poniedziałek, 14 marca 2016

Bliski przelot komety wywołał chaos w magnetosferze Marsa

9 marca 2016

Zaledwie tygodnie przed historycznym spotkaniem z kometą C/2013 A1 (Siding Spring) z Marsem w październiku 2014, należący do NASA pojazd badający atmosferę MAVEN wszedł na orbitę wokół Czerwonej Planety. Aby ochronić czułe instrumenty na pokładzie od możliwych uszkodzeń, podczas przelotu komety kilka z nich wyłączono; tak samo postąpiono w przypadku innych marsjańskich orbiterów. Jednak kilka instrumentów, w tym magnetometr, pozostało działających i dokonujących obserwacji z niezwykle bliskiego przelotu komety z przednich miejsc.

Jedyna w swoim rodzaju okazja dała naukowcom bliski wgląd w spustoszenie, jakie spowodował przelot komety w środowisku magnetycznym, czyli magnetosferze, Marsa. Rezultaty były tymczasowe, ale znaczące.

Bliskie spotkanie pomiędzy kometą Siding Spring a Marsem zalało planetę niewidzialnym przypływem naładowanych cząstek z kometarnej komy. Gęsta wewnętrzna koma niemal osiągnęła powierzchnię planety. Silne pole magnetyczne komety tymczasowo połączyło się i zdominowało słabe pole planety, jak pokazano to w artystycznym wyobrażeniu. Prawa: NASA/Goddard

Kometa Siding Spring pogrążyła pole magnetyczne Marsa w chaosie. powiedział Jared Espley, członek zespołu naukowego MAVEN w NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt, Maryland. Sądzimy, że zdarzenie to zdmuchnęło część górnej atmosfery Marsa, podobni, jak zrobiłaby to silna burza słoneczna.

W przeciwieństwie do Ziemi, Mars nie jest chroniony przez silną magnetosferę, generowaną we wnętrzu planety. Atmosfera Marsa zapewnia jednak pewną ochronę, odchylając strumień wiatru słonecznego wokół planety, jak skala zaburzająca przepływ wody. Dzieje się tak, gdyż na bardzo dużych wysokościach atmosfera Marsa jest plazmą - warstwą elektrycznie naładowanych cząstek i molekuł gazu. Naładowane cząstki wiatru słonecznego oddziałują z tą plazmą, a ruchy ładunków spowodowały przepływy prądów [elektrycznych]. Tak jak prądy w prostych obwodach elektrycznych, prądy te powodują indukowanie pola magnetycznego, które w przypadku Marsa jest dosyć słabe.

Kometa Siding Spring również otoczona jest polem magnetycznym. Wynika to z oddziaływaniem wiatru słonecznego z plazmą generowaną w komie - otoczce gazów wypływających z jądra komety ogrzanego przez Słońce. Jądro komety Siding Spring - bryła lodu i skał, mierząca nie więcej niż pół kilometra (1/3 mili) - jest małe, ale koma jest rozległa, sięgająca na milion kilometrów (ponad 600 000 mil) w każdą stronę. Najgęstsza część komy, wewnętrzny region w pobliżu jądra, jest tym, co widzimy przez teleskopy i kamery jako wielką, rozmazaną kulę.

Gdy kometa Siding Spring mijała Marsa, oba ciała zbliżyły się od siebie na odległość około 140 000 km (87 000 mil). Koma komety omiatała planetę przez szereg godzin, a gęsta wewnętrzna koma sięgała niemal powierzchni. Mars został zalany powodzią niewidocznych naładowanych cząstek z komy, a potężne pole magnetyczne komety czasowo połączyło się i zdominowało słabe pole planetarne.

Główna akcja miała miejsce podczas największego zbliżenia komety powiedział Espley. ale planetarna magnetosfera poczuła efekty gdy tylko weszła w zewnętrzną komę.

Z początku zmiany były subtelne. Gdy magnetosfera Marsa, będąca zwykle równomierna wokół planety, zaczęła reagować na zbliżającą się kometę, pewne jej regiony zmieniły kierunek pola. Wraz ze zbliżaniem się komety, efekt narastał, powodując, że planetarne pole magnetyczne niemal opadło, jak kurtyna na wietrze. W czasie największego zbliżenia - gdy plazma z komety była najgęstsza - pole magnetyczne Marsa wpadło w kompletny chaos. Nawet godziny po odlocie komety mierzono obecność pewnych odchyleń.

Espley i jego koledzy uważają, że zalewu plazmy był podobny do tego przy silnym, ale krótkim sztormie słonecznym. Podobnie jak burza słoneczna, kometa tymczasowo zasiliła przypływ gzów uciekających z górnej atmosfery Marsa. Z biegiem czasu burze te zbierają żniwo w atmosferze.

Przy użyciu MAVEN, staramy się zrozumieć, jak Słońce i wiatr słoneczny oddziałują z Marsem powiedział Bruce Jakosky, główny badacz MAVEN w University of Colorado’s Laboratory for Atmospheric and Space Physics w Boulder. Obserwując, jak magnetosfery Mara i komety oddziałują ze sobą, poznajemy szczegóły kontrolujących je procesów.

Badanie zostało opublikowane w Geophysical Research Letters.

Po więcej informacji na temat MAVEN zajrzyj tu: http://www.nasa.gov/maven

Napisała: Elizabeth Zubritsky

NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt, Maryland

Ostatnia edycja: 1o marca 2016
Edytor: Karl Hille


Przetłumaczono z: Close Comet Flyby Threw Mars’ Magnetic Field Into Chaos

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

niedziela, 13 marca 2016

Kratery są elektryczne

12.07.2007

Michael Goodspeed

Zawieszenie niewiary to dobrze znanym procesem umysłowym, w którym osoba zaangażowana w wymyśloną historię czasowo zawiesza logiczne myślenie. Zwiększa to wpływ emocjonalny historii, szczególnie, jeżeli jest zbyt nieprawdopodobna, by rozum ją zaakceptował. Osoby zaangażowane w badania naukowe powinny przechodzić podobny test, aby mogły interpretować dowody w sposób obiektywny. Zamiast zakładać czyjąś logiczność, lepiej jest wziąć pod uwagę wszystkie założenia i uprzedzenia, jakie mogą wypaczyć lub ograniczyć czyjeś spojrzenie. Można to nazwać zawieszeniem WIARY.

Niemiecki filozof, Arthur Schopenhauer, powiedział jednego razu, że Odkrycie prawdy jest efektywnie powstrzymywane nie przez fałszywe występowanie rzeczy, które zmylają, nie bezpośrednio przez słabość mocy rozumowych, ale przez stronnicze opinie, przez uprzedzenie. Najbardziej stronniczym uprzedzeniem, kierującym nauką o kosmosie przez dekady, jest przekonanie, że kosmos jest elektrycznie bezwładny. W Erze Kosmicznej każde nowe odkrycie jest interpretowane według założenia, że tylko sama grawitacja jest siłą kształtującą niebiosa.

Gdy pierwsze sondy kosmiczne przesłały zdjęcia Księżyca, zobaczono na nich powierzchnię gęsto pokrytą kraterami i długimi, sinusoidalnymi kanałami (lub wąwozami). Naukowcy, poszukujący interpretacji tych formacji, byli ograniczeni przez użycie tradycyjnej geologii. Debata nad kraterami księżycowymi obejmowała jedynie dwie możliwości - wulkanizm lub uderzenia. W końcu uzgodniono, że głównym źródłem kraterów były uderzenia meteorytów.

Jednak przeszło czterdzieści lat temu, brytyjskie czasopismo Spaceflight opublikowało eksperymenty Briana J. Forda, astronoma amatora, który podniósł możliwość, że kratery na Księżycu zostały wyżłobione przez kosmiczne wyładowanie elektryczne (Spaceflight 7, styczeń, 1965).

W cytowanych eksperymentach, Ford użył maszyny do elektroerozji do zreprodukowania w miniaturze niektórych z najbardziej zagadkowych formacji księżycowych, w tym kratery z centralnymi czubkami, małe kratery na wysokich grzbietach większych kraterów oraz kratery układające się w długie łańcuchy. Zaobserwował również, że stosunek ilościowy małych i dużych kraterów jest w przypadku Księżyca taki sam, jak w przypadku elektroerozji.

Niestety (ale bez zaskoczenia), nikt z nauki głównego nurtu nie podążył za badaniami Forda. Aby rozważyć elektryczne źródło kraterów księżycowych, naukowcy musieliby przyjąć istnienie wyładowań elektrycznych większych, niż mogą sobie wyobrazić. Pojęcie planetarnej niestabilności i gwałtownych wyładowań pomiędzy planetami oraz księżycami jest zupełnie niezgodne z niemal wszystkimi wierzeniami astronomów na temat fizyki kosmosu i mechaniki niebieskiej.

Co ironiczne, nawet, gdy astronomowie skodyfikowali obojętny elektrycznie Układ Słoneczny, wiodący pionierzy plazmowi obserwowali zdumiewające siły elektryczne w kosmosie, oraz dokumentowali ich odpowiedniki w laboratoryjnych wyładowaniach elektrycznych. Ojciec fizyki plazmowej, Hannes Alfvén, odbierając w 1970 roku nagrodę Nobla fizyki, przestrzegł astronomów i kosmologów przed ignorowaniem roli prądów elektrycznych w ewolucji ciał kosmicznych.

Jednak podczas rozważania historii planet, astronomowie są upośledzeni na dwa sposoby: 1) Z powodów całkowicie niezrozumiałych zakładają, że obecna stabilizacja i przewidywalne ruchy planet i księżyców można nieskończenie ekstrapolować w przeszłość. 2) Ponieważ większość z nich ma małą lub zerową wiedzę na temat elektrodynamiki i wyładowań plazmowych, ich wyobrażenia na temat elektryczności w kosmosie są ograniczone do elementarnej elektrostatyki i magnetyzmu. Słabość ta sprzyja coraz większej konfuzji w naukach kosmologicznych. Nie mogą sobie wyobrazić, jak bezwładna próżnia kosmosu może dawać początek wysoko energetycznym zjawiskom, badanym w eksperymentach nad wyładowaniami plazmowymi.

Dla dzisiejszych teoretyków elektryczności nie wystarczy małe dostosowanie percepcji. Potrzebna jest gruntowna rewizja, dzięki której rozpozna się przewidywalne efekty poruszania się naładowanych elektrycznie planet i księżyców przez plazmę. Gdy pole jest intensywne, wynikiem będzie globalne, wyładowanie elektryczne, jak kosmiczny piorun, zamiatający powierzchnię i tworzący całkiem nowy krajobraz.

Biorąc to pod uwagę, eksploracja historii Układu Słonecznego radykalnie się zmienia. Nagle wyładowania plazmowe i eksperymenty z łukami elektrycznymi (wykluczone w naukach planetarnych) mogłyby rzucić swoje światło na tysiące rzeczy, pozostających niewyjaśnionymi przez tradycyjną teorię.

Na każdym kosmicznym ciele stałym obserwujemy kratery, wymykające się wszelkim konwencjonalnym wyjaśnieniom. W rzeczywistości, przy bliższym przyjrzeniu się, wiele kraterów wykazuje odmienne cechy, które nie występują w kraterach wulkanicznych czy uderzeniowych, lecz łatwo można je wytworzyć łukami elektrycznymi w laboratorium oraz obróbką elektroerozyjną, używaną w przemyśle.

Kratery w laboratorium

W eksperymentach laboratoryjnych z łukami elektrycznymi, fizyk plazmowy C. J. Ranson uzyskał kratery widoczne na powyższym zdjęciu. Pokryta nimi powierzchnia naśladuje wiele charakterystyk znanych z planetarnej geologii. Kratery mają tendencję do grupowania się według rozmiarów, oraz do układania się w linie oraz łuki. Zauważmy również, że grunt wygląda na wypalony lub odbarwiony w miejscach, gdzie wyładowanie było silniejsze, a kratery gęściej upakowane - podobnie, jak na powierzchni Marsa i innych skalistych ciałach Układu Słonecznego. Interesujące są również ciemne smugi, wychodzące z dwóch większych kraterów w pobliżu środka zdjęcia, wzór podobny do rozwianych kraterów na Marsie.

Podobieństwa między kraterami na ciałach kosmicznych a tymi w laboratoriach nie dowodzą, że te kosmiczne powstały za pomocą łuku elektrycznego, ale są dobrym powodem, aby nie wykluczać takiej ewentualności. Innymi słowy, rozsądnym jest tylko przeanalizowanie kraterów uważniej. Jest to w istocie ironiczne, że NASA poświęca każdego roku miliardy dolarów z podatków, aby rozwikłać zagadki planetarnych powierzchni, podczas, gdy indywidualiści bez powiązań z NASA (ani z jej funduszami!) zaczęli zgłębiać wyjaśnienia elektryczne.

Płytkie kratery z eksperymentów dr Ransoma mają interesujący odpowiednik w eksperymentach przeprowadzonych przez Zane Parkera, który posłużył się jedynie pyłem na naelektryzowanym ekranie CRT. Na zdjęciu poniżej widać płytkie kratery z zebranym na obrzeżach materiałem i zaznaczonym centrum. Jest to jeden z szeregu obiecujących kierunków badań, zapoczątkowanych przez jego proste doświadczenia.

Avernus Colles

Słysząc o pracach Parkera, James St. Pe przeprowadził eksperymenty z kolektorem kurzu na jonizującym oczyszczalniku powietrza, odkrywając, że wyładowanie statyczne wytwarza zarówno wyraźnie oddzielne kratery, jak i losowo rozrzucone lub ułożone w łańcuchy, zależnie od warunków (zobacz poniżej dyskusję o łańcuchach i wąwozach z kraterów).

Kratery sześciokątne

Nie trzeba mówić, że kratery sześciokątne są trudne, o ile nie niemożliwe, do wytłumaczenia przy pomocy hipotezy impaktowej. A niewiarygodne ich ilości zostały uwiecznione na powierzchniach planet. U góry widać zaledwie trzy z wielu na powierzchni Marsa (wyczerpującą kolekcję można zobaczyć tutaj). Szczególnie interesująca jest ich unikalna morfologia, ponieważ łączy się ona bezpośrednio z doświadczeniami nad wyładowaniami plazmowymi w laboratorium. W ostatnich latach badacze plazmy zaobserwowali sześciokątne wzory po wyładowaniach przez dielektryk (zobacz: Lifang Dong et al 2004 Plasma Sources Sci. Technol. 13 164-165 doi:10.1088/0963-0252/13/1/021).

Znaczenie owych doświadczeń podkreśla fakt, że badania nad zderzeniami nigdy nie zasugerowały żadnej siły kinetycznej, mogącej powodować takie wzory.

Należy podkreślić, że tajemnica sześciokątnych kraterów wykracza daleko poza powierzchnię Marsa. Powyżej widać księżyc Saturna, Mimas, zdominowany przez gigantyczny sześciokątny krater, z charakterystyczną dla kraterów pochodzenia elektrycznego centralną wypustką.

Równie interesujący, z punktu widzenia elektryki, jest tajemniczy atmosferyczny sześciokąt wokół północnego bieguna Saturna. W tym przypadku naukowcy powiązali to zjawisko z doświadczeniami, w których ruch obrotowy cieczy w cylindrze również dał wzór sześciokąta. Ruch obrotowy jest charakterystyczny również dla wyładowań elektrycznych, nie ma jednak wiarygodnego powiązania z impaktową mechaniką powstawania kraterów.

Kratery z podwójnymi czubkami

Powyższy obraz, utworzony przez Michaela Gmirkina i oprogramowanie NASA World Wind 3D, pokazuje dwa dominujące Marsjańskie kratery, wykazujące niepojęte podobieństwa. Oba znajdują się obok siebie, i posiadają w swoim centrum szczyty również zakończone kraterami.

Chociaż trójwymiarowa wizualizacja wyolbrzymia głębię, hipoteza impaktowa napotyka przeszkody nie do pokonania. Żaden proces, przewidziany przez naukę planetarną, nie przewiduje powstania w centrum kraterów wybrzuszeń zakończonych kolejnymi kraterami, jakie widać powyżej. Kratery te odnaleziono w regionie Marsa, który według planetologów został zdominowany przez zderzenia. Ale teoria impaktowa zdaje się zupełnie nie wskazywać źródła widocznych tu formacji.

Naukowcom udało się wytworzyć bryłkowate wybicia powierzchni w kraterach powybuchowych. Mają także teoretyczną analogię w postaci efektu odbijania w cieczy pulsującej po wrzuceniu do niej ciała. Nie mają jednak rozsądnej analogii dla widzianych przez nas powyżej stromych szczytów, a pomysł podwójnego uderzenia w szczyty w centrum kraterów jest po prostu nie od uwierzenia. Powinno być zatem oczywiste, że obecność obok siebie dwóch kraterów, posiadających tą samą anomalię, kategorycznie wyklucza hipotezę impaktową.

W eksperymentach z wyładowaniami elektrycznymi łatwo powstają kratery z centralnymi wzniesieniami. Zatem nie jest trudno wyobrazić sobie wyładowanie wyłupujące w powierzchni kratery w rodzaju widzianych powyżej, włącznie ze szczytami w ich centrum. Bardziej konkretnie, teoretyk elektryczności Wallas Thornhill przewiduje dwa prądy Birkelanda, obracające się jak korkociąg wokół centrum, tworząc owe wgniecione szczyty w ramach tego samego procesu, który utworzył krater. Wiąże on symetrycznie ukształtowaną misę na szczycie z groblą, jaka powstaje, gdy łuk elektryczny porusza się po powierzchni, rzeźbiąc kanały lub wąwozy.

Kratery bycze oczy

Dwa kratery powyżej wykazują wszystkie cechy spodziewane po depresjach wyciętych przez wyładowanie elektryczne: Typowe płaskie dna, strome ściany, wyniosłe obwódki oraz terasy wokół ścian. Ale zamiast centralnego wzniesienia, mają centralne kratery. Dwa podobne kratery leżą na południowy zachód.

Członek Thunderbolts, Michael Gmirkin, wskazując na te kratery, nazwał je byczymi oczami, odnosząc się do koncentrycznych pośrednich kół na tablicy do rzutek, podkreślając trudność w trafieniu w samo centrum.

W interpretacji impaktowej, centralny krater mógłby powstać tylko na skutek wtórnego uderzenia, które przez zbieżność nastąpiło akurat w środek już istniejącego krateru. Mogło to nastąpić raz. Dwa razy w bezpośrednim sąsiedztwie jest wysoce nieprawdopodobne. Ale cztery takie przypadki w pobliskiej okolicy wypacza pojęcie przypadku poza ramy słownika!

Jeżeli łuk, który utworzył duże kratery, przetrwał do momentu zawężenia się do niewielkiej średnicy, albo jeśli nastąpiło drugie uderzenie po istniejącej już zjonizowanej ścieżce, i istniało dosyć długo, centralne wzniesienie (o ile nie zostało już wcześniej zniszczone) zostałoby starte do podstawy, a przypuszczalnie nawet poniżej. Takie zdarzenie nie byłoby normą, jednak ale istnienie szeregu byczych oczu nie byłoby zaskoczeniemAvernus Colles. Może być znaczącym, że cztery przytoczone tu przykłady leżą tuż na południe od Valles Marineris - postrzegane przez teoretyków elektryczności jako największy kanał EDM w Układzie Słonecznym.

Obwałowane kratery

Obwałowane lub piedestałowe kratery na Marsie są niemożliwe do wyjaśnienia modelem impaktowym. Kratery piedestałowe są, włącznie z ich dnem, ponad otaczającym je terenem. Obwałowane kratery, jak ten pokazany wyżej na zdjęciu z THEMIS, otoczone są fosą (czerwona strzałka), głębszą od pierwotnego terenu, oraz wałem (niebieska strzałka) wznoszącym się ponad ten teren. Zewnętrzny wał zdaje się wypływać z krateru, niż być z niego wyrzuconym.

Z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, kratery te są ogromnymi fulgurytami, podniesionymi pęcherzami, jak te znajdowane na metalu piorunochronu po uderzeniu pioruna. Ponieważ cały pęcherz jest uniesiony ponad powierzchnię przez łuk wyładowania, krater na szczycie nie musi być koniecznie niżej niż otoczenie. Materiał służący do budowy fulgurytu jest pobierany z otoczenia, pozostawiając fosę poniżej poziomu terenu.

Formacje wypływające radialnie z krateru odtworzono w laboratorium przy pomocy łuku uderzającego w wilgotną glinę. Łuk okazał się wciągać wodę ku powierzchni, a następnie wyrzucać ją z krateru, zostawiając charakterystyczny wzór. A zatem kratery terasowe wraz z eksperymentami w laboratorium stają się dowodem, że Mars posiadał kiedyś wodę.

Kratery z kopułami

Górne zdjęcie ukazuje duże kratery na Marsie, zawierające tajemnicze kopuły. Dolne zdjęcie ukazuje kulki i kratery uzyskane w eksperymentach z wyładowaniami elektrycznymi dr C. J. Ransoma.

Dr Ransom zmuszony był zgłębić elektryczne wyjaśnienie marsjańskich jagód - maleńkich kuleczek zagnieżdżonych w marsjańskiej glebie w liczbie trylionów. Wszedł w posiadanie hematytu - bogatego w żelazo materiału, otaczającego jagody - i potraktował go łukiem elektrycznym. Maleńkie kulki, jakie otrzymał, są odpowiednikiem jagód na Marsie.

Eksperymenty dr Ransoma są punktem zwrotnym naszego rozumienia Marsa. W swoim prostym wyglądzie, zagnieżdżone kulki wyglądają zaskakująco podobnie do wielkich marsjańskich kraterów z korouter bitpułami na górnym zdjęciu. Jest to znaczące z powodu dobrze znanej skalowalności wyładowania elektrycznego - to, co występuje w malej skali, może wystąpić i w większej. W przeciwieństwie do zdjęć jagód, kopułowe kratery na Marsie mają rozmiary zmienne od kilku kilometrowych, do setek metrów lub mniej.

Jak dotąd, eksperymenty Ransoma dostarczyły jedynego opartego na faktach wyjaśnienia tych anomalii. Należy więc spytać, czy jagody i kopułowe kratery powstały na skutek tej samej siły elektrycznej, działającej na zupełnie różnej skali.

Zdjęcia NASA bieguna południowego ukazują nawet większe kratery kopułowe, na przykład tutaj. Obszar otaczający czapę polarną jest naznaczony kraterami, nierzadko o średnicy paru kilometrów. Szczególnie w w górnym lewym obszarze widać formację z centralnym wybrzuszeniem w kraterze. Nie trzeba przypominać, że nie ma znanego procesu geologicznego, mogącego dać takie kratery.

Kratery przylegające

Powyżej znajduje się zdjęcie trzech przylegających do siebie kraterów w regionie Noachis Terra na Marsie. Interpretując te kratery, NASA zaakceptowała teorię impaktową: Trzy przylegające kratery meteorytowy na dnie większego krateru w regionie Noachis Terra. Kratery te mogły powstać w ramach pojedynczego zdarzenia, w którym impaktor (meteor) rozpadł się na trzy części.

Pojedyncze zdarzenie jest obligatoryjne, gdyż na podłożach kraterów nie ma gruzu po sąsiadujących impaktach. Siła wyrzutu musiałaby działać jednocześnie, aby usunąć materiał spomiędzy miejsc uderzenia. Ale jedyną zdatną do wyobrażenia możliwością jest rozpad impaktora na trzy części. Ale wtedy wraca problem, który pojawił się przy pierwszej obserwacji trzech przylegających kraterów: jest wysoce nieprawdopodobne, aby szczątki meteorytu, który rozpadł się pod wpływem ciepła i ciśnienia, zmierzały ku powierzchni jeden przy drugim. Teoria zbija samą siebie i zatacza błędne koło.

Z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, owe przylegające kratery są lepiej tłumaczone jako blizny po wyładowaniu elektrycznym. Łuk elektryczny, uderzając w powierzchnię, po prostu wytnie okrągłą dziurę. Często jej dno jest całkiem płaskie, ściany strome, usunięty materiał jest unoszony daleko, pozostawiając czyste wycięcie.

Łańcuchy i wąwozy z kraterów

Sieci kanałów lub wąwozów, odkrytych na powierzchniach Planet, stanowią jedną z wielkich tajemnic planetologii. Jest to również dobry test dla modelu elektrycznego, ponieważ identyfikuje on siłę, które stworzyła większość z nich, jaką tą samą, która spowodowała dominującą postać kraterów.

Spójrzmy na powyższe zdjęcie powierzchni jowiszowego księżyca, Ganimedesa. Spróbujmy sobie wyobrazić uderzające ciało, które rozpada się w locie na kawałki, tworzące łańcuch równomiernie oddzielonych elementów, które mogłyby spowodować powstanie tej serii nałożonych kraterów. Zdrowy rozsądek mówi nam, że szansa zajścia takiego zdarzenia jest praktycznie zerowa.

Ale łańcuchy kraterów są obserwowanym efektem łuków elektrycznych przechodzących ponad katodą (ujemnie naładowaną elektrodą), co omówiono już wyżej (Kratery w laboratorium). Na skutek niewielkich zmian w natężeniu prądu lub kompozycji powierzchni, łuk może przestać skakać z jednego krateru do drugiego, lecz wyciąć ciągły rów.

Innymi słowy, w modelu elektrycznym istnienie pełen wachlarz połączeń pomiędzy kraterami a kanałami, które należy zbadać. A nauka głównego nurtu, poświęcająca miliardy dolarów na badania kosmosu, nie wydała ani centa na zgłębianie potęgi elektryczności, która mogłaby wyrzeźbić enigmatyczne struktury w kosmosie.

Na zdjęciu powierzchni Ganimedesa kratery upakowane są tak blisko, że zaciera się granica pomiędzy łańcuchem kraterów a wąwozem. Bywają miejsca, gdzie łańcuch kraterów przechodzi w wąwóz. Gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy na zdjęciu również mniejsze wąwozy z wyrzeźbionymi sekcjami, które mogą przechodzić w nakładające się kratery. Zauważmy, że rozmiar kraterów jest podobny, ze zwiększaniem się pomiędzy. Z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, owo zmienianie rozmiaru jest odbiciem początkowego zwiększenia prądu po powstaniu łuku, a następnie jego zmniejszania, gdy łuk wygasał. W przypadku błyskawic uderzających wieloma odnogami, uderzenia pomiędzy są z reguły najmocniejsze.

Zauważmy również, że wiele kraterów zachowało centralny szczyt - wspólną cechę kraterów powstałych w laboratorium. Łuk rzeźbiący krater jest prądem Birkelanda, złożonym z dwóch włókien, obracających się wokół osi prądu. Jeśli krater jest dostatecznie duży, włókna te nie spotkają się w centrum, pozostawiając centralny nienaruszony stożek.

Topienie jest kolejną charakterystyczną cechą erozji elektrycznej. Chociaż intensywne topienie przypisuje się impaktom, w gruncie rzeczy powodują go one niewiele. Cząsteczki odłamków mogą znajdować się w gorących gazach z impaktu, ale ciepło ulatnia się zbyt szybko, aby się przenieść na okruchy. Z kolei erozja elektryczna generuje ciepło wewnątrz erodowanych cząstek, jak w kuchence elektrycznej. Ogólnie Elektryczny Wszechświat przewiduje, że dna kraterów i wąwozów będą gładkie. Niestety, stwierdzić to może jedynie wizja lokalna.

Finalna obserwacja dotyczy pierścieni wokół kraterów, z których wiele wydaje się być wyciągniętych w górę, niż wywróconych czy rozbryzganych, czego należałoby się spodziewać po rozrzuconych zderzeniem szczątkach. Wiele wąwozów ma też wyniesione w górę wały wzdłuż krawędzi. Podkreśla to wniosek płynący z braku szczątków, że siła erozyjna była skierowana ku górze.

Aby zobaczyć powiązanie pomiędzy formacjami kraterów a wąwozami, warto przyjrzeć się bardziej ekstremalnym przykładom, w których standardowe wyjaśnienia kompletnie zawodzą. Planetolodzy często mogą jedynie zgadywać, jaka siła wyrzeźbiła kanały na Marsie. Czasami widzą płyn (wodę lub lawę), czasami erozję wiatrową, a czasem pęknięcia. We wszystkich tych przypadkach, widoczne powiązanie z kraterami powoduje tajemnicę. Rozważmy niezwykłe zdjęcie powyżej, przedstawiające przedstawiające region Marsa o nazwie Avernus Colles. Siatka kanałów, oglądana z kosmosu, z pewnością nie została spowodowana płynącą ciecz, i w obliczu tego nie jest zaskoczeniem, że zidentyfikowali kanały jako pęknięcia. Jednak po bliższym przyjrzeniu się, oczywiste wyjaśnienie się ulatnia. Niewielka sekcja obszaru powyżej ukazuje jednoznacznie powiązanie pomiędzy kraterami a enigmatycznymi kanałami. Aby docenić zakres tajemnicy, powinno się obejrzeć całe zdjęcie z THEMIS, dostępne tutaj (martwy link, zdjęcie dostępne tutaj - przyp. tłum.).

Gdy już się w pełni doceni nierozerwalny związek pomiędzy kraterami a kanałami, planetolodzy zobaczą główne powiązania tej samej siły żłobiącej Marsa na masową skalę - proces, który wciąż zbija z tropu badaczy z NASA.

Podpowierzchniowa struktura pod kraterami

W sprawdzaniu wiarygodności hipotezy elektrycznych kraterów, eksploracja kosmosu będzie dostarczała rosnących okazji do jej przetestowania przeciwko standardowej teorii. Według teorii standardowej, krater powstaje w wyniku zderzenia c prędkim ciałem, które penetruje głęboko grunt a następnie eksploduje. Jednym z pewników hipotezy impaktowej jest to, że układ gruntu pod kraterem będzie mocno zaburzony.

W modelu elektrycznym, podpowierzchniowy materiał zostaje wyciągnięty w górę i ku centrum krateru, tworząc centralny szczyt. Jest to jedyne spodziewane zaburzenie. Było to zatem bardzo interesujące dla teoretyków elektryczności, gdy australijski badacz Dave Smith zauważył zdjęcie przesłane z rejonu Saturna przez przez sondę Cassini. Zbliżenie na księżyc Saturna, Dione, pokazuje powierzchnię pokrytą kraterami, lecz również ostre pęknięcie, przecinające przynajmniej dwa z nich. Gdy Cassini sfotografowała przepołowione kratery pod kątem, warstwy podpowierzchniowe stały się dobrze widoczne. Widać na zdjęciu, że nie ma tam żadnych odkształceń materiału pod powierzchnią, jakich wymagałaby hipoteza impaktu.

Na zdjęciu widoczna jest warstwa jasnego materiału, a pod nią warstwa ciemniejszego. Na granicy pomiędzy nimi nie widać żadnych zaburzeń, chociaż należałoby się spodziewać znacznych, jeżeli depresję wybił impaktor.

Zacytowane wyżej dowody dotyczą jedynie kilku z tysięcy kraterów, których najlepszego wyjaśnienia dostarcza siła elektryczności. Oczywiście, jest to również typowe dla wielu słynnych ziemskich kraterów: krateru Richat na pustyni Sahara, którego uniesiony teren, koncentryczne, okrągłe terasy i warstwowo osadzone skały przeczą zarówno teorii wulkanu jak i impaktu; krater Aorounga, również na Saharze, którego równoległe rowy i przecinające się grzbiety (przebiegające przez okoliczny krajobraz, jak i przez sam krater) zostały nazwane przez geologów jako nieprawdopodobne; krater w Arizonie, szeroka na 4000 stóp depresja, uznawana przez naukowców jako poimpaktowa, mimo nienaruszonych skał pod kraterem, oraz krater Chicxulub, znany z tego, że jego powstanie miało zabić dinozaury. Chicxulub jest szeroki na 300 km, z wieloma koncentrycznymi pierścieniami oraz nienaruszonymi pokładami z górnej Kredy, które powinny zostać starte przez impakt.

Katery na ciałach w kosmosie opowiadają nam historię, która przemienia nasze zrozumienie Wszechświata i naszego miejsca w nim. Jednak historia ta nie może być zauważona ani zrozumiana, gdy widok zasłaniają przesądy i założenia. Jeżeli naukowcy będą w stanie je dostawić, opowieść ta stanie się zarówno oczywista, jak i rewolucyjna. Planety i księżyce w naszym Układzie Słonecznym są pozostałościami po epoce przemocy. Siła, która je naładowała jest tą samą siłą, która kształtuje mgławice i galaktyki, daje świecić Słońcu i powoduje spektakularną aktywność komet. Tą siłą jest elektryczność.

(...)


Przetłumaczono z: The Craters Are Electric

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

poniedziałek, 22 lutego 2016

Dowody na elektryczną aktywność komety 67P: ku elektrochemicznemu pojmowaniu zjawiska komet

Dowody na elektryczną aktywność komety 67P: ku elektrochemicznemu pojmowaniu zjawiska komet

Franklin Anariba, doktor filozofii

Epizod 1: Rozdzielenie ładunków w środowisku plazmowym komety 67P

Pozwolę sobie wprowadzić kontekst tej serii epizodów na temat komety 67P. Misja Rosetta dostarcza nam ogrom raportów naukowych, pełnych cennych informacji o składzie komy oraz jadra komety 67P/Churyumov-Gerasimenko, określanej jako 67P. W tej serii epizodów zamierzam wypunktować istotne odkrycia z różnych artykułów naukowych, będące istotne w puntku widzenia Elektrycznego Wszechświata. Jest to krytyczny przegląd, którego intencją jest uznanie wkładu wszystkich autorów, bez przeinaczeń, a celem jest poinformowanie ogółu czytelników o alternatywnej interpretacji zaraportowanych odkryć.

Zostało to dokonane poprzez komentowanie najnowszych odkryć, dostarczonych przy użyciu różnych instrumentów i technik, włączając w to Detektor Jonów i Elektronów (RPC-IES), Analizer Składu (RPC-ICA), będący spektrometrem masy, zdolnym do detekcji jonów dodatnich, oraz Spektrometr Czujnika Neutralnej Analizy Ciśnienia (ROSINA-COPS). Moja analiza pochodzi z obserwacji komety 67P z heliocentrycznej odległości 2 do 4 jednostek astronomicznych (AU). W takiej odległości kometa 67P wykazywała niską aktywność, jako, że była z dala od peryhelium, jednak fakt ten może być krytyczny w zrozumieniu zjawisk, które w przeciwnym razie byłyby trudne do rozpoznania. Mój komentarz opiera się na opublikowanych danych i ich interpretacji przez samych autorów, które przy okazji reinterpretuję z perspektywy elektrochemicznej.

Jak można samemu spostrzec, czytając większość naukowych raportów na temat komety 67P, głównym paradygmatem jest ten zaproponowany przez Whipple jakiś czas temu, który można nazwać modelem kondensacyjno-sublimacyjnym. Nie zamierzam go tutaj odrzucać, jako, że uważam go za ważny w pobliżu peryhelium, jeżeli kometa ma przenosić duże ilości ulotnego lodu na lub pod powierzchnią. Zamiast tego, moim celem jest zwrócenie uwagi wszystkich na inne mechanizmy, jakie mogą być odpowiedzialne za obecność wody i innych związków chemicznych w komie komety. Jednym z mechanizmów jest implantacja protonów, przywoływany w próbach wyjaśniania obecności lodu wodnego w kraterach księżycowych. Może on odpowiadać za obecność niewielkich ilości lodu wodnego na powierzchni komet przy jednoczesnej ogromnej gęstości jonów w komie. Kolejny mechanizm, w większości nieznany społecznościom astronomicznym, bazuje na zasadach elektrochemii, które nazwałem elektro-odzieraniem. Mechanizm ten może dominować na dużych odległościach heliocentrycznych, z dala od peryhelium, gdy napięcie elektryczne pomiędzy kometą a otaczającą otoczką plazmową Słońca może być największe. Mechanizm ten może również odpowiadać za obecność pary wodnej w komie. Przywołanie tych dwóch różnych mechanizmów jest istotne, gdyż jak dotąd nie znaleziono znaczących ilości lodu wodnego na powierzchni jądra komety 67P, ani też pod nią. Co więcej, niedawne odkrycia cząsteczkowego tlenu w komie komety 67P wraz z jego powiązaniem z pochodzeniem i obecnością pary wodnej, wskazują na elektrochemiczną metodę produkcji.

Ponieważ będę omawiał zróżnicowane rzeczy, ważne jest, aby wyklarować i zdefiniować istotną terminologię, używaną w modelu kondensacyjno-sublimacyjnym, który omawia pochodzenie komet oraz ich oddziaływanie z plazmą w pobliżu jądra. W modelu tym, powiązane z wiatrem słonecznym międzyplanetarne pole magnetyczne (IMF) oddziałuje z komą komety, powodując powstanie fali uderzeniowej, wywołanej nawarstwieniem się pola magnetycznego z kierunku Słońca. Zgodnie z proponowanym obecnie mechanizmem, na granicy wiatru słonecznego i otoczki plazmowej komety powstaje wyindukowana magnetosfera, która jest częściowo zjonizowana i przewodząca prąd. Zjawisko to obserwuje się szczególnie w pobliżu peryhelium, gdzie komety z reguły wykazują największą aktywność. Co równie ważne w tym modelu, uważa się, że obojętne cząsteczki w komie sublimują z jądra, a następnie ulegają fotojonizacji na skutek ekstremalnego promieniowania ultrafioletowego (UV) ze Słońca, powodującego rozdzielenie ładunków i formowanie się otoczki plazmowej wokół jądra.

Dodatkowo wiatr słoneczny, zawierający kationy, takie jak protony (H+) i cząstki helu (He2+) oraz elektrony, jest uważany za odkrywający ważną rolę w powstawaniu gazu jonowego poprzez bombardowanie jądra, zapewniając tym samym mechanizm wymiany ładunków. Uważa się, że mass loading powstaje jednocześnie, gdy nowo powstałe jony gazu, poruszające się z początku powoli (~ 1km/a), są porywane lub przyspieszane przez powiązane z wiatrem słonecznym międzyplanetarne pole elektryczne do swojej średniej prędkości ~ 450km/s. Mass loading staje się znaczne w odległości mniejszej niż 1000 km od jądra komety.

Typowa średnia prędkość wiatru słonecznego zawiera się pomiędzy 300 a 600 km/s. Jego energia kinetyczna może być zamieniona w potencjalną przy pomocy następujących równań:

Energia potencjalna (EP) = energia kinetyczna (EK)
eV = 1/2 (masa protonu) × (prędkość protonu)2

Możemy użyć tych równań do prędkości wiatru słonecznego odpowiadają 470,4 do 1881,7 eV. Dla przykładu, potencjał jonizacji dla wodoru (H) atom (H) gaz → H+ + e- wynosi 13,6 eV.

Siła Lorentza powoduje przyspieszanie nowo powstałych jonów prostopadle do kierunku wiatru słonecznego i międzyplanetarnego pola magnetycznego, powodując żyrowanie jonów naokoło i wzdłuż linii pola magnetycznego, dając rozkład w kształcie pierścienia. Jedną z konsekwencji mass loadingu lub efektu porywania jest spowalnianie wiatru słonecznego, na mocy zachowania pędu, oraz wzbudzenie aktywności fal cyklotronowych. Żyrowanie jonów wokół wiatru słonecznego można opisać parametrami cyklotronu Larmora:

Promień żyrowania (Rg) = masa jonu × prędkość jonu / (ładunek elektryczny × pole magnetyczne wiatru słonecznego)
Okres żyrowania (tg) = 2 π × Rg / prędkość jonu
częstotliwość żyrowania lub cyklotronowa (fg) = 1 / tg
kątowa częstotliwość cyklotronowa (ωg) =

Mając to wszystko w pamięci, chciałbym spojrzeć na dwa niedawne raporty na temat dynamiki plazmy kometarnej. W manuskrypcie zatytułowanym Obserwacje nowego typu fal o niskich częstotliwościach na komecie 67P/Churyumov-Gerasimenko, autorstwa Richtera i innych [1], w którym podano pomiary środowiska plazmowego wewnętrznej komy, w odległości nawet do 10 km, ogólne obserwacje ujawniły znaczną aktywność elektronów. Odkrycia podsumowano poniżej:

  1. Wiatr słoneczny (SW) niesie mierzalne pole magnetyczne rzędu ~ 2 nT, podczas, gdy pole wewnętrznej komy komety 67P wykazuje wartość ~ 4 nT, co wskazuje, że gęstość energii magnetycznej jest większa w pobliżu jądra.
  2. Oscylacje pola magnetycznego rzędu 40MHz dominują środowisko plazmowe jądra i nie wykazują preferowanego kierunku propagacji.
  3. Gęstość prądu elektrycznego ustalono na 4,8 × 10-9 A/m2.

Ustalenia te są szczególnie interesujące i intrygujące. Po pierwsze, istnieje aktywność elektryczna w pobliżu jądra. Następnie, większość jonów, wykrytych w komie 67P, to kationy wody (H2O+), wykazujące częstotliwość cyklotronową w zakresie 0,8 do 4 MHz, znacznie odmienną od przeważającej 40 MHz. Wyniki te są niespodziewane, wskazując na istnienie nowego mechanizmu. Autorzy dodali, że należy wspomnieć, iż sugerowane źródło fal nie porusza się wraz z wiatrem słonecznym (...) jest ono niemal stałe względem układu odniesienia jądra komety. Autorzy odrzucili klasyczne niestabilności unoszeniowe jonów jako źródło oscylacji magnetycznych, proponując zamiast tego zjawisko poruszania się cząstek, powstałych w fotojonizacji, poprzecznie do pola magnetycznego, ale wzdłuż wiatru słonecznego, płynącego wzdłuż pola elektrycznego, co nazywane jest gęstością prądu skrośnego do pola. Innymi słowy, pole elektryczne kontroluje jony z komety, ale w inny sposób niż ma to miejsce w przypadku znanego zjawiska mass loadingu.

W raporcie Nilssona i innych [2], zatytułowanym Ewolucja środowiska jonowego komety 67P/Churyumov-Gerasimenko, w którym traktowano o pomiarze środowiska plazmowego przy użyciu spektrometru masy, zdolnego do wykrywania jonów dodatnich, kieruję uwag na następujące ustalenia:

  1. Wykryte jony to głównie kationy wody o dwóch różnych energiach potencjalnych. Zimne jony wodne posiadają energię potencjalną rzędu 10 do 50 eV i wychodzą z obszaru pomiędzy Słońcem a jadrem komety. Natomiast przyspieszone jony wodne posiadają energię od 120 do 5000 eV i nadbiegają od strony Słońca.
  2. Strumień jonów wodnych wzrasta o cztery rzędy wielkości, gdy odległość heliocentryczna maleje z 3,6 do 2 jednostek astronomicznych. W tym czasie strumień słoneczny rośnie o czynnik 2.
  3. Wiatr słoneczny nie zwalnia znacząco, co sugeruje, że mass loading jest zaniedbywalny.

Co ciekawe, autorzy dodają: prosty scenariusz może wyglądać tak, że pochwycone jony początkowo poruszają się wzdłuż niezaburzonego pola elektrycznego wiatru słonecznego, podczas, gdy nowo powstałe elektrony dryfują, prowadząc do rozdzielenia ładunków [pogrubienie dodane]. Pole elektryczne owego rozdzielenia miałoby początkowo składową przeciwną do pola wiatru słonecznego oraz przeciwną do Słońca. Jest to spójne zarówno z przepływem jonów wodnych oraz spowolnieniem wiatru słonecznego. Implikacje są trzy:

  1. Rozdział ładunków następuje na skutek pola elektrycznego, co jest wskazówką istnienia różnicy potencjałów.
  2. Jeżeli przyspieszone jony wodne (H2O+) przybywają z kierunku Słońca, elektrony muszą kierować się ku Słońcu.
  3. Duża ilość generowanych kationów wodnych może wskazywać na inny proces ich powstawania, oprócz tradycyjnie proponowanej fotojonizacji ultrafioletem.

Podsumowując epizod 1, wzięte razem fakty ukazują obraz bardzo dynamicznego środowiska plazmowego wokół jądra komety, z potencjalnymi konsekwencjami w rodzaju rozdzielania kationów i anionów na skutek działania różnicy potencjałów.

Epizod 2: Szybkie elektrony i pola elektryczne w środowisku plazmowym komety 67P

W drugim epizodzie serii rozpisuję się na temat obecności aktywności elektrycznej w pobliżu jądra 67P. Czynię to komentując dwa niedawne ważne raporty. W manuskrypcie zatytułowanym Pomiary porywania jonów z komety 67P/Churyumov-Gerasimenko za pomocą detektora jonów i elektronów Rosetty (IES)., autorstwa Goldsteina i innych [3], środowisko plazmowe badane jest w odległości 3,5 AU od Słońca i w odległości 28 km od jądra. Podsumowując raport:

  1. Po raz pierwszy zrobiono detekcję kationów wody o niskich energiach słabo odgazowującej się komety z dala od Słońca.
  2. Rozmieszczenie populacji kationów wodnych wykazuje zmienność względem czasu.
  3. Nie obserwuje się kątowego rozmieszczenia jonów wodnych, co sugeruje, że powstają one lokalnie i nie są przyspieszane polem elektrycznym wiatru słonecznego, co byłoby spodziewane przy mass loadingu.
  4. Co ciekawe, ulegające mass loadingowi jony orz protony słoneczne poruszają się w przeciwnych kierunkach, podczas, gdy elektrony nie podlegają wpływom.

Implikacje tych spostrzeżeń bazują na założeniu, że mass loading odgrywa ważną rolę na tak dużych odległościach heliocentrycznych i przy malutkiej gęstości komy. Zaraportowano na przykład, że jony wiatru słonecznego są odbijane, ale nie spowalniane, jak się tego można by spodziewać w przypadku zjawiska mass loadingu, co sugeruje, że proces ten jest zaniedbywalnie mały. Zatem fakty te można zinterpretować jako wskazania, że złożone i dynamiczne, bogate w elektrony środowisko w pobliżu jądra znajdującego się tak daleko od Słońca, przy zaniedbywalnym mass loadingu, sugeruje dominację innego mechanizmu ruchu jonów.

Idąc tym tropem, godny najwyższego zainteresowania jest raport Clarka i innych, zatytułowany Środowisko super-termicznych elektronów komety 67P/ Churyumov-Gerasimenko: obserwacje detektora jonów i elektronów Rosetty [5]. Określenie super-termiczne wskazuje na silnie ogrzane elektrony, posiadające dużą energię kinetyczną. W manuskrypcie autorzy piszą, iż super-termiczne, lub szybkie elektrony są przyspieszane przez nieznany mechanizm z kilku do nawet 100 eV i pełnią ważną rolę w elektrono-obojętnej chemii, jak również w ładowaniu [elektrycznym] drobin pyłu. Co więcej, poprzednie badania wykazały, że takie przyspieszone elektrony są wszechobecne, jednak nie doszło do porozumienia na temat mechanizmu. Wysunięto kilka propozycji:

  1. Super-termiczne elektrony są prawdopodobnie powiązane z wstępującymi fluktuacjami fal cyklotronowych, unoszących się w kierunku warkocza. Innymi słowy, energia dostarczana jest przez mass loaded jony, wędrujące od strony Słońca ku warkoczowi komy.
  2. Super-termiczne elektrony są przyspieszane w podobny sposób, jak elektrony poza międzyplanetarnymi bezkolizyjnymi falami uderzeniowymi.
  3. Satelita Active Magnetospheric Particle Tracer Explorer (AMPTE) pokazała, że za elektrony te odpowiadają niższe, hybrydowe fale cyklotronowe z mass loaded jonów. Słowo hybrydowe odnosi się do częstotliwości cyklotronowych, pomiędzy protonami a elektronami.
  4. Niektóre opracowania przypisują przyspieszanie super-termicznych elektronów fotojonizacji, podczas, gdy inne wskazują, że rola tego procesu jest zaniedbywalna.

Jest jasne, że nie ma zgody na temat głównego mechanizmu, stojącego za przyspieszaniem super-termicznych elektronów, zwłaszcza w przypadku komety 67P, która ma 100-krotnie cieńszą komę, niż kometa Halley'a. W tym kontekście, autorzy nas informują:

  1. Bardzo dynamiczna chmura super-termicznych elektronów pokrywa się z obserwowanym szczytem aktywności w pobliżu 1 j.a. Autorzy dodają: To zaskakujące, że tak słabo odgazowująca się kometa w dużej odległości od Słońca wytwarza duże i dynamiczne środowisko super-termicznych elektronów.
  2. Gęstość elektronów w pobliżu jądra waha się od 10 do 100 na cm3.

Biorąc pod uwagę, że w czasie tych obserwacji kometa 67P znajdowała się 3 j.a. od Słońca i miała malutką komę, co przeczy wszystkim wcześniejszym przewidywaniom, jest bardzo prawdopodobne, że ma miejsce inny mechanizm przyspieszania jonów w pobliżu jądra komety.

Raport kontynuowano rozważając potencjalne mechanizmy, które w sposób nieoczywisty mogą odpowiadać za dużą gęstość (i strumień), obserwowaną przez IES. Na przykład:

  1. Fotoelektrony. Odgrywa rolę w jonizacji molekuł i tworzeniu energetyczne, drugorzędne jony poprzez dysocjacje fotoelektronów.
  2. Ambipolarne pole elektryczne. Autorzy zamieścili komentarz, że jeżeli obecne jest wyraźne pole elektryczne, wówczas powinien też być widoczny wyraźny szczyt. Ponownie, wskazuje to na bardzo delikatną strukturę w środowisku plazmowym. Implikacje są takie, że pole elektryczne jest z natury włókniste.
  3. Przyspieszenie spowodowane przez skrośne potencjały fal uderzeniowych. Dość interesujące, skrośne potencjały uderzeniowe, które obserwowano, jak przyspieszały elektrony, mogą być traktowane jako warstwa podwójna w środowisku eksperymencie elektrochemicznym. Jednakże nie ma dowodów na fale uderzeniowe, w tym wsteczne, w odległości 3,5 j.a. od Słońca.
  4. Kompresja pola magnetycznego. Jednakże brak jest danych o kierunku i wielkości powiązanego z wiatrem słonecznym pola magnetycznego.
  5. Niższe, cyklotronowe fale, wywołane jonami ulegającymi mass loadingowi. Aby wyjaśnić swoje dane, autorzy uczepili się tego rozwiązania.

Co zaskakujące, autorzy skonkludowali, że super-termiczne elektrony są przyspieszane przez domieszki fotoelektronów i fal [cyklotronowych], powodowanych niestabilnościami unoszenia jonów. Ich konkluzja jest sprzeczna, gdyż w tekście autorzy donosili o bogatej i dynamicznej chmurze elektronów, wskazującej na dużą gęstość elektronów wokół jądra, mimo bardzo słabej komy komety 67P. Pojawia się zatem pytanie: skąd te elektrony pochodzą? Kolejną sprzecznością jest to, że mass loading pociąga za sobą spowalnianie wiatru słonecznego.

Jednakże autorzy twierdzą, że dane na temat jonów nie wykazują znaczącego spowolnienia wiatru słonecznego, co sugeruje, że mass loading jonów jest zaniedbywalne. Dodatkowo, autor napisał: nie ma, niestety, na pokładzie Rosetty żadnego instrumentu, który zmierzyłby fale elektromagnetyczne o tej częstotliwości odnosząc się do niższych częstotliwości cyklotronowych. Poczynione obserwacje mogą oznaczać, iż wyciągnięte wnioski są przedwczesne. Z perspektywy elektrycznej, przyspieszenie elektronów następuje dzięki umieszczeniu ładunku w polu elektrycznym, co z kolei wskazuje na różnicę potencjałów.

Epizod 3: Pylenie wiatru słonecznego i jego powiązanie z obserwacja wody na komecie 67P

W epizodzie 3 omawiam potencjalne powiązania pomiędzy rozpryskiwaniem na powierzchni przez wiatr słoneczny, detekcją jonów metali i produkcją wody. Obecnie znanych jest 5 procesów, uważanych za przyczynę ekstrahowania atomów alkalicznych z powierzchni komet:

  1. Desorpcja termiczna
  2. Desorpcja symulowana fotonowa
  3. Rozpryskiwanie wiatrem słonecznym (solar wind sputtering)
  4. Parowanie od mikrometeorytów
  5. Fotodysocjacja molekuł rodzicielskich [6]

W manuskrypcie zatytułowanym Rozpryskiwanie pyłu wiatrem słonecznym na komecie 67P/Churyumov-Gerasimenko, autorstwa Wurza i innych [7], użyto podwójnie skupiającego spektrometru masy do wykrywania obojętnych substancji lotnych w komie, które nie były podejrzewane o sublimowanie, częściowe lub całkowite, jak Na, K, Si, Ca oraz S. Rezultaty można podsumować następująco:

  1. Krzem (Si) jest najbardziej obfitym pierwiastkiem, obserwowanym przez spektrometr masowy, co ma sens, gdyż zaobserwowano, że kometa 67P składa się z minerałów ogniotrwałych, jak oliwin.
  2. Większość pierwiastków zaobserwowano ponad mniej oświetloną stroną jądra komety, czyli nad półkulą zimową.
  3. W porównaniu z węglowymi chondrytami, kometa 67P wykazuje obfitość sodu, niedobór wapnia i nadmiar potasu.

W podsumowaniu stoi, że wykryte obojętne strumienie metali są wywołane rozpryskiwaniem na powierzchni komety po zimowej stronie od wiatru słonecznego, wskazując, że obszary o dużej erozji, np obszar zwężenia, pozostają nieruszone. Rozpraszanie wiatrem słonecznym może wyjaśnić dżety pyłu i formacje z lodu wodnego w mniej nasłonecznionych obszarach komety, ale nie w obszarach zwróconych ku Słońcu, gdyż wiatr słoneczny nie przenika przez otoczkę plazmową. Wskazuje to, że ma miejsce jeszcze inny mechanizm, generujący pył w komie. Następstwem analizy jest wniosek, że w obszarach o mniejszym nasłonecznieniu ma miejsce przypuszczalnie implantacja protonów.

Pamiętajmy, że zamontowany na orbiterze detektor mikrofal (MIRO) [8], miesiące temu nie odnalazł znaczących ilości lodu wodnego na powierzchni komety 67P. W artykule pod tytułem Dzienny cykl lodu wodnego na komecie 67P/Churyumov-Gerasimenko, autorstwa De Sanctis i innych [9], zaproponowano cykl lodowy w oparciu o spektroskopię podczerwoną (VIRTIS). W tej analizie, podczerwone widmo odbicia, pobrane z różnych poziomów oświetlonej powierzchni komety 67P ujawnia:

  1. Szerokie pasmo absorpcji od 2,8 do 3,6 µm, przypisane związkom organicznym.
  2. Brak linii absorpcyjnych czystego lodu wodnego wskazuje na górny limit 1% na objętość lodu wodnego w rozdzielczości VIRTIS.
  3. Spłaszczenie nachylenia i zmniejszenie emisji termicznych wraz ze zwiększeniem głębokości przedziału 3 µm, co sugeruje ekspozycję lodu wodnego wraz z materiałem organicznym.

Na bazie tych obserwacji autorzy posłużyli się teorią rozpraszania do modelowania widma odbicia podczerwonego jako mieszaniny wody i materii organicznej, aby otrzymać mapę rozłożenia lodu wodnego. Aby model zgadzał się z danymi, względna ilość lodu musi wynosić 10-15%. Ten rodzaj szczególnej analizy modelowania danych empirycznych jest dosyć akceptowany w środowisku naukowym i autorzy poczynili rozsądne założenia. Jednakże założenia wyznaczają siłę modelu. Z modelu autorzy mapę ilościową lodu wodnego i proponują bezpośrednią kondensację sublimacji gazu z powierzchni pod określonymi warunkami termodynamicznymi. Przez warunki termodynamiczne autorzy rozumieją mechanizm wersji temperatury, działający mniej-więcej tak:

Lód wodny w mieszaninie wodno-organicznej sublimuje z najwyższych warstw powierzchni. Kiedy powierzchnia ta nie jest oświetlona przez Słońce, następuje inwersja temperatury pomiędzy chłodniejszymi teraz warstwami górnymi a głębszymi, kilka centymetrów poniżej. Para wodna w cieplejszym wnętrzu dyfuzjuje do góry i kondensuje się w górnych warstwach, gdzie pozostaje stabilna, aż do ponownego oświetlenia powierzchni, kiedy to ulegnie sublimacji. Następnie cykl się powtarza.

Dobrze jest spojrzeć na to studium w szerszym kontekście. Chociaż opierając się na tytule, można by pomyśleć, iż na powierzchni komety 67P znajduje się lód wodny, autorzy wyraźnie stwierdzają, co następuje:

  1. Należy zaznaczyć, że udział warstw powierzchniowych w całkowite odgazowywanie jest ograniczony w czasie.
  2. Ilość strumienia wody pochodzącego z powierzchniowego lodu, zmierzona przez VIRTIS, stanowi 3% całkowitego strumienia wody zmierzonego przez MIRO. VIRTIS używa spektroskopii podczerwonej, podczas gdy VIRTIS mikrofalowej.

Innymi słowy, mechanizm ten reprezentuje bardzo mały procent całkowitej obecności wody w na powierzchni komety. Szybka analiza faktów i obserwacji na temat rozpryskiwania wiatrem słonecznym, wspomnianym wcześniej, prowadzi mnie do wniosku, że może ono grać rolę w obserwacjach lodu wodnego, z następujących powodów:

  1. Zgodnie ze sporządzoną mapą, na powierzchni jest tylko niewielka ilość lodu wodnego.
  2. Lód zdaje się być uzupełniany w miejscach o mniejszym naświetleniu, jak cienie i nocna strona.
  3. Wykazano, że rozpryskiwanie wiatrem słonecznym jest efektywne w miejscach o niskim naświetleniu.

Zebrawszy dowody razem, rozsądne jest przypisać obecność obserwowanego lodu w mniej naświetlonych miejscach implantacji protonów (H+) w ogniotrwałe krzemiany, gdzie oddziałują one z tlenem, osadzonym w siatce krystalicznej. Nie jest to niczym niezwykłym, jako, że zostało wykazane w eksperymentach laboratoryjnych i jest uważane za główny mechanizm powstawania lodu na obrzeżach kraterów księżycowych.

Epizod 4: Natura wyrzucanych z komet naładowanych nanodrobin

W epizodzie 4 omawiam naturę i ładunek zarejestrowanych nanodrobin w komach komet. Interesującym nas artykułem jest ten autorstwa Gambosi i innych, zatytułowany Ujemnie naładowane nanodrobiny komety 67P/Churyumov-Gerasimenko [10]. Główne myśli manuskryptu są całkiem interesujące i można je podsumować następująco:

  1. Sensor jonów i elektronów (IES) wykrył nanocząstki w niemal mono-energetycznych wiązkach w zakresie 200 do 500 eV.
  2. Nanodrobiny, które autorzy przypisują kawałkom wody o średnicy 3-4 nm, były naładowane ujemnie i podróżowały od strony jądra komety ku Słońcu.
  3. Co więcej, nie odebrano sygnałów cząstek naładowanych dodatnio.

Autorzy wyjaśnili owe obserwacje wzorcem składanego parasola nanodrobin. W rozumowaniu tym nanodrobiny wody są unoszone wypływem gazu, który następnie jest zawracany ku komecie przez ciśnienie radiacyjne.

Wyjaśnienie to jest jednak kłopotliwe i sprzeczne z następujących powodów:

  1. Wzorzec składanego parasola oznaczałby, że nanodrobiny pyłu poruszałyby się ku jądru komety, co przeczy obserwacjom.
  2. Brak jonów dodatnich przypisuje się fotojonizacji z w pobliżu jądra do postaci jonów ujemnych. Jednakże, nawet, jeżeli brać pod uwagę ten proces, jak poprzednio opublikowano w Pomiarach komy blisko jądra komety 67P/Churyumov-Gerasimenko przy pomocy spektrografu dalekiego ultrafioletu Alice sondy Rosetta, [11], jony dodatnie powinny istnieć i zostać wykryte.
  3. Na koniec, autorzy przypisują brak śladów jonów dodatnich usterce instrumentów.

W szerszym kontekście, wyjaśnienia te nas nie satysfakcjonują. Odmienna, lecz możliwa interpretacja jest następująca: nanodrobiny pyłu są ładowane ujemnie elektronami emanującymi z powierzchni, gdyż w poprzednich epizodach zaprezentowałem istnienie w pobliżu jądra dużej ilości elektronów niezwiązanych z procesem fotojonizacji. Zamiast tego, proponuję, że elektrony te pochodzą z procesu elektrycznego odzierania, napędzanego różnicą potencjałów pomiędzy jądrem komety a otoczeniem.

Dalszy raport tego teoretycznego frameworku jest ujawniony w studium komety PAN-STARRS, którą przeanalizowano z użyciem światła białego, gdy kometa znajdowała się w odległości 0,3 j.a. od Słońca, blisko peryhelium. W raporcie autorstwa Raouafi'ego i innych Dynamika szybkich, ulotnych kłębów [HVECs], emanujących z komety C/2011 L4, obserwowanych przez STEREO, [12], omówiono obserwacje szybko poruszających się w niemal radialnym kierunku przeciwnym do Słońca obiektów. Tradycyjne spojrzenie jest takie, że materia ulotna, cząstki pyłu, są wyrzucane do komy i podlegają szerokiej gamie procesów fizycznych, jak grawitacja, ciśnienie radiacyjne, fragmentacja, elektryzowanie oraz zderzenia. Wyrzucone obłoki miały początkową prędkość 200 do 400 km/s, która następnie zwiększała się do 600 km/s. co więcej, morfologia obrazów ze STEREO wskazuje, że mniejsze niż 1 µm są zmiatane promieniście w kierunku przeciwnym do Słońca, niezależnie od czasu ich wyrzucenia ani pozycji na orbicie komety, podczas, gdy większe cząstki płynęły w bruzdach tworzących warkocz pyłowy. I chociaż promieniowanie słoneczne odgrywa rolę w różnicowaniu ziaren pyłu w warkocze pyłowy, jonowy i obojętny, nie może przyspieszać materiału do prędkości ponad 200 km/s w czasie, jaki zaobserwowano. Na przykład, aby ziarno pyłu o rozmiarze 1 µm rozpędzić promieniowaniem słonecznym do prędkości 350 km/s na dystansie 108 km, potrzeba by około 2 700 000 sekund. Zamiast tego zaobserwowano większe przyspieszenia, potrzebujące jedynie 20 000 sekund. W rezultacie autorzy sugerują, iż ciśnienie radiacyjne nie gra roli w przyspieszaniu drobin mniejszych niż 1 µm. Twierdzą natomiast, że drobiny są elektryzowane fotojonizacją i porywane przez mass loading przez heliocentryczne pola elektryczne. Po długiej i uważnej analizie, autorzy konkludują:

  1. Nanodrobiny składają się z jonów dodatnich (kationów) materiałów, zawierających jony metali o niskim potencjale jonizacji (Na+, K+) oraz materiałów obojętnych (Na, K, Li, Ca).
  2. Jeżeli drobiny były pojedynczo elektryzowane, klaster pięciu molekuł oliwinu (Mg2SiO4) o średnicy 1,5 nm powinien wyjaśnić obserwację.
  3. Podlegająca potwierdzeniu relacja jeden na jeden pomiędzy kłębami a bruzdami może wskazywać na obecność włóknistych pól elektrycznych w pobliżu warkocza komety.

Fakty te mają szczególne znaczenie, gdyż podobne struktury w komie i warkoczu zostały zaobserwowane w przypadku komety 1P/Halley w 1910 oraz 1986 roku, komety C/1995 01 Hale-Bopp, C/2006 P1 McNaught, oraz C/2001 V1 NEAT. W dodatku materiał z komety C/2011 L4 został z niej wyrzucony poza strefą sublimacji lodu, wynoszącą 5-6 j.a. Obserwacje te wyjaśniano w mało satysfakcjonujący sposób przy pomocy:

  • Uwolnienie utajonego ciepła z przejść amorficzno-krystalicznych lodu wodnego.
  • Sublimacja zamarzniętych super-ulotnych substancji.
  • Fragmentacja komety.
  • Oczywiście, pytaniem jest, co jest siłą napędową aktywności kometarnej na tak dużych odległościach heliocentrycznych. W moim opracowaniu teoretycznym, opartym na odzieraniu elektronów, siłą tą jest różnica potencjałów pomiędzy kometą a otaczającą ją otoczką plazmową. W epizodzie tym zobaczyliśmy dwa różne artykuły, raportujące ujemnie naładowane nanodrobiny, płynące od jądra komety ku Słońcu, oraz dodatnio naładowane nanodrobiny, płynące z komety w kierunku przeciwnym. Napotkaliśmy również raporty traktujące o zwiększenie wiązek elektronów w pobliżu jądra. Ogólnym wnioskiem z tych obserwacji jest różnicowanie się ładunków, a zatem różnica potencjałów, ilustrowana przez pola elektryczne przyspieszających naładowanych drobin. Jest tam dość napięcia elektrycznego do zjonizowania metali o niskim progu jonizacji, które znajdują się w strukturze minerałów i krzemianów, aby oddzielić i przyspieszyć elektrony.

    Wynikiem są znacznie przyspieszone od jądra komety elektrony, które obserwujemy jako wiązki i strumienie jonów, powodujące wpływ elektronów na inne substancje lotne, głównie z powodu, że pola elektryczne, przyspieszające cząstki naładowane, są z natury włókniste. Teraz, gdy elektrony są przyspieszane od jądra, metale w strukturze stają się naładowane dodatnio i mniejsze rozmiarowo, co destabilizuje strukturę do poziomu zapadnięcia się, na skutek czego fragmentacja staje się dominującym mechanizmem. Ten proces odzierania elektronów może być źródłem zarówno elektronów jak i dodatnio naładowanych nanodrobin. W dodatku, następuje separacja ładunków w złożonym środowisku elektrycznym, na skutek połączenia z wymianą ładunków, należy się spodziewać również ujemnych drobin poruszających się ku Słońcu, jak poprzednio wzmiankowano.

    Epizod 5: Wnioski z obserwacji cząsteczkowego tlenu na komecie 67P

    W 5 epizodzie wprowadzam przegląd niedawnego artykułu Obfitość tlenu molekularnego w komie komety 67P/Churyumov-Gerasimenko autorstwa Bielera i innych, [13], w którym raportowano detekcję względnej ilości molekularnego tlenu. Obecność tlenu cząsteczkowego jest zaskoczeniem, gdyż nie jest przewidziana przez obecną i dominującą teorię kondensacyjno-sublimacyjną. List wysłany do magazynu Nature jest dobrze zaprezentowany a obserwacje wykonano bezpośrednią spektroskopią masy o dostatecznej rozdzielczości, np. podwójnie skupiającym spektrometrem z ROSINA. Poniżej znajdują się wyniki obserwacji:

    1. Obecność cząsteczkowego tlenu w ilości 1 do 10% ze średnią 3,8% względem ilości wody.
    2. Istnieje silna korelacja pomiędzy ilością względną wody a cząsteczkowego tlenu w komie komety 67P.
    3. Stosunek ilości wody do cząsteczkowego tlenu nie zmieniała się jako funkcja odległości od Słońca oraz w okresie 7-miesięcznej obserwacji.
    4. Cząsteczkowy tlen wykryto nawet w odległości zaledwie 10 km od jądra komety.

    W tle tych obserwacji, autorzy przywołują serię dobrze przemyślanych mechanizmów, mających wyjaśnić pochodzenie tego tlenu i pary wodnej w ramach paradygmatu kondensacyjno-sublimacyjnego. Niestety, nie zaprezentowano żadnego wyjaśnienia spoza tego paradygmatu. Oto lista rozważonych mechanizmów:

    1. Fotoliza - zdefiniowana jako ultrafioletowe fotony, zdolne do rozbijania wiązań molekularnych. Wyjaśnienie to nie jest satysfakcjonujące, gdyż, jak mówią sami autorzy, jednoczesne powstawanie wykrywanych O2 na skutek radiolizy lub fotolizy wydaje się ogólnie rzecz biorąc nieprawdopodobne, i prowadziłoby do zmiennego stosunku cząstek ze względu na różne warunki nasłonecznienia. Innymi słowy, gdyby siłą napędową powstawania tlenu cząsteczkowego, wówczas stosunek tego tlenu do wody byłby zmienny, co jest niezgodne z danymi.
    2. Radioliza - przewiduje powstawanie molekularnego tlenu na powierzchni jądra poprzez interakcję energetycznych cząstek słonecznych, których szczyt energii plasuje się w kilkudziesięciu MeV. Mechanizm ten byłby efektywny jedynie wewnątrz kilku mikrometrów powierzchni. Gdyby mechanizm ten miał miejsce, stosunek wody do tlenu z czasem malałby, gdyż powierzchniowa warstwa jądra ulegałaby erozji w miarę podążania komety po orbicie. Co więcej, z powodu tempa erozji, tempo produkcji tlenu również musiałoby być bardzo wysokie, aby pasowało do danych.
    3. Pierwotny tlen cząsteczkowy - tlen cząsteczkowy miałby istnieć podczas formowania się Układu Słonecznego i występować w jądrze komety 67P. Mechanizm ten implikuje, że do powstania znacznych ilości O2 potrzebne są wyższe temperatury, sugerując model akrecji Układu Słonecznego z niezwykle ciepłego obłoku molekularnego. W dodatku, model akrecyjny powstania Układu Słonecznego nie przewiduje wysokiego stosunku ilości tlenu molekularnego do wody, jaki zaobserwowano. Co więcej, akrecyjny model przewiduje obecność ozonu (O3), którego nie zaobserwowano.
    4. Radioliza przed akrecją Układu Słonecznego - O2 produkowany byłby przez radiolizę w lodzie wodnym, który następnie zostałby uwięziony w obszarach pustki, i w jakiś sposób pozbawiony wodoru, co zapobiegłoby hydrogeneracji, ustabilizowałoby i powiększyło koncentracje O2, które mogłoby wejść w skład jądra. Jest to mało prawdopodobny scenariusz, ze względu na wysoką reaktywność tlenu cząsteczkowego, oraz ze względu na brak ozonu, będącego wynikiem radiolizy O2 (a który znaleziono między innymi na Ganimedesie).
    5. Wytwarzanie O2 in situ w komie - autorzy twierdzą, że koma jest cienka i tym samym może nie dostarczać wymaganej częstotliwości kolizji, aby można było przekroczyć wymaganą barierę aktywności, powiązaną z potrzebnymi reakcjami chemicznymi. Co za tym idzie, reakcje O + OH → O2 + H pozostają nieosiągalne. Analiza ta utrzymuje się jedynie przy założeniu, że reakcje chemiczne napędzane są promieniowaniem elektromagnetycznym.
    6. Długa radioliza po uformowaniu się Układu Słonecznego - produkcja O2 z wody poprzez radiolizę daje H, O, oraz OH, a następnie H2, HO2 oraz H2O2. Tym niemniej przy bieżącym tempie erozji, kometa 67P wymagałaby dyfuzji substancjalnego O2 do jądra z każdego następnego przejścia wokół Słońca, aby zapobiec jego wczesnemu wyczerpaniu. co więcej, galaktyczne promienie kosmiczne (H+) produkują tlen cząsteczkowy tylko w obrębie kilkudziesięciu metrów od powierzchni, skąd zdążyłby się już ulotnić.
    7. Produkcja O2 poprzez rozpryskiwanie wiatrem słonecznym - mechanizm ten nie jest potwierdzony poprzednimi faktami, które pokazują preferowanie przez niego północnej strony. Co więcej, północna strona nie zawiera lodu, z którego mógłby pochodzić cząsteczkowy tlen. W końcu, stosunek O2 do H2O nie zależy od szerokości geograficznej i pozostawał stały przez 7 miesięcy.
    8. Wprowadzenie pierwotnego O2 do jądra komety - Gazowy O2 wchodzi w skład lodu wodnego pierwotnej mgławicy, która gwałtownie się schłodziła z ponad 100 K do mniej niż 30 K, więziąc cząsteczkowy tlen w lodzie wodnym. Ten ostatni mechanizm jest preferowany przez autorów. Można jednak wskazać, że mechanizm taki wymaga niezwykle wysokiej temperatury w młodych dyskach protoplanetarnych, które następnie schładzały się gwałtownie i selektywnie. Jest to możliwe, lecz trudne do osiągnięcia, jako, że nie ma podanej skali czasowej schładzania. Co więcej, drobiny bogate w O2 miałyby połączyć się potem w większe ciała, a następnie wejść w skład jądra komety, wszystko to przy braku reakcji [chemicznych], chociaż wiemy, że O2 jest raczej wysoko reaktywny.

    Wybrane komentarze ze strony internetowej ESA ujawniają wpływ dokonanych odkryć:

    • Nie spodziewaliśmy się wykrycia O2 na komecie - i to w takiej ilości - ze względu na jego wysoką reaktywność, było to więc zaskoczeniem. - powiedziała Kathrin Altweg z Uniwersytetu w Bren i główny badacz od instrumentu Rosetty, ROSINA.
    • Ilość cząsteczkowego tlenu wykazywała silne powiązanie z ilością wody w dowolnym czasie, sugerując powiązanie ich źródła na jądrze i mechanizmu powstawania. W przeciwieństwie do tego, ilość tlenu była słabo związana z ilością tlenku węgla i cząsteczkowego azotu, mimo, że maja one podobną ulotność, co O2. Dodatkowo nie zarejestrowano ozonu powiedział Andre Bieler z Uniwersytetu w Michigan, oraz wiodący autor publikacji opisującej nowe wyniki w czasopiśmie Nature w tym tygodniu.
    • Andre Bieler mówi, że bieżące powstawanie O2 również nie jest prawdopodobne, gdyż tempo powstawania powinno być zmienne w zależności od różnych warunków naświetlenia. Wydaje się natomiast, że tlen cząsteczkowy został jakoś wprowadzony w lód komety podczas jej formowania, i jest obecnie uwalniany wraz z parą wodną. Jedyny powód, dla którego odrzucono generowanie O2 in situ, jest taki, że zakłada się fotony jako jedyną siłę napędową reakcji chemicznych w komie komety 67P.
    • Oczywiście, pod takimi warunkami zjawisko pozostaje tajemnicze. To intrygujące rezultaty, zarówno dla studiów nad kometami, jak i poza nimi, z możliwymi implikacjami dotyczącymi naszych modeli ewolucji Układu Słonecznego. Powiedział Matt Tylor, naukowiec projektu Rosetta.

    Jasne jest, że korelacja pomiędzy ilościami O2 a H2O wskazuje na wspólne pochodzenie i mechanizm uwalniania. Pytanie brzmi: Jaki to mechanizm? Proponuję mechanizm jednoczesnego powstawania O2 i H2O, którego siła napędową jest różnica potencjałów, taki, jak metoda elektrochemiczna. Jest dużo dowodów na włókniste pola elektryczne, przyspieszające jony i elektrony w pobliżu jądra komety, prowadząc do rozdziału ładunków, jak wykazano w tej serii epizodów. Nazwałem ten mechanizm:

    Elektrochemicznym tworzeniem O2 i H2O - w metodzie tej, molekuły O2, O2-, OH, -OH oraz inne związki chemiczne uwalniane są do komy na skutek różnych procesów, jak odzieranie elektronów, wiatr słoneczny oraz ogrzewanie promieniami Słońca. W tym kontekście, O2 może zaabsorbować ładunek ujemny na skutek wymiany ładunków, spowodowanej obecnością demonstrowanej już dużej gęstości elektronów w pobliżu jądra, po czym następuje przechwytywanie protonów z wiatru słonecznego. Następnie, przynajmniej na dwa sposoby, łączące formowanie się tlenu i wody, może powstać woda:

    1. O2 + H → H2O
    2. O2- + H+ → H2O

    W tym modelu teoretycznym, gdzie siłą napędową jest różnica potencjałów elektrycznych w pobliżu jądra, natychmiastowa reakcja powstawania O2, uważana za niemożliwą, okazuje się wykonalna, gdy popatrzy się na to z punktu widzenia elektrochemicznego, jako, że reakcje mogą wtedy zachodzić bezpośrednio na skutek kolizji w fazie gazowej, lub za pośrednictwem katalizy krzemowej na powierzchni nanodrobin. W ogólnej perspektywie, napędzane napięciem elektrycznym reakcje chemiczne wyglądają obiecująco, gdyż mogą wyjaśnić powstawanie złożonych związków chemicznych, jak woda, alkohol, cukier [14], polimery cyjanków, aminokwasy i inne, bez termodynamicznych ograniczeń zderzeń w niskich temperaturach.

    Literatura

    1. Richter I. et al. Observation of a new type of low-frequency waves at comet 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2015, Ann. Geophys., 33, 1036.
    2. Nilsson H. et al. Evolution of the ion environment of comet 67P/Churyumov-Gerasimenko: observations between 3.6 and 2.0 AU. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A20.
    3. Goldstein R. et al. The Rosetta Ion and Electron Sensor (IES) measurement of the development of pickup ions from comet 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2014, Geophys. Res. Lett., 2, 3093.
    4. Broiles, T. W. et al. Rosetta observations of solar wind interaction with the comet 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A21.
    5. Clark, G. Suprathermal electron environment of comet 67P/Churyumov-Gerasimenko: Observations from the Rosetta Ion and Electron Sensor. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A24.
    6. Fulle, M. et al. Potassium detection and lithium depletion in comets C/2011 L4 (Panstarrs) and C/1965 S1 (Ikeya-Seki). 2013, Astrophysical J. Lett., 771, L21.
    7. Wurz, P et al. Solar wind sputtering of dust on the surface of 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A22.
    8. Biver, N. et al. Distribution of water around the nucleus of comet 67P/Churyumov-Gerasimenko at 3.4 AU from the sun as seen by the MIRO instrument on Rosetta. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A3.
    9. De Sanctis, M. C. et al. The diurnal cycle of water ice on comet 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2015, Nature, 525, 500.
    10. Gombosi, T. I. et al. Negatively charged nano-grains at 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A23.
    11. Feldman, P. D. et al. Measurements of the near-nucleus coma of comet 67P/Churyumov-Gerasimenko with Alice far-ultraviolet spectrograph on Rosetta. 2015, Astronomy and Astrophysics, 583, A8.
    12. Raouafi, N.-E. et al. Dynamics of high-velocity evanescent clumps [HVECs] emitted from comet C/2011 L4 as observed by STEREO. 2015, J. Geophysical Res. (Space Phys.) 120, 5329.
    13. Bieler, A. et al. Abundant molecular oxygen in the coma of comet 67P/Churyumov-Gerasimenko. 2015, Nature, 526, 678.
    14. Biver, N. et al. Ethyl alcohol and sugar in comet C/2014 Q2 (Lovejoy). 2015, Sci. Adv. 1, e1500863.

    Dr Franklin Anariba jest obecnie lektorem na Uniwersytecie Technologii i Projektowania w Singapurze, gdzie naucza chemii oraz przeprowadza badania w dziedzinie elektrochemii i biosensingu dla zastosowań biomedycznych. Otrzymał stopień BA chemii od Uniwersytetu w Rutgers, tytuł magistra Chemii Analitycznej oraz doktora filozofii elektroniki molekularnej od Unowersytetu Stanu Ohio. Jego doświadczenie profesjonalne obejmuje posadę w Merck & Co, Centrum Nauki i Inżynierii Nanoskalowej (CNSE), oraz na Politechnice Stanowej Kalifornii (Cal Poly) w Stanach, w Instytucie Bioinżynierii i Nanotechnologii (IBN) oraz Nanyang Technological University (NTU) w Singapurze.

    Powyższej publikacji można odsłuchać na Evidence for Electrical Comet Activity | Space News.

    Idee wyrażane na Thunderblogs nie muszą odpowiadać spojrzeniu T-Bolts Group Inc lub The Thunderbolts ProjectTM.

    Przetłumaczono z: Evidence of Electrical Activity on Comet 67P: Towards an Electrochemical Framework for Cometary Phenomena

    Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

    sobota, 12 września 2015

    Nowe zdjęcia Plutona z New Horizons: to skomplikowane

    Ten syntetyczny, perspektywiczny widok na Plutona, oparty o zdjęcia wysokiej rozdzielczości, pobrane z pojazdu NASA New Horizons, pokazują, co byśmy zobaczyli, będąc w około 1100 mil (1800 km) ponad obszarem równikowym Plutona, patrząc na północ ponad ciemnym, pokrytym kraterami obszarem, zwanym nieformalnie Regionem Cthulhu, ku jasnemu, gładkiemu regionowi, zwanemu Sputnik Planum. Całkowity rozmiar krajobrazu widocznego na zdjęciu wynosi 1100 mil (1800 km). Zostało ono zrobione, gdy New Horizons przeleciał obok Plutona 14 lipca 2015, w odległości 50 000 mil (80 000 km). Dzięki uprzejmości NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute

    Nowe, bliskie zdjęcia Plutona, wykonane przez należący do NASA pojazd New Horizons, ujawniają oszałamiającą różnorodność powierzchni, która przez swój zasięg i złożoność przyprawiła naukowców o zawrót głowy.

    Pluton ukazuje nam różnorodność form i złożoność procesów, które rywalizują ze wszystkim, co widzieliśmy w Układzie Słonecznym. powiedział główny badacz misji New Horizons, Alan Stern, z Southwest Research Institute (SwRi) w Boulder, Colorado. Gdyby artysta namalował takiego Plutona przed przelotem, nazwałbym to przesadą. Ale tak tam na prawdę jest.

    New Horizons rozpoczęła trwające rok ściąganie nowych zdjęć i innych danych podczas weekendu Dnia Pracy. Zdjęcia przekazane w ciągu poprzednich kilku dni zawierają ponad dwukrotność powierzchni Plutona, widzianej w wysokiej rozdzielczości nawet do 400 metrów (440 jardów) na piksel. Ujawniają one taką różnorodność struktur, jak możliwe wydmy, rzeki lodu azotowego, które najwyraźniej spływają z górskich regionów na równiny, a nawet sieci dolin, które mogły zostać wyrzeźbione przez materiał płynący po powierzchni Plutona. Widać również duże obszary z chaotycznie pogmatwanymi górami, przypominającymi krajobraz Europy, lodowego księżyca Jowisza.

    Powierzchnia Plutona jest w każdym szczególe tak złożona, jak Marsa powiedział Jeff Moore, lider zespołu New Horizonsa Geology, Geophysics and Imaging (GGI), w ramach należącego do NASA Ames Research Center w Moffett Field, California. Losowo przemieszane góry mogą być ogromnymi blokami twardego lodu wodnego, pływającego w rozległym, gęstszym i bardziej miękkim lodzie azotowym wewnątrz regionu zwanego nieformalnie Sputnik Planum.

    Nowe zdjęcia pokazują również region o największej ilości kraterów, a więc najstarszy, który był już widziany przez New Horizons, zaraz obok najmłodszych, posiadających najmniej kraterów, lodowych równin. Może tam nawet być, między innymi, pole ciemnych, nawianych wydm.

    Obserwacja wydm na Plutonie, jeśli to są wydmy, byłaby zupełnie nieprawdopodobna, ponieważ obecnie atmosfera Plutona jest bardzo cienka. powiedział william B. NcKinnom, deputowany lider GGI z Washington University, St. Louis. Albo Pluton miał w przeszłości grubszą atmosferę, albo ma tu miejsce jakiś proces, z którego nie zdajemy sobie sprawy. To łamigłówka.

    Odkrycia płynące z nowych zdjęć nie ograniczają się do powierzchni Plutona. Lepsze zdjęcia księżyców Plutona: Charona, Niksa i Hydry zostaną opublikowane w środę na stronie internetowej z surowymi obrazami z Long Range Reconnaissance Imager (LORRI). Pokazują one, że każdy księżyc jest unikalny, oraz że największy z nich, Charon, ma burzliwą przeszłość.

    Zdjęcia przesłane w poprzednich dniach ujawniły również, że atmosferyczna mgiełka Plutona ma znacznie więcej warstw, niż sądzono, oraz, że tworzy ona efekt półmroku, oświetlający krajobraz na nocnej stronie blisko zachodu Słońca, czyniąc go widocznym dla kamer New Horizons.

    Ten bonusowy widok zmierzchu jest wspaniałym podarunkiem od Plutona. powiedział John spencer, deputowany lider z SwRI. Możemy teraz studiować geologię krajobrazu, którego nigdy nie spodziewaliśmy się ujrzeć.

    Mozaika ze zdjęć wysokiej rozdzielczości, zrobionych Plutonowi, wysłana z pojazdu NASA - New Horizons, od 5 do 7 września 2015. Obraz zdominowany jest przez lodową równinę, zwaną nieformalnie Sputnik Planum, jasny, głaski obszar zajmujący centrum. Widać tu również ogromną różnorodność innych krajobrazów wokół. Najmniejsze widoczne struktury mają 0,5 mili (0,8 km), a mozaika obejmuje region o szerokości około 1000 mil (1600 km). Obraz powstał, gdy New Horizons mijał Plutona 14 lipca 2015 w odległości 50 000 mil (80 000 km). Dzięki uprzejmości NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute

    W centrum tego obejmującego 300 mil (470 km) zdjęcia, zrobionego Plutonowi przez należący do NASA pojazd New Horizons, jest duży region chaotycznego, połamanego krajobrazu na północno zachodnim krańcu szerokiej, lodowej równiny, zwanej Sputnik Planum, widocznej z prawej. Najmniejsze widoczne struktury mają 0,5 mili (0,8 km). Zdjęcie wykonał New Horizons, mijając Plutona 14 lipca 2015 w odległości 50 000 mil (80 000 km).

    Ten szeroki na 220 mil (35o km) widok Plutona z sondy New Horizons ilustruje niezwykłą różnorodność powierzchni na karłowatej planecie. Zdjęcie obejmuje ciemny, zbombardowany w starożytności krajobraz, jak również jasny, gładki i geologicznie młody; nagromadzenie gór oraz enigmatyczne, ciemne pole równoległych grzbietów, przypominających wyspy - ich pochodzenie jest kwestią dyskusji. Najmniejsze widoczne struktury mają 0,5 mili (0,8 km). Zdjęcie wykonała sonda New Horizons 14 lipca 2015, podczas przelotu obok Plutona w odległości 50 000 mil (80 000 km). Dzięki uprzejmości NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute

    Oto zdjęcie największego księżyca Plutona - Charona, zrobione przez przez należący do NASA pojazd New Horizons, 10 godzn przed największym zbliżeniem do Plutona 14 lipca 2015, zrobione z odległości 290 000 mil (470 000 km), jest niedawno przesłaną na Ziemię wersją zdjęcia z 15 lipca, lecz o większej rozdzielczości. Charon, posiadający 750 mil (1200 km) średnicy, wykazuje zaskakująco złożoną historię geologiczną, w tym uskoki tektoniczne; spękane równiny na dole po lewej; szereg enigmatycznych gór otoczonych zagłębionym terenem po prawej; oraz silnie pokraterowane obszary w centrum oraz na górze po lewej. Na powierzchni Charona znajdują się również złożone, odbijające światło wzory, w tym ciemne i jasne promienie z kraterów, oraz rzucający się w oczy ciemny region na górze. Najmniejsze widzialne struktury mają 2,9 mili (4,6 km). Dzięki uprzejmości: NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute

    To zdjęcie Plutona, przetworzone na dwa różne sposoby, pokazuje, w jaki sposób jasna, górna atmosfera Plutona, delikatnie oświetla jego nocną stronę tuż po zachodzie lub przed wschodem, pozwalając czułym kamerom New Horizons zobaczyć szczegóły obszarów nocnych, niewidocznych w przeciwnym razie. Wersja po prawej została mocno pojaśniona, aby wzmocnić słabe szczegóły chropowatej, zamglonej topografii za terminatorem Plutona, czyli linii oddzielającej dzień od nocy. Zdjęcie zostało zrobione przez New Horizons, gdy mijała ona Plutona 14 lipca 2015, w odległości 50 000 mil (80 000 km). Dzięki uprzejmości NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute

    Dwie różne wersje zdjęcia zrobionego przez New Horizons Plutonowi od strony nocnej niemal 16 godzin od najbliższego podejścia, z odległości 480 mil (770 000 km) przy kącie fazowym równym 166°, przedstawiającego warstwy mgiełki atmosferycznej Plutona. Północny biegun Plutona jest na górze, a Słońce oświetla go z góry i z prawej. Zdjęcia te są znacznie lepszej jakości, niż cyfrowo skompresowane obrazy mgły Plutona, przesłane i opublikowane krótko po zbliżeniu 14 lipca. Pozwalają zobaczyć wiele nowych detali. Wersja z lewej przeszła tylko niewielką obróbkę, podczas, gdy prawa poddana została zabiegom uwydatniającym dużą liczbę dyskretnych warstw mgły w atmosferze. W wersji z lewej, widać słabe szczegóły powierzchni oświetlonej Słońcem na skraju dysku Plutona. Subtelne równoległe promienie w mgle mogą być promieniami zmierzchowymi - cieniami rzucanymi przez na mgłę przez topografię terenu, taką, jak góry; podobne do promieni np wystających zza góry, widywanych na Ziemi o zachodzie Słońca. Dzięki uprzejmości: NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute

    Pojazd New Horizons jest obecnie ponad 3 miliardy mil (5 mld km) od Ziemi i ponad 43 miliony mil (69 mln km) za Plutonem. Pojazd czuje się dobrze i i wszystkie układy działają normalnie.

    Można śledzić misję na http://www.nasa.gov/newhorizons oraz http://pluto.jhuapl.edu.

    New Horizons jest częścią należącego do NASA programu New Frontiers, zarządzanego przez agencję Marshall Space Flight Center w Huntsville, Alabama. Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory w Laurel, Maryland, zaprojektowało, zbudowało i zarządza pojazdem New Horizons oraz zarządza jego misją dla Science Mission Directorate, NASA. SwRI przewodzi misji badawczej, ładunkiem, oraz planowaniem badań.

    Ostatnio aktualizowano 10 lipca 2015.

    Redaktor: Tricia Talbert


    Przetłumaczono z: New Pluto Images from NASA’s New Horizons: It’s Complicated

    Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

    czwartek, 10 września 2015

    Lodowy księżyc Jowisza rzuca podkręconą piłkę w teorie swojej formacji

    Nowości| 31 maja 2005

    Koncepcja artystyczna sondy Galileo przy księżycu Jowisza, Amaltei. Dzięki uprzejmości NASA/JPL/Michael Carroll.

    Naukowcy studiujący dane z należącego do NASA pojazdu Galileo odkryli, że księżyc Jowisza Amaltea jest górą lodowego gruzu o gęstości mniejszej od wody. Spodziewano się, że księżyce bliżej planet będą skaliste, a nie lodowe. Znalezisko to obala panujące od dawna teorie na temat formowania się księżyców wokół gazowych olbrzymów.

    Spodziewałem się ciała zbudowanego głównie ze skał. Komponent lodowy w ciele orbitującym tak blisko Jowiusza jest zaskoczeniem. powiedział dr John D. Anderson, astronom w Jet Propulsion Laboratory przy NASA, w Pasadena, w Kaliforni. Anderson jest wiodącym autorem publikacji na temat odkryć, która znalazły się bieżącym numerze czasopisma Science.

    Daje to nam ważne informacje, jak powstał Jowisz, a co za tym idzie, jak powstał układ słoneczny. powiedział Anderson.

    Obecne modele implikują, że w miejscu przebywania Amaltei, temperatury podczas procesu jej formowania były wysokie, jest to jednak niezgodne z jej lodem. Sugeruje to, że Amaltea powstała w chłodniejszym środowisku. Jedną z możliwości jest uformowanie się jej później od głównych księżyców. Inna jest taka, że księżyc utworzył się dalej od Jowisza, poza orbitą innego księżyca, Europy, lub w mgławicy słonecznej w miejscu Jowisza lub dalej. Byłby wówczas przetransportowany lub przechwycony na obecną orbitę wokół Jowisza. Wszystkie te wyjaśnienia rzucają wyzwanie modelom formowania się księżyców wokół planet olbrzymów.

    Amaltea rzuca nam podkręconą piłkę powiedział dr Torrence Johnson, współautor i naukowiec projektu misji Galileo w JPL. Jej gęstość jest dużo niższa od lodu wodnego, i nawet przy substancjalnej porowatości, Amaltea przypuszczalnie zawiera dużo lodu wodnego, jak również skał. Analiza gęstości, objętości, kształtu i wewnętrznych naprężeń grawitacyjnych doprowadziła naukowców do wniosku, że Amaltea jest nie tylko porowata i posiada wewnątrz puste obszary, lecz zawiera również substancjalny lód wodny.

    Jeden z modeli formowania się księżyców sugeruje, że księżyce bliższe planety składałyby się z gęstszego materiału, niż te dalsze. Bazuje to na teorii, że wczesny Jowisz, podobnie, jak mniejsza wersja wczesnego Słońca, emitowałby dostateczne ilości ciepła, aby powstrzymać lekki materiał przed kondensowaniem się i dołączaniem do bliskich planecie księżyców. Cztery największe księżyce Jowisza pasują do tego modelu, wraz z najbardziej wewnętrznym, Io, będącym też najgęściejszym, który zbudowany jest głównie ze skał i żelaza.

    Amaltea jest małym księżycem w czerwonym odcieniu, mierzącym około 168 mil długości i połowę tego szerokości. Orbituje około 181 000 km (112 468 mil) od Jowisza, zdecydowanie bliżej, niż Księżyc okrąża Ziemię. Galileo minął Amalteę w odległości mniejszej niż 99 mil 5 listopada 2002. Przelot koło Amaltei sprowadził sondę bliżej Jowisza, niż kiedykolwiek, odkąd wszedł on na orbitę olbrzymiej planety 7 października 1995. Po przeszło 30 zbliżeniach do czterech największych księżyców Jowisza, przelot koło Amaltei był ostatnim zbliżeniem do księżyca statku Galileo.

    14 letnia odyseja pojazdu Galileo dobiegła końca 21 września 2003. Misją zarządzało dla NASA JPL, oddział California Institute of Technology w Pasadena.

    Dodatkowe informacje o misji można znaleźć online na: http://galileo.jpl.nasa.gov/.

    Kontakt dla mediów

    Carolina Martinez (818) 354-9382

    JPL

    2005-089


    Przetłumaczono z: Icy Jupiter Moon Throws a Curve Ball at Formation Theories

    Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

    środa, 9 września 2015

    Io, naelektryzowany księżyc

    Przyjrzyjmy się dobrze wulkanowi na księżycu Jowisza, Io. Zdjęcia te zostały wykonane przez pojazd New Horizons, gdy mijał on księżyc w 2007 roku.

    Czy ten duży wulkan wygląda jak jakikolwiek, który widziałeś wcześniej?

    Gdzie jest popiół? Gdzie dym? Gdzie rzeki lawy? Dlaczego grunt wokół nie żarzy się od stopionych kawałków skał? Dlaczego obłok składa się z włókien, zamiast z chmur? Dlaczego jest niebieski? (więcej zdjęć tutaj)

    Oczywiście, NASA ma pewne kwestionowalne rozwiązania dla tych dziwności, takie, jak to, że niebieski kolor obłoku wywołany jest przez pył w powietrzu. Czy wokół księżyca widzisz pyłową mgłę? Dlaczego ten pył nie zmienia koloru powierzchni? Zauważmy, że obłok emituje swoje własne światło. Zdjęcie przy niskim świetle, zrobione, gdy księżyc był w całkowitej ciemności, pokazuje, że obłoki świecą, podobnie, jak cały księżyc. Cały księżyc oświetlony jest słabym żarzeniem zorzowym.

    Zaobserwowano inną ciekawą cechę wulkanów na Io. Zaobserwowano, że przemieszczają się one po powierzchni, zostawiając za sobą ciemne ślady. Za każdym razem, gdy wracamy, by zrobić kolejne zdjęcia Io, wytryski są w innych miejscach. Artykuł w czasopiśmie odnotował, że wulkan Prometeusz przewędrował 75 do 95 km na przestrzeni 20 lat. Zastanów się, jak jakikolwiek wulkan może gdziekolwiek wędrować.

    Pióropusze znajdują się również w złych miejscach, czyli innych, niż przewiduje teoria NASA dotycząca sił pływów z Jowisza, które zamieniają wnętrze Io w magmę. Jeden z naukowców NASA zauważył, że główne emisje termiczne znajdują się niemal 40 stopni na wschód od ich spodziewanych pozycji.

    Jest również problem z ilością ciepła, emitowanego przez Io. Artykuł NASA podaje:

    Pojawia się również tajemnica. Zespół zauważył, że aktywne wulkany odpowiadają za jedynie 60% ciepła Io. Komponent ten pochodzi w większości z płaskich kraterów wulkanicznych, zwanych paterae, powszechnych na Io. Badamy obecnie możliwość istnienia wielu mniejszych wulkanów, które są trudne, ale nie niemożliwe, do wykrycia. powiedział Veeder. Zastanawia nas teraz obserwowany wzór przepływu ciepła.

    Istnieje również problem z ilością ciepła, emitowaną przez same wulkany. Gdy pojazd Galileo mijał Io, okazało się, że obłoki są tak gorące, że oślepiają czujniki. Wczesne ustalenia ciepła były tak wysokie, że NASA musiała zrewidować swoje modele, aby wyniki pasowały do ich teoretycznych limitów.

    Naukowcy twierdzą, że te erupcje są ultramaficzne - ten typ erupcji nigdy nie był zaobserwowany z pierwszej ręki. Są one implikowane w taki sam sposób, jak ciemna materia. Są czysto hipotetyczne, oparte na składzie chemicznym skał. Oczywiście jest możliwe, że skały te mogły powstać na skutek innych procesów, oprócz erupcji wulkanicznej magmy.

    Jest również problem z wyjaśnieniem odcisku Io w atmosferze Jowisza. Naukowcy przypuszczają, że wulkaniczne obłoki na Io muszą tworzyć rozdzielenie ładunków, które przypuszczalnie musi powodować elektryczne połączenie pomiędzy Jowiszem a Io, które z kolei prowadzi do powstania owego odcisku. Jednakże później zauważono, że odciski takie pozostawiają również księżyce Ganimedes i Europa, które nie posiadają wulkanów. Oznacza to, że nie mogą być one powodowane przez wulkany. Na nich wszystkich musi zachodzić ten sam proces.

    To całkiem sporo dziwaczności, jak na tak mały księżyc. Wszystkie one wskazują, że teorie NASA są od podstaw niepoprawne.

    NASA przyjęła założenie, że wulkany na Io na prawdę są wulkanami, oraz, że wyrzucają one w powietrze stopione skały. Być może to podstawowe założenie jest błędne.

    Wiele księżyców temu, paru prawdziwych naukowców spojrzało przez chmurę wulkaniczną, którą BS NASA dmuchnęło w publikę, i zaproponowało proste rozwiązanie, które rozwiązywało wszystkie te dziwaczności. Zauważyli oni, że Io orbituje wewnątrz magnetosfery Jowisza, regionu silne energetycznej plazmy. Naukowcy owi doszli do wniosku, że tak zwane wulkany na Io wcale nie są wulkanami. Zamiast tego domyślili się, że są to wyładowania elektryczne, wywołane potencjałami w magnetosferze Jowisza.

    Fizyk Anthony Peratt z Los Alamos National Laboratory, oraz J. Dessler z Rice University, napisali: łuki plazmowe są spodziewane, z powodu prądu o natężeniu 106 A i różnicy potencjału wysokości 400 kV, które powstają przy przechodzeniu Io przez względnie gęsty torus plazmowy magnetosfery. Następnie przeszli do porównania pióropuszy z łukami plazmowymi z laboratorium. Oto, co zaobserwowali:

    Hej, chłopcy, to wygląda z pewnością, jak pióropusze na Io, co nie? Zgadnijcie, jakiego są koloru.

    Co również interesujące w odkryciu Peratta i Desslera, to to, że są oni również w stanie wyjaśnić, dlaczego pióropusze się poruszają po powierzchni, oraz dlaczego występują tam, gdzie je zaobserwowano. Mogą wytłumaczyć problem ciepła, jak również obecność włókien. W zdecydowanej większości potrafią obyć się bez nieścisłości, które wyrastają z obecnych teorii NASA na temat Io.

    W przypadku każdego wulkanu na Io, naukowcy nie zaobserwowali bezpośrednio żadnej lawy, wyrzucanej w powietrze.

    Jeżeli chcesz zobaczyć zbliżenia na lawę, wytryskującą na setki kilometrów z ujść wulkanicznych, to żadnego nie znajdziesz. Jedyne zdjęcia to pokolorowane w obrazki ujęcia tak zwanych pól lawy. Tak zwane pola lawowe są założeniem, opartym na składzie chemicznym i temperaturze.

    Uwielbiam podpis pod tym zdjęciem z NASA: pochodzenie obłoku Prometeusza jest od dawna zagadką. Gdzie jest wylot, będący źródłem całego tego gazu i pyłu? W rzeczy samej, gdzie? Żadnego nie widzę. Pamiętajmy, że patrzymy z góry na wulkan rzekomo w stanie erupcji, wyrzucający lawę na wysokość 100 km w powietrze.

    Co interesujące na tym zdjęciu, widzimy na nim tak zwaną niebieską mgłę, emanującą ze ścian krateru u góry po lewej. Jest to dokładnie to, czego należy się spodziewać przy wyładowaniu skupienia plazmy. Wyładowanie stara się koncentrować na ścianach krateru, w trakcie ich skrawania.

    Na tym artystycznie pokolorowanym zdjęciu z erupcją łańcucha kalder wulkanicznych Tvashtar Catena, zauważamy gładkie podłoże krateru, o głębokości depresji, jak również jego ostro poszarpane ściany. Zauważmy również otaczający płaskowyż, nie będący częścią żadnego wulkanu. Zauważmy również, że nie ma tu lawy wyrzuconej dziesiątki kilometrów w niebo. Wszystkie te cztery rzeczy są oznakami obróbki wyładowaniem elektrycznym. Zjawisko to wyjaśnia zdolność wulkanów do wędrowania.

    W 2013 fizyk Wall Thornhill udzielił tutaj wywiadu na ten temat. Bazując na swoim modelu elektrycznego wszechświata dotyczącym Io, Thornhill poprawnie przewidział wszystkie zagadki, które później zaobserwowano, począwszy od 1999.

    Torus plazmowy Io, plazmowy pióropusze Io, elektryczne połączenie księżyców Jowisza z jego atmosferą, produkcja tlenku siarki, niezwykłe ilości ciepła - wszystkie mogą być rozwiązane przez prosty postulat, że planety i księżyce są naładowanymi elektrycznie ciałami, poruszającymi się w słabym polu elektrycznym Słońca. Są one wszystkie częścią dużego obwodu elektrycznego Słońca, który otrzymuje swoją energię z galaktyki i dalej. Tylko dodanie zewnętrznego źródła energii elektrycznej jest w stanie wyjaśnić wszystkie te zagadki w ramach spójnej teorii.

    Więc dlaczego naukowcy wciąż łamią sobie głowy?

    Prawdopodobnie dlatego, że całkowicie odmawiają pogwałcenia pierwszej zasady kosmologicznego dogmatu: nigdy nie będziesz wspominał o elektryczności w kosmosie. Szczególnie w kontekście elektrycznego żłobienia powierzchni planet.

    Jak mówimy, Io jest obrabiany elektrycznie. To dzieje się teraz. Jego powierzchnia jest rzeźbiona przez ogromne wyładowania plazmowe. Obserwacje te zmieniają wszystko, o czym myśleliśmy, że wiemy o powstawaniu gór, kanionów i innych formacji geologicznych na wszystkich ciałach planetarnych.

    Mając to na uwadze, usiądź i obejrzyj prawdziwe naukowe wyjaśnienie tego, co stało się powierzchni Marsa:*

    * Polskie napisy do filmu można pobrać stąd.


    Michael Suede

    Przetłumaczono z: Io, The Electrified Moon

    Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

    czwartek, 3 września 2015

    Dyskusja na forum astromaniak.pl

    Przeglądając statystyki bloga, natknąłem się na odniesienia z adresu https://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=2&t=36731. Okazało się, że jest to forum astronomiczne, którego jeszcze nie znałem, i to istniejące od dosyć dawna, bo 2005 roku. 24 sierpnia został tam założony przez użytkownika •Fish3r• temat pt O co chodzi z tym elektrycznym wszechswiatem

    .

    Jego początek wydawał się interesujący - do momentu, gdy założyciel tematu nie stwierdził naraz, że żałuje, iż ten wątek założył, i wnosi o jego zamknięcie, bo, jak sam napisał, zaraz go poniesie. Niektórzy próbowali bronić alternatywnego podejścia do kosmologii, jednak wyraźnie nie mieli na to pomysłu ani wiedzy. I mniej więcej wtedy właśnie dołączyłem do dyskusji i spróbowałem co nieco rozjaśnić, mając nadzieję, że jest tam ktoś jeszcze szczerze zainteresowany tematem.

    Ujmę to tak: dla mnie to ze wszech miar przeżycie pouczające, wyrabiające charakter i wiedzę. Dyskusja wydaje się być na razie daleka od zakończenia, choć moi oponenci nie mają za dużo do powiedzenia, i przeradza się to trochę w monolog. Wszystkich, którzy są chętni zobaczyć tą wymianę poglądów, zapraszam do jej obejrzenia i ew podzielenia się spostrzeżeniami. Może faktycznie jestem jakimś czepiającym się dobrej teorii i wiarygodnych specjalistów oszołomem, a moi "guru" od Elektrycznego Wszechświata to nie mający nic wspólnego z nauką szarlatani. Chętnie przyjmę wszelką krytykę i uwagi, dopóki będą one merytoryczne, rzecz jasna.

    Zatem pozdrawiam każdego, kto to czyta, i zachęcam do zapoznania się z dyskusją na https://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=2&t=36731. Od dwóch dni z okładem wałkowany jest temat komet, a ściślej, dowodów na to/przeciw temu, że ich woda pochodzi z sublimacji lodu z jadra.

    Łukasz Buczyński