wtorek, 12 sierpnia 2014

Ciemna (brakująca) materia

Czego brakowało

Duński astronom, Jan Oort, pierwszy zauważył problem "brakującej materii" w 1930 roku. Obserwując dopplerowskie przesunięcie ku czerwieni widma gwiazd blisko płaszczyzny naszej galaktyki, doszedł do wniosku, że jest w stanie policzyć, jak szybko się poruszają. Ponieważ galaktyka nie rozpada się na kawałki, doszedł do wniosku, że wewnątrz niej musi znajdować się wystarczająco dużo materii, żeby centralna siła grawitacyjna mogła powstrzymać gwiazdy przed ucieczką, tak jak Słońce trzyma przy sobie planety. Ale gdy przeprowadzono obliczenia, okazało się, że w galaktyce nie ma wystarczająco dużo masy. Rozbieżność ta nie była mała - galaktyka powinna być przynajmniej dwa razy bardziej masywna, niż suma mas wszystkich jej widocznych elementów. Gdzie się podziała brakująca masa?

Dodatkowo, w latach 1960 zmierzono radialny profil prędkości gwiazd na ich orbitach wokół jądra galaktyki jako funkcję odległości od tego centrum. Okazało się, że z reguły gdy tylko oddalimy się od środka galaktyki, wszystkie gwiazdy poruszają się z tą samą prędkością, niezależnie od odległości od centrum. Zwykle, tak jak się dzieje to w Układzie Słonecznym, im dalszy obiekt, tym wolniej się porusza.

Rys. 1. Typowa prędkość liniowa gwiazd jako funkcja odległości od centrum galaktyki.

Aby zwizualizować problem kosmologów, przypomnijmy trochę dynamiki Netwonowskiej:

  • Do zmiany wektora prędkości ciała - zarówno kierunku, jak i wartości - do masy ciała należy przyłożyć siłę. Otrzymane przyśpieszenie jest proporcjonalne od wartości siły, podzielonej przez masę obiektu - f = ma, gdzie f jest przyłożoną siłą, m jest masą ciała a a jego przyśpieszeniem. Zarówno f jak i a to wektory, zmiana prędkości zachodzi w kierunku wektora siły.
  • Kiedy olimpijski atleta, zaczynając ciskać młotem, okręca go wokół siebie po obwodzie koła, siła, jaką czuje na swoich ramionach, nosi nazwę siły dośrodkowej. Siła ta jest równa produktowi masy młota, m1, razy przyśpieszenie dośrodkowe (które w tym przypadku zmienia tylko kierunek, nie wartość, prędkości młota do środka, przez co utrzymuje się on na kursie wokół atlety). Przyspieszenie to jest równe kwadratowi prędkości liniowej młota, v, dzielonej przez promień koła. Zatem siła dośrodkowa potrzebna, by młot podążał na swojej kołowej trasie wokół atlety wynosi: f = m1 v2 / R.
  • Newtonowskie prawo grawitacji mówi, że siła pomiędzy dwoma masami jest równa stałej grawitacyjnej pomnożonej przez iloczyn mas oraz podzielonej przez kwadrat odległości pomiędzy nimi: f = G (m1 × m2) / R2.

Rozważmy przykład gwiazdy na obrzeżu galaktyki. Jej odległość od centrum galaktyki wynosi R. Jej masa to m1, a m2 to całkowita masa wszystkiego innego wewnątrz koła o promieniu R (ze środkiem w centrum galaktyki). Newtonowska dynamika mówi nam, że możemy obie te masy potraktować jako punktowe. Dla gwiazdy na ustalonej orbicie, niezbędna siła dośrodkowa, m1v2/ R, musi być równa sile grawitacyjnej, G (m1×m2) / R2. Połączenie tych dwóch równań daje nam wzór na masę galaktyki:

m2 = v2 R / G

To znaczy, że dla stałej względem R prędkości liniowej, jak na rys. 1, masa m2 musi rosnąć proporcjonalnie do odległości R. Ale gdy oddalamy się od centrum galaktyki, aż do kilku ostatnich gwiazd na obrzeżach, masa nie rośnie proporcjonalnie. Wydaje się więc, że nie ma szans na to, aby centralne gwiazdy poruszały się tak samo szybko jak te na obrzeżach. Astronomowie wywnioskowali więc, że albo części masy "brakuje" w zewnętrznych obszarach galaktyk, albo gwiazd tam krążących nie obejmuje prawo grawitacji Newtona.

W większej skali również pojawia się problem. W 1933 roku astronom Fritz Zwicky ogłosił, że zmierzył prędkości galaktyk spośród grupy zwanej gromadą Komy, i prędkości te okazały się tak duże, że gromada dawno powinna się rozpaść. Widoczna masa galaktyk tworzących gromadę jest zdecydowanie za mała, aby wytworzyć siłę trzymającą gromadę w kupie. Tak więc nie tylko nasza Droga Mleczna ma niedowagę, lecz również wszystkie galaktyki z gromady Komy.

MACHO, WIMP & MOND

Najpierw, kosmologowie postanowili pozostawić prawo Netwona w spokoju, i zapostulowali istnienie dodatkowej, niewidocznej materii. Najwyraźniej żadnemu nie przyszło do głowy, żeby cofnąć się i przemyśleć podstawowe założenie, że tylko grawitacja maczała w tym palce. Łatwiej było łatać teorię niewidzialnymi bytami (Pamiętacie niewidzialne gnomy w moim ogródku?). Cytując czasopismo "Astronomy" (Sierpień 2001, strona 26):

Co więcej, astronomowie podjęli się długiego zadania nazwania, zdefiniowania i skategoryzowania tego zoo, zwanego ciemną materią. Mamy Masywne, Kompaktowe Obiekty Halo (MACHO), rzeczy podobne do... czarnych dziur, oraz gwiazdy neutronowe, rzekomo zasiedlające zewnętrzne rejony Drogi Mlecznej. Mamy Słabo Oddziałujące Masywne Cząstki (WIMP), które zawierają masę, ale nie oddziałują ze zwykłą materią - barionami jak protony czy neutrony - ponieważ składają się z czegoś zupełnie innego i nieznanego. Ciemna materia posiada dwa smaki - gorący (HDM) i zimny (CDM)...

  1. Zimna ciemna materia − przypuszczalnie wystygłe gwiazdy, planety, brązowe karły ("nieudane gwiazdy") etc.
  2. Gorąca ciemna materia − postulowana jako szybko przemieszczające się cząstki podróżujące przez wszechświat - neutrina, tachiony etc.

Wszyscy ci astronomowie i fizycy odnoszą swoje teorie ciemnej materii, chociaż nigdy nie położyli na niej ręki. Ale gdzie jest ta cała ciemna materia? Prawda jest taka, ze szukamy jej ponad 30 lat, a wciąż nie ma definitywnego dowodu na to, że WIMP istnieją, a MACHO kiedykolwiek stanowiły 5% całych rezerw ciemnej materii.

Oczywiście druga możliwość, że gwiazdy te nie podlegają prawu Newtona, jest uważana za niemożliwą. Ale dziwaczny pomysł, ze 99% materii we wszechświecie jest niewidoczna, również nastręcza coraz większych problemów. Okazało się, że WIMP i MACHO znalazły się w kategorii cząstek znanych jako Fabrykowane Ad Hoc Wynalazki Ciągle Przywoływane w Celu Utrzymania Teorii Nie-do-utrzymania(FAIRIE DUST). Nawet taki dostojny autorytet, jak kosmolog Uniwersytetu w Princeton, Jim Peebles,cytowany był, jak mówił:

To zawstydzające, że dominująca we wszechświecie forma materii jest hipotetyczna...

Druga alternatywa, radykalna jako taka, została wybrana przez niektórych astrofizyków i nazwana MOdyfikacja Dynamiki Newtona (MOND). Paradygmat ten, polegający na zmianie Newtonowskiego prawa grawitacji- ponieważ nie wydawało się ono poprawne dla rozrzedzonych rejonów zewnętrznych naszej galaktyki - po raz pierwszy zaproponował w 1983 roku astrofizyk Mordehai Milgrom na Instytucie Nauki Weizman w Izraelu. Ostatnio słyszy się więcej o publikacjach astronoma Stacy McGaugh z Uniwersytetu Maryland. Sam Milgrom powiedział niedawno (Czy ciemna materia naprawdę istnieje? Scientific American, Sierpień 2002, strony 42-52): Jakkolwiek ludzie słusznie są sceptyczni wobec MOND, dopóki nie nadejdą definitywne dowody na korzyść ciemnej materii lub którejś z jej alternatyw, powinniśmy trzymać umysły otwarte. O jakich alternatywach mówił?

Niektórzy astrofizycy uchwycili się wiadomości, że neutrino, przemierzające kosmos, ma masę. To powinna być, mówią, brakująca materia. Ale owa brakująca masa nie jest brakująca równomiernie we wszechświecie - a jedynie w konkretnych, specyficznych miejscach (jak zewnętrzne rejony galaktyk). Neutrina są rozłożone równomiernie. Ostatnie wyjaśnienie również zawiodło.

Dylemat polegający na fakcie, że prawo grawitacji Newtona nie daje poprawnych rezultatów w większości przypadków rozważanych rotacji galaktyk, może być rozwiązany jedynie przez dopuszczenie, że prawo grawitacji nie nadaje się do opisywania takich rzeczy. Galaktyki nie trzymają się razem dzięki grawitacji. Są one formowane, sterowane i stabilizowane jako dynamiczny efekt elektromagnetyzmu.

Prawdziwe wyjaśnienie:

Dynamiczne siły elektromagnetyczne w kosmicznej plazmie

99% wszechświata złożone jest z cieniutkich chmur jonów i elektronów zwanych elektryczną plazmą. Plazma opisana jest przez prawa elektryki sformułowane przez Jamesa Clerka Maxwella i Oliviera Heasivida w późnych latach 1800.Dodatkowe prawo Hendrika Lorentza wyjaśnia tajemnicze prędkości gwiezdne opisane powyżej.

∂/∂t (mv) = q(E + v × B)

To prawo mówi nam, że kierunek ruchu cząstki naładowanej można zmienić zarówno polem elektrycznym, jak i magnetycznym. Weźmy za przykład proton. Siła elektrostatyczna pomiędzy dwoma protonami jest o 3 rzędów wielkości większa niż grawitacyjna, wynikająca z prawa Newtona. Nie oznacza to, że prawo Newtona jest błędne. Oznacza to po prostu, że głęboki kosmos przepełniony jest siłami dynamiki elektromagnetycznej Maxwella-Lorentza.

Proszę zauważyć, że w równaniu w poprzednim paragrafie,zmiana pędu cząstki naładowanej jest proporcjonalna do natężenia pola magnetycznego B, przez które cząstka się porusza. Siła pola magnetycznego, wytworzonego przez prąd elektryczny (np kosmicznych rozmiarów prąd Birkelanda), maleje odwrotnie proporcjonalnie do pierwszej potęgi odległości do prądu. Zarówno oddziaływania elektrostatyczne, jak i grawitacyjne, słabną odwrotnie proporcjonalnie do drugiej potęgi odległości. Różnica w rozkładzie przestrzennym sił elektromagnetycznych do grawitacyjnych może być głównym powodem niewytłumaczalnych profilów prędkości gwiazd w galaktykach.

Inżynier elektryk, Dr Anthony L. Peratt, używając równań Maxwella i Lorentza, wykazał, że naładowane cząstki, w takiej formie, w jakiej tworzą międzygalaktyczną plazmę, ewoluują pod wpływem sił elektromagnetycznych w kształty bardzo podobne do galaktyk. Rezultaty symulacji pasowały dokładnie do obserwowanych prędkości w galaktykach. Nie potrzeba żadnej brakującej materii - a Newton może pozostać spokojny w swoim grobie. Siła elektromagnetyczna jest wiele rzędów wielkości silniejsza od grawitacji i rozprowadza się szerzej w przestrzeni. Ale obecna astronomia odmawia zauważenia jakiejkolwiek innej siły, poza grawitacją. Ten błąd jest przyczyną ich mistyfikacji.

(...)

W roku 1986, laureat nagrody Nobla Hannes Alfvén, zapostulował zarówno model elektrycznych galaktyk, jak i model elektrycznego Słońca. Fizyk Wall Thornhill wykazał niedawno, że obwód Alfvéna to tak naprawdę przeskalowana w górę wersja sławnego silnika homopolarnego, który napędza wato-godzino-mierze w naszych domach. Proste zastosowanie siły Lorentza daje siłę rotacyjną. Wyjaśnia to nie tylko tajemnicze prędkości liniowe gwiazd w galaktykach, lecz (po przeskalowaniu w dół) obserwowaną szybszą rotację Słońca na równiku niż na większych szerokościach.

Jak na razie, astronomowie i kosmologowie nie wzięli poważnie pod uwagę jakiegokolwiek elektrycznego wyjaśnienia którejś z powyższych obserwacji. To zagadkowe, gdyż prawa rządzące elektryką znane są od dekad. Od dawna stosuje się je w rozwiązywaniu problemów z plazmą w laboratoriach na Ziemi oraz posłużyły do skonstruowania wielu użytecznych urządzeń, jak obróbka łukiem elektrycznym, akceleratory cząstek etc. Poprawne, proste rozwiązanie tajemnic rotacji galaktyk leży w dynamice elektromagnetycznej plazmy - nie w wynajdowaniu dziwacznych, wyobrażeniowych bytów jak WIMPy, MACHO czy psuciu całkowicie poprawnego prawa fizycznego, jak proponuje to MOND.

Konkluzje

Obecnymi dniami astronomowie i kosmologowie są zapędzeni w kosi róg przez bardzo bolesny dylemat. Jest on spowodowany faktem, że prawo grawitacji Newtona nie daje poprawnych rezultatów co do rotacji w przypadku większości galaktyk. Brakująca materia ma zbalansować równanie poprzez zwiększenie jednej ze zmiennych. Druga propozycja polega na zmianie równania jako takiego (jeśli przegrywasz grę, zmień zasady).

Ale ostatecznym rozwiązaniem jest po prostu przyjęcie do wiadomości, że prawo Newtona nie nadaje się do opisu takich przypadków. Za to prawa Maxwella - owszem! Dlaczego astronomowie uparli się szukać rozwiązań we wszelkich możliwych kierunkach, poza właściwym?

Następny

Strona główna

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/darkmatter.htm

Plazma - podstawowy stan materii

Definicje

Kiedy jeden lub więcej zewnętrznych (walencyjnych) elektronów zostanie oddzielonych od atomu, mówimy, że atom jest zjonizowany. Wykazuje wówczas dodatni ładunek elektryczny, i jest zwany jonem dodatnim. Z drugiej strony, jeśli dodatkowy elektron jest dodany do obojętnego elektrycznie atomu, zyskuje on ładunek ujemny, i jest nazywany jonem ujemnym. Siły elektryczne pomiędzy różnymi jonami są rzędy wielkości większe, niż siły mechaniczne, np wytwarzane grawitacją. Elektryczna plazma jest chmurą jonów i elektronów, które, na skutek wzbudzenia pod wpływem pól elektromagnetycznych, mogą zaświecić i zachowywać się w niezwykły sposób. Najbardziej znanymi przykładami elektrycznej plazmy są lampy neonowe, błyskawice czy spawarka. Ziemska jonosfera jest przykładem plazmy, która nie emituje widzialnego światła. Plazma wypełnia przestrzeń naszego Układu Słonecznego. Chmura cząstek tworzących wiatr słoneczny jest plazmą. Cała nasza Droga Mleczna składa się głównie z plazmy. W rzeczywistości, 99% Wszechświata jest plazmą!

Historia

Pod koniec XIX wieku, w Norwegii, fizyk Kristian Birkeland wyjaśnił, ze powodem, dla którego widzimy zorze polarne, jest ich plazmowa natura. Birkeland odkrył również zwinięte, korkociągowe ścieżki prądu elektrycznego w plazmie. Czasami są one widoczne, czasem nie - zależy to od gęstości prądu w plazmie. Dzisiaj, te strugi jonów i elektronów nazywane są prądami Birkelanda. Tajemnicze krasnoludki, elfy i niebieskie fontanny, związane z burzami elektrycznymi na Ziemi, są przykładami takich właśnie prądów w plazmie górnej atmosfery.

Na początku XX wieku, laureat nagrody Nobla, Irwing Langmuir, studiował elektryczną plazmę w swoim laboratorium w General Electric. Rozwinął on wiedzę na temat inicjowania prądów Birkelanda. W istocie to on pierwszy użył słowa plazma na określenie niemal biologicznego, samo organizującego się zjonizowanego gazu, w obecności prądów elektrycznych i pól magnetycznych.

Podstawowe właściwości

Tryby działania

Istnieją trzy różne stany funkcjonowania plazmy:

  • Tryb ciemnego prądu - natężenie prądu elektrycznego (przepływ naładowanych cząstek) wewnątrz plazmy jest niewielkie. Plazma nie świeci. Jest całkowicie niewidoczna. Nie wiemy o jej istnieniu, dopóki nie zmierzymy aktywności elektrycznej czułymi instrumentami. Obecnie przykładami plazmy operującej w ciemnym trybie są magnetosfery planet.
  • Tryb żarzenia - natężenie prądu elektrycznego jest znaczne. Plazma się jarzy. Jasność jarzenia zależy od intensywności prądu. Przykłady: lampa neonowa, mgławica emisyjna, korona słoneczna.
  • Tryb łuku - natężenie prądu jest bardzo wysokie. Plazma silnie promieniuje w całym widmie. Prąd ma tendencje do tworzenia skręconych włókien. Przykładami takiego trybu są spawarka, błyskawica i fotosfera słoneczna.

We wszystkich trzech trybach plazma emituje mierzalne promieniowanie elektromagnetyczne (szum radiowy). Przez cały czas gęstość prądu (ampery na metr kwadratowy) determinuje stan, w jakim znajduje się plazma. Atomowa struktura jonizowanego gazu również ma na to wpływ.

Warstwy podwójne

Jedną z najbardziej istotnych właściwości plazmy jest jej zdolność do samo organizacji - czyli elektrycznego izolowania się jednej części od pozostałych. Warstwa izolacyjna nazywana jest warstwą podwójną (DL). Gdy studiuje się plazmę w laboratorium, jest ona z reguły zamknięta w cylindrycznej szklanej tubie. Na obu końcach tuby znajdują się elektrody. Jedna elektroda (zwana anodą) posiada większy woltaż niż druga (katoda). Przy takim ustawieniu następuje jonizacja i zaczyna płynąć prąd. Jony dodatnie (atomy pozbawione części elektronów) oddalają się od anody, a jony ujemne (atomy z dodatkowymi elektronami) będą się do niej przybliżać. Matematyczna suma tych dwóch przeciwnie skierowanych przepływów jest całkowitym prądem płynącym w plazmie.

Jeżeli różnica potencjałów pomiędzy elektrodami jest wystarczająco duża, gdzieś pomiędzy nimi uformuje się warstwa podwójna. Skupi się na niej niemal cały spadek napięcia, przyłożony pomiędzy elektrody. Plazma po stronie anody DL będzie miała w przybliżeniu taki sam woltaż, jak anoda, zaś plazma po drugiej stronie - jak katoda. Obie części plazmy będą od siebie odizolowane przez DL. Cząstki po jednej stronie DL nie odczuwają pola elektrycznego, ze względu na równoważący ładunek po drugiej. Niemniej całkowity prąd elektryczny, jest wszędzie taki sam (po obu stronach DL). Plazma jest doskonałym przewodnikiem, a co za tym idzie, nie ma na niej znaczącego spadku napięcia podczas przewodzenia prądu - stąd potrzeba warstwy podwójnej, która bierze na siebie większość spadku napięcia. Innymi słowy, DL znajduje się tam, gdzie jest w plazmie najsilniejsze pole elektryczne.

Jeśli włoży się do plazmy ciało obce, utworzy się wokół niego warstwa podwójna, izolująca go od reszty plazmy. Efekt ten stwarza problemy z wykrywaniem napięcia w plazmie przez sondy, w celu zmierzenia potencjału w danym miejscu. Jest to dobrze znana właściwość plazmy. W laboratorium rozwinięto wiele metod, aby to ominąć.

W kosmosie niemożliwym jest wysłać próbnik, aby zmierzyć woltaż słonecznej plazmy w jakimś miejscu. Woltaż jest wielkością względną (jak prędkość), musi być mierzony względem czegoś. Próbnik zacząłby, mając woltaż równy powierzchni Ziemi. W miarę przedzierania się przez plazmę słoneczną, będzie gromadził ładunek i przejmował jej woltaż. Aczkolwiek w kosmosie można zmierzyć natężenie pola elektrycznego.

Skurcz Z

Prąd elektryczny, przechodzący przez plazmę, przyjmuje skręconą formę, odkrytą przez Birkelanda. Prądy Birkelanda najczęściej pojawiają się w parach. Pary te mają tendencję do ściskania pomiędzy sobą dowolnego materiału (zjonizowanego i nie tylko) w plazmie. Nazywa się to skurczem Z. Zdolność prądu Birkelanda do gromadzenia i kompresowania nawet nie zjonizowanego materiału nazywa się konwekcją Marklunda.

Hannes Alfvén i wmrożone pole magnetyczne

Przez lata zakłądano, że plazma jest doskonałym przewodnikiem, do tego stopnia, że każde pole magnetyczne w niej powstałe będzie w nią wmrożone.

Techniczne wyjaśnienie jest następujące: jedno z równań Maxwella wskazuje, że pole E jest równe -dB/dt. A zatem, jeśli pole elektryczne w regionie jest serowe, to pole magnetyczne musi być tam niezmienne względem czasu (jest stałe). Jeśli więc każda plazma jest doskonałym przewodnikiem (czyli nie może posiadać pola elektrycznego - a więc różnicy potencjałów), wówczas każde pole magnetyczne wewnątrz niej musi być zamrożone - czyli nie może się w żaden sposób zmieniać.

Obecnie wiemy, że między różnymi punktami w plazmie mogą być niewielkie różnice potencjału. Inżynier plazmowy Hannes Alfvén wskazał na ten fakt podczas swojego przemówienia po otrzymaniu nagrody Nobla z fizyki w 1970. Przewodniość elektryczna każdego materiału, z plazmą włącznie, zdeterminowana jest przez dwa czynniki: gęstość dostępnych nośników (jonów) w materiale, oraz ich ruchliwość. W plazmie, ruchliwość nośników jest ogromna. Jony i elektrony mogą się poruszać w przestrzeni bardzo swobodnie. Ale ich koncentracja (ilość na jednostkę objętości) może w ogóle nie być duża, jeśli plazma jest pod niskim ciśnieniem. Tak więc, chociaż plazma jest bardzo dobrym przewodnikiem, nie jest doskonałym przewodnikiem. Mogą w niej występować słabe pola elektryczne. A zatem pola magnetyczne nie mogą być w nią wmrożone.

Prądy w plazmie na skalę kosmiczną

Ponieważ plazma jest dobrym (ale nie doskonałym) przewodnikiem, jest odpowiednikiem kabli przesyłających prąd. Jest dobrze znane, że jeśli jakiś przewodnik przecina pole magnetyczne, zaczyna w nim płynąć prąd. Na tej zasadzie działają prądnice i alternatory. A zatem, jeżeli dojdzie do względnego ruchu plazmy, powiedzmy w ramieniu galaktyki, i pola magnetycznego w tym samym miejscu, w plazmie popłynie prąd Birkelanda. Prąd ten wytworzy z kolei własne pole magnetyczne.

Zjawiska plazmowe są skalowalne. Oznacza to, że jej elektryczne i fizyczne właściwości pozostają takie same, niezależnie od jej rozmiaru. Oczywiście, zjawiska dynamiczne zachodzą znacznie szybciej w małym laboratorium niż w np galaktyce. Są one jednak identyczne, gdyż wynikają z tych samych praw fizyki. Mamy więc odpowiedni sposób do symulowania kosmicznej plazmy w laboratorium - i generowania efektów dokładnie takich, jak w przestrzeni kosmicznej. W rzeczywistości, prądy elektryczne w plazmie powodują większość zjawisk obserwowanych astronomicznie, które są niemożliwe od wyjaśnienia tylko przy pomocy grawitacji oraz magnetyzmu.

Dlaczego astrofizycy ignorują zjawiska elektryczne?

Skoro położono tak mocny fundament pod pracę nad elektrycznymi własnościami Wszechświata, dlaczego główny nurt astrofizyki wciąż ignoruje to pole badań, zamiast tego łatając swoje upadające, grawitocentryczne modele coraz większą ilością teoretycznych fikcji? Dlaczego konwencjonalni astronomowie i kosmologowie systematycznie wyłączają pola elektryczne oraz prądy nie tylko ze swoich rozważań, ale i ze swoich programów? Dlaczego świadomie ignorują fakt, że wiele niewyjaśnionych zjawisk da się łatwo wyjaśnić poprzez rozpoznanie istnienia pól i prądów elektrycznych w plazmie słonecznej i galaktycznej?

Odpowiedź brzmi:

Magnetyzm był znany od średniowiecza. Nawet już wcześniej wiedziano, że kawałek żelaza może oddziaływać z innym - na odległość.

Ale wcześni astronomowie (jak ich współcześni kuzyni) nie byli uprzedzeni o istnieniu zjawisk elektrycznych. Johannes Kepler (1571-1630) wyjaśnił już matematycznie kształt orbit planet, gdy Izaak Newton opublikował swój traktat o grawitacji w 1687. Gdy to nastąpiło, nic więcej nie było potrzebne do wyjaśnienia i przewidywania ruchów planet - do dzisiaj. Wszystko było rozwiązane.

Było to oczywiście na długo przed Benjaminem Franklinem (1706-1790) i jego puszczaniem latawca w czasie burzy, oraz zanim James Clerk Maxwell (1831-1879) wyprowadził swoje równania, łączące pola magnetyczne z elektrycznymi. ale pola elektryczne są trudne do zmierzenia. A astronomowie nie wiedzieli, że będą one im potrzebne. Zatem nigdy ich nie włączali do zaakceptowanego modelu, jak działa Układ Słoneczny czy kosmos.

Oto dlaczego, do dzisiaj, większość astrofizyków nigdy nie zaliczyło kursu elektrodynamiki czy dynamiki i wyładowań plazmy. Próbują opisać dynamikę plazmy przy pomocy równań stosowalnych tylko do dynamiki płynów i efektów magnetycznych. To jest to, co Alfvén nazwał magneto-hydrodynamiką. nie zdają sobie sprawy, że magneto oznacza również elektro. A to z kolei wyjaśnia, dlaczego ślepi astronomowie mówią o wietrze słonecznym, skręconym warkoczu czy falach uderzeniowych, zamiast o prądzie elektrycznym w plazmie, polach elektrycznych, skurczach Z i warstwach podwójnych. Wyjaśnia to również, dlaczego twierdzą oni, że linie pola magnetycznego mogą się gromadzić, łączyć i rekombinować. Są po prostu niedouczeni, a więc i w zrozumiały sposób zamistyfikowani, tą dziedziną nauki inżynieryjnej.

Następny

Strona główna

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/electricplasma.htm

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Model konceptualny przestrzeni międzygwiezdnej

Współcześni astronomowie twierdzą, że jedynymi siłami formować i kierować galaktykami tworzącymi Wszechświat, są pola grawitacyjne oraz magnetyczne. Aby osądzić, czy istnieje jakakolwiek alternatywa, musimy umieć sobie zwizualizować względne rozmiary gwiazd i odległości pomiędzy nimi.

W tym celu musimy przeskalować model tak, żeby móc się do niego odnieść. Jest to bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, aby uświadomić sobie, jak coś jest od nas odległe, gdy odległość ta wynosi, powiedzmy, 14 lat świetlnych. Wiemy, że to duża odległość − ale jak duża?

Model Burnhama

W swoim podręczniku, Robert Burnham Jr zaprezentował model oferujący nam sposób intuicyjnego poczucia tych ogromnych odległości. Odległość z ziemi do Słońca jest nazwana Jednostką Astronomiczną (AU), wynosi ona około 93 miliony mil. Model opiera się na zbieżności, że liczba cali w mili statutowej jest podobna, jak liczba jednostek astronomicznych w roku świetlnym. A zatem, w modelu owym rysujemy orbitę Ziemi jako koło o średnicy dwóch cali. Wyznacza to skalę modelu. Jeden rok świetlny jest w nim jedną milą.

Słońce ma około 880 000 mil średnicy. W naszym modelu jest to 880 000 / 93 000 000 = 0,009 cala (około 1/100). Aby zaznaczyć je w centrum orbity Ziemi, potrzebny jest dobrze naostrzony ołówek.

W modelu tym, Pluton jest niewidoczną kropką około trzy i pół stopy od Słońca. Wszystkie pozostałe planety krążą po niemal kołowych orbitach wewnątrz tego 3,5 stopowego okręgu. Jeśli mieć dostatecznie długie ręce, można po ich rozłożeniu objąć orbitę tej zewnętrznej planety. Jest to modelowy rozmiar naszego Układu Słonecznego. Możemy go trzymać w rozłożonych ramionach.

Sfera plazmy, zawierająca Słońce, planety, księżyce i komety, zwana heliosferą, ma około 20 stóp średnicy − ze środkiem w miejscu Słońca.

Najbliższa gwiazda znajduje się w odległości przeszło 4 lat świetlnych. W naszym modelu, rok świetlny jest przeskalowany do jednej mili. Zatem najbliższa gwiazda jest w nim odległa o cztery i pół mili od Słońca. Zatem mamy dwa ziarnka o średnicy 1/100 cala, oddalone o ponad cztery mile. A to jest średnio zagęszczone ramię naszej galaktyki!

Cytując Burnhama, Wszystkie gwiazdy są, w uśrednieniu, tak daleko od siebie, jak najbliższa nam od nas. Wyobraźmy więc sobie setki miliardów gwiazd rozsiane po kosmosie, każda będąca kolejnym Słońcem, oddalonych od siebie o kilka lat świetlnych (kilka mil) od najbliższego sąsiada. Pojmijmy, jeśli potrafimy, ogromną izolację każdej gwiazdy w kosmosie, ponieważ każda gwiazda jest w postaci 1/100 calowego ziarnka pyłu, oddalonego od najbliższego sąsiada o mile.

Oglądając zdjęcie galaktyki lub gromady gwiazd, musimy pamiętać, że gwiazdy budujące te obiekty nie są tak blisko siebie, jak się wydaje. Jasna gwiazda rozlewa się na kliszy fotograficznej lub matrycy CCD. Zapamiętaj dwa ziarnka pyłu, oddalone o mile.

Nawet w naszym modelu, zbiór gwiazd tworzących Drogę Mleczną posiada sto tysięcy mil średnicy. Otoczony jest setkami tysięcy mil pustej przestrzeni, zanim trafimy na kolejną galaktykę. A w większej skali odkrywamy, że istnieją grupy galaktyk. W tak gigantycznych skalach nawet nasz model zawodzi w oddaniu nam intuicyjnego poczucia ogromu tych odległości.

Ponieważ gwiazdy są tak małe w porównaniu z odległościami je dzielącymi, ich wzajemne oddziaływania grawitacyjne są niezmiernie małe. Aczkolwiek, jest dzisiaj dobrze wiadome, że cała objętość naszej galaktyki jest wypełniona plazmą - dużą, rozproszoną chmura zjonizowanych cząstek. Owe naładowane elektrycznie cząstki nie są zbyt odległe od siebie. Silnie reagują na siły elektromagnetyczne Maxwella/Lorentza (1036 silniej niż grawitacja). Okazuje się jasne, że galaktyki nie są trzymane razem grawitacją, lecz raczej przez dynamiczne siły elektromagnetyczne.

Soczewkowanie grawitacyjne.

Jako przykład wglądu oferowanego przez model Burnhama, rozważmy często głoszone zjawisko, zwane soczewkowaniem grawitacyjnym. Jeżeli jakiś daleki obiekt leży dokładnie w jednej linii z Ziemią i jakąś dużą masę pomiędzy, Teoria Względności einsteina przewiduje, że światło dalszego obiektu zostanie zakrzywione - dając zwielokrotniony obraz odległego obiektu, gdy obserwuje się go z Ziemi. Soczewkowanie grawitacyjne jest obecnie standardowym wytłumaczeniem, służącym do zdyskredytowania każdej obserwacji pary kwazarów umiejscowionej blisko rodzicielskiej galaktyki. Mówi się nam, że każde zdjęcie tego typu to złudzenie wywołane soczewkowaniem grawitacyjnym. Gdy tylko wytłumaczenie to zostało przyjęte przez łatwowierną publikę, oczyściło to drogę do jego ciągłego używania, nie ważne, jak bardzo nieadekwatnego.

Poniżej znajduje się zdjęcie, przedstawiające krzyż Einsteina. NASA twierdzi, że te cztery pół-gwiazdowe obiekty (QSO) otaczajce centralny, jasny rdzeń galaktyki, to tylko miraż. Powodem rozumowania, że obiekty te są w głębokim tle, jest posiadane prze nie duże przesunięcie u czerwieni, w porównaniu z centralną galaktyką.

Analiza widmowa obszaru pomiędzy kwazarami wykazuje, że są one połączone z galaktyką strugami wodoru (plazmy). Ta plazma posiada takie samo ogromne przesunięcie ku czerwieni, co kwazary. Zatem to, co tutaj widzimy, to cztery świeżo utworzone kwazary, umiejscowione symetrycznie wokół aktywnego jądra galaktyki spiralnej z poprzeczką. To nie miraż. Nie potrzeba żadnej relatywistycznej magii aby wytłumaczyć to, co mamy przed oczami.

Najważniejszy jest fakt, że jeśli galaktyka zakrzywiałaby grawitacyjnie obraz kwazara w tle, jej masa musiałaby się zachowywać tak, jakby była skoncentrowana w centrum. Z problemów związanych z krzywą rotacji galaktyk wiemy, że tak się nie dzieje.

Ale to, co jest ignorowane przez astrofizykę, to statystyczne nieprawdopodobieństwo takiego ustawienia, mające miejsce wielokrotnie.

Na przykład, astronomowie ogłosili niedawno, że poszukują sytuacji soczewkowania grawitacyjnego w gęsto upakowanej gromadzie gwiazd, M 22. Aby taki efekt był widoczny z Ziemi, dwie gwiazdy z gromady i Ziemia muszą się ustawić w jednej linii - wszystkie trzy. Policzmy prawdopodobieństwo takiego zdarzenia dla każdej pary gwiazd w M 22.

M 22 zawiera około 500 000 gwiazd, i ma w przybliżeniu 50 lat świetlnych średnicy. A zatem, gwiazdy w jej centrum są oddalone od siebie o około 0,5 roku świetlnego (pół mili wg modelu Burnhama). Zakładając, że gwiazdy są tego samego rzędu wielkości, co Słońce, średniej wielkości gwiazda o 880 000 mil średnicy (1/100 cala w modelu). Połóżmy taką gwiazdę na środku ściany sześcianu o boku pół roku świetlnego. Załóżmy, że Ziemia jest nieskończenie daleko, wzdłuż linii przechodzącej przez środek gwiazdy, prostopadle do ściany.

Najpierw zadajmy sobie pytanie, jakie jest prawdopodobieństwo p, że kolejna gwiazda leży dokładnie na przedłużeniu linii, na środku przeciwstawnej ściany? biorąc pod uwagę średnią średnicę gwiazdy, istnieje około 1013 nie nakładających się pozycji gwiazd na przeciwległej ścianie. Zatem odpowiedzią jest: jeden do 1013, czyli p = 10-13.

Należy pamiętać, że centrum gromady jest na 50 lat świetlnych (100 takich sześcianów) głębokie. Prawdopodobieństwo, nie nie uzyskamy trafienia w żadnym z następnych sześcianów wynosi (1 − p)100. Pierwsze dwa wyrazy tego wyrażenia wynoszą 1 - 100p. Zatem, w przybliżeniu, prawdopodobieństwo, że zyskamy trafienie, wynosi mniej więcej pierwsze prawdopodobieństwo, pomnożone przez sto: 100p = 10-11.

Ale istnieje jeszcze 100x100 = 104 innych linii sześcianów, wzdłuż których można patrzeć na M 22. Musimy zatem pomnożyć wynik przez 104. Daje to całkowite prawdopodobieństwo równe 10-7, co jest jednym do dziesięciu milionów. Odpowiedź jest, oczywiście, przybliżona. Ale pokazuje bezsensowność poszukiwania soczewkowania grawitacyjnego w M 22.

Oznacza to, że jeśli astronomowie zobaczą coś tajemniczego w M 22, nie mogą, bez żadnego dodatkowego podparcia, wskazać soczewkowania grawitacyjnego jako przyczyny. A jeśli tak się ma sprawa w stosunkowo gęstej gromadzie, to co powiedzieć o galaktykach, i ponoć znacznie odleglejszych kwazarach - jak np Krzyż Einsteina?

Następny

Strona główna

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/localspace.htm

Wprowadzenie do Elektrycznego Kosmosu

Co jest nie tak z akceptowaną dzisiaj astrofizyką?

Jest nienaukowa. W dzisiejszym świecie wielu ludzi nazywa siebie naukowcami. Tylko ci, którzy uważnie podążają za metodą naukową, zasługują na to miano. Współcześni astrofizycy oblewają ten test na wiele sposobów.

Empiryczna metoda naukowa.

Nauka różni się od sztuki, poezji, muzyki i tym podobnych czymś, zwanym metodą naukową. Nie oznacza to, żeinspiracja czy muza nie występuje w nauce. Niej est ona jednak jej wyznacznikiem. W procesie, zwanym metodą naukową, prawdziwy naukowiec będzie:

  • Obserwować naturę - uważnie przypatrywać się temu, co widzi.
  • Szukać wzorców w obserwowanych danych - wstawiać liczby w te dane - wstawiać równania w liczby.
  • Uogólniać te równania w opis słowny procesu - jest to hipoteza.
  • Przeprowadzać eksperymenty i/lub zgromadzać niezależne dane, aby zobaczyć, jak dobrze hipoteza przewiduje przyszłe obserwacje i rezultaty. Nazywa się to zamykaniem pętli hipotezy.
  • Odrzucić lub poprawić hipotezę, jeżeli eksperymenty pokażą jej porażkę lub sukces w przewidywaniu wyników.
  • Tylko, gdy z sukcesem potwierdzi się przewidywania szeregu eksperymentów, hipotezę można nazwać teorią.

Gdy dwie teorie przewidują podobne lub takie same wyniki, prostsza z nich jest przypuszczalnie tą właściwą. Nazywa się to brzytwą Occama.

Teoria nigdy nie może być udowodniona jako prawdziwa. Prawdziwość danych może być spowodowana innymi mechanizmami. Ale teorię można sfalsyfikować, jeśli zawiezie ona w przewidywaniu wyników dodatkowych eksperymentów. Teoria taka nazywa się sfalsyfikowaną.

Opisana powyżej metoda naukowa zwana jest też metoda empiryczną.

Metoda dedukcyjna

Alternatywą dla metody empirycznej jest dedukcja teorii z założonych uogólnień na temat wszechświata. Jest to zwane metodą dedukcyjną. W procesie tym wychodzimy od prawa natury lub w oczywisty sposób poprawnej generalizacji o tym, jak coś działa, i dedukujemy (wyprowadzamy) szczegółowe konsekwencje. Hipoteza otrzymana tą metodą zyskuje status teorii, jeżeli zaakceptuje ją wystarczająco dużo ekspertów. Zatem w tym przypadku o poprawności teorii decyduje głosowanie. Gdy zostanie zaakceptowana, nie jest łatwo ją odrzucić, nawet w świetle konfliktujących z nią dowodów. Często jest za to modyfikowana, ciągle i ciągle, a nowe dane są, niestety, wybierane selektywnie, aby ją wesprzeć.

Selekcja i publikowanie tylko danych wspierających określoną teorię dokonywane jest przez system wzajemnej oceny. Kiedy eksperci, którzy zaakceptowali jakąś teorię, kontrolują zarówno finansowanie przyszłych badań, jak i publikowanie, istnieje niewielka szansa na rozwinięcie się innego punktu widzenia.

Pseudonauka

Niektóre hipotezy, prezentowane przez dostojnych, dobrze okrzepłych w środowisku ekspertów, zyskują zaufanie bez zadawania pytań, czy powstała ona zgodnie z metodą naukową. W większości przypadków nie jest trudno to sprawdzić, czy metoda naukowa została zastosowana prawidłowo. Rozważmy na przykład hipotezę: W moim ogródku są gnomy, które stają się niewidzialne, kiedy na nie spojrzeć. Oczywiście nie sposób przeprowadzić żadnego potwierdzającego to eksperymentu. Jest to sygnał, że teoria pochodzi ze źródła pseudo-naukowego. Prawidłowe teorie powinny być falsyfikowalne.

Problemem współczesnych astronomów jest niemożliwość eksperymentów.

Ponieważ gwiazdy znajdują się lata świetlne od nas, nie możemy przeprowadzić na nich eksperymentów. Jeszcze niedawno nawet planety były poza naszym zasięgiem. Zatem kosmologia nigdy nie zakończyła metody naukowej. Nie możemy zamknąć pętli w kosmologii. Ale jeżeli nie możemy przetestować naszej hipotezy, jak możemy ją odrzucić albo zmodyfikować? Odpowiedzią jest, oczywiście, że astrofizycy, bardziej niż badacze innych gałęzi nauki, muszą uważnie sprawdzać swoje hipotezy w świetle każdych nowych danych. Autor tej strony twierdzi, że oni tego nie robią.

Einstein był czystym teoretykiem - nigdy nawet nie przeszedł obok laboratorium fizycznego. Przeprowadzał jedynie eksperymenty myślowe - w celu powstania swojej Ogólnej teorii względności (OTW). Jest to perfekcyjny przykład metody dedukcyjnej w działaniu. Jej używanie jest czasami niebezpieczne w przestrzeni kosmologii, w której ciężko sfalsyfikować teorię. Obecnie, gdy OTW jest zaakceptowana przez społeczność astrofizyków, każde nowe dane (jak fotografia obiektu astronomicznego, zwanego krzyżem Einsteina) omawiane są tylko w kontekście tej skomplikowanej teorii.

Obrazy czterech małych obiektów w Krzyżu Einsteina, obserwowanych tylko z tego punktu widzenia, uznaje się za potwierdzenie OTW. Aczkolwiek mogą one być równie dobrze zinterpretowane jako dowód na znacznie prostszą teorię kosmologiczną.

Dowody przeczące zaakceptowanej teorii Wielkiego Wybuchu, jak połączenia między obiektami o znacznej różnicy w przesunięciu widma, są pomijane jako złudzenia.

Fałszywe założenia astrofizyki.

Większość z dzisiejszej astronomii i kosmologii to zbiór dedukcji, opartych niebezpiecznie na dwóch fałszywych założeniach:

  1. Pola elektryczne, prądy i wyładowania plazmowe nie są istotne w kosmosie. Liczą się tylko siły grawitacyjne i magnetyczne.
  2. Jeżeli światło obiektu wykazuje przesunięcie widma ku czerwieni, oznacza to, że obiekt ten musi się od nas oddalać. Jego odległość jest dokładnie proporcjonalna do prędkości oddalania się.

Obydwa założenia są demonstracyjnie błędne. Przeczą im obecne obserwacje nieba. Obserwacje te mówią nam, że:

  1. Wszechświat jest z natury wysoce elektryczny.
  2. Przesunięcie ku czerwieni jest raczej miarą wieku obiektu, niż jego prędkości.

Ciągłe odrzucanie przez astrofizyków potrzeby ponownego rozpatrzenia ich hipotez w świetle tych nowych obserwacji jest głównym tematem niniejszych stron.

Niewidzialne byty wynalezione do łatania zawodzących teorii.

Z owych błędnych założeń wyrosły teorie, dające początek przekomplikowanym modelom, które wprowadziły takie pojęcia, jak: zakrzywiona przestrzeń, gwiazdy neutronowe, WIMPy (a obecnie WIMPZILLAS), MACHO, szereg różnych rodzajów czarnych dziur, nadświetlne wytryski, ciemna energia oraz linie pola magnetycznego, które się piętrzą, łączą i ulegają rekoneksji. Wszystkie te wynalazki są bajkami podawanymi sobie przez astrofizyków w desperackich próbach uratowania w obliczu przeczących im obserwacji. Żadnej z tych rzeczy nie zaobserwowano ani nie sfotografowano. Wiele z nich jest demonstracyjnie niemożliwych. Jednak ich istnienie wciąż jest przywoływane aby wyjaśnić obserwacje i pomiary przeczące uświęconym teoriom współczesnej astronomii, bez odwoływania się do zasad elektryczności.

Ciągle słyszymy takie twierdzenia, jak w centrum tej galaktyki musi się znajdować czarna dziura. (w przeciwnym razie nie umiemy wytłumaczyć wychodzącej energii); W tej galaktyce musi się znajdować ciemna materia. (bo inaczej nie wiemy, w jaki sposób może się ona obracać); 99% wszechświata składa się z ciemnej energii. (bo inaczej Wielki Wybuch będzie sfalsyfikowany); Pulsary muszą się składać z dziwnej materii. (w przeciwnym razie trzeba szukać elektrycznego wyjaśnienia). Każe się nam również wierzyć, że dwa obiekty (jak galaktyka NGC 4319 i obiekt Markarian 205) nie są w żaden sposób połączone, nawet, jeśli mamy fotografie takiego połączenia. Zatem, każe się nam nie wierzyć w rzeczy, które możemy zobaczyć, ale za to powinniśmy wierzyć w istnienie magicznych bytów wymaganych przez ich teorie - nawet, jeśli nie jesteśmy w stanie ich zobaczyć ani zmierzyć.

Astrofizycy oczerniają wyrzutków - a potem po cichu przyjmują ich pomysły.

W przeszłości było wiele przypadków, kiedy astronomia głównego nurtu długo odrzucała jakieś poglądy, które w końcu zostawały zaakceptowane. Nie ma z reguły publicznego pohańbienia ze strony grupy dla kogoś, kto szedł złą drogą. kiedy, po dostatecznym oczernieniu, prawdziwość nowej idei staje się oczywista, mija kilka lat, i wówczas słyszymy Cóż, wszyscy od dawna wiemy, że to zawsze było prawdą.. Przykładem tego jest odkrycie fal plazmowych przez Hannesa Alfvéna. Ta stosunkowo niedawno odkryta właściwość plazmy jest obecnie błędni używana przez astrofizyków do wyjaśniania wszelkich enigmatycznych (dla nich, oczywiście) zjawisk, takich, jak inwersja temperatury dolnej korony słonecznej.

Przyszłość.

W najbliższych latach najpewniej usłyszymy: Cóż, każdy od dawna wie, że kwazary nie są ogromnie odległe, a przesunięcie ku czerwieni jest raczej kwestią wieku niż odległości. Nikt nie mówił, że na pewno był Wielki Wybuch. Była to po prostu kolejna fałszywa teoria. Każdy od dawna wie, że prąd elektryczny, płynący przez plazmę, produkuje wiele tajemniczych zjawisk, obserwowanych w kosmosie i na Słońcu.. I nie będziemy słyszeć o MACHO, WIMPach, neutronium, ciemnej energii łamliwych liniach magnetycznych z ust żadnego poważnego naukowca.

Czas pokaże.

Czy założyciele Teorii Wszechświata Plazmowego/Elektrycznego będą wymienieni jako prekursorzy?

Albo, czy ludzie po cichu zaadoptują te idee bez podawania ich źródeł, określając je jako dobrze znane?

Ta strona.

Na kolejnych stronach omawia się ludzi, obserwacje i idee, które rzucają wyzwanie fałszywym założeniom, których nauka głównego nurtu nie chce krytycznie przejrzeć. kiedy je przeczytasz, pamiętaj, że każde jedno z tych wyzwań wystarczy, aby zburzyć pseudonaukowy pokaz magii, jakim jest obecna astrofizyka - jak domek z kart.

Następny

Strona główna

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/introduction.htm

Elektryczne niebo

Elektryczne Niebo

Donald E. Scott, doktor, inżynier elektryk.

Pulsar M1 - obraz rentgenowski, wykonany przez obserwatorium Chandra.

W astrofizyce i kosmologii zaczyna się właśnie rewolucja, porównywalna z kopernikańską i galileuszową. Jest ona oparta na rosnącej świadomości, że kosmos jest z natury wysoce elektryczny. Staje się jasne, że 99% wszechświata nie jest zbudowane z niewidzialnej materii, lecz raczej z materii w stanie plazmy. Siły elektrodynamiczne w plazmie elektrycznej są znacznie silniejsze, niż grawitacja.

Astrofizycy głównego nurtu są ciągle zaskakiwani nowymi danymi, powracającymi z sond kosmicznych i orbitalnych teleskopów. Jest to wskazówka, że coś jest nie tak. Nowe informacje zawsze odsyłają astrofizyków z powrotem do stołów kreślarskich. W tym kontekście, ciekawym jest, że są oni tak pewni swoich modeli. Modele te wydają się potrzebować poważnego łatania za każdym razem, gdy wysyłana jest nowa sonda.

Astronomowie i astrofizycy nie studiują w szkołach eksperymentów z dynamiką plazmy. Rzadko biorą jakikolwiek kurs z teorii elektrodynamicznych, oraz próbują wyjaśnić każde odkrycie przy pomocy grawitacji, magnetyzmu i dynamiki płynów, gdyż jest to wszystko, co znają. Nic dziwnego, że nie potrafią zrozumieć, że 99% kosmicznych zjawisk jest skutkiem dynamiki plazmy, a nie samej grawitacji.

Gdy poprzez obserwacje zostaną skonfrontowani z wątpliwościami co do ich teorii, astrofizycy przywołują pseudonaukowe niewidzialne byty, jak gwiazdy neutronowe, słabo oddziałujące masywne cząstki, dziwne energie i czarne dziury. Gdy skonfrontuje się ich z twardymi dowodami, jak na przykład fotografie Haltona Arpa, przeczące teorii Wielkiego Wybuchu, ich odpowiedzią jest odmówienie mu dostępu do jakiegokolwiek dużego teleskopu w U.S.

Zamiast tracić czas na bezcelową walkę w przekonywanie naukowców głównego nurtu do porządnego zajęcia się ideami Plazmowego/Elektrycznego Wszechświata, rosnące grono naukowców i inżynierów plazmowych po prostu ich omija. Nowy, elektryczny, oparty na plazmie paradygmat, który nie powoduje, że nowe odkrycia są enigmatyczne i zagadkowe, lecz raczej spodziewane i spójne z elektrycznym punktem widzenia, powoli, lecz stale zastępuje stary, w którym mechanizm elektryczny jest ignorowany.

Ta strona internetowa dedykowana jest wyjaśnieniu podstaw nadchodzącego przełomu w nauce. Kolumna po lewej stronie zawiera odnośniki do opisu zawartości poszczególnych rozdziałów książki Elektryczne Niebo. Strony te są pomyślane o czytaniu ich zgodnie z porządkiem, począwszy od Wprowadzenia. Jeśli tak zrobisz, informacje potrzebne do zrozumienia danej strony znajdują się w poprzednich. Aczkolwiek każdy z poniższych tematów jest omawiany osobno, dla każdego, kto chce po prostu wejść i zobaczyć. Wejdź na stronę, klikając Wprowadzenie po lewej stronie.

Kolumna po prawej stronie zawiera linki do publikacji i komentarzy Dr Scotta i innych. Pośrodku poniżej znajdują się odnośniki do kilku wideo na temat.

(...)

Tłumaczenie w toku

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/indexOLD.htm

Misja Rozetta - przewidywania

ESA/Rosetta/NAVCAM. Źródło: Wikipedia.

Od Davida Talbotta i Walla Thornhilla: Po 10-letniej podróży, pojazd Rosetta osiągnął kometę 67P/Churyumov-Gerasimenko. Wygląda na to, że misja stanie się dla nas żyłą złota.

Jak dotąd, potwierdzone już zostało jedno przewidywanie elektrycznego modelu komet: spektakularna, poszarpana maszyną iskrową powierzchnia − odwrotność tego, czego należałoby się spodziewać po modelu sublimującego lodu, oraz przecząca wszystkim sporządzonym dotąd wizjom artystycznym.

Jak będzie wiedziało większość naszych czytelników, podwójna budowa jądra komety, podobnie jak w przypadku wielu innych komet i asteroid, niej est zaskoczeniem dla teoretyków elektryczności. Z drugiej strony, standardowa teoria musi powoływać się na astronomiczne nieprawdopodobieństwa (jak zlepienie dwóch małych i oddzielnych ciał w kosmosie) aby wytłumaczyć te liczne morfologie. Jeśli takie nieprawdopodobieństwa są powszechne w scenariuszu grawitacyjnym, to czemu nie miałyby istnieć potrójne lub poczwórne ciała?

Chociaż żaden z teoretyków elektryczności nie neguje możliwości, że pewna ilość okruchów brudnego lodu orbituje wokół Słońca, żaden z nich nie spodziewa się substancjalnego lodu wodnego na lub pod powierzchnią 67P/Churyumov-Gerasimenko. Bardziej możliwe jest odnalezienie zmrożonego pyłu z niewielkimi domieszkami kryształków lodu, powstałego elektro - chemicznie w komie, dryfującego ku powierzchni.

Oto znaczące rzeczy do obserwowania, w miarę postępów misji Rosetta: 1) brak dowodów na podpowierzchniowy lód w miejscach wytrysków, 2) wirtualny brak pyłu międzygwiezdnego, drugiego komponentu teorii brudnej śnieżki, 3) odkrycie w jądrze minerałów typowych dla powierzchni planet w zdatnej do życia strefie wokół Słońca; 4) charakterystyczne koncentracje wytrysków plazmy, zjadających klify na powierzchni i brzegi wyraźnie zarysowanych depresji; 5) mierzalne cofanie się tych klifów pod wpływem owej aktywności, oraz 6) niespodziewana obecność pola elektrycznego w komie i w pobliżu jądra komety, być może zakłócającego nawet przewidziane lądowanie na powierzchni. Może to nastąpić podczas lub po osiągnięciu powierzchni, ponieważ poszarpane, metaliczne krawędzie pojazdu są idealnymi punktami skupienia dla wyładowań plazmowych, które mogą przerwać komunikację i wpływać na elektronikę pokładową. Oraz...

Jeśli kometę dosięgnie silny koronalny wyrzut masy, spodziewamy się elektrycznej odpowiedzi komety, objawiającej się zwiększoną aktywnością co potwierdzi, że wytryski nie są spowodowane ciepłem słonecznym, lecz naładowanymi cząstkami w polu elektrycznym Słońca.

Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej na temat teorii elektrycznej, faktów lub myślenia poza tymi przewidywaniami, pora obejrzeć dokument o Elektrycznych Kometach, wraz z przyległymi wideo o zaraportowanej w podczerwieni wodzie z incydentu Deep Impact na komecie Tempel 1.

Dokument - Elektryczne komety: https://www.youtube.com/watch?v=34wtt2EUToo&list=PLwOAYhBuU3UfvhvcT1lZA6KbSdh0K2EpH

Przetłumaczono z: https://www.facebook.com/thunderboltsproject/posts/535683216558596

sobota, 5 lipca 2014

Tik Tak

Uważa się, że M107 zawieraj jedne z najstarszych gwiazd w [naszej] galaktyce. Prawa: NASA/ESA

1 kwietnia 2014

Jak stare są gwiazdy?

Dlaczego gwiazdy są tam, gdzie je znajdujemy? Co spowodowało ich uformowanie, i jaki mają wiek? Pytania te zadają zarówno astronomowie, jak i filozofowie. Jeśli gwiazdy rodzą się i umierają zgodnie z pewnymi parametrami, wówczas można by utworzyć zegar, wskazujący gwiezdne wydarzenia i ustanawiający linię czasową.

NASA wypuściła misję KEPLER 6 marca 2009, z pakietem naukowym Terrestial Planet Finder (TPF) na pokładzie. Jak dotąd, większość planet odkrytych na orbitach wokół innych gwiazd jest gazowymi olbrzymami, takimi jak Jowisz czy Saturn. Aczkolwiek, niektóre z niedawnych odkryć wskazują na istnienie planet o masie w przybliżeniu siedmiokrotnie większej od ziemskiej. Uważa się, że planety poniżej tej masy są powszechne, ale uchodzą wykrywaniu, dlatego Kepler będzie monitorować sferę gwiazd o promieniu 1950 lat świetlnych, poszukując planet wielkości Ziemi.

Astronomowie używają również Keplera do mierzenia jasności różnych gwiazd, co umożliwia analizę gwiazdowej oscylacji. Rozwinie to również katalog zmian jasności, sugerujących zmiany w fuzji wewnątrz gwiazd. Technika ta nazywa się astrosejsmologią i uważa się, że pozwoli zajrzeć do wnętrza odległych gwiazd. Nazwa pochodzi od heliosejsmologii, studiowania rozchodzenia się fal uderzeniowych wewnątrz Słońca.

Obecnie, zgodnie z [poglądem] naukowców, możemy określić dokładny wiek Słońca, ale nie innych gwiazd, ponieważ materiał z Układu Słonecznego można pobrać na Ziemię w celu analizy. Wg powszechnej zgody, czyni to możliwym użycie naszego Słońca do kalibracji odczytów z innych gwiazd. Odkąd naukowcy, studiując Słońce, zaobserwowali fale, podróżujące przez jego wnętrze, jak gigantyczne impulsy sejsmiczne, podobne do tych na Ziemi podczas trzęsień, nazwali je falami heliosejsmicznymi.

Zdarzenia heliosejsmiczne uważa się za oznaki tego, co się dzieje głęboko we wnętrzu Słońca. Zmiany w częstotliwości oraz amplitudzie, pokazywane przez te fale, są traktowane jako oznaki zmian w procesie fuzji wewnątrz Słońca. Odmienne pierwiastki zaczynają fuzję w różnych etapach życia gwiazdy. Porównując te oscylacje z odczytami jasności, tysięcy innych gwiazd, ma się nadzieję, że Kepler dostarczy wskazówek co do wieku gwiazd w naszej galaktyce, a także w innych.

Jak wskazuje Elektryczny Model Kosmosu, astronomowie biorą informacje znalezione na Ziemi i kładą swoje konkluzje na obiektach kosmicznych. Budowanie modeli Słońca na falach akustycznych oraz wnętrzu tak gęstym, że owe fale przemieszczają się jak w ciele stałym, tylko zaciemnia sprawę. Badacze z NASA i ESO wznoszą górę cegieł w kałuży błota. nie ma szans, aby nadchodzące dane były wspierane przez teorię opartą na falach dźwiękowych i trzęsieniach ziemi.

Jak głosi hipoteza elektrycznych gwiazd: nie ma powodu, aby przypisywać jakiemuś typowi widmowemu inny wiek, niż drugiemu. Konkludujemy, że umieszczenie gwiazdy na diagramie HR zależy tylko od jej wielkości oraz intensywności elektrycznej, jakiej aktualnie doświadcza. Ich wiek pozostaje nieznany, niezależnie od ich masy i typu widmowego. Jest to niepokojące w tym sensie, że przyszłość naszego Słońca nie jest tak pewna, jak przewiduje to astronomia głównego nurtu. Nie możemy wiedzieć, czy prąd Birkelanda, zasilający obecnie nasze Słońce, zwiększy lub zmniejszy swoją intensywność, ani kiedy to się stanie.

Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2014/03/31/tick-tock-3/