sobota, 28 lutego 2015

Tajemnice plam słonecznych

Jeśli będziesz prawdziwym poszukiwaczem prawdy, przynajmniej raz w życiu będziesz musiał zwątpić, tak bardzo, jak to możliwe, we wszystko.
–Rene Descartes

Na space.com pojawił się nastepujący raport:

Nowe fotografie Słońca są szczegółowsze, niż kiedykolwiek.

Robert Roy Britt Senior, pisarz naukowy
13 listopada 2002

Najbardziej szczegółowe jak dotąd zdjęcia Słońca ujawniają zaskakujące wężo-podobne włókna, wyłaniające się z jasnej powierzchni Słońca ku ciemnym środkom plam słonecznych. Zdjęcia te dają astronomom możliwość sięgnięcia głęboko w te magnetyczne potwory, i wydobycie ich sekretów. Wykonane przez specjalnie wyposażone teleskopy naziemne, zdjęcia te ujawniają struktury nigdy wcześniej nie widziane na słonecznej powierzchni. Same obrazy, oraz co ważniejsze, technika użyta do ich otrzymania, obiecują pełniejsze zrozumienie złożonego i słabo poznanego współgrania materii i energii, kotłujących gorącą powierzchnię, zasilanych przez energię termojądrową w jądrze Słońca.

Komentarz: Wyrażenie zaskoczenia i zakłopotania jest powszechne przy nowych odkryciach w astrofizyce, a dokładne zdjęcia plam słonecznych potwierdzają to. Dzieje się tak, ponieważ zaakceptowane teorie dowiodły, że są spektakularnie nie przewidujące. Dla niezależnych umysłów jest to wyraźny sygnał, że pojawiła się okazja do wyklarowania tajemnic, które trzymały się naszych naukowców przez większą część XX wieku.

Jak dawno temu wskazał Fred Hoyle, Słońce nie pasuje zachowaniem do bycia wewnętrznie podgrzewanego gazu, zwyczajnie wypromieniowywującego swoją energię na zewnątrz. Zamiast tego, jego zachowanie na każdym poziomie jest złożone i zaskakujące. Nigdzie zaś nie jest tak tajemnicze, jak w plamie słonecznej. Zatem, bez żadnych bezpośrednich dowodów na to, że model Słońca zasilanego termojądrowo jest poprawny, a mając silne dowody przeciwko niemu, powinniśmy posłuchać Kartezjusza i zwątpić. Niestety, jest to trudna droga, gdyż nauka jest potężną konsensualną organizacją. Jeśli nastąpi co do czegoś powszechna zgoda, może to spowolnić nowe idee o stulecia, a czasami nawet tysiąclecia.

Badacze z Królewskiej Akademii Szwecji w Sztokholmie, prowadzeni przez Gorana Scharmera, omawiali poniższe zdjęcie w numerze Nature z 14 listopada:

Członek zespołu, Dan Kiselman, powiedział, co widzi na nowym widoku Słońca: Drążące ciemność włókna wyglądają jak żarzące się węże, z ciemnymi paskami na grzbietach. Głowa węża jest często skomplikowaną strukturą, w której pasek rozdziela się na jasnych punktów.

Zdjęcia zostały wykonane akademickim, niedawno zainstalowanym teleskopem słonecznym w La Palma, na Wyspach Kanaryjskich, nieopodal wybrzeży Afryki. Filmy, powstałe przez sekwencyjne nałożenie zdjęć, pokazują, że ciemne rdzenie włókien trwają długo i są przypuszczalnie trwalsze od jasnych części. Naukowcy zidentyfikowali również w tak zwanej penumbrze plam słonecznych struktury podobne do kanałów, które można określić jako przebiegające na wzór pęknięć, powiedział Kiselman. Penumbra otacza ciemny rdzeń plamy i jaśniejsze rejony wszędzie na słonecznej powierzchni. Jakichkolwiek metafor byśmy użyli, należy pamiętać, że wszystko to jest tylko świecący gaz.

Poniższa fotografia została zrobiona 15 lipca i została podkolorowana dla lepszego kontrastu.

Tajemnice pozostają

Pomimo zdjęć, ujawniających szczegóły do 62 mil (100 km), badacze wciąż nie znają szczegółów działania plam słonecznych. Jasnym jest, że wszystko, co widzimy, jest wynikiem pól i gazu słonecznego, lub plazmy. wyjaśnił Kiselman. ciepło słoneczne próbuje się przepchnąć, niesione przez prądy konwekcyjne, powstrzymywane przez pola magnetyczne. Ale co się dokładnie dzieje, oraz dlaczego struktury te wyglądają tak, a nie inaczej, tego nie wiemy. Plamy słoneczne są chłodniejsze i ciemniejsze od reszty Słońca. Są one poligonami dla skomplikowanych wypływów plazmy, która podąża przez Układ Słoneczny, czasami zasilając kolorowe światła w pobliżu ziemskich biegunów, co jest znane jako zorza.

Komentarz: Czy prawdopodobnym jest, że słabe zrozumienie zjawiska plam wyrosło nieprawidłowego założenia, że wiemy o większości tego, co się dzieje wewnątrz Słońca? Tak sądzę. Aby mieć jakąkolwiek pewność w naszym zrozumieniu Słońca, i gwiazd w ogólności, musimy najpierw być w stanie wyjaśnić rzeczy, które widzimy. Zatem ważne jest, abyśmy zrozumieli plamy słoneczne, ponieważ jest to jedyne miejsce, które daje wgląd pod jasną fotosferę. I co my tam widzimy? Jest tam chłodniej o tysiące stopni! Jest to w ogóle niespodziewane, jeżeli Słońce próbuje pozbyć się ciepła. Centrum plamy powinno być znacznie cieplejsze i jaśniejsze od otoczenia. A co z włóknami penumbry? One, oraz ich zachowanie, nie przypominają żadnej znanej formy konwekcji gazu czy pól magnetycznych

Istnieje kulawych uzgodnień, które powstrzymują postęp astrofizyki. Jedno z nich zostało treściwie wyrażone przez profesora astrofizyki na niedawnym publicznym spotkaniu: Kiedy czegoś nie rozumiemy, zwalamy to na magnetyzm. Słońce posiada więcej właściwości, zwalonych na magnetyzm, niż jakiekolwiek inne ciało niebieskie. Chłodne wnętrze plamy jest klasycznym przykładem. W rzeczy samej, jest tam mierzone silne pole magnetyczne, powstaje jednak pytanie o skutek i przyczynę. Pola magnetyczne produkowane są tylko przez prąd elektryczny. Czy istnieją jakiekolwiek inne dowody na aktywność elektryczną Słońcu? Tak, praktycznie każdą właściwość Słońca można pojmować jako formę wyładowania elektrycznego w plazmie.

Frędzle penumbry są przykładem. Wyładowania elektryczne w plazmie często przybierają formę długich, cienkich włókien. Jak tuba neonowa, jest to po prostu wyładowanie, które pobudza gaz do świecenia. Obserwuje się, że frędzle penumbry rozdzielają się przy swoich końcówkach w ciemnej umbrze i obracają się. Jest to typowe zachowanie włókien plazmy i można ją zaobserwować w lampach plazmowych. ale największym szokiem jest to, że frędzle penumbry mają ciemne wnętrza! Jak to może być, skoro są one konwektywnym gazem? W tym wypadku, centrum włókna powinno być gorętsze i jaśniejsze.

Wyładowanie elektryczne oferuje prostsze wyjaśnienie. W Elektrycznym Wszechświecie wszystkie ciała mogą otrzymywać prąd elektryczny z otoczenia w procesie kosmicznego ładowania, związanym z normalnym rozwojem galaktyki. A ponieważ zjawiska elektryczne są skalowalne na przynajmniej 14 rzędów wielkości, możemy spojrzeć na wyładowania w innych atmosferach i na ich podstawie domyślać się, co może się dziać w atmosferze Słońca.

Kuszące jest przyrównanie frędzli penumbry do gargantuicznych piorunów, ale te zjawiska nie pasują do tego za bardzo.

Typowa błyskawica trwa 0,2 sekundy i obejmuje dystans około 10 km. Frędzle penumbry trwają przynajmniej jedną godzinę i mają długość rzędu 1000 km. Jeśli przeskalujemy piorun sto razy, będzie on trwał 20 do 200 sekund, i byłby długo na 1000 km. Czas życia jest zbyt krótki. Pomiary blizn na przewodnikach błyskawicy pokazują, że ma ona tylko 5 mm szerokości. Przeskalowanie jej 100 razy dałoby szerokość daleko poniżej rozdzielczości teleskopów.

Tym niemniej, istnieje inna znana forma wyładowania elektrycznego, która skaluje się właściwie, i może wyjaśnić tajemnicze ciemne wnętrza frędzli penumbry. Jest to tornado! Tornada, jak na zdjęciu powyżej, trwa minuty i może mieć średnicę rzędu jednego kilometra. Przeskalowując je stokrotnie, otrzymujemy dobre przybliżenie frędzla penumbry. I jeżeli wirujący cylinder plazmy emituje ciepło i światło, jak to widzimy na Słońcu, pojawi się słoneczne tornado, które widziane z boku, będzie posiadało ciemne wnętrze.

Sztuczne, ogniste tornado ukazuje jasne brzegi wiru. © 2001, Reel EFX. Inc.

Meteorologowie nie są pewni, jak formują się tornada, ale wiedzą, że często towarzyszą silnym burzom elektrycznym. Kluczem do zrozumienia tornad jest gwałtownie wirujący ładunek elektryczny. Tak, jak elektrony tworzą prąd w przewodzie miedzianym, którym przesyłamy energię, tak są w tornadzie. Dużą różnicą jest jednak fakt, że prędkość elektronów w przewodzie wynosi metr na wiele godzin, podczas gdy w tornadzie - wiele metrów na sekundę! Wynikiem są niezwykle silne oddziaływania elektromagnetyczne. Rezultat jest nazywany wirem naładowanej otoczki.

Publiczna wystawa naukowa daje złe wyobrażenie, porównując zwykły mechaniczny wir, jak ten powyżej, do tornada. Tornado jest zjawiskiem elektrycznym, poddanym znacznie potężniejszym siłom, utworzonym przez szybko wirujące ładunki. Gdyby było to prawdziwe, miniaturowe tornado, nie byłoby polecane dla młodego człowieka tak blisko do niego podchodzić. Możliwe zniszczenia dokonane siłami elektromagnetycznymi są dużo większe, niż od zwykłego wiatru.

Kształt wiru jest silnie ograniczony do długiego i cienkiego, z okrągłym przekrojem. Ten prawdziwy kształt wiru jest często ukryty w tornadzie z powodu otaczającego pyłu i chmur. Sam wir będzie widoczny tylko wtedy, gdy będzie dostatecznie dużo energii elektrycznej do zjonizowania atmosfery. Tak oczywiście jest w przypadku Słońca. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli "najechanie" przez tornado, relacjonowali, że po wewnętrznej stronie jego ścian znajduje się elektryczna mgła.

Powszechnie uważa się, że tornado jest rodzajem burzowej energii mechanicznej, która jakimś sposobem zostaje przemieniona w elektryczną, a następnie bardzo efektywnie skierowaną do uziemienia za pomocą wiru elektrycznej powłoki wewnątrz tornada. Owo "jakoś" powstaje tylko wówczas, gdy nie uświadamiamy sobie elektrycznych wymiarów Układu słonecznego. Energia elektryczna z kosmosu jest częściowo zamieniana w mechaniczną wiatrów. Zamiast generować efekty elektryczne, wiatry w tornadach są sterowane wirem elektrycznej otoczki.

Ziemia i inne planety otrzymuje energię elektryczną z kosmosu w ten sam sposób, co Słońce. Oczywiście, my otrzymujemy jej znacznie mniej, niż Słońce, które zdaje się być pokryte tornadowymi wirami otoczki elektrycznej. Słoneczne tornada widać najwyraźniej na brzegach plam, w formie włókien penumbry. Silne pole magnetyczne, tworzone przez każdy z wirów, powoduje powstanie obserwowanego włóknistego pola magnetycznego penumbry.

Przy marsjańskich diabłach pyłowych, ziemskie tornada są karłami. Pokazuje to, że do ich powstania nie są wymagane chmury. Są one atmosferycznym zjawiskiem elektrycznym.

Dlaczego Słońce jest pokryte granulami?

W swoich pionierskich publikacjach na temat Słońca z lat 70-tych, Ralph Juergens zaznaczył możliwą konotację słonecznych granuli z czymś, co pionier fizyki plazmy, Irving Langmuir, określił jako pęczki anodowe. Są to małe, jasne kulki plazmy, które formują się nad anodą, która w przeciwnym razie byłaby zbyt mała, aby przyjąć płynący przez nią prąd. W swoich eksperymentach Langmuir odnotował, że pęczki są małymi, jasnymi sferami, poruszającymi się nad powierzchnią anody. Wydaje się możliwe, że w warstwowej atmosferze Słońca, te jasne wyładowania przyjmują postać wiru elektrycznej otoczki.

Granule są jasne, ponieważ gazy wewnątrz wiru są ogrzewane kompresją i promieniowanie od ścian woru. Gorące gazy wypływają z wiru, tworząc granule. Również pioruny, w jakiejś formie, dostarczają energię na szczyt granuli, tworząc niezwykle jasne plamy. Ponad granulami jony rekombinują z elektronami, dając neutralny gaz, który absorbuje światło. Gaz taki byłby spychany w dół pomiędzy granule, a jego ruch zmieniany przez zderzenia z poruszanymi siłami elektromagnetyzmu jonami.

To właśnie może tworzyć ciemne kanały, będące rozgałęzionymi wzorami pomiędzy wyładowaniami elektrycznymi. Istniałyby tam silne wpływy silnego pola elektrycznego z powłok plazmy (warstw podwójnych) pączkowania anodowego. Zmienny poziom aktywności wyładowania nad granulą tłumaczyłby obserwowaną zmienną jasność słonecznych granuli. To godne uwagi, że nigdy nie zaobserwowano dużych i słabych granuli. Nie byłyby spodziewane w tym modelu.

Co powoduje plamy słoneczne?

Słoneczny plazmoid (widziany znad bieguna), widziany w ultrafiolecie, przy użyciu danych z SOHO.

W modelu elektrycznym, Słońce otrzymuje energię elektryczną z przestrzeni międzygwiezdnej, w formie wyładowania żarzeniowego. Eksperymenty z plazmą pokazują, że część energii będzie zgromadzona plazmoidzie w kształcie torusa, umieszczonym nad słonecznym równikiem.

Sporadycznie energia ta jest uwalniana z plazmoidu do niskich szerokości Słońca (czasami rezonanse plazmoidu mogą powodować jednoczesne rozbłyski po przeciwnych stronach ciała centralnego, jak to niedawno zarejestrowano na Słońcu). Globalna burza tornado jest odsuwana na bok przez silniejsze wiry elektrycznej powłoki, które dostarczają energię plazmoidu do znacznie głębszych poziomów. Wynikowe dziury w poziomie tornad, lub fotosferze, są tym, co nazywamy plamami słonecznymi. Zamiast być miejscami, gdzie energia jest ograniczona, są one raczej miejscami jej zwiększenia. To tłumaczy, dlaczego są one punktami startowymi złożonych wytrysków plazmy, które biegną przez Układ Słoneczny. Gigantyczne elektryczne tornada, tworzące plamy, przyspieszają cząstki w ich silnym polu elektromagnetycznym, generując ultrafiolet i promienie rentgena zamiast światła widzialnego. Tym niemniej ponieważ temperatura miarą ruchów chaotycznych, kierowany polem ruch cząstek wewnątrz wiru plamy wydaje się chłodny.

Model ten może wyjaśnić, dlaczego plamy o tej samej polaryzacji magnetycznej są do siebie silnie przyciągane, zamiast się odpychać (spróbuj zbliżyć do siebie dwa takie same bieguny magnesu). Plamy otrzymują prąd elektryczny, płynący w obracających się równolegle strumieniach, przez co są one wzajemnie przyciągane na długich dystansach, a odpychane na krótkich. To z kolei tłumaczy, dlaczego plamy często zachowują swoją odrębność, mimo odległości, która powinna im pozwolić się już połączyć. Istnieją też inne dowody na prądy elektryczne, płynące wzdłuż pola magnetycznego wewnątrz plam.

W umbrze, czyli ciemnym centrum plamy, na prześwietlonych zdjęciach zaobserwowano granulację. Granule umbry są ciaśniej upakowane, niż te fotosferyczne. Tego należałoby się spodziewać, ponieważ prąd prąd w wielkim wirze elektrycznej otoczki, tworzącym plamę, dostaje się do głębszej atmosfery na większych głębokościach. Granule umbry nie powinny istnieć, jeżeli plamy słoneczne są uformowane przez magnetyczne dławienie procesu konwekcji.

Artykuł w Nature wspomniał również o słabszych strukturach w umbrze. Są one związane z dośrodkową migracją jasnych plamek, za którymi podążają zmienne w czasie pojaśnienia i pociemnienia. Sugeruje to, że większa część umbry może mieć słabe lub niewielkie struktury, niż to się obserwuje. Naturą wiru elektrycznej powłoki jest ściskać materiał wewnątrz i wydłużać tubę w obu kierunkach. Ponieważ służy on zarazem jako przewodnik dla energii elektrycznej, wydaje się, że małe, jasne punkty są małymi, włóknistymi piorunami, emanującymi z dolnych końców wirów włókien penumbry.

Można by oczekiwać, że astronomowie dobrze się orientują w mechanice Słońca, najbliższej nam gwiazdy. W porównaniu do innych gwiazd, można powiedzieć, że to prawda. powiedział Kiselman. Ale niesamowite ZOO struktur i dynamicznych zjawisk na Słońcu nie jest w ogólności dobrze poznane, gdyż należy je oglądać bardzo długi czas. Wyobraźmy więc sobie, jak niewiele wiemy o innych gwiazdach. Żadnej gwiazdy nie zrozumiemy lepiej od Słońca. powiedział.

Komentarz: jest to niezwykle szczere wyznanie eksperta. Gdyby tylko stan naszej ignorancji został szerzej nagłośniony, zamiast aroganckich zapewnień, że wiemy już praktycznie wszystko, możemy na nowo ożywić zainteresowanie nauką w naszych szkołach.

Faktem jest, że nie rozumiemy Słońca. W ogólności nie rozumiemy gwiazd. Tak, mamy skomplikowane historie o nich, które radośnie zajmują teoretyków od stuleci. Ale tak długo, jak będą oni przekonani, że mogą ignorować elektryczna naturę wszystkiego we Wszechświecie, ich historie będą fikcją. Siła elektryczna jest najpotężniejszym oddziaływaniem Wszechświata, z której wynikają wszystkie inne siły*, i działa we wszystkich skalach, od subatomowej, po galaktyczną. Gdy zrozumiemy prawdziwą elektryczną naturę naszej gwiazdy, zaczniemy rozumieć Wszechświat takim, jakim jest.

*Autor nawiązuje tu zapewne do pewnej hipotezy na ten temat, która, choć nie wspominana tu, wydaje się być bliska orędownikom Elektrycznego Wszechświata - przyp. tłum.


Wal Thornhill

Przetłumaczono z http://www.holoscience.com/wp/sunspot-mysteries/?article=s9ke93mf

środa, 25 lutego 2015

Tornado jako wyładowanie elektryczne

Źródło: NOAA Photo Library, NOAA Central Library; OAR/ERL/NSSL.

13 października 2004

Ponieważ Ziemia jest małym, naładowanym ciałem, poruszającym się w dużej komórce plazmy, wyjaśnienia wszystkich zachodzących na niej, w niej i w jej pobliżu zjawisk fizycznych muszą brać pod uwagę zachowanie plazmy. Biorąc pod uwagę szerszy obraz, można otrzymać nowe spojrzenie na szczegóły codziennych zjawisk, takich, jak pogoda.

Meteorologowie nie są pewni, jak powstaje tornado, ale wiedzą, że często powiązane jest ono z silnymi burzami elektrycznymi. Kluczem do zrozumienia tornad jest to, że są one wynikiem gwałtownego wirowania ładunków elektrycznych. Tak, jak elektrony stanowią prąd w miedzianym przewodzie, którego używamy do transmisji energii, są one i w tornadzie. Dużą różnicą jest, że w przewodzie elektrony poruszają się szereg metrów na godzinę, podczas gdy w tornadzie - wiele merów na sekundę! Wynikiem są niezwykle potężne siły elektromagnetyczne. Efekt ten nazywany jest wirem naładowanej otoczki.

Kształt wiru jest silnie ograniczony do długiego i cienkiego, z okrągłym przekrojem. Ten prawdziwy kształt wiru jest często ukryty w tornadzie z powodu otaczającego pyłu i chmur. Sam wir będzie widoczny tylko wtedy, gdy będzie dostatecznie dużo energii elektrycznej do zjonizowania atmosfery. Tak oczywiście jest w przypadku Słońca. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli najechanie przez tornado, relacjonowali, że po wewnętrznej stronie jego ścian znajduje się elektryczna mgła.

Powszechnie uważa się, że tornado jest rodzajem burzowej energii mechanicznej, która jakimś sposobem zostaje przemieniona w elektryczną, a następnie bardzo efektywnie skierowaną do uziemienia za pomocą wiru elektrycznej powłoki wewnątrz tornada. Owo jakoś powstaje tylko wówczas, gdy nie uświadamiamy sobie elektrycznych wymiarów Układu słonecznego. Energia elektryczna z kosmosu jest częściowo zamieniana w mechaniczną wiatrów. Zamiast generować efekty elektryczne, wiatry w tornadach są sterowane wirem elektrycznej otoczki, i jego połączeniem z prądami elektrycznymi Układu Słonecznego

http://piorunybogow.blogspot.com/2015/02/tajemnice-plam-sonecznych.html

http://www.peter-thomson.co.uk/tornado/fusion/Charge_sheath_vortex_basics_for_tornado.html


Kontrybutorzy: Mel Acheson, Michael Armstrong, Dwardu Cardona, Ev Cochrane, Walter Radtke, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2004/arch/041013tornado-electric-discharge.htm

Pogoda: uczciwa, nieuczciwa, czy po prostu elektryczna?

Data zrobienia zdjęcia: 6 czerwca 1974. Źródło: NOAA Photo Library, NOAA Central Library; OAR/ERL/National Severe Storms Laboratory (NSSL).

17 września 2004

Ponieważ Ziemia jest małym, naładowanym elektrycznie ciałem, poruszającym się w dużej komórce plazmowej, wyjaśnienia wszystkich zjawisk fizycznych na niej, wewnątrz niej w jej pobliżu, powinny brać pod uwagę elektryczne właściwości plazmy.

Ziemska atmosfera jest izolującym ośrodkiem, oddzielającym ładunki na powierzchni od ładunków w otaczającej ją plazmie kosmicznej. Zestaw warstw podwójnych, rozprowadzających różnicę potencjału pomiędzy powierzchnią a przestrzenią, działa jak zestaw kondensatorów. Podczas ładnej pogody, wykrywamy w najniższej warstwie pole o natężeniu około 100V na metr.

Pole pod burzą może być stukrotnie silniejsze, gdy atmosferyczny dielektryk jest zwierany przez chmurę burzową na przestrzeni wielu kilometrów w pionie. Jak w kondensatorze, gdy izolacja się załamuje, następuje wyładowanie pomiędzy elektrodami. Można łatwo zrozumieć, że błyskawica w czasie burzy jest takim wyładowaniem. Aczkolwiek, poza łukami elektrycznymi, istnieją też inne formy wyładowań, takie jak krasnoludki, występujące nad chmurą burzową, oraz, w szczególności, ciemne wyładowania. Chociaż te ostatnie mogą nieść znaczny prąd, z reguły ich nie widzimy i nie odczuwamy w inny sposób, ale mogą mieć one widoczne efekty uboczne.

Uważne obserwacje wyładowań łukowych w laboratorium ujawniły, że łuk otaczają, i często poprzedzają, elektryczne wiatry. Rozwijające się wyładowanie zamiata otaczające je powietrze, wraz z nośnikami prądu. Wiatr en pojawia się jako napływ i wznoszenie, jak również wypływ i opadanie. Poprzez analogię, musimy zakwestionować zaakceptowane powszechnie wytłumaczenie burzy jako zjawiska spowodowanego wyłącznie konwekcją w powietrzu: burze mogą być widocznymi efektami drugoplanowymi dielektrycznego przebicia w ziemskiej atmosferze.

Wznoszenie i opadanie, jak i wypływy i napływy, byłyby atmosferycznymi odpowiedziami na ciemne wyładowanie prądu elektrycznego, bardziej, niż na różnice temperatur. Co więcej, zawiesina naładowanych cząsteczek pyłu i molekuł polarnych (wody) - jest bardziej rezultatem sił elektrostatycznych, zmiatających zarówno cząstki jak i powietrze wzdłuż pola elektrycznego w wyładowaniu. Tłumaczyłoby to sferyczny kształt okruchów gradu, które nie wykazują zniekształceń, jakich należałoby się spodziewać po podniesieniu przez silne siły tarcia w wietrze.

To prowadzi do bardziej ogólnej idei, że cała pogoda może być skutkiem, lub przynajmniej pod wpływem, oddziaływań elektrycznych Ziemi z otaczającą ją plazmą. Ponieważ ta większa możliwość nigdy nie była brana pod uwagę, nie przeprowadzono krytycznych testów, które mogłyby rozsądzić pomiędzy oboma wyjaśnieniami. Istnieją jednak testy, które poddają w wątpliwość obecną teorię.

Konwekcja jest dobrze poznana. Teoria zachowania gazu w systemie konwektywnym jest dobrze rozwinięta. Ale prognozy pogody, oparte na teorii konwekcji, są czymś więcej, niż tylko zastosowaniem tej teorii: one również ją testują, a zła prognoza jest falsyfikacją teorii. znaczący procent błędnych prognoz synoptyków jest sygnałem, że teoria coś przeocza. Elektryczny Wszechświat sugeruje, tym czymś są elektryczne właściwości plazmy.


Kontrybutorzy: Mel Acheson, Michael Armstrong, Dwardu Cardona, Ev Cochrane, Walter Radtke, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2004/arch/040917electric-weather.htm

wtorek, 24 lutego 2015

Rzeczy, które są niemożliwe

Źródła: Na górze z lewej: Mel Acheson, VEMASAT. Na górze z prawej: NOAA Photo Library, NOAA Central Library; OAR/ERL/National Severe Storms Laboratory (NSSL). Na dole z lewej: J. Clarke (Boston U. ) & Z. Levay (STScI ), ESA, NASA. Na dole pośrodku: F. N. Owen ( NRAO ) et al., VLA, NRAO, AUI. Na dole z prawej: B. Balick ( U. Washington ) et al., WFPC2, HST, NASA.

19 kwietnia 2005

Założenia teoretyczne zawsze były częścią procesu naukowego. Mówią one, co jest w założeniu niemożliwe. Ale nowe odkrycia często zaskakują nas możliwościami, które wymagają nowych założeń.

Obrazek powyżej zawiera kilka rzeczy, które są niemożliwe według popularnych założeń, które utrzymywały się przez większość XX wieku.

Na górze z lewej: Wyładowanie elektryczne w laboratorium, tworzy krater, posiadający wszystkie anomalie rzekomych kraterów impaktowych na innych planetach i księżycach.

Na górze z prawej: znana wszystkim błyskawica w czasie burzy, jest łukiem elektrycznym, łączącym dwie komórki przeciwnie naładowanej plazmy, które, zgodnie z obliczeniami, nie mogły powstać na skutek wiatru.

Na dole z lewej: Zorza na Saturnie, będąca elektrycznym wyładowaniem żarzeniowym, zasilana jest prądami w jego magnetosferze.

Na dole pośrodku: Dżet aktywnej galaktyki M87, złożony jest z gorącej plazmy, zwężonej do włókna przez siły elektromagnetyczne prądu elektrycznego, płynącego wzdłuż jego osi.

Na dole z prawej: Mgławice planetarne są wyładowaniami żarzeniowymi, zasilanymi galaktycznymi prądami elektrycznymi, gwiazdowej wielkości odpowiednikami laboratoryjnych tub wyładowaniowych.

Mając w pamięci te niemożliwości, proponujemy dla osób śledzących od dłuższego czasu debatę naukową na temat natury i pochodzenia Wszechświata. Gra toczy się między standardową kosmologią, a nową szkołą kosmologii plazmowej.

I

Nie można osiągnąć separacji masy w kosmosie. Co za tym idzie, Wielki Wybuch jest niemożliwy.

Z klasycznego punktu widzenia, grawitacja jest siłą całkowicie przyciągającą, wynikającą z własności masy, która jest częścią materii. Gdy ilość materii w dowolnej objętości przekroczy punkt krytyczny, w którym siły grawitacji stają się większe od dowolnej siły powstrzymującej, materia zapadnie się i powstanie czarna dziura.

Z perspektywy relatywistycznej, krzywizna czasoprzestrzenna wokół materii, a więc jej jednostek, ma tendencje do poruszania się ku centrum. Kiedy ilość materii w dowolnej objętości przekroczy próg krytyczny, za którym krzywizna czasoprzestrzeni jest większa niż jakiekolwiek rozszerzające właściwości, materia zapada się i powstaje czarna dziura.

Ponieważ teoria Wielkiego Wybuchu zakłada, że cała materia pochodzi z pradziadka wszystkich czarnych dziur, to aby ją stamtąd wyciągnąć i rozdzielić na odseparowane części, potrzeba więcej energii, niż istnieje we Wszechświecie. Wszechświat, jaki obserwujemy, nie może tak na prawdę istnieć.

Ale pojawia się argument teoria nie zaczyna się od czarnej dziury. Zaczyna się od obserwacji, że materia jest już rozproszona, a obliczenia prowadzą do początkowej czarnej dziury. Nie wiemy, co wysadziło czarną dziurę, widzimy jedynie rezultaty.

II

Nie można osiągnąć separacji ładunków w przestrzeni. Zatem Elektryczny Wszechświat jest niemożliwy.

Siła przyciągająca pomiędzy ładunkami elektronu i protonu jest 39 rzędów wielkości większa od grawitacji pomiędzy nimi. Aby oddzielić atomy od jąder atomów w łyżce soli, potrzeba większej energii, niż zawiera jej Wszechświat. elektron i jon w przestrzeni, gdzie nie ma nic poza próżnią, będą szukać siebie, aby jak najszybciej zneutralizować własne pole elektryczne. Efekty elektryczne w przestrzeni kosmicznej tak na prawdę nie mogą istnieć.

Ale pojawia się argument teorie o plazmowym Wszechświecie nie zaczynają się od neutralnej materii. Zaczynają się od obserwacji, że ładunki są już rozdzielone. Wszystkie zjawiska, jakie widzimy, są widoczne, ponieważ promieniują one energią, uwalnianą podczas rekombinowania ładunków. Obserwujemy, że podlegają one prawom obwodów elektrycznych w plazmie: formują włókna, komórki i warstwy podwójne; ewolucja przez charakterystyczną sekwencję niestabilności, gdy ładunki elektryczne próbują uzyskać równowagę; oddziaływanie wielkoskalowych obwodów do obwodów mniejszej skali. Nie wiemy, skąd największy obwód bierze swoją moc; nie wiemy, dlaczego 99% Wszechświata składa się z rozdzielonych ładunków. Widzimy jedynie rezultaty.

Jaki jest morał z ej gry? Ano taki, że to, co tak na prawdę mamy, to wyjaśnienia bez założeń.


Kontrybutorzy: Mel Acheson, Michael Armstrong, Dwardu Cardona, Ev Cochrane, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2005/arch05/050419impossible.htm

poniedziałek, 23 lutego 2015

Tornado w kosmosie

Energetyczny dżet gwiazdowy obiektu HH (Herbig Haro) 49/50, widziany przez Kosmiczny Teleskop Spitzer. Źródło: J. Bally (Univ. of Colorado) et al., JPL-Caltech, NASA.

10 lutego 2006

Wraz z odkryciem obiektów Herbig Haro, czy też gwiazd z dżetami, astronomowie szukają wyjaśnień. Jednak gwiazdy te obserwowane dziś setkami, tylko akcentują powszechne i fundamentalne niezrozumienie kosmosu.

Zdjęcie powyżej ukazało się w Astronomicznym Zdjęciu Dnia (APOD) 3 lutego 2006. Podpis identyfikował gwiezdny dżet jako kosmiczne tornado, długie na lata świetlne, którego gazy pędzą z prędkością 100 km/s. Chociaż takie energetyczne wydmuchy są dobrze znane, jako mające związek z młodymi gwiazdami, dokładna przyczyna tych spiralnych struktur widocznych w tym przypadku pozostaje tajemnicą.

W rzeczy samej, astronomowie wyrażają wielkie zadziwienie tymi formacjami. Model grawitacyjny, obowiązujący w 20 wieku, nigdy nie dopuszczał wąskich dżetów czegokolwiek, co mogłoby wypływać z ciał gwiezdnych. Ani grawitacja, ani standardowa dynamika gazów na to nie pozwalają.

Zatem im więcej odkrywaliśmy, problem narastał. Aby wyraźnie go dostrzec, przyjrzyjmy się językowi, opisującemu gwiazdowe dżety Herbig Haro, jak ten powyżej. Używane w nim pojęcia zaczerpnięto z zachowania wiatru i wody na skalnej planecie, zwanej Ziemią - planecie, która okazuje się wyjątkiem we Wszechświecie, który jest w 99,99% plazmą i jest zdominowany przez prądy elektryczne i ich indukowane pola magnetyczne. Przykładem dziwaczności przestarzałego języka jest opis gwiazdowych dżetów na stronie internetowej teleskopu Hubble'a - stronie, którą APOD likuje w celu wyjaśnienia takich energetycznych wydmuchów.

Wyjaśnienie zaczyna się słowami:

Gwiazdowe dżety są analogiami do gigantycznych zraszaczy. Czy zraszacz wiruje, czy pulsuje, czy też oscyluje, daje to wgląd w działanie jego malutkiego mechanizmu. Podobnie gwiazdowe dżety, długie na miliardy lub tryliardy mil, dają pewne wyobrażenie, co się dzieje w pobliżu gwiazdy w skali jedynie milionów mil, w której nawet Hubble nie potrafi zobaczyć szczegółów.

Ten, kto wie, czym jest plazma, może powiedzieć: jeśli sądzisz, że zraszacz ogrodowy jest dobrą analogią zdjęcia powyżej, postaw taki w przestrzeni kosmicznej i zobacz, co się stanie. Jakakolwiek próba zrozumienia gwiazdowych dżetów, rozciągniętych na lata świetlne, przy użyciu pojęcia wydmuchu na jednej ze stron, powinno skutkować kończącym karierę wstydem.

Dlaczego dżety są wąskie? pyta pisarz NASA. Zdjęcia Teleskopu Hubble'a powiększają tajemnicę, jak dżety są zwężane w wąskie wiązki. Następnie, po odnotowaniu, że zdjęcia z Hubble'a zdają się wykluczać ideę (popularną jeszcze kilka lat temu), że wymagany wydmuch może być zapewniany przez dysk wokół gwiazdy, autor dodaje:

Teoretyczną możliwością jest, że pole magnetyczne w dysku może skupiać gaz w w wąskie strumienie, ale na razie nie ma bezpośrednich dowodów obserwacyjnych, że pola magnetyczne są istotne.

Po tym pomniejszeniu roli pola magnetycznego, autorzy zadają dwa pytania, bezpośrednio związane z magnetyzmem, czego jednak sobie nie uświadamiają. Co powoduje perlistą strukturę? pytają. Oraz dlaczego dżet jest skręcony? nie zdają sobie sprawy, że właśnie zacytowali dwie najbardziej rozpoznawalne cechy wyładowania plazmowego - koraliki i supłowate niestabilności. Ale zamiast wprowadzić słownictwo elektrycznej plazmy, tak nieznane astronomom, strona zabiera nas do świata wody. ...Koraliki są na prawdę zbitkami gazu, orzące przestrzeń jak sznur motorówek. A węzły na ich trasie mogą być dowodami na istnienie gwiazdowego towarzysza, który ciągnie za gwiazdę centralną, powodując chwiejność, a to z kolei powoduje zmiany kierunku dżetu, jak rzucający się wąż ogrodowy.

Takie oświadczenia powodują u ekspertów plazmowych - którzy spędzili życie obserwując unikalne zachowanie prądu elektrycznego i wyładowań plazmowych - zastanawianie się nad przyszłością nauki teoretycznej. Dla kosmicznych elektryków w gwiazdowych dżetach nie ma nic niezwykłego. Ich odpowiedniki pojawiają się regularnie w w laboratoriach plazmy. Mogą być modelowane w symulacjach komputerowych. Ich analogie można zobaczyć w ziemskiej górnej atmosferze, w marsjańskich diabłach pyłowych, w wulkanach na księżycu Jowisza - Io, na księżycu Saturna - Enceladusie, w dżetach i warkoczach komet - a nawet w obserwowanych obecnie, dalekich strugach polarnych, wystrzeliwujących z galaktyk.

Jeżeli elektrycy teoretycy mają rację, udzielenie konwencjonalnej odpowiedzi na nowo odkryte obiekty w kosmosie, wymaga kursu kolizyjnego z plazmą i elektrycznością.


Następna część: Pamiętając o przestrodze Alfvéna.

Redaktor zarządzający: Michael Armstrong

Dodatkowy wkład: Dwardu Cardona, Ev Cochrane, C.J. Ransom, Don Scott, Rens van der Sluijs, Ian Tresman

Przetłumaczono z: http://www.thunderbolts.info/tpod/2006/arch06/060210hhtornado.htm

niedziela, 22 lutego 2015

Tornado w kosmosie (2)

Góra: Herbig Haro 111, gwiazda z dżetem, którego włókna ciągną się na 12 lat świetlnych. Na dole: Hannes Alfvén, ojciec współczesnej fizyki plazmowej, odbiera Nagrodę Nobla od króla Szwecji w 1970. Źródła: Bo Reipurth CASA/U. Colorado) et al., HST, NASA.

29 sierpnia 2006

Pamięci przestróg Alfvéna.

W dwudziestym wieku, astronomowie wykazali tylko ograniczone zrozumienie dla zjawisk plazmowych. Najbardziej ignorowana jest rola prądu elektrycznego w plazmie, rzeczy im nieznanej. W rezultacie, kaskada najbardziej niedawnych obserwacji pozostawiła ich rządnych wyjaśnień.

W poprzednim Zdjęciu Dnia wskazaliśmy na tajemniczy obiekt Herbig Haro 49/50, opisany konwencjonalnie jako rodzące gwiazdy kosmiczne tornado, wykazujące cechy, które są, według słów astronomów, słabo poznane. Próby wyjaśnienia strumieni przy użyciu standardowych modeli astronomicznych zawiodły. Jaka siła odpowiada za stworzenie wysoko energetycznego strumienia, rozciągniętego na lata świetlne? I jakim sposobem dżet ten pozostał wąski i skupiony na takiej odległości? Gwiazdy z dżetami, obserwowane obecnie setkami, nie znajdują wygodnego miejsca w leksykonie tradycyjnej astronomii.

Jedyną znaną siłą, która mogłaby zapobiec gwałtownemu rozprężeniu się w próżni, jest magnetyzm, a tylko prąd elektryczny może wytwarzać pole magnetyczne. Ale we wczesnym XX wieku, środowisko astronomów przyjęło już ideę, że to grawitacja i bezwładność rządzą niebiosami. Mając skonstruowaną prostą i bezpieczną wizję kosmosu, nie są chętni do zajmowania się bardziej egzotycznymi siłami, za wyjątkiem drugorzędnych rozważań, przypisu do matematycznie eleganckiego wielkiego obrazu kosmosu.

Z górnym zdjęciem powyżej związana jest tajemnica: 1500 lat świetlnych od Ziemi leży Herbig Haro 111, posiadający dżet długi na 12 lat świetlnych, składający się z naładowanych cząstek, rozpędzonych do prędkości 500 km/s. Włóknisty i węzłowaty strumień rozciąga się na długość trzykrotnie większą, niż odległość Słońca do najbliższej gwiazdy.

Autorzy domowej strony internetowej Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, omawiając kwestię gwiazdowych dżetów, nieświadomie odzwierciedlają wizję astronomów. Szukają przyczyn skolimowanych i wąskich dżetów w pojęciach wydmuchu, umieszczonego na jednym z końców - wyjaśnieniu, które pokazuje, że cala nauka traktuje o gazach w próżni. Zgrzyty są nieuniknione. widzimy je, na przykład, kiedy autorzy strony internetowej Hubble'a przyznają, że pola magnetyczne mogą skupiać gaz w wąskie strumienie. Jest to możliwość, odpowiadają, ale nie ma jak dotąd bezpośrednich dowodów obserwacyjnych, że pola magnetyczne są ważne.

Ostatecznie większość astronomów przyjęło do wiadomości wszechobecne istnienie pól magnetycznych w kosmosie. Ale w obliczu tej wiedzy, jak mogli oni zachować swoją fundamentalną zasadę, według której elektryczność nie wpływa na kakrokosmos?

Przez pewien czas astronomowie sądzili, że mają sojusznika w błyskotliwym inżynierze plazmowym, Hannesie Alfvénie, któremu cała współczesna fizyka zawdzięcza nowe spojrzenie na rolę elektryczności i magnetyzmu z plazmie. Wkład Alfveacute;na oparty był na pionierskich badaniach laboratoryjnych. W swoich wczesnych publikacjach mówi on o polu magnetycznym, które jest wmrożone w obojętną [elektrycznie] plazmę. Dla astronomów pojęcie to było bardzo atrakcyjne! Oznaczało to, że plazma w kosmosie mogła zostać namagnesowana na wczesnym etapie ewolucji gwiazd i galaktyk, wszystko to pod kontrolą dynamiki grawitacyjnej wyższego rzędu. Każde energetyczne zdarzenie mogło być wciąż wyjaśniane w terminach odseparowanych wysp materii, poruszających się wyłącznie w uścisku grawitacji.

Będąc pod wczesnymi założeniami Alfvéna, astrofizycy zaczęli studiować magnetyczną plazmę, bez poszukiwania większych prądów elektrycznych. Zaczęli postrzegać prądy elektryczne jako miejscowe i lokalne zjawiska, potrzebne tylko do tego, aby namagnesować plazmę, doskonały przewodnik. Obecnie, koncept Alfvéna co do wmrożonego w plazmę pola magnetycznego stanowi fundament większości interpretacji głównego nurtu, dotyczących magnetyzmu w kosmosie. Podejście to pozwala astronomom patrzeć w przeszłość na przyczynowe prądy elektryczne, jako na dłużej już nieistotne. Studiowanie namagnesowanej plazmy nazywa się obecnie magnetohydrodynamiką, i przyznaje się, że Alfvén jest fundatorem tej dziedziny. W 1970 odebrał on Nagrodę Nobla za fundamentalne odkrycia w magnetohydrodynamice.

Krytycznym zwrotem tej historii, o którym się niemal w ogóle nie mówi w społeczności astronomów, jest to, że Alfvén uświadomił sobie, że był w błędzie. Wykorzystał okazję, jaką była jego przemowa z okazji odebrania nagrody, aby prosić naukowców o zignorowanie jego wcześniejszej pracy. Pola magnetyczne, powiedział, to tylko część historii. nie należy przeoczać prądów elektrycznych, które te pola tworzą, a współczesne próby modelowania plazmy kosmicznej bez istnienia prądów elektrycznych skieruje astronomię i astrofizykę na drogę do kryzysu.

Alfvén twierdził, że zachowanie plazmy jest zbyt skomplikowane i kapryśne dla matematyków. Jest to dziedzina zupełnie nie dla eleganckich teorii matematycznych. Wymaga ona praktycznej uwagi w laboratorium. Na nieszczęście, obserwował, jak plazmowy wszechświat staje się poletkiem dla teoretyków, którzy nigdy nie widzieli plazmy w laboratorium. Wielu z nich wciąż wierzy we wzory, o których wiemy z eksperymentów, że są błędne.

Alfvén wciąż i wciąż powtarzał: założenia dzisiejszej kosmologii są rozwijane przy pomocy najbardziej wymyślnej matematyki, i tylko sama plazma nie rozumie, jak piękne to są teorie i absolutnie odmawia podporządkowania się im.

Kryzys teoretyczny tylko się pogłębił, gdy astronomowie zobaczyli Wszechświat przy pomocy potężniejszych teleskopów, oraz urządzeń, które mogą widzieć pełne pasmo elektromagnetyczne. Gdziekolwiek spojrzeli, napotykali efekty działania pola magnetycznego - dzika kartę, która nieuchronnie niweczyła ich podstawowe założenie standardowej astronomii: plazma kosmiczna nie może permanentnie posiadać wmrożonego pola magnetycznego. W rozrzedzonym środowisku plazmowym, do podtrzymania pola magnetycznego potrzebny jest prąd elektryczny. Obiekty Herbig Haro - i niezliczone inne obiekty w kosmosie - są fundamentalnymi wyzwaniami dla elektrycznie sterylnego wszechświata astronomów.

Dziesięciolecia temu Alfvén pokazał, że gwiazdy posiadają obwód elektryczny, obejmujący płaski prąd równikowy i polarne prądy strumieniowe. Zanotował, że energia elektromagnetyczna może być przechowywana w płaszczyźnie prądu równikowego, aż do pewnego krytycznego momentu, kiedy energia jest przełączana do wyładowania biegunowego. Wynikowy strumień otrzymywałby energię z przyspieszających cząstki warstwy podwójnej, izolującej ściany plazmy, przez którą biegnie silne pole elektryczne. W obecności tego pola, grawitacja gwiazdy musi ustąpić miejsca sile znacznie potężniejszej, która wyrzuca przyspiesza materię na zewnątrz (podobny mechanizm jest obecnie opracowywany dla zaawansowanych plazmowych silników rakietowych).

Dekady eksperymentów laboratoryjnych pokazały, że toroidalne pole magnetyczne, utworzone przez biegunowe wyładowanie plazmowe, zwęża to wyładowanie w wąski strumień. W próżni, pole magnetyczne powstrzymuje gorący gaz przed gwałtownym rozproszeniem i schłodzeniem, jak kłąb pary. W ten sam sposób eksperymenty z plazmą pokazały, że to energia elektryczna tworzy i oświetla włókna i węzły wzdłuż ścieżki wyładowania. Tak więc teoretycy elektryczności mogą się tylko drapać po głowie, gdy widzą okrzyki zaskoczenia i zakłopotanie na widok tajemniczych międzygwiezdnych dżetów. Nowe odkrycia po prostu potwierdzają obserwacje Alfvéna i jego kolegów: eksperymenty laboratoryjne nad plazmą są skalowalne do kosmicznych wymiarów.

To zdrowy rozsądek inżynierów elektryków, nie eleganckie równania, ukazują oczywistość obiektów Herbig Haro. Prąd osiowy, zwężany indukowanym toroidalnym polem magnetycznym, płynie wzdłuż dżetu na całej jego długości. Tylko pole elektryczne może przyspieszać cząstki w przestrzeni międzygwiezdnej. Nie ma tu wydmuchów na jednym końcu, wykonujących niemożliwe. Dżet nie przeczy dobrej nauce, lecz ją umacnia. I jeśli zdjęcie mówi głośniej niż dzisiejsze grawitacyjne dogmaty, to jest tak dlatego, że przestrzeń międzygwiezdna ożywiana jest prądami elektrycznymi.


Redaktorzy zarządzający: Steve Smith, Mel Acheson

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2006/arch06/060829tornadospace2.htm

Wszechświat według Arpa

Mapa ewolucji wg Arpa, SR, s. 239. Dzięki uprzejmości Haltona Arpa.

6 stycznia 2005

Konwencjonalny obraz Wszechświata przedstawia galaktyki rozłożone według przesunięcia ku czerwieni (z), od Drogi Mlecznej, po tak daleko, jak sięgają teleskopy. Rozmieszczenie ich nie jest losowe, lecz grupuje się w gromady. Jedną z osobliwości tych gromad jest to, że rozciągają się one od Ziemi, czyniąc ją celem palców Boga, wskazujących z każdego kierunku.

Jest to dziwne. Ale konwencjonalni astronomowie mają doświadczenie w ignorowaniu dziwnych wyników. Nie dzieje się tak bez powodu: sensu można się dopatrzeć jedynie w czymś sensownym. Staje się to jednak kłopotliwe, kiedy ich ignorancja zderza się z obserwacjami, które są fundamentalne dla ich rzemiosła (opisywania obrazu Wszechświata).

Szereg podstawowych obserwacji przeczy konwencjonalnemu obrazowi od przeszło 30 lat. Obiekty o wysokim z (głównie kwazary) są często w jednej linii z galaktykami o małym z. Co więcej, parametr ten zmniejsza się wraz z odległością. Jest też wyraźnie skwantowany w serii dyskretnych wartości. Co więcej, jasność tych obiektów rośnie wraz z odległością.

Z wiekiem stają się chłodniejsze, a materia w nich kondensuje się w gwiazdy. W końcu, gwiazdy te tworzą formę podobną do galaktyki. Ale na długo, zanim dorosną, mogą wyrzucić z siebie swoje dzieci, a te dzieci mogą zrobić to samo, tworząc gromadę rodzinną galaktyk i kwazarów.

Gromada Virgo przedstawia takie właśnie rodzinne zdjęcie. Ogromna galaktyka eliptyczna M49 leży w centrum. W jej sąsiedztwie, od północy, znajduje się aktywna i jasna radiowo galaktyka M87, a od południa - kwazar 3C273. Wszystkie trzy obiekty połączone są pasmem emisji radiowych i rentgenowskich.

M87 jest znana ze swojego niebieskiego dżetu, z podobnymi do kwazarów węzłami, który rozciąga się w kierunku aktywnej galaktyki M84. Po drugiej stronie M87 znajduje się kolejna linia źródeł rentgenowskich i radiowych. Cała linia otoczona jest przez owal małych galaktyk spiralnych.

Ponad M84 znajduje się kwazar PG1211, który posiada rozciągającą się od niego linię kwazarów. Te ostatnie kwazary byłyby pra-prawnukami M49.

Arp przekonuje, że niemal wszystko, co widzimy, patrząc w stronę gromady Virgo, jest częścią tej gromady. Ale zanotował również, że po przeciwnej stronie nieba znajduje się formacja, będąca lustrzanym odbiciem gromady Virgo: gromada Fornax. Co jest prawdą dla jednego, musi być prawdziwe i dla drugiego, implikując, że widzialny Wszechświat z jednej, obejmującej wszystko gromady. Nasza Grupa Lokalna jest gdzieś pośrodku. Arp spekuluje, że poza zasięgiem naszych teleskopów znajduje się znacznie więcej takich gromad. W końcu matka naszej grupy musiała skądeś się wziąć.

(...)


Edytor zarządzający: Amy Acheson

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2005/arch05/050106universe-arp.htm