lub niklu. Znajduje się ona pomiędzy powierzchnią a warstwą krzemu. Może ona czasami wznieść się ponad fotosferę, gdy zostanie podgrzana przez powierzchnię, tak jak wznosi się materiał w lampie lawowej. Wydaje się, że jest jej więcej w okolicach biegunów niż równika. Często plazma ta jest "pchana" przez erupcje różnego rodzaju. Czasami twory tej tajemniczej plazmy są wyrzucane w przestrzeń, co jest wyzwalane pęknięciami powierzchni (zwróć uwagę na górny prawy róg filmu). Kiedy ten płyno podobny obłok plazmy dosięga chromosfery i korony, zabiera ogromne ilości ciepła i powoduje całkiem spore wyładowania koronalne. Nikiel i siarka zwykle są znajdowane w produktach słonecznych podczas fazy spokoju, więc przypuszczalnie ową tajemniczą warstwę tworzy nikiel, gdyż zdaje się pochodzić spod warstwy krzemu, co sugeruje, że jest od niego cięższy (...).

Słoneczne bieguny magnetyczne wykonują pełny obrót co 22 lata. Możliwe, że samo Słońce wykonuje po prostu obrót wzdłuż ustalonego, uniwersalnego pola magnetycznego, lub też podlega zewnętrznemu polu elektromagnetycznemu, które obraca się co 22 lata. Takie uniwersalne pole magnetyczne może być odpowiedzialne za przyspieszanie samego wszechświata, a nawet za "grawitację" taką, jak ją rozumiemy.

Co każde 11 lat, bieguny magnetyczne Słońca wskazują na jego równik. Kiedy to następuje, przepływ elektromagnetyzmu na równiku staje się znacznie silniejszy i gwałtowniejszy. Pojawiają się bardziej energetyczne zjawiska, podgrzewające krzem, który rośnie w kolumnę. Ten wznoszący się krzem pozostawia wyrwę w neonowej warstwie fotosfery. Owa zwiększona aktywność elektryczna jest szczególnie silna, gdy bieguny magnetyczne wskazują delikatnie na północ lub południe od równika. Powoduje to powstawanie silnie spolaryzowanych, przeciwnie naładowanych struktur powierzchniowych, na północ lub południe od równika. Z tych spolaryzowanych magnetycznie powierzchni wypływają ogromne rzeki energii, łączące przeciwnie naładowane miejsca w powierzchni po obu stronach równika. Gdy bieguny magnetyczne są mniej lub bardziej równoległe do równika, pojawia się znacznie więcej plam słonecznych w fotosferze (...). Wznosząca się plazma krzemowa przebija się przez włóknistą warstwę neonu na szczycie fotosfery, otwierając dziurę w warstwie włókien penumbry. Warstwa neonu jest tą warstwą, która świeci w widocznym dla nas widmie, oraz chłodzi powierzchnię pod spodem.

Michael Mozina

Link do oryginału: http://www.thesurfaceofthesun.com/model.htm

czwartek, 13 lutego 2014

Powierzchnia Słońca

Powierzchnia Słońca, jego fotosfera i elektryczne rozbłyski

Fotosfera Słońca jest często mylona z jego powierzchnią. W rzeczywistości, jest to tylko "płynopodobna" warstwa plazmy zbudowana z neonu, pod którą znajduje się właściwa powierzchnia. Widoczna warstwa składa się z włókien penumbry, sięgających na kilka tysięcy kilometrów w głąb. Widoczna neonowa warstwa plazmy, którą nazywamy fotosferą, oraz cieńsza, gęściejsza warstwa warstwa atmosferyczna, zbudowana z plazmy krzemowej, całkowicie pokrywają skalistą, wapniowo-ferrytową warstwę powierzchniową Słońca. Widoczna warstwa fotosferyczna pokrywa powierzchnię Słońca, jak ziemskie oceany pokrywają większość stałej powierzchni Ziemi. Fotosfera Słońca jest bardzo jasna, także nie możemy zobaczyć ciemniejszych, bardziej stałych elementów powierzchni pod fotosferą, bez pomocy technologii satelitarnej.


Oto przykład zdjęcia "ruchomych różnic" powierzchni Słońca, ujawnionych przez satelitę TRACE, używającego filtra 171 angstromów. Filtr ten jest szczególnie wrażliwy na emisje jonów żelaza (Fe IX/X), oraz nagrał rozbłysk C3.3 i wyrzut masy w AR 9143 w paśmie 171Å 28 sierpnia 2000. Aktywność rozbłysków spowodowana jest zwiększoną aktywność elektryczną w postaci szybkich ruchów plazmy nad grzbietami powierzchniowymi, skutkując zwiększoną aktywnością elektryczną po nawietrznej stronie gór.

Skład i wewnętrzna mechanika Słońca pod widoczną fotosferą pozostawała zagadką przez tysiąclecia. Jest to cały stos niewyjaśnionych zjawisk, do dnia dzisiejszego zbijających z tropu teoretyków modelu gazowego, ponieważ nie rozpoznali oni warstwy przejściowej ze stopu stali, znajdującej się pod fotosferą. Na szczęście zastępy nowych satelitów oraz heliosejsmologia zaczynają rzucać nowe światło na tą warstwową powłokę Słońca, położoną jakieś 4800 km pod fotosferą. Co więcej, ostatnie badania nad wiatrem słonecznym sugerują, że wiatr słoneczny również ma swój początek w tej warstwie przejściowej, tak samo jak naładowane elektrycznie pętle koronalne. SOHO, satelita należący do NASA, oraz program satelitarny Trace, zarejestrowały ową warstwę przejściową, położoną pod fotosferą. Satelity i technologie XXI wieku pozwalają nam spojrzeć przez zewnętrzne warstwy plazmy chromosfery i fotosfery, pozwalając nam badać skalną, wapienno ferrytową warstwę przejściową z niezwykła precyzją.


Ten "różnicowy" obraz powierzchni Słońca został uchwycony przez SOHO. To zdjęcie NASA zostało zrobione 27 maja 2005 o 19:13 przy użyciu filtra 195A, czułego na emisje jonów żelaza. Ten skomplikowany układ struktury był widoczny dni, a nawet tygodnie później.

Galileusz był ojcem założycielem teorii gazowego Słońca. Obserwował je przez względnie prymitywny teleskop i zauważył, że plamy nie poruszają się równomiernie po powierzchni fotosfery. Zaobserwował również, że jego "powierzchnia" rotuje szybciej na równiku niż w okolicach biegunów.

Ze swoich badań nad plamami oraz ich niecodziennym układem obrotów, Galileusz wywnioskował, że musi patrzeć na jakiś rodzaj atmosfery gazowej. Był to słuszny wniosek, aczkolwiek wiemy dzisiaj, że fotosfera jest formą gorącej, zjonizowanej plazmy. Niestety, potem Galileusz "założył", że nie istnieje żadna inna stała warstwa pod widzialną fotosferą. Był to krytyczny błąd. Było to jak spojrzeć na świat pokryty wodą, bez możliwości dojrzenia dna, i założyć, że po prostu cały ten świat składa się z wody.


Powierzchnię widać również na surowych zdjęciach satelitarnych. To standardowe zbliżenie na warstwę powierzchniową zrobił satelita Trace przy pomocy filtra 171 angstromów. Ujawnia ono dobitne szczegóły powierzchni, oraz pokazuje tworzenie się wiatru słonecznego z łuków elektrycznych. Łuki te tworzą strumienie, podróżujące przez zewnętrzną atmosferę Słońca.

Galileusz nie dysponował "oczami" za miliony dolarów, oraz obrazowania dopplerowskiego, pozwalających zajrzeć pod chaotyczną powierzchnię fotosfery. Tylko przez ostatnie 10 lat, mrugnięcie okiem w żargonie naukowym, otrzymaliśmy technologie pozwalającą sprawdzić założenia Galileusza poprzez obserwacje nowoczesnymi satelitami. Programy satelitarne Yohkoh, SOHO, Trace, RHESSI, Hinode, Stereo i Geos dały nam nowe zestawy oczu, nowe sposoby patrzenia na Słońce, i nowy wgląd pod warstwy Słońca, obserwowane po raz pierwszy przez Galileusza. Teleskopy kosmiczne Hubble, Chandra i Spitzer dały nam wgląd w inne układ słoneczne, galaktyki, pozwoliły nam spojrzeć wstecz na pierwotne struktury Wszechświata, oraz ujrzeć Wszechświat w całkiem nowym widmie energetycznym. To, co ujawniły nam o strukturze naszego Wszechświata, jest na prawdę przełomowe.

Podczas gdy model gazowy posiada powszechne poparcie od ponad 50 lat, to nie zawsze tak było. W rzeczywistości sto lat temu astronomowie wierzyli w Słonce zbudowane z żelaza, z których najgodniejszym wzmianki jest dr Kristian Birkeland. Dr Birkeland badał zorzę polarną i interesował się oddziaływania elektryczne pomiędzy Ziemią a Słońcem. Jego wczesne badania laboratoryjne z naelektryzowaną żelazną sferą będącą w próżni ("terrella") pozostawiły po sobie zdjęcia bardzo przypominające współczesne zdjęcia rentgenowskie Słońca, zrobione przez satelity. Dolne zdjęcie, zamieszczone na tej stronie, pokazuje aktywność elektryczną, udokumentowaną przez Birkelanda w jego laboratorium, w zestawieniu ze zdjęciem z satelity Yohkoh. Łuki elektryczne, wychodzące z powierzchni obydwu sfer, są źródłami promieni rentgena oraz gamma, rejestrowanymi przez satelity Yohkoh oraz RHESSI.


Te same niezwykłe szczegóły powierzchni wciąż są wyraźnie widoczne w strefie przejściowej dwie i pół minuty później, aczkolwiek oświetlenie nieco się zmieniło ze względu na zmiany w łukach elektrycznych, wychodzących z powierzchni. W przeciwieństwie do obrazów różnicowych, w "zwykłym" przybliżeniu możemy również zobaczyć podstawy łuków elektrycznych, jak wyrastają z powierzchni w plazmę krzemową, aby utworzyć znane pętle koronalne, widoczne w górnej atmosferze.

Technika obrazowania różnicowego, używana zarówno przez NASA, jak i Lockheed Martin, po raz pierwszy ujawniła nam, że Słońce nie jest tylko kulą wodoru - posiada twardą i sztywną ferrytową powierzchnię, schowaną pod fotosferą, która może być oglądana na każdym zdjęciu zamieszczonym na tej stronie! Zdjęcia te pochodzą z NASA oraz Lockheed Martin, można je więc sprawdzić samodzielnie.

Tak jak przypuszczał Birkeland, Słońce posiada dobrze zdefiniowaną, która obraca się (jednorodnie) raz na 27,3 dnia. Dr Birkeland wyprzedził swoje czasy o co najmniej 100 lat.

Ważne potwierdzenie teorii słonecznych dr Birkelanda oraz jego eksperymentów laboratoryjnych, nadeszło jakieś 40 lat później, w pracy dr Charles'a Bruce'a. Bruce udokumentował szereg zjawisk słonecznych, powiązanych bezpośrednio z wyładowaniami elektrycznymi z powierzchni Słońca. Bruce potwierdził to, co Birkeland przewidywał prawie 50 lat wcześniej, pokazując, że aktywność elektryczna jest bezpośrednio odpowiedzialna za wysoko energetyczne wyładowania z powierzchni Słońca. Elektryczna natura pętli koronalnych została potwierdzona przez Uniwersytet Maryland.

Znaczący zbiór danych, będących tego potwierdzeniem, został dostarczony jakąś dekadę potem przez dr Olivera Manuela. Dr Manuel potwierdził analizą izotopową księżycowej gleby, oraz studiowaniem meteorytów, że Słońce zbudowane jest głównie z żelaza i rozdzieloną masowo plazmy w atmosferze. Niestety, jego dokonania nie zostały wizualnie potwierdzone przez następne trzy dekady.


Składany obraz z satelitów Trace i Yohkoh z aktywności słonecznej na warstwie przejściowej. Niebieskie obszary pokazują emisje jonów żelaza Fe IX/X w dolnej części łuku, widocznego dla filtra 171A satelity Trace. Gdy łuk osiąga cieplejsze warstwy chromosfery, zaczyna świecić w miękkim rentgenie, widocznym dla Yohkoh. Ten złożony obraz pokazuje przepływ elektryczności łuki jonów żelaza, które płyną z powierzchni Słońca, poprzez względnie chłodną fotosferę, w cieplejszą koronę, gdzie cząstki żelaza otrzymują energię cieplną i zaczynają promieniować w bliskim pasmie rentgena. To jest animacja z NASA.

Tym niemniej okazało się, że obrazy z nowoczesnych satelitów dostarczyły bardzo mocnego poparcia obserwacyjnego dla elektrycznego modelu Słońca, opisanego pierwotnie przez dr Kristiana Birkelanda, a zweryfikowanego później przez dr Charlesa Bruce'a i dr Olivera Manuela. Dr Charles Bruce, oraz inni naukowcy zademonstrowali już elektryczną naturę aktywności Słońca, oraz zaproponowali teorie jego stałej powierzchni, opartej na bezpośrednich obserwacjach. Jednak modele te nigdy nie zaistniały i zostały usunięte w cień pomiędzy środkiem a końcem XX wieku przez model gazowy. Na szczęście w nauce wciąż istnieje niewielka ilość specjalistów i niezależnych politycznie myślicieli, którzy długi czas promowali bardzo odmienny, bardzo twardy i żelazny model naszej gwiazdy, oparty na (...) twardych badaniach i uważnych obserwacjach. W ostatnich miesiącach, wiele konkluzji dr Manuela, o tym, że Słońce nasze zbudowane jest z pozostałości po supernowej, potwierdzonych zostało bezpośrednimi dowodami. Okazuje się, że te wizualne obserwacje stałej, żelaznej powierzchni, zostały przewidziane przez chemię jądrową przeszło trzy dekady temu, podczas gdy eksperymenty je potwierdzające, oraz niektóre przewidywania matematyczne, były zweryfikowanej już 50 lat temu, a były pierwotnie zaproponowane przez Birkelanda ponad 100 lat temu! Badania kwazarów we wczesnym wszechświecie wykazały dużą ilość żelaza, wprowadzając w ostatnich latach poważne wątpliwości co do modelu gazowego.

Co więcej, mamy rosnącą pulę dowodów z zakresu heliosejsmologii, że nasze Słońce posiada wyraźną powłokę rozwarstwień na bardzo niewielkiej głębokości pod fotosferą. Dane te sugerują, że warstwowa powierzchnia żelaza pokryta jest przez stosunkowo cienką warstwą plazmy.


Zewnętrzna skorupa Słońca zbudowana jest głównie z żelaza. Tym niemniej prawdopodobne jest, że powierzchnia zmienia się. Jej kawałki mogą wyglądać jak fragment powyżej, podczas gdy inne mogą zawierać więcej żelaza i wyglądać jak poniżej.

Składając się głównie z żelaza, skład powierzchni może zmieniać się od jednego miejsca do drugiego. Tak jak kawałki na Ziemi, kawałki i warstwy na Słońcu nie są homogeniczne.

Rzeczą godną uwagi jest, że aktywny elektrycznie model stałej powierzchni zawsze był poprawną alternatywą dla obecnej teorii gazowej. Gdy tylko odkryto fuzję wodorową, inne teorie od razu zrobiły się mniej "czarujące". Jest to znaczące, chociaż niewielka część badań dr Birkelanda, dr Alfvéna, dr Bruce'a, i wielu innych, uzyskuje obecnie silne poparcie przez obrazowanie satelitarne i obserwacje heliosejsmologiczne.

Brzmi interesująco? Być może są jakieś obiekcje? Proszę czytać dalej. Na poparcie swych idei zaprezentuję sporo dowodów z programu SOHO w postaci surowych plików DIT i klipów wideo. Zaprezentuję również fotografie i filmy z satelitów Yohkoh oraz Trace, jak również innych XXI-wiecznych satelitów. W przeciwieństwie do modelu gazowego, ten model opiera się na bezpośrednich obserwacjach z prawdziwego życia, nie na czystej teorii. Model stałej powierzchni Słońca jest znacznie logiczniejszy i znacznie lepiej podparty naukowo obserwacjami, niż obecny model gazowy. Co ważniejsze, model gazowy po prostu NIE WYJAŚNIA obrazów przekazywanych przez SOHO i Trace. Strona ta jest zadedykowana niezwykłym zasługom ludzi pracującym w programach SOHO, Trace i Yohkoh.

Tutaj, pod kliknięciem, dostępny jest manuskrypt PDF, oferowany szerokiej publiczności, i jest bardziej zorientowany graficznie. Jest skondensowana i łatwa w czytaniu prezentacja materiału z tej strony.

Można również pobrać bardziej naukową prezentację tego materiału, która została przejrzana i opublikowana Journal of Fusion Energy. Publikacja ta uszczegóławia rosnący materiał dowodowy z zakresu chemii jądrowej i z technologii satelitarnej, demonstrujących, że w Słońcu ma miejsce rozdzielanie pierwiastków w niezależne warstwy. Ostatnie odkrycia niespodziewanie wielkiego źródła energii z odpychających oddziaływań pomiędzy neutronami w 2 850 znanych jądrach, zmieniło założenie, że fuzja wodorowa jest głównym źródłem energii zasilającej Słonce i gwiazdy.


Wyniki eksperymentów dr Birkelanda, z elektromagnetyczną katodą, które przeprowadził na początku XX wieku, są lustrzanym odbiciem obrazów przekazanych przez satelitę Yohkoh.Zauważmy, że emisje energii i fotonów w obu przypadkach skoncentrowane są w łukach. Przypadek?

Ostatnie odkrycia z dziedziny heliosejsmologii sugerują istnienie dwustronnej uwarstwionej powłoki, położonej tuż pod fotosferą. Widzimy więc warstwę przejściową za pomocą technologiom satelitarnym, a heliosejsmologia pozwala nam ją usłyszeć, a nawet zmierzyć jej grubość. W tym przypadku znaleziono dwustronną warstwę w odległości 0,99 promienia, zaczynającą się w 0,995 promienia, lub tuż pod fotosferą. Heliosejsmologia pozwala nam usłyszeć to, co widzimy na zdjęciach satelitarnych.

(...)

Michael Mozina

Link do oryginału: http://www.thesurfaceofthesun.com/index.html

poniedziałek, 10 lutego 2014

Czarne rozbłyski


Artystyczna wizja rozbłyskującej czarnej dziury, GX 339-4. Źródło: NASA

27 stycznia 2014

Teoria czarnych dziur przeczy sama sobie.

Większość astrofizyków próbuje wyjaśnić wąskie dżety, wytryskające z różnych źródeł, przy pomocy słów takich jak "dysza" lub "wysokie ciśnienie", co przeczy znanemu zachowaniu gazów w próżni. Na przykład, nawiązując do niedawnej informacji prasowej, odkryto flary wytryskujące z źródła blisko centrum Drogi Mlecznej. Wg zgodnej opinii źródłem tym jest czarna dziura.

Jak powiedział Poshak Gandhi z Japan Aerospace Exploration Agency (JAXA), Jeżeli myślisz o dżecie z czarnej dziury jak o ognistym wężu, wówczas to jest tak, jakbyśmy odkryli, że przepływ jest przerywany, a ognisty wąż gwałtownie zmienia rozmiary.

GX 339-4, odkryty przez Wide-field Infrared Survey Explorer, znajduje się ok 20 000 lat świetlnych stąd. Wg konwencjonalnych założeń jest on co najmniej 6 razy masywniejszy od Słońca, posiadając pole grawitacyjne 30 000 razy silniejsze od ziemskiego. Ekstremalna aktywność GX 339-4 wywołana jest przypuszczalnie przez towarzyszącą mu gwiazdę, karmiącą swoją materią czarna dziurę. Aczkolwiek część tego materiały zostaje wyrzucona w przestrzeń z prędkością przyświetlną.

Mechanizmy, pozwalające intensywnemu polu grawitacyjnemu na wyrzucanie mocno skolimowanych obłoków materii w przestrzeń, pozostają nieznane. Uważa się, że wymagają one silnych pól magnetycznych, jednak nie jest znane źródło owego magnetyzmu, skoro w raportach o takich zjawiskach nie ma wzmianek o elektryczności.

Niektóre rozbłyski i wytryski promieni rentgena uważa się za rezultat kolizji molekularnych, powodujących świecenie gazu. Jak wskazują teorie, rozbłyski gamma mogą również powstawać wtedy, gdy super przyspieszona materia zostaje zassana do czarnej dziury. Poza ciepłem, grawitacja nie może wytworzyć promieni rentgena i gamma. Eksperymenty laboratoryjne pokazały, że są one znacznie prościej wytwarzane przez naładowane cząstki przyspieszane w polu elektrycznym.

W poprzednich artykułach z serii Zdjęcie Dnia, dotyczących czarnych dziur, wspomniano, że terminologia używana do opisu "grawitacyjnych punktowych źródeł" jest wysoce spekulatywna: czasoprzestrzeń, osobliwości i nieskończona gęstość to pojęcia abstrakcyjne, wykluczające realistyczne badania natury Wszechświata.

Gwiazdy są węzłami w obwodach elektrycznych. Energia elektromagnetyczna może być przechowywana w równikowym prądzie powierzchniowym, okalającym gwiazdę, dopóki jakieś zdarzenie wyzwalające nie spowoduje jego przełączenia w wyładowanie biegunowe. Elektryczny dżet może przechwycić tą energię z naturalnego akceleratora cząstek, "plazmowej warstwy podwójnej" o silnym polu elektrycznym. biegunowe wyładowanie powoduje powstanie toroidalnych pól magnetycznych, zawężających strumień w wąski dżet.

Przez całą długość dżetu powinny płynąć osiowe prądy elektryczne. Tylko pola elektryczne potrafią przyspieszać naładowane cząstki przez przestrzeń międzygwiezdną.

nie ma dowodów na to, że materia może być ściskana do "nieskończonej gęstości". Reostrykcja osiowa we włóknie plazmy tworzy plazmoidy, które stają się gwiazdami i galaktykami. Elektryczność odpowiada za narodziny gwiazd, podobnie jak za ich śmierć. Kiedy gęstość prądu staje się zbyt duża, warstwa podwójna w gwiezdnym obwodzie w katastroficzny sposób uwalnia nadmiar energii, objawiając się jako rozbłysk gamma lub rentgena, albo też rozbłysk termiczny.

Stephen Smith

Ukłony dla Larry'ego White'a

Notka redaktora: 1 lutego 2011, należący do NASA Wide-field Infrared Survey Explorer został wyłączony.

piątek, 7 lutego 2014

Motyle na nitce


NGC 6537 - przykład dwubiegunowej mgławicy planetarnej. Ostatnie obserwacje podobnych obiektów w pobliżu jądra galaktyki pokazują ich przyleganie do płaszczyzny galaktyki. NGC 6537 nie została objęta tymi badaniami. Źródło: ESO

6 lutego 2014

Współczesna astronomia ma problem z mgławicami planetarnymi (PN): grawitacja nie jest w stanie zrobić tego, co one robią.

Astronomowie wynaleźli rodzaj pseudo magnetyzmu, aby wyjaśnić dziury poznawcze. Ów pseudo magnetyzm jest zreifikowanym domniemaniem, które odcina się od prądów elektrycznych, wytwarzających rzeczywiste pole magnetyczne.

Wg powszechnie zaakceptowanej teorii PN powstają z gwiazd u kresu ich życia. Umierająca gwiazda "wydmuchuje" swoje zewnętrzne warstwy w otaczający ją "gaz" międzygwiezdny. Przewiduje się sferyczny bąbel rozrzuconych atomów, rozszerzający się w ośrodku o jeszcze większym rozrzucie atomów. Teoria każe nam wierzyć, że atomów tych wystarczy do utworzenia fali uderzeniowej w przestrzeni bliskiej próżni. Nie mamy sposobu, żeby przetestować to w laboratorium, ponieważ nie potrafimy wytwarzać tak wysokiej próżni.

Nadal jest to sferyczne. Teraz fale uderzeniowe w gęstym ośrodku mogą wszystko skomplikować. Ale PN wykazują kształty motyla lub klepsydry, zwłóknionej klepsydry, zwłóknionej i skręconej klepsydry. Nawet te, które wydają się kołowe, wykazują dowody na to, że są w istocie klepsydrowate, tylko widziane wzdłuż osi. Nie ma w nich nic sferycznego, nic losowego (jak w przypadku skomplikowanych fal uderzeniowych).

Aby zamienić sferyczny wydmuch w cylindryczny wybuch, musi zadziałać coś poza grawitacją. Ponieważ astronomowie niewiele wiedzą o magnetyzmie, nie licząc mitów (takich jak te, że pole składa się z "linii", które mogą być "wmrożone" i trwać się bez przyczyny), wyczarowują tą pseudo substancję, gdziekolwiek trzeba wyjaśnić trudności z grawitacją i gazami. A zatem zamrożony magnetyzm tworzy mgławice planetarne.

Ale nawet fantazja posiada swoje ograniczenia. Niedawne studia nad mgławicami planetarnymi blisko jądra galaktyki ujawniły, że ich osie są przyległe do płaszczyzny galaktyki. Przyleganie, które widzimy w przypadku tych dwubiegunowych mgławic, sygnalizuje coś dziwacznego, związanego z układami gwiazdowymi wewnątrz centralnego zgrubienia. wyjaśniał Brian Reers. Aby układać się tak, jak je widzimy, układy gwiezdne, które utworzyły te mgławice, powinny obracać się w osi prostopadłej do chmur międzygwiezdnych, z których powstały, co jest bardzo dziwaczne.

Albert Zijlstra, drug autor publikacji, w której doniesiono o odkryciu, powtarza zaskoczenie: Podczas, gdy jakiekolwiek przyleganie byłoby zaskoczeniem, jego obecność w zatłoczonym centralnym regionie galaktyki jest tym bardziej nieoczekiwane.

"Zaskoczenie" jest oczywiście eufemistycznym określeniem na "falsyfikację teorii".

W Elektrycznym Wszechświecie, gwiazdy formują się ze skurczu Bennetta na galaktycznym prądzie Birkelanda. Tam, gdzie koncentryczne tuby włókien w prądzie Birkelanda zaczynają być niestabilne, tuby ściskają się w kształt klepsydry. Ze skurczu tworzy się plazmoid - komórka plazmy otoczona warstwami podwójnymi, przypuszczalnie podobna do pioruna kulistego. Prąd przepływający przez skurcz zasila gwiazdę (jak bateria w obwodzie). Jeśli gęstość prądu zwiększy się odpowiednio, aby popchnąć plazmę do stanu żarzenia, kształt klepsydry (lub jego część o dostatecznej gęstości prądu) zacznie się świecić w paśmie widzialnym (prąd zawsze promieniuje radiowo oraz często w pasmie rentgena).

Blisko jądra galaktyki, prądy zaczynają się tłoczyć, w miarę, jak karmią się tym, co jest nazywane mechanizmem gęstego skupienia plazmy. Obecne tam PN powinny być bardziej równoległe do płaszczyzny galaktyki, niż w oddaleniu, gdzie prąd ma więcej miejsca na ewentualne zygzakowanie, w galaktycznym wyładowaniu.

Informacja prasowa wzmiankuje w końcowym dopisku, że Bardzo mało wiadomo o pochodzeniu i charakterystyce pola magnetycznego, obecnego w naszej galaktyce w jej młodym wieku...

W ramach kontrastu, kilku obecnych tam astronomów zawiodło w dokonaniu odpowiednich pomiarów. Halton Arp dumał kiedyś, że lepiej nie wiedzieć czegoś błędnego, niż wiedzieć setkę rzeczy poprawnych. Astronomowie lepiej by zrobili, gdyby swoje bardzo mało wiedzy na temat pola magnetycznego młodej galaktyki - swoje wierzenia, że jest ono zamrożone - zresetowali do "niczego".

Mel Acheson

Powiązane ogłoszenie prasowe:

Link do oryginału: http://www.thunderbolts.info/wp/2014/02/06/butterflies-on-a-string-2/

czwartek, 6 lutego 2014

Kwazar na tle galaktyki


Źródło: Jane C. Charlton (Penn State) et al., HST, ESA, NASA

1 października 2004

3 października 2003 - dowiedziono błędności Wielkiego Wybuchu. Ponownie. A oto i dowód (zdjęcie powyżej). Galaktyka NGC 7319 ma określenie Seyfert 2, co oznacza, że jest osłonięta przez tak ciężkie obłoki pyłu, że tłumią one większość jej światła z aktywnego jądra, definiującego zwykłą galaktykę Seyfert. Galaktyka ta posiada przesunięcie ku czerwieni równe 0,0225. Mała, biała plamka jest kwazarem, usytuowanym bądź przed chmurą zakrywającą galaktykę, bądź tkwiącym w wyższych warstwach pyłu. Redszift kwazara wynosi 2,114.

Dlaczego dowodzi to błędności Wielkiego Wybuchu? Jednym z dwóch filarów tej teorii jest to, że przesunięcie ku czerwieni jest proporcjonalne do odległości. Oznacza to, że im większy redszift ma dany obiekt, tym dalej się znajduje. Drugi filar polega na tym, że redszift jest również miarą prędkości. Ponownie, im większy redszift, tym większa prędkość oddalania się. Połączenie tych dwóch filarów daje rozszerzający się Wszechświat, który można prześledzić wstecz do Wielkiego Wybuchu.

Pasquale Galianni, Margaret Burbidge, Halton Arp, V. Junkkarinen, Geoffrey Burbidge i Stefano Zibetti, astronomowie, którzy napisali publikację opisującą to odkrycie, studiowali również chmury gazu otaczające kwazara. Istnieje tam jasny, trójkątny dżet (patrz na wstawkę powyżej), którego gruby koniec tkwi w jądrze galaktyki, a cienki wskazuje na kwazar. Obserwacje radiowe, rentgenowskie i spektralne pokazują, że obszar ten jest zaburzony. Gazy w tym miejscu podlegają większym turbulencjom, niż w innych regionach galaktyki. Sugeruje to, że coś dużego i potężnego przeszło tamtędy, poruszając się od jądra galaktyki. Poza dżetem, region galaktyki w pobliżu kwazara żarzy się od nadmiaru niskiej gęstości linii emisyjnych zjonizowanego gazu. Ale nie ma tam nic, co mogłoby je pobudzać do świecenia, za wyjątkiem "niemożliwego" kwazara.

Nie jest to pierwszy definitywny dowód przeciwko zasadzie redszift = odległość, aczkolwiek jest to chyba najlepszy jak do tej pory. Halton Arp zbierał dowody dyskredytujące redszift od późnych lat 60-tych. Jego najnowsza taktyka polega na spojrzeniu na obiekty zwane ULX-ami (kwazar powyżej jest jednym z nich). ULX oznacza ultra jasne źródło promieni rentgena, które mają niską koncentrację tychże promieni wewnątrz, lub blisko galaktyki aktywnej. Koncentracja promieni rentgena silniejsza, niż w jakimkolwiek znanym obiekcie astronomicznym, nawet w supernowej. Przez ostatnie dwa lata Arp pokazał, że co najmniej 20 takich obiektów to kwazary, o przesunięciu ku czerwieni znacznie większym, niż powiązane z nimi galaktyki. Przykład powyżej to najbliższa siebie para spośród tych 20-stu.

Nawiązując do nowych obserwacji, jeden z kosmologów powiedział: "Jeśli astronomia jest nauką, ta publikacja oznaczałaby koniec wielkiego wybuchu." Zamiast tego, publikacja ta została ledwie odnotowana, gdy zaprezentowano ją na spotkaniu American Astronomical Society w styczniu 2004. Gdy zgłoszono ją do pisma astronomicznego, komitet przeglądający zalecił jej gruntowne przeedytowanie. Siedzi teraz z redaktorem, czekając na pozwolenie na publikację. I czeka. I czeka.

Czas, aby zasiedziali astronomowie (w każdym wieku) spakowali swoje założenia co do Wielkiego Wybuchu i poszli na emeryturę. Nadszedł czas dla pionierów, aby odkryć nowe powiązania pomiędzy galaktykami a kwazarami. To oznacza cały nowy Wszechświat do odkrywania (...). Kształt, rozmiar i wiek Wszechświata musi być odkryty na nowo. Nowe obserwacje dostarczają wskazówek o tym, jak rodzą się galaktyki, jak rosną, a nawet jak umierają. To wielka okazja dla tych, którzy traktują astronomię jak przygodę odkrywania, niż jako wyścig do koryta.

(...)

Redaktorzy wykonawczy: David Talbott, Wallace Thornhill

Menadżer: Amy Acheson

Redaktorzy pomocniczy: Mel Acheson, Michael Armstrong, Dwardu Cardona, Ev Cochrane, Walter Radtke, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Link do oryginału: http://www.thunderbolts.info/tpod/2004/arch/041001quasar-galaxy.htm

Palce Boga


Źródło: (góra) Halton Arp, (dół) AAO newsletter, Aug 1996

18 października 2004

Teoria Wielkiego Wybuchu określa rozmiar, kształt i wiek Wszechświata (zgodnie z ostatnimi danymi z satelitów, jest on sferą o średnicy 78 miliardów lat świetlnych a jego wiek wynosi 13,7 miliarda lat). Ponieważ astronomowie wierzą, że przesunięcie ku czerwieni jest miarą odległości, większość odległości milionów galaktyk, kwazarów oraz rozbłysków gamma zostało zniekształconych. Odmienna interpretacja przesunięcia ku czerwieni oznacza zupełnie inny Wszechświat. Badania Haltona Arpa pokazały, że redszift nie może być miarą odległości. Mapki powyżej pokazują porównują gromadę galaktyk we Wszechświecie obserwowanym przez Arpa z układem w teoretycznym Wszechświecie Wielkiego Wybuchu.

Te trzy diagramy nazywane są "mapkami ciasta", ponieważ z powodu ich podobieństwa do kawałka ciasta. Nasza pozycja (Ziemia) znajduje się we wszystkich przypadkach w dolnym punkcie. Odległość (od Ziemi) mierzona jest wzdłuż prostych krawędzi. Na górnym obrazku po lewej widzimy, jak grupa galaktyk wyglądałaby we Wszechświecie Arpa, bez perspektywy Wielkiego Wybuchu. Jest to rodzina galaktyk, kwazarów i chmur gazu o różnym redszifcie (na górnym diagramie, duże kropki mają mały redszift, średnie mają średni, a małe duży). W środku znajduje się dominująca galaktyka - z reguły największa, oraz posiadająca najmniejszy redszift. Galaktyka centralna otoczona jest przez obiekty o niskim i średnim redszifcie, a idąc ku brzegom zgrupowania, znajdujemy galaktyki o największym redszifcie, a także regiony HII, obiekty BL Lac oraz kwazary.

Rysunek po prawej pokazuje, co się stanie, jeżeli tą samą gromadę spróbujemy potraktować interpretacją redsziftu jako miarą odległości. Gromada stanie się zniekształcona. Sfera stanie się rozciągniętym bąblem. Środkowa galaktyka zostanie umieszczona przed nim, następne będzie szpikulec obiektów o średnim redszifcie, a na końcu bąbel i obiekty o dużym redszifcie.

Wykazuje to każda gromada na niebie, jak boskie palce wskazujące na Ziemię z każdego kierunku. Ostatni obrazek jest wycinkiem nieba szerokości 90 stopni, pokazującym wszystkie galaktyki umiejscowione zgodnie zgodnie z ich przesunięciem ku czerwieni. Jasno widać zniekształcenia "Bożych Palców", z których każdy reprezentuje grupę galaktyk (bąble i obszary pustki nie są tak oczywiste, ponieważ mapa urywa się przed osiągnięciem obiektów o dużym redszifcie). Wszystkie wskazują w kierunku Ziemi.

Bez zniekształcenia wywołanego zrównaniem redsziftu z odległością, ujawnia się nowy obraz gromad galaktyk, a także samego Wszechświata. Wiek Wszechświata pozostaje nieznany, ponieważ nie mamy stałej ekspansji, dzięki której można by prześledzić czas do wybuchu. Rozmiar również nie jest znany. Większość kwazarów oraz niektóre galaktyki są znacznie bliżej, niż myślano, gdyż ich położenie zostało zniekształcone przez Palce Boga. Nie wiemy jednak, jak daleko Wszechświat się rozciąga poza granicą zasięgu naszych teleskopów. Zostaliśmy przeniesieni z tego, co zwane jest "końcem nauki", gdzie wszystko zostało odkryte, do "początku nowego Wszechświata", gdzie niemal wszystko jest niezbadanym terenem. Cóż za niezwykła perspektywa dla nauki w XXI wieku.

Zobacz też: Kwazar na tle galaktyki

(...)

Redaktorzy wykonawczy: David Talbott, Wallace Thornhill

Menadżer: Amy Acheson

Redaktorzy pomocniczy: Mel Acheson, Michael Armstrong, Dwardu Cardona, Ev Cochrane, Walter Radtke, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Link do oryginału: http://www.thunderbolts.info/tpod/2004/arch/041018fingers-god.htm

wtorek, 4 lutego 2014

Tlumaczenie pracy Anthon Peratta nt prądów elektrycznych w plazmie kosmicznej

Witam wszystkich. Ukończyłem wczoraj tłumaczenie, być może trochę koślawe, pracy Antoniego Peratta pt Dowód na prądy elektryczne w kosmicznej plazmie. W pracy przedstawiono symulację komputerową PIC (cząstka-w-komórce) równoległych prądów Birkelanda i ich wzajemnych oddziaływań. Następnie omówiono wynikając z tej symulacji efekt ścisku osiowego (ang. z-pinch), oraz powodowane przez niego promieniowanie synchrotronowe. Porównano wzorce tego promieniowania z rzeczywistymi obserwacjami radiogalaktyk i kwazarów. Okazało się, że są one zaskakująco podobne, co wskazywałoby, że kwazary i radiogalaktyki podwójne są etapami ewolucji galaktyk jako takich. Zainteresowanych zachęcam do pobierania i ewentualnego wytykania błędów.