środa, 10 września 2014

Nieostniejąca woda

Anaglif pokazujący część powierzchni komety 67P/Churyumov-Gerasimenko. Kliknij, aby powiększyć. Źródło: NASA/ESA

5 września 2014

Jak dotąd, lód wodny komety 67P/Churyumov-Gerasimenko pozostaje ukryty.

Nawiązując do niedawnego oświadczenia prasowego, jeden z pokładowych instrumentów sondy Rosetta rejestruje tlen i wodór, otaczające kometę 67P/C-G. ALICE jest trójwymiarowym spektrometrem, zbudowanym do badania kometarnej komy, jak również powierzchni. Jednakowoż wyniki pracy ALICE są frustrujące. Dr Alan Stern, główny badacz oraz stowarzyszony wiceprezydent Southwest Research Institute (SwRI) Space Science and Engineering Division, powiedział: Jesteśmy nieco zaskoczeni, jak bardzo powierzchnia komety pochłania światło, i jak słabe są dowody na obecność wodnego lodu.

Obserwacje te nie są zaskoczeniem dla orędowników modelu elektrycznego. W rzeczywistości jest zaskakującym, że astrofizycy ciągle są w ciemności na temat morfologii komet. Po odwiedzeniu pięciu kometarnych jąder w ciągu ostatnich kilku lat i przekonaniu się, że są gorące, suche i skaliste, jest na prawdę dziwne, że kontynuuje się promowanie modelu brudnej śnieżki.

Niedawne rewelacje na temat komet stają się znacznie łatwiejsze do zrozumienia, jeśli weźmie się pod uwagę teorię elektrycznych komet. Czarne, wypalone jądro (kometa Haley'a), kratery i skalisty krajobraz zamiast pól lodowych (Wild 2), energetyczne wytryski, ogony jonowe, związki siarki, które wymagają wysokich temperatur do powstania oraz wszechobecność drobnego pyłu - wszystko to wskazuje na aktywne działanie elektryczności. Co najważniejsze, para wodna jest w większych ilościach z dala od jądra komety, niż w jego pobliżu - przeciwnie, niż powinno być, gdyby to lód wodny i jego sublimacja powodowały kometarne wytryski.

Już Zdjęcie Dnia z lipca 2004 dostarczyło danych przeczących teorii kometarnych kul śnieżnych. Na przykład, niektóre komety posiadają komy i warkocze jeszcze daleko od Słońca, rzekomym źródeł energii dla wszelkiej aktywności kometarnej. Jeśli Słońce jest tym, co powoduje topnienie lodu wodnego, albo, jak doniesiono w przeszłości, sublimowanie i formowanie wytrysków z zamrożonego dwutlenku węgla, komety za orbitą Jowisza, jak Hale-Bopp, nie powinny wykazywać takich aktywności.

Komety są raczej jak odłamki, pozostałe po katastroficznych zdarzeniach na Ziemi i innych planetach w niedawnej przeszłości, zatem w Układzie Słonecznym mogą być komety złożone z wodnego lodu, jako, że woda oceaniczna również mogła być eksplozywnie wyrzucona na orbitę okołosłoneczną. Aczkolwiek, owych złożonych z wody obiektów dotąd nie zauważono. Wszystkie komety, jak dotąd, złożone są z pyłu i skalistych regolitów, bez śladów lodu wodnego, jak ujawnia to obraz na górze strony.

Teoria elektrycznych komet została zaproponowana przez Ralpha Juergensa we wczesnych latach 1970, jako część jego elektrycznego modelu Słońca. Jego współpracownicy, dr Earl Milton i Wal Thornhill, rozwinęli model po jego przedwczesnej śmierci w 1979. Pierwszy artykuł o elektrycznych kometach pojawił się na stronie Thornhilla w październiku 2001, wraz z jego przewidywania mi wyników misji Deep Impact. Późniejsze artykuły pojawiły się w styczniu 2004, gdy misja Stardust napotkała kometę wild 2. Część wyników eksperymentu misji Deep Impact zaprezentowano w lipcu 2005.

Jak napisał Wal Thornhill: Model Elektrycznego Wszechświata przewiduje, że wszystkie aktywne komety będą wykazywać częste, krótkie wybuchy w różnych punktach na swojej powierzchni. Są to zjawiska wyładowań elektrycznych, znane technicznie jako (zimne) wytryski katodowe.

Iskrzenie katodowe eroduje minerały z powierzchni komety, oraz, jak wyjaśnia Thornhill, potrafią zdysocjować minerały zawierające tlen, a zjonizowane ujemne atomy tlenu wiążą się z dodatnimi atomami wodoru, czyli protonami, z wiatru słonecznego, tworząc hydroksylowe związki OH. Zakłada się podkreśla Thornhill, że te są one rezultatem rozpadu cząstki H2O pod wpływem promieni ultrafioletowych.

Tak długo, jak dominować będzie przestarzały model lodu wodnego, studiowanie zjawisk kometarnych skutkować będzie tajemnicami i zaskoczeniami.

Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2014/09/05/water-water-nonexistent/

poniedziałek, 8 września 2014

Przepływ słonecznych elektronów

(Z Dodatku C książki Electric Sky D. E. Scotta, Moikamar 2006)

Ciemne elektrony znalezione przez NASA

(ostatnia aktualizacja w czerwcu 2013)

W późnych latach 1970 Ralph Juergens badał[1], w jaki sposób Słońce otrzymuje swoją energię z zewnętrznego przepływu energii elektrycznej. Przystąpił do obliczania liczby dostępnych elektronów, które oddziałując z otrzymanym woltażem Słońca, byłyby wystarczające do wydzielenia mocy, z jaką Słońce emituje energię. Pod koniec 2011, oraz w latach 2012-2013, okazało się, dzięki sondzie Voyager 1, że dane otrzymane przez Juergensa były daleko zaniżone. Również promień heliopauzy jest trzykrotnie większy, niż myślał Juergens. Na skutek tych odkryć, wymagany spadek woltażu katodowego, obliczony przez Juergensa, okazał się o wiele za duży.

Oświadczenie NASA, zatytułowane Voyager dosięgnął nowego obszaru na skraju Układu słonecznego[2] dostarczyło następujących ważnych uaktualnień do założeń Juergensa, użytych w jego ustaleniach:

  • Voyager 1 (dnia 9/9/2011) dotarł do heliopauzy (zewnętrznej powierzchni słonecznej otoczki plazmowej). Jest to w przybliżeniu 1,82264 × 1010 km (18 mld kilometrów lub ~122 AU) od Słońca. nie doniesiono, żeby sonda opuściła granicy i nie weszła w przestrzeń międzygwiezdną, jest to więc najmniejszy oficjalnie ustalony promień heliosfery.
  • Voyager 1 zarejestrował 100-krotne zwiększenie intensywności wysoko energetycznych elektronów, docierających ze wszystkich zakątków galaktyki. Pierwotne ustalenia wynosiły 100 000 na m3. Uaktualniona wielkość wynosi ~107 / m3.
  • Sonda zmierzyła prędkość wiatru słonecznego, i po raz pierwszy okazało się, że wieje on z powrotem, w naszą stronę.

Z pomocą tych nowych danych możemy przeliczyć ilość dostępnych dla modelu elektrycznego elektronów. Stała słoneczna, zdefiniowana jako całościowa energia promieniowania słonecznego, na wszystkich częstotliwościach, padająca na centymetr kwadratowy w odległości Ziemi od Słońca, wynosi 0,137 wata / cm2[3]. Oznacza to, że Słońce musi emitować około 6,5 × 107 W na m2 fotosfery, a całkowita moc Słońca wynosi 4 × 1026 W. Odpowiada to ~42 000 W na cal2.

Jakiekolwiek hipotetyczne wejście musi więc dostarczać moc 4 × 1026 W. Juergens założył, że spadek woltażu katodowego jest rzędu 1010 V. W takim przypadku, moc dzielona przez woltaż daje natężenie 4 × 1016 amperów. Prędkości wiatrów międzygwiezdnych wynoszą[4] od 200 do 1000 km/s. Odpowiada to 2 × 105 do 106 m/s. Załóżmy więc, że efektywna prędkość typowego międzygwiezdnego elektronu wynosi przynajmniej 105 m/s.

W czasie, gdy Juergens dokonywał swoich obliczeń (1979), otrzymany prąd jonizacji gazu międzygwiezdnego wymagał przynajmniej 100 000 wolnych elektronów na m2. Ale w świetle nowych danych (patrz #1 powyżej) liczba ta jest obecnie sto razy większa, i wynosi 107/m3. Losowy prąd elektryczny elektronów niech będzie oznaczony Ir = Nev, gdzie N jest gęstością elektronów na metr sześcienny, e jest ładunkiem elektronu w kulombach, a v jest średnią prędkością (w m/s). Otrzymujemy stąd, że

Ir=Nev=107elektronów×1,6×10-19kulombów/elektron×105m/s

zatem gęstość średniego prądu elektrycznego wynosi około 1,6 × 10-7 A/m2 przez powierzchnię położoną pod dowolnym kątem.

Całkowity prąd elektryczny, który może wyzwolić wyładowanie słoneczne, jest produktem gęstości tego losowego prądu, oraz powierzchni sfery objętej spadkiem katodowym. Mamy obecnie lepsze pomiary, jak wielka jest ta sfera. jej promień wynosi około 2 × 10130, tak więc jej sferyczna powierzchnia zawiera musi być większa niż 5 × 1027m.

Taka powierzchnia może pobierać prąd międzygwiezdnych elektronów rzędu 1,6 × 10-7 razy 5 × 1027m2, co daje 8 × 1020 A (20 000 razy więcej, niż potrzeba!). Oczywiście obliczenia te obejmują wiele przybliżonych wielkości, ale są najlepszymi dostępnymi w dniu dzisiejszym (2012).

Obliczenia te pokazują, że bezzasadne są wnioski, jakoby w środowisku Słońca było za mało elektronów, żeby je zasilić. W rzeczywistości, w obliczu nowych danych z NASA, można teraz zredukować zakładany woltaż Słońca do ~1010 / 16 000 = 0,5 miliona woltów = 500 kV, względnie mało. Na Ziemi istnieją linie transmisyjne, obdarzone większym woltażem[5].

Obserwacje NASA (patrz #2 powyżej), że wiatr słoneczny zawraca (zaczyna wiać w kierunku Słońca) blisko heliopauzy, jest dalszym potwierdzeniem, że analogia pomiędzy zachowaniem Słońca otoczonego plazmą, a zachowaniem się laboratoryjnego gazu (plazmy) w tubie wyładowaniowej, jest poprawna. W takiej tubie, blisko katody, często obserwuje się warstwę elektronów. Warstwa taka tworzy ujemne pole elektryczne (siła na jednostkę ładunku), przyłożone do nośników ładunku dodatniego (jonów dodatnich w wietrze słonecznym). Heliopauza jest wirtualną katodą dla dla plazmowego wyładowania słonecznego.

Standardowy krytycyzm od krytyków modelu elektrycznego Słońca Juergensa brzmiał gdzie są te wszystkie niezbędne przychodzące relatywistyczne elektrony?. Po pierwsze, one wcale nie muszą być (i nie będą) relatywistyczne. Po drugie, okazuje się, że NASA jest w trakcie ich odnajdowania. Być może teoretycy Elektrycznego Wszechświata powinni wydać oświadczenie prasowe, zatytułowane Ciemne elektrony znalezione przez NASA. Z tego powodu ta krótka publikacja nosi taki właśnie podtytuł.

Pierwsze uzupełnienie (2013)

Il. 1. Magnetyczne spirale (prądy) odkryte przez sondę Ulisses.

  1. W obliczeniach ukazanych powyżej jest założenie, że heliopauza zbiera elektrony izotropowo z otaczającej ją plazmy międzygwiezdnej. W świetle danych uzyskanych przez sondę Ulisses (1998-2008) wiadomo teraz, że nad biegunami Słońca istnieje silne pole magnetyczne. Takie spiralne pola nie mogłyby istnieć bez silnych spiralnych prądów elektrycznych. Spirale te wyraźnie stają się węższe (bardziej gęste) w miarę zbliżania się do powierzchni Słońca. Wnioskujemy więc, że biegunowe regiony słońca mogą doświadczać znacznie wyższych gęstości prądu, niż regiony równikowe. Zatem nie tylko nośniki ładunku są dostępne, ale również zaczynamy mieć pojęcie, gdzie i jak się dostają do Słońca.
  2. Obliczenia zaprezentowane w pierwszej części tego raportu wskazują, że heliopauza może pobierać nawet 20 000 razy więcej elektronów, niż jest potrzebne do elektrycznego zasilenia Słońca. Logicznym wnioskiem jest, że tylko 1/20 000 elektronów w pobliżu Słońca musi ku niemu dryfować.
  3. Plazma posiada tak zwaną częstotliwość plazmową, Nawet po tym, jak elektron zostaje uwolniony z atomu (dając zjonizowaną parę jon-elektron), elektron ma tendencję do oscylowania wokół jonu z określoną częstotliwością. Elektron może swobodnie dryfować od centrum jonu, ale często kontynuuje swój taniec wokół niego, dopóki nie przeskoczy w pobliże innego jonu. Wyobraźmy sobie zbiór 20 000 (zjonizowanych) par jon-elektron w plazmie, w której tylko jeden na raz przeskakuje (dryfuje) ku innemu jonowi. Rozległe może tańczących (w ruchach Browna) elektronów łatwo kamufluje ruch dryfu jednego na 20 000 elektronów. To dlatego krytycy modelu Juergensa mówią często Widzimy tylko równą ilość elektornów i protonów, płynących w wietrze słonecznym. Nie jest to prawda.

Il. 2. Dryf elektornów jest trudny do zobaczenia. Elektron porusza się z prędkością Fermiego, i ma tylko niewielką prędkość dryfu, nałożoną na przyłożone pole elektryczne.

Jeden z krytyków modelu Juergensa powiedział: Występowanie fotosfery w rejonach polarnych Słońca wydaje się takie samo, jak na niższych szerokościach. Czy nie falsyfikuje to pomysłu, że znajduje się tam skoncentrowany biegunowy przepływ ładunków?

Nie, ponieważ zasilający przepływ ładunków jest tylko niewielkim ułamkiem całkowitej populacji jonów i elektronów. To zbyt mało, żeby zmienić charakterystykę plazmy fotosferycznej.

Drugie uaktualnienie (czerwiec 2013)

Analiza Juergensa, przedstawiona wyżej, rozważa Słońce jako rodzaj opornika w obwodzie elektrycznym. Ten prosty model koncentruje się tylko na przepływie elektronów. Pomija fakt, że jony dodatnie również mają swój wkład w efektywny prąd przechodzący przez Słońca. W powszechnych obwodach elektrycznych (w przewodnikach z metalowych kabli) jedynymi nośnikami ładunku są elektrony. Żaden z ładunków dodatnich się nie porusza. Są zablokowane w krysztale, tworzącym stały przewodnik. Ale w plazmie zarówno elektrony, jak i jony dodatnie przenoszą ładunek i mogą się poruszać.

Ładunek elektryczny mierzy się w kulombach, (C). Tempo, w jakim dodatni ładunek elektryczny mija punkt obserwacji, nazywamy prądem elektrycznym. Kierunek ruchu ładunków dodatnich nazywany jest (z definicji) kierunkiem przepływu prądu. Prąd mierzy się w amperach (A), i z reguły oznaczany jest symbolem i, gdzie

i=dqdt
(1)

Wypadkowy przepływ ładunku jest ważny. Ujemne ładunki, płynące w lewo, mają dodatni wkład w prąd i, płynący w prawo. Na przykład, na rys. 3, załóżmy, że co każde pół sekundy w prawo przepływa ładunek 3 C. Jednocześnie co każdą 1/3 sekundy w lewo przesuwa się ładunek -5 C. Wynikowy prąd oblicza się następująco:

i=31/2−−51/3=21A
(2)

Il. 3. (Góra) Prąd jest tempem, w jakim dodatnie ładunki przekraczają punkt obserwacyjny. (Dół) Prąd złożony jest z obu rodzajów ładunków.

W wyrażeniu (2), powyżej, pierwszy znak minus spowodowany jest przeciwnym kierunkiem drugiego ładunku. Drugi minus oznacza ujemny ładunek.

W plazmie laboratoryjnej często istnieje więcej elektronów niż jonów dodatnich. Dzieje się tak, ponieważ jony dodatnie nie potrafią się przemieszczać przez okablowanie podłączone do anody i katody. Ale wewnątrz samego wyładowania plazmowego musimy uwzględnić wkład obu typów ładunku do całkowitego prądu.

W wyładowaniu laboratoryjnym elektrony pochodzą z katody. Wchodzą w plazmę (z reguły w parach) z okablowania, podłączonego do terminala katodowego. Jeden z tych elektronów jest przyspieszany w kierunku anody, a jeden rekombinuje z jonem dodatnim (tworząc obojętny atom, co redukuje liczbę jonów dodatnich w plazmie o jeden). Drugi elektron nabiera prędkości w miarę oddalania od katody i może zderzyć się z obojętnym atomem gdzieś w środku wyładowania. Przeżywa, a kolizja uwalnia kolejny elektron (z powstaniem kolejnego jonu dodatniego, który zastępuje poprzedni zneutralizowany przy katodzie). Oba elektrony docierają do anody, i okablowaniem przechodzą z powrotem do katody. Jon dodatni jest przyspieszany do katody.

W centrum opisanego tu wyładowania plazmowego, jony dodatnie wędrują od anody ku katodzie. Taka sama liczba elektronów wędruje w przeciwną. Każdy z tych strumieni ma równy wkład w całkowity prąd, mierzony amperomierzem podpiętym szeregowo na zewnątrz tuby wyładowaniowej. Ale w przestrzeni kosmicznej nie ma kabli ani amperomierzy.

Powstaje pytanie: dlaczego Juergens, obliczając prąd w słonecznej plazmie, rozważał tylko elektrony? Wygląda na to, że był tak sfiksowany na punkcie analogii z obwodem elektrycznym, gdzie potrzebne są tylko elektrony. W kosmosie nie ma zakazu dalekich wędrówek dla jonów dodatnich. Nie ma tam znaku jonom dodatnim zakaz wstępu za ten punkt, który jest (w przenośni) stoi przed każdą katodą.

A zatem, jeżeli przyjmiemy, że istnieje tyle samo jonów dodatnich, poruszających się przez i w pobliżu Słońca, co elektronów (pseudo-obojętność), to ilość wymaganych elektronów można obciąć o połowę. Wymagana liczba elektronów do zasilenia Słońca wynosi więc jeden na 40 000 z tych, które Słońce bierze w swoje otoczenie w pobliżu heliopauzy.

Hipoteza elektrycznego Słońca Juergensa zdaje się być w coraz większym stopniu wspierana przez każdy kawałek danych, publikowany przez NASA.

D. E. Scott (czerwiec 2013)

[1] Dostępne na http://www.kronos-press.com/juergens/k0801-electric-i.htm oraz http://www.kronos-press.com/juergens/k0802-electric-ii.htm

[2] Dostępne na: http://www.jpl.nasa.gov/news/news.cfm?release=2011-372

[3] Wilson, R.C. , Journal of Geophysical Research, 83,4003-4007 1978.

[4] Peratt, A. Physics of the Plasma Universe, Springer-Verlag, 1992.

[5] Najwyższy woltaż transmisyjny (AC): 1.15 MV linia Ekibastuz-Kokshetau (Kazahstan)
http://answers.yahoo.com/question/index?qid=20091022010949AAIY7dZ


Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/SolarElecFlux2013.pdf

niedziela, 7 września 2014

Pierścień jest poprzeczką

Ten stereoskopowy obraz M57 (NGC 6720) ujawnia strukturę głębi. Źródło: Jukka Metsavainio

1 września 2014

Mgławica Pierścień mogłaby się nazywać mgławicą Tuby.

Dwubiegunowy wypływ jest terminem często używanym do opisania struktur mgławicowych, jak ta powyżej, aczkolwiek jego przyczyna pozostaje kłopotliwa dla astronomów. Przeważająca opinia jest taka, że struktury te tworzą węzły na skutek wiejących przez nie gazów i pyłów: wiatry spowodowane przez fale uderzeniowe eksplodujących gwiazd. W wielu przypadkach mgławica określana jest mianem gwiazdotwórczej, ponieważ silne promieniowanie rentgena oraz ultrafiolet uważane są za oznakę reakcji jądrowych wewnątrz chmury. Mówi się, że wiatry i fale uderzeniowe powodują ściskanie i gęstnienie delikatnych chmur, przy których obłoczek dymu wydaje się ciałem stałym, w coraz gęstsze skupiska, dając ewentualnie początek gwiazdom.

Z drugiej strony teoria Elektrycznego Wszechświata widzi płynącą przez przestrzeń plazmę, nie gaz. Stosuje się do nich fizyka elektryczności, nie fizyka wiatru. Wewnątrz otoczki mgławicy planetarnej znajduje się jedna lub więcej powłok plazmy, lub też warstw podwójnych, działających jak kondensatory, na przemian gromadząc i uwalniając energię elektryczną. Prąd wewnątrz powłok na przemian zwiększa się i zmniejsza.

Naładowane cząstki w ruchu stanowią prąd elektryczny. Prądowi elektrycznemu towarzyszy pole magnetyczne, które go otacza i maleje w miarę oddalania się. Pole magnetycznie staje się mocniejsze, gdy więcej naładowanych cząstek podąża w tym samym kierunku, lub kiedy poruszają się szybciej. Jony przemieszczające się w polu magnetycznym są ściskane w kierunku osi. Fizycy plazmowi nazywają to skurczem Benneta.

Wyładowanie elektryczne w chmurze plazmy tworzy warstwy podwójne wzdłuż jego osi. Po jednej stronie powstaje ładunek dodatni, po drugiej ujemny. Pomiędzy stronami powstaje silne pole elektryczne, a jeśli do warstwy podwójnej dociera dostatecznie dużo prądu, będzie się ona jarzyć (w przeciwnym razie będzie w niewidocznym trybie ciemnego prądu).

Lampa neonowa, emitująca tylko światło o częstotliwości wzbudzenia, jest bardziej poprawnym modelem mgławic. elektryczność, przechodząca przez gaz neonowy, powoduje jego przejście w plazmę i świecenie na żółto. Inne gazy, takie jak tlen i wodór, emitują światło niebieskie i czerwone, a cięższe pierwiastki mają swoje własne kolory. Mgławica Pierścień emituje światło we wszystkich tych kolorach.

Pomysły te są nieznane astronomom, którzy myślą wyłącznie w kategoriach grawitacji oraz masy, a rzadko myślą o ładunkach. O ładunkach płynących wzdłuż pola magnetycznego myślą jak o dżetach, zamiast o przyległych do pola prądach Birkelanda. Nagłe zmiany w gęstości i prędkości naładowanych cząstek myślą jak o fali uderzeniowej, zamiast jak o warstwie podwójnej, mogącej nawet wybuchnąć.

Zachowanie plazmy sterowane jest fluktuacjami w przepływie ładunków elektrycznych. Oznacza to, że siły elektryczne w warstwie podwójnej mogą być szereg rzędów wielkości większe, niż grawitacyjne. Warstwy podwójne dzielą plazmę na komórki i włókna, mogące mieć różną temperaturę i gęstość.

W przypadku M57, powyższa ilustracja jest widokiem wzdłuż pary włókien prądu Birkelanda, spiralujących i koncentrujących energię elektryczną. Skurcze Benneta widoczne są na końcach, gdzie płynąca przez nie elektryczność powoduje żarzenie się plazmy.

Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2014/09/01/the-ring-is-a-barrel/

czwartek, 4 września 2014

Dynamiczny Jowisz

Gdyby magnetosfera Jowisza była w trybie żarzenia, byłaby największym obiektem widocznym na nocnym niebie. Źródło: NASA

29 sierpnia 2014

Czy dwa wodorowe dynama mogą tworzyć magnetosferę Jowisza?

Jowisz jest największą z planet. Przy 142 984 km obwodu równika, mógłby w sobie zmieścić wszystkie inne planety. Obraca się tak szybko, że dzień trwa na nim tylko 9,925 godziny. Tak gwałtowna prędkość obrotowa oznacza, że jego promień równikowy jest o 9275 km większy, niż biegunowy.

Jego magnetosfera rozciąga się niemal 650 milionów kilometrów, sięgając poza orbitę Saturna. Istnieją również obszary promieniowania, podobne od pasów Van Allena, otaczających Ziemię. Tylko, że promieniowanie emitowane przez Jowisza jest tysiące razy większe, i byłoby fatalne dla każdego organizmu bez mocnej osłony.

Najbardziej energetyczne z uwięzionych elektronów promieniują w pasmie radiowym. W 1955 promieniowanie plazmy doprowadziło do odkrycia pola magnetycznego Jowisza. Należy odnotować, że niezależny naukowiec, Immanuel Welikowski, przewidział istnienie magnetosfery Jowisza w 1953.

Zgodnie z niedawnym doniesieniem prasowym, naukowcy z instytutu Maksa Plancka od Badań Układu Słonecznego w Göttingen stworzyli model komputerowy, który, jak twierdzą, wyjaśnia przyczyny pola magnetycznego Jowisza.

To znaczące, że w ogłoszeniu stwierdzono, iż pole magnetyczne powstaje zawsze tam, gdzie płynie prąd elektryczny. Aczkolwiek, wnioski nie są takie, jakie proponowali adwokaci Elektrycznego Wszechświata.

Powszechnie uważa się, że ziemskie pole magnetyczne tworzone jest przez obracającą się masę żelaza i niklu. Mówi się, że to dynamo generuje elektryczność, która z kolei wytwarza dipolowe pole magnetyczne planety. Jowisz zbudowany jest z wodoru i helu, więc działanie takiego dynama jest tajemnicą, nawet po odkryciu jego pola magnetycznego. Jak ujawniły fizykom głównego nurtu symulacje komputerowe, wodór Jowisza jest ściśnięty do stanu metalicznego, w którym staje się przewodnikiem. Co więcej, nowa symulacja, w przeciwieństwie do poprzednich, uproszczonych modeli, wskazuje na wkład innego dynama. Ujawnia się ono jako silny wiatr wiejący na wschód, oraz tak zwany dżet, który można rozpoznać po przebiegu chmur.

Pojazd Galileo wykrył silne ładunki elektryczne, płynąc wokół Jowisza, jak przewidzieli to teoretycy Elektrycznego Wszechświata. Gdy księżyc Io obraca się w polu elektromagnetycznym Jowisza, wydziela się pomiędzy nimi energia elektryczna o mocy ponad 2 milionów watów. Prąd elektryczny płynie wzdłuż pola magnetycznego Jowisza, powodując błyskawice w górnej atmosferze i zorze polarne.

Oddziaływania elektryczne pomiędzy Jowiszem i jego księżycami wskazują, że są to ciała naładowane, a nie elektrycznie obojętne. Jowisz istnieje w dynamicznym, elektrycznym związku ze Słońcem, wiadomo też obecnie, że naładowane cząstki ze Słońca, a nie elektryczne dynama, zasilają planety. W przeciwieństwie do żelaznych rdzeni, obracające się ciała naładowane wytwarzają dipolowe pole elektromagnetyczne, niezależnie, czy są gazowymi olbrzymami, czy skalistymi planetami. Dlaczego niektóre skaliste ciała, jak Ziemia, Merkury czy Ganimedes posiadają pole magnetyczne, podczas gdy Wenus, Mars i większość księżyców nie podlegają dalszym badaniom. Aczkolwiek, podstawowa fizyka naładowanych obiektów w ruchu, generujących pole elektromagnetyczne, nie jest omawiana.

Stephen Smith

Przetłumaczono z https://www.thunderbolts.info/wp/2014/08/30/dynamic-jupiter/

czwartek, 21 sierpnia 2014

Przesunięcie ku czerwieni

Czym jest redszift?

Jeśli linie emisyjne światła pochodzącego z gwiazdy lub galaktyki pojawiają się na niższej częstotliwości (przesuwają się ku czerwieni), niż analogiczne linie widoczne w spektrum Słońca, mówi się, że obiekt ten wykazuje "dodatni redszift". Powszechnie akceptowane wyjaśnienie tego efektu jest takie, że obiekt ten porusza się w przeciwnym do nas kierunku. Interpretacja ta bazuje na analogii do obniżonego tonu gwizdu oddalającego się od nas pociągu. Powstaje pytanie: czy to jedyne wyjaśnienie powstawania redsziftu, jak zakładają współcześni fizycy? Staje się jasne, że odpowiedź na to pytanie brzmi: kategorycznie NIE!

Jeśli długość fali linii absorpcyjnych obiektu wynosi, powiedzmy, 1,56 "normalnej" długości (długość obserwowana w laboratorium na Ziemi), mówimy wówczas, że obiekt ma dodatni redszift równy z = 0,56. Wartość "z" to po prostu ułamek wzrostu długości fali linii spektralnych. Prosta interpretacja tego faktu jest taka, że obiekt oddala się od nas z prędkością 0,56 prędkości światła. Fizycy głównego nurtu wierzą, że prędkość obiektu, v = cz. Obiekt ten musi więc znajdować się bardzo daleko od Ziemi.

Ale wysoki redszift nie musi oznaczać, że obiekt jest daleki. Istnieje inny, bardziej istotny powód wysokich wartości redsziftu.

Halton Arp

Halton C. Arp jest profesjonalnym astronomem, który, w początkach kariery, był asystentem Edwina Hubble'a. Zdobył nagrody Helen. B. Warner, Newcomb Cleveland oraz Alexander von Humboldt Senior Scientist Award. Przez lata pracował w obserwatoriach Mt. Palomar i Mt. Wilson. Sporządził swój dobrze znany katalog "Galaktyk osobliwych" - bezkształtnych lub nieregularnych.

Arp odkrył, robią zdjęcia przez duże teleskopy, że wiele par kwazarów o ogromnie dużym redszifcie (...) jest fizycznie połączonych z galaktykami o niskim redszifcie i położonych relatywnie niedaleko nas. Arp posiada fotografie wielu par kwazarów o wysokim redszifcie, położonych symetrycznie bo bokach galaktyk o niskim redszifcie, które zdają się być ich obiektami macierzystymi. Pary te odnajdują się znacznie częściej, niż pozwalałby na to zwykły rachunek prawdopodobieństwa. Fizycy nurtu głównego próbują wyjaśnić obserwacje Arpa jako "iluzje" lub "przypadkową pozorną lokalizacją". Tym niemniej duża liczba kwazarów połączonych fizycznie z galaktykami o niskim redszifcie, które sfotografował i skatalogował, przeczy tym wymówkom.

Fotografie Arpa spowodowały, że założenie, jakoby obiekty o dużym redszifcie były bardzo daleko od nas - na czym bazuje teoria Wielkiego Wybuchu oraz "akceptowana kosmologia" - okazało się być fałszywe. Co za tym idzie, teoria Wielkiego Wybuchu została sfalsyfikowana.

NGC 4319 i Markarian 205

Głównym przykładem odkryć Arpa jest połączona para obiektów NGC 4319 i Markarian 205.

Dr. Arp wykazał w swojej książce "Kwazary, redszift i kontrowersje", że istnieje fizyczne połączenie pomiędzy galaktyką spiralną z poprzeczką NGC 4319 a kwazaro-podobnym obiektem Markarian 205. Mamy tu obecność fizycznego połączenia. Oni twierdzą, że te obiekty nie są blisko siebie - są pozornie zbliżone.

4 kwietnia 2002 roku, astronom amator John Smith z Oro Valley, AZ, otrzymał obraz owych dwóch obiektów. Autor tej strony skwantował obrazek, aby uwidocznić kontury izofotów (ten sam kolor). Rezultat pokazany jest poniżej. Izofoty w centrum NGC 4319 sugerują, że jest to faktycznie galaktyka spiralna z poprzeczką. Również główne ramiona zdają się wychodzić poza ich korzenie. Obydwie te obserwacje zostały odnotowane przez Arpa i opisane jako takie w jego książce. Zauważmy, że tylko izofoty obiektu Mark 205 łączą się z NGC 4319. Żaden inny obiekt w pobliżu nie jest w ten sposób zniekształcony.

Potem, 7 sierpnia 2002 roku, astronomiczne zdjęcie dnia pokazało obraz tego samego obiektu wykonany przez Teleskop Kosmiczny Hubble'a. Orientacja jest odmienna. Po obróbce obrazu HST w ten sam sposób, otrzymano:

z lewej - (a), z prawej - (b)

Zauważmy, na obrazie izofotowym (b), dystorsję w kształcie Mark 205, kierującą się ku NGC 4319. Występują również dodatkowe masy na linii łączącej środki obydwu obiektów. Ale naukowcy z NASA nie mogli dostrzec żadnego połączenia pomiędzy tymi dwoma obiektami.

ficjalne wyjaśnienie NASA dotyczące fotografii, brzmi: "Wygląd może mylić. Na tym obrazie z Kosmicznego Telekopu Hubble'a, niezwykły kosmiczny duet, galaktyka spiralna NGC 4319 (w środku) oraz kwazar zwany Markarian 205 (na prawo u góry) zdają się być sąsiadami. W rzeczywistości, nie leżą nawet w tym samym mieście. Dzieli je czas i przestrzeń. NGC 4319 znajduje się 80 milionów lat świetlnych od Ziemi. Markarian 205 leży więcej niż 14 razy dalej, 1 miliard lat świetlnych od Ziemi. Bliska obecność Mrk 205 i NGC 4319 jest kwestią przypadku." Profesjonalni astronomowie zdają się być tak zapatrzeni w swoją teorię "odległości równej redsziftowi", że nie widzą tego, na co patrzą własnymi oczami.

Kwintet Stefana

W swojej książce, na stronach 96-101 Halton Arp omawia przykład pięciu oddziałujących ze sobą galaktyk NGC 7317, 7318A, 7218B, 7319 i 7320, tworzących Kwintet Stefana. Ostatnia z nich, NGC 7320, posiada redszift o wartości 800 km/s. Pozostałe cztery mają redszift równy 5700 km/s lub 6700 km/s. Astronomowie głównego nurtu twierdzą, że owe cztery znajdują się około ośmiokrotnie dalej od nas niż pierwsza. Oznacza to, że nie powinno być żadnej interakcji pomiędzy nimi a NGC 7320.

Arp donosi: "Najgłębsza 200 calowa (Mt. Palomar) klisza, jaką udało mi się otrzymać, jasno pokazuje 'ogon' wychodzący z południowo wschodniego końca NGC 7320." Wypunktowuje: "Ogon, jak ten, wychodzący z NGC 7320... może powstać tylko na skutek fizycznej interakcji z sąsiednimi członkami Kwintetu."

Nadmienił też, że co najmniej jeden amator był w stanie zauważyć ów ogon, chociaż "to niezwykłe, że tak wielu profesjonalistów ma problemy z jego dostrzeżeniem." NASA rutynowo obcina zdjęcia Kwintetu Stefana, aby ogon nie był widoczny.

Aczkolwiek mój dobry przyjaciel, astronom amator John Smith, zdobył pełny obraz Kwintetu.

Duża, czarna galaktyka po lewej to NGC 7320 o niskim redszifcie. Idąc przeciwnie do wskazówek zegara, mamy kolejno 7317, 7318A, 7318B i 7319. Na górze obrazka znajduje się mała galaktyka NGC 7320C. Po obróbce cyfrowej zwiększającej kontrast, otrzymujemy poniższy rezultat:

Widać wyraźnie, że 'ogon' rzeczywiście wychodzi z NGC 7320 ku lewej. W rzeczy samej, zdaje się on zaginać ku górze i łączyć z małą galaktyką NGC 7320C. Redszift tej małej galaktyki towarzyszącej wynosi z = 0,02, czyli około dziesięciokrotność NGC 7320.

Zatem, ponownie mamy dowód na fizyczne połączenie obiektów o wielkiej różnicy w redszifcie.

Wewnętrzny redszift

Arp wierzy, że obserwowany redszift każdego obiektu składa się z dwóch czynników - wewnętrznego i prędkościowego. Komponent prędkościowy jako jedyny jest uznawany przez astronomów głównego nurtu. Redszift wewnętrzny jest właściwością materii w obiekcie. Zmienia się on z biegiem czasu w dyskretnych skokach. Sugeruje, że kwazary są zwykle emitowane przez galaktyki macierzyste z wewnętrznym redsziftem równym z = 2. W miarę oddalania się, ich redszift skokowo maleje. Często, gdy wewnętrzny redszift maleje do około z = 0,3, kwazar zaczyna wyglądać jak mała galaktyka lub obiekt BL Lac, oraz zaczyna opadać z powrotem na swojego rodzica, wciąż zmniejszając redszift. Posiada diagramy i fotografie wielu takich grup rodzinnych. Każdy dodatkowy redszift (poniżej i powyżej wewnętrznego) jest faktycznie spowodowany prędkością. Ale to wewnętrzny jest miarą wieku obiektu i stanowi przypuszczalnie większą część całkowitego redsziftu kwazara.

Co więcej, wartości wewnętrznego redsziftu z wydają się być skwantowane! Niezwykle spoiste zgrupowania owych wyliczonych wartości koncentrują się wokół z = 0,061; 0,3; 0,6; 0,96; 1,41; 1,96 etc. jako (1 + 2z) = 1,23(1 + z). Już samo istnienie tej kwantyzacji jest wystarczającym dowodem przeciw pomysłowi, że redszift spowodowany jest tylko prędkością ucieczki. Owa kwantyzacja oznacza (w interpretacji dystansu redsziftowego), że kwazary musiałyby leżeć na powierzchniach koncentrycznych powłok, których wspólnym środkiem byłaby Ziemia. Kopernik stwierdził jednak dawno temu, że Ziemia nie jest centrum niczego!

Ostatnio astronomowie głównego nurtu radośnie oświadczyli, że nie znaleźli żadnego efektu kwantyzacji w wartościach redsziftu kwazarów. Oczywiście, że nie znaleźli! Surowe wartości całościowego redsziftu kwazarów nie są skwantowane. To wartości ich wewnętrznego redsziftu są.

Zamiast nominować go do nagrody oraz rozpatrzeć ponownie założenie o tożsamości redsziftu z odległością, Arp był (i ciągle jest) dyskryminowany - systematycznie odrzuca się publikacje jego wyników i odmawia przydziału czasu do teleskopu. Można by się spodziewać, że w końcu teleskop Chandra, Kosmiczny Teleksop Hubble'a i wszystkie wielkie teleskopy naziemne zwrócą się ku ekscytującym odkryciom Arpa w celu potwierdzenia lub obalenia jego rewelacji raz na zawsze. Zamiast tego, obiekty owe zostały całkowicie wykluczone z badań. Oficjalne fotografie są rutynowo obcinane, aby je ukryć. Przywołuje to na pamięć historię Galileusza oraz klechów, którzy odmówili spojrzenia przez jego teleskop.

Dowody mówią, że Arp ma rację - kwazar przed pobliską galaktyką

Finalnym niezbywalnym dowodem falsyfikującym teorię odległości redsziftowej jest następujące zdjęcie galaktyki NGC 7319 (redszift z = 0,0225). Mały obiekt wskazany strzałką to kwazar (redszift z = 2,11). Ta obserwacja kwazara pomiędzy galaktyką a Ziemią byłaby niemożliwa, gdyby kwazar miał być ponad dziewiętnaście razy dalej od Ziemi, niż galaktyka.

Silniej powiększony obraz kwazara pokazuje "dżet" materii wychodzący z centrum NGC 7319 ku kwazarowi.

A więc Arp ma rację w swoim twierdzeniu, że redszift obiektów jest w pierwszej kolejności spowodowany ich młodością, a dopiero w drugiej przez prędkość. A co za tym idzie, kwazary nie są najbardziej jasnymi, odległymi i oddalającymi się obiektami - są jednymi z najmłodszych.

Teoria Wielkiego Wybuchu jest fałszywa - nie dlatego, że ja czy inni tak twierdzą, tylko ponieważ została naukowo sfalsyfikowana przez ludzi takich, jak Halton Arp i jemu podobni.

Arp żyje obecnie na emeryturze w Niemczech. Jego zdrowie nie jest najlepsze. Ale jego praca będzie zapamiętana na zawsze.

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/arp.htm

Układ Słoneczny

Plazma słoneczna

Przestrzeń wokół Słońca, jego korona i dalej, wypełniona jest plazmą. W rzeczywistości większość przestrzeni jest nią wypełniona - w większości będącą w trybie ciemnego prądu. Planety i ich księżyce niosą przez plazmę ładunek elektryczny. Morze plazmy, w którym zanurzony jest Układ słoneczny, rozciąga się do tego, co nazywamy heliopauzą - gdzie przypuszczalnie znajduje się warstwa podwójna, oddzielająca plazmę słoneczną od plazmy o niższym woltażu, wypełniającej ramię naszej Drogi Mlecznej.

W rozbłyskach słonecznych oraz koronalnych wyrzutach masy (CME), naładowane cząstki są wyrzucane ze Słońca. Wypływ ten stanowi prąd elektryczny. Jaką formę przybierają te prądy w plazmie? Skręcają się.

Planetarne ogony magnetyczne

Każda planeta posiada otoczkę plazmową - dobrze znane zjawisko elektryczne - którego rozmiar i kształt zdeterminowane jest przez różnice potencjałów elektrycznych (woltaż) planety i otaczającej plazmy słonecznej. Ma ona z reguły kształt łzy lub rękawa, zwróconego ostrym końcem od Słońca. Granicą tej otoczki jest warstwa podwójna, oddzielająca plazmę otaczającą planetę od plazmy słonecznej.

Oddziaływania ogonów magnetycznych

Otoczka plazmowa Wenus jest szczególnie długa, prawie dotyka Ziemi, gdy obie planety są w największym zbliżeniu. Ogon plazmowy Jowisza jest w podobnej korelacji z Saturnem. Niedawno astronomowie z NASA odkryli coś, co nazwali sznurowatymi tworami w ogonie Wenus. Takie skręcone (sznurowate) włókna przedstawiają dokładnie ścieżki, jakimi podążają prądy Birkelanda w plazmie. W widoczny sposób Wenus podlega wyładowaniu prądu elektrycznego. Warkocze plazmowe wszystkich planet są obecnie w trybie ciemnego prądu. Ale czy zawsze tak było? Starożytni donosili, że Wenus miała ogon i skręcone włosy. Czy mógł to być jej ogon plazmowy w trybie żarzenia, a może i nawet łuku?

Zastanówmy się, jak wyglądałby ogon Wenus widoczny z Ziemi. Średnica jej otoczki plazmowej jest przypuszczalnie dwu lub trzykrotnie większa od średnicy planety - powiedzmy, około 20 000 mil. Ale odległość Ziemi do Wenus podczas największego zbliżenia jest rzędu 26 milionów mil. Więc ogon Wenus jest jakieś tysiąc racy dłuższy, niż szeroki w najgrubszym miejscu. Jest to długi, cienki, skręcony, wężowaty kształt. Jeśli w jakimś czasie w przeszłości ogon Wenus był w stanie żarzenia, był on widoczny z Ziemi! Jak opisali by go starożytni.

Przekrój przez otoczkę plazmową

Gdy planeta jest otoczona przez otoczkę warstwy podwójnej, jest chroniona przed bezpośrednią interakcją elektryczną z ciałami zewnętrznymi. Dwie naładowane elektrycznie planety, każda otoczona przez taką otoczkę, nie widziały by się elektrostatycznie. Aczkolwiek, jeśli ciało posiadające odmienny woltaż spenetruje warstwę podwójną, wchodząc w sferę plazmy otaczającą planetę, mogą nastąpić, i nastąpią, oddziaływania elektryczne. A zatem, jeśli jakieś inne ciało, jak duży meteor (albo asteroida czy kometa) zbliży się dostatecznie do Ziemi, penetrując jej otoczkę plazmową, pomiędzy ciałami wystąpią gwałtowne wyładowania elektryczne. Byłoby, oczywiście, niefortunne, stać w miejscu, gdzie wyładowania te biorą początek. Ale same wyładowania mogą zniszczyć intruza i ochronić Ziemię przed katastrofalną kolizją.

fizyk Wal Thornhill twierdzi, że Io, najbliższy spośród czterech dużych księżyców Jowisza, doświadcza obecnie wyładowań elektrycznych z Jowisza, i jest na skutek tego elektrycznie okrawany. Wskazał, że Io jest żywym elektrycznym laboratorium wyładowań plazmowych, zachodzących wokół nas, jeśli tylko chcemy je zobaczyć. NASA udostępniło fotografię Io, widoczną poniżej. Io płonie. Zauważmy, że największe żarzenie ma miejsce bezpośrednio w stronę Jowisza oraz w przeciwną. Słynne wulkany na Io nie mogą być wulkanami, ponieważ przemieściły się na odległość wielu mil od czasu ich odkrycia. Również materiał przez nie wyrzucony nie układa się w koło, jak materiał wulkaniczny, lecz w cienki pierścień, jak materiał z działa plazmowego. Są to wyraźnie wyładowania elektryczne, nie wulkany.

Oryginalny podpis zdjęcia:

Ten niesamowity widok księżyca Jowisza, Io, otrzymany został przez pojazd NASA, Galileo, gdy księżyc był w cieniu Jowisza. Gazy nad powierzchnią satelity powodują żarzącą się mgłę, widzialną w świetle widzialnym (czerwień, zieleń i fiolet). Te żywe kolory, spowodowane kolizjami cząsteczek atmosfery Io z energetycznymi, naładowanymi cząstkami, złapanymi w magnetosferę Jowisza, nie były wcześniej obserwowane. Zielone i czerwone emisje wytwarzane są przypuszczalnie mechanizmem podobnym do tego, który na Ziemi powoduje zorze polarne. Jasne, niebieskie żarzenia oznaczają miejsca gęstych obłoków wydzielin wulkanicznych, i mogą być miejscami, w których Io jest elektrycznie podłączony do Jowisza.
(Podkreślenie dodane)

Geometria widoku pokazana jest na zdjęciu z prawej. Północ jest na górze, a Jowisz jest na prawo. Rozdzielczość wynosi 13,5 km na element obrazka. Zdjęcie zrobiono 31 maja 1998, z odległości 1,3 miliona kilometrów (800 000 mil) przez pokładowy sprzęt Galileo, podczas 15 orbity wokół Jowisza.

JPL zarządza misią Galileo dla Biura Nauk Kosmicznych NASA w Waszyngtonie. Ten obraz i dane otrzymane z Galileo opublikowano w WWW na stronie domowej misji Galileo: http://www.jpl.nasa.gov/galileo. dodatkowe informacje i materiały edukacyjne znajdują się na http://www.jpl.nasa.gov/galileo/sepo.

NASA niedawno skierowała próbnik Galileo do przejścia bardzo blisko wulkanów (wyładowań łukowych) - z następującym rezultatem (New Scientist 30 października, 1999):

10 października Galileo przeszedł 611 kilometrów od Io, używając swojej kamery do ujawniania małych na 9 metrów obiektów w okolicach wulkanu Pillan. Głos zabrało jednak promieniowanie, niszcząc krytyczne bity w pamięci komputera sondy oraz rozmazując wiele obrazów.

Komputer lecący przez silne pole elektryczne jest znacznie bardziej narażony na uszkodzenia swojej elektroniki, niż lecąc nie bliżej niż 380 mil od dymu i stopionych skał.

Planetarne szramy

Thornhill i jemu podobni badacze wierzą również, że monstrualna szrama w poprzek Marsa (kanion zwany Valles Marineris) powstał na skutek okrawania elektrycznego. Skały i odłamki, widoczne wszędzie na powierzchni Marsa, to przypuszczalnie skrawki powstałe w tym ogromnym procesie żłobienia. Popatrzmy tylko na jego rozmiary! Wielki Kanion w Arizonie zmieściłby się w jego małej części.

Jest wiele widocznych przykładów elektrycznego żłobienia na Marsie. elektryczne szramy mają charakterystykę, która umożliwia odróżnienie ich od erozji wodnej czy kraterów impaktowych. Wenus również wykazuje dowody na żłobienie jej przez elektryczność.

Obecnie toczy się debata pośród geologów, co konkretnie wyżłobiło Wielki Kanion w Arizonie. nie ma dowodów na to, gdzie się podziała wypłukana gleba! nie ma delty rzecznej. Materiał znikł. A rzeka Kolorado miusiałaby płynąć pod górę, żeby wyżłobić Wielki Kanion. Nie ma też dowodów na meteor, który wyżłobił krater meteorytowy. Czy oba te twory powstały na skutek obróbki elektrycznej? Jest to wysoce prawdopodobne. Szczegółowsze omówienie problemów związanych z przyjętym wyjaśnieniem powstania Wielkiego Kanionu znajduje się na stronie Wala Thornhilla.

Mars

Pełny obraz Marsa znajduje się poniżej. Zauważmy, że południowa półkula pokryta jest kraterami. Półkula północna jest w większości gładka i ma o wiele mniej kraterów. Jeszcze niżej są zdjęcia marsjańskich krętych strumyków. Zrobione są z łańcuchów mniejszych kraterów. To również jest charakterystyczne dla obróbki elektrycznej (z pewnością nie dla przepływu wody). Zauważmy słabe, poziome strumienie, przecinające większy. Poziome z pewnością powstały później, niż duży. Zauważmy również, że poziome wyżłobienia wnoszą się i opadają ze wzniesień, przeżynając się przez wcześniejsze struktury.

Tarasowe ściany kraterów i małe kratery poboczne na krawędziach większych również są charakterystyczne dla obróbki łukiem elektrycznym. Zauważmy, że ich podłoża są niemal dokładnie okrągłe. Gdy skręcający się łuk, żłobiący krater, zatrzyma się na pograniczu i nie wygaśnie, utworzy krater poboczny. Jest to jasno demonstrowalny efekt, który widać na na eksperymencie laboratoryjnym na CD Elektryczny Wszechświat Wala Thornhilla.

Wenus

Poniżej znajduje się zbliżenie na górną lewą część krateru Wenus - Buck'a. Jest to klasyczny przykład sytuacji, kiedy łuk ulegnie wygaszeniu, zanim zrobi kompletny, kołowy obrót. Na tym zdjęciu jest oczywiste, że kręte potoki zrobione są z ciągów małych kraterów. Dwa proste ścieżki znajdują się na lewo od krateru (jak również wykrzywiona w dół od środka zdjęcia). Kręte rzeki są jedną z typowych charakterystyk elektrycznego skrawania. Standardowe wyjaśnienie głównego nurtu tych podkowiastych kraterów jest takie, że jedna ze ścian się zawaliła. A jakie jest wasze zdanie?

Jeśli wszystkie impaktowe kratery na Marsie, Wenus czy naszym Księżycu rzeczywiście uformowały impakty, wówczas z prawdopodobieństwa wynika, że część z nich powinna być eliptyczna.Meteory bardzo rzadko uderzają pionowo. Z drugiej strony, pola elektryczne zawsze stykają się z przewodzącą sferą pod kątem prostym. To dlatego wszystkie te uderzeniowe kratery są okrągłe. Nie spowodowały ich zderzenia, tylko elektryczne skrawanie anodowe.

Pierścienie Saturna

Interesujące zjawisko (nazwane tajemniczym przez główny nurt) wskazuje na fakt, że planeta Saturn ma szprychy w układzie pierścieni. Ich radialny układ niemal krzyczy o polu elektrycznym. Ale jedno z oficjalnych wyjaśnień jest takie, że uważa się je za mikroskopijne granule, które uległy naładowaniu i odlatują od płaszczyzny pierścieni. Odlatują?

Kolejną właściwością pierścieni Saturna jest to, że są one splecione. One się skręcają! Cytat z Science, wol. 210, 5 grudnia 1980, s. 1108 brzmi:

Pierścień F, ujawniony przez wąskokątną kamerę Voyagera, jest zagięty i potrójnie zwinięty - oraz, przypuszczalnie, przecząc wszelkim znanym prawom mechaniki nieba, spleciony.
(wyróżnienie dodane)

Czy splecenia w pierścieniu F Saturna nie są po prostu rodzajem skręconego prądu Birkelanda?

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/planets.htm

środa, 20 sierpnia 2014

Galaktyki

Zwykła definicja, czym jest galaktyka: wyspa we Wszechświecie lub rozległe zbiorowisko gwiazd nie jest może błędna, ale jest myląca. Ze względu na niezmierne odległości pomiędzy gwiazdami, nawet w najgęstszych regionach, poprawna definicja powinna brzmieć rozległa formacja chmury plazmy, zawierająca prądy elektryczne, i okazjonalnie punktów materii, zwanych mgławicami, gwiazdami i planetami.

Kształt charakteryzujący większość galaktyk opisany został przez Hannesa Alfvéna w 1981.

Pokazano tu kształt, który zaproponował. diagram ten jest pionowym przekrojem trójwymiarowej figury. Pozioma linia w centrum jest kołowym dyskiem, leżącym poziomo. W dysku tym, patrząc na niego od frontu, widzimy znany kształt galaktyki spiralnej. Równoległe, pionowe linie, wychodzące ze środka galaktyki wzdłuż jej osi rotacji, reprezentują silny prąd elektryczny w plazmie, widoczny czasami jako dżet.

Dwie pary liter - DL - oznaczają warstwę podwójną. Przypomnijmy, że zawiera ona silne pole elektryczne, i jest źródłem emisji radiowych. Dwa bezkształtne kształty na lewo pokazują typowe podwójne źródła radiowe, obserwowane w wielu galaktykach. Występują one na skutek obecności warstw podwójnych. W niektórych galaktykach dżety plazmy występują w trybie ciemnego prądu, w innych są wyraźnie widoczne.

To jest Centaurus A. Wyraźnie widać dżet. Zdjęcie to podpiera twierdzenie Haltona Arpa, że kwazary są wyrzucane z galaktyk wzdłuż osi rotacji. Przypomnijmy, że warstwa podwójna jest również miejscem silnego skurczu Z plazmy, który może ściskać rozproszoną materię w gęstsze obiekty.

Ogólny kształt obracającego się dysku, przewodzącego prąd, w kształcie zaprezentowanym przez Alfvéna definiuje tzw. silnik jednobiegunowy. Zauważmy, że poziomy dysk (ramiona galaktyki) jest miejscem, w którym prąd elektryczny jest najmniej rozproszony - więc jego gęstość jest największa. To tam z reguły znajdują się gwiazdy I populacji.

W wielu galaktykach struktura dżetu jest niewidoczna w świetle widzialnym. Zatem zanim wynaleziono orbitalne teleskopy rentgenowskie lub na podczerwień, pozostawały one nieodkryte. Teraz mamy wiele zdjęć, przedstawiających struktury Alfvéna. Obraz galaktyki M 82 poniżej zrobiony został przez orbitalny teleskop IR Subaru.

Nawet nasza sąsiadka, galaktyka Andromedy, wykazuje topologi struktury dysku silnika jednobiegunowego. Poniżej z prawej znajduje się jej zdjęcie w świetle widzialnym, po lewej zaś - w podczerwieni.

Ale Alfvén zaproponował również, że indywidualne gwiazdy również mają podobne morfologie. Zaproponował niemal identyczny diagram dla typowej gwiazdy. Po raz kolejny biorąca w tym udział plazma może być, ale nie musi, w widocznym trybie. Zatem nie wszystkie zdjęcia gwiazd będą ujawniać takie struktury - ale wiele z nich - owszem. Heliosferyczny obwód Alfvéna pokazano poniżej. Ponieważ Słońce jest typową gwiazdą, diagram ten doskonale do niego pasuje.

Propozycja ta pozostawała w strefie przypuszczeń do wiosny 2001, kiedy to pojazd Ulysses długie tuby plazmy, wychodzące z dolnego bieguna Słońca. Są one dostatecznie długie, aby rozciągnąć się dalej, niż orbita Marsa. Istnieje obecnie wiele zdjęć pojedynczych gwiazd z dżetami. Oczywiście, Alfvén wierzył, że gwiazdy mają dżety - ale niektóre bardziej widoczne od innych. Poniżej znajduje się para zdjęć, wyraźnie pokazujących dżet plazmowy i charakterystyczny dysk.

Zauważmy, że na drugim zdjęciu (Goddard Space Flight Center), na współliniowym łańcuchu wzdłuż osi dżetu formują się planety (obiekty Herbig-Haro). Zgrupowania te tworzą się przypuszczalnie w miejscach występowania warstw podwójnych. Na pierwszym zdjęciu widać wyraźnie skręcony kształt prądu Birkelanda, zawierającego warstwy podwójne. Dr Anthony Peratt wskazał, że obiektów takich, uformowanych przez skurcz Z, jest z reguły około dziewięciu.

Obojętnie, czy nazwiemy to silnikiem jednobiegunowym, dyskiem z dżetem, czy obwodem Alfvéna, struktura jest coraz częściej widywana, w miarę, jak rośnie czułość instrumentów (weźmy, na przykład, kształt pulsara Krab, na stronie głównej). Wszystkie zdjęcia poniżej przedstawiają gwiazdy. Wszystkie wykazują kształt silnika jednobiegunowego.

Następny

Strona główna

Przetłumaczono z http://electric-cosmos.org/galaxies.htm